![]() |
|
[lato 1971, Egipt] Przeszłość i przyszłość - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [lato 1971, Egipt] Przeszłość i przyszłość (/showthread.php?tid=1775) Strony:
1
2
|
RE: [lato 1971, Egipt] Przeszłość i przyszłość - Cathal Shafiq - 27.08.2023 - Grabie – powtórzył Cathal z niedowierzaniem. Doradzające zorganizowanie. Shafiq uważał się akurat za człowieka doskonale zorganizowanego, a priorytety miał mocno ustawione: chciał zbadać wszystkie magiczne części grobowca, zwłaszcza komnatę królowej, utrzymać wszystkich w zespole przy życiu (co obejmowało nie uduszenie Jamila i nie pozwolenie, żeby Nell udusiła Jamila), potem zaś znaleźć sobie równie intrygujący cel. Nie wiedział jeszcze, czy przepowiednia się spełni (a jeżeli tak, miał zapewne twierdzić, że wynika to z tego, że po fakcie wszystko można tak przyporządkować), ale teraz to z tych powodów na złośliwy uśmieszek McGongall odpowiedział odrobinę ironicznym uśmiechem. – Albo czekają mnie prace ogrodowe. Jestem pewien, że jeśli się postaram, wyhodujemy pod obozem trochę warzyw. Wymagałoby to zaiste wielkiej magii, zważywszy na to, że obozowali w pustynnej okolicy. - Dziedzictwo krótkiego żywota Aleksandra. Niektórzy mówią, że był magiem. Osobiście uważam raczej, że miał takiego przy sobie – powiedział w zamyśleniu, zaciągając się papierosem. Piramidy mogły oznaczać Egipt. Jeśli szło o związek Orła z Rzymem, Cathal był nieco bardziej sceptyczny – wszak to oznaczałoby, że faktycznie kapłan był wieszczem i ujrzał zagładę Egiptu. Nie powiedział tego jednak, bo mimo swojego niedowiarstwa, wiedział, że raz na parę pokoleń zdarzał się czarodziej o prawdziwie proroczych zdolnościach, zdolny wypowiadać przepowiednie zmieniające losy świata… Choć ta raczej niczego nie zmieniła. Poza tym Shafiq nie widział powodów, aby denerwować Guinevere swoim sceptycyzmem. – Jeżeli tak, to najwyraźniej przepowiednia zaginęła w mroku dziejów albo Kleopatra nie była skoro słuchać o znakach sprzed trzech tysięcy lat – podsumował więc tylko, wypuszczając z ust kłąb dymu. – Chyba każdy władca w tamtym okresie doświadczał takich zdrad. Kleopatra walczyła ze swoim mężem – bratem, a potem kazała zabić drugiego męża – brata. Kochanka zabili doradcy, w tym najbliższy przyjaciel. Jej syn zginął, bo opiekun, który miał go wywieść, namówił młodego faraona do powrotu, a Oktawian uznał, że nie może być zbyt wielu cezarów – stwierdził, przekrzywiając nieco głowę, z pewnym zainteresowaniem. Historia pełna zdrad, ale czy nie było podobnych przypadków i w historiach innych władców? Znów ciężko było powiedzieć, czy kapłan faktycznie to zobaczył – przynajmniej zdaniem Cala – czy też snuł piękną opowieść, która prędzej czy później musiała się spełnić, bo tak po prostu działały egipskie dynastie. Kiwnął głową, gdy powiedziała, że zabierze ze sobą notatki. Sporządził kopie właściwie z myślą o tym, że McGongall może zechcieć je zachować – wszak faktycznie wszystko było cholernie skomplikowane, skoro znajomość starożytnych run i niemal wszystkich języków świata, a także współpraca z charłakiem, zawodowym Egiptologiem, nie wystarczyła, aby byli w stanie zrozumieć coś więcej. Cathal nie spodziewał się, że odszyfrują ten tekst dziś, jutro ani nawet za tydzień. – Prześlij potem wycenę razem z tłumaczeniem – poprosił. – W ramach dodatku do zarobku, za twoje zamówienie też zapłacę. Jakby nie było, on ją tutaj zaprosił i to w służbowej sprawie, a dobrze było utrzymywać dobre kontakty ze specjalistami. Zwłaszcza, jeśli przypadkiem łączyli dwie kultury, angielską oraz egipską, co w przypadku ekipy Cathala stanowiło idealne połączenie. RE: [lato 1971, Egipt] Przeszłość i przyszłość - Guinevere McGonagall - 27.08.2023 - Grabie – powtórzyła, zupełnie niewzruszona., a później z politowaniem uniosła brwi. - Nie nadajesz się na wróżbitę, brak ci wrażliwości. Nie czekają cię żadne prace ogrodowe – stwierdziła takim tonem, jakby komentowała właśnie zupełnie nie zmieniającą się w Egipcie pogodę. - Wspomnisz jeszcze moje słowa, niedowiarku. Nie wszystko na tym świecie da się wytłumaczyć za pomocą logiki i twardych faktów – oczywiście, wyczuła w jego słowach ironię, ale spotykała się z taką reakcją nazbyt często, by się tym przejąć. Shafiq może kiedyś przejrzy na oczy, dopóki przestanie sobie wmawiać, że to, co się wokół niego dzieje, jest dziełem przypadków i dopasowywania słów wróżby do tego, co miało już miejsce. Oczywiście, coś podobnego groziło każdemu, kto najpierw widział skutki, a dopiero później słyszał słowa przepowiedni, ale tutaj sytuacja była odwrotna, a kolejność – prawidłowa. To, że niedowierzał jej słowom i miał wróżbiarstwo za kompletną bzdurę, wcale Guinevere nie zrażało, ani nie denerwowało. Nie miała zamiaru go na siłę przekonywać, bo nie odniosłoby to żadnego skutku prócz irytacji. Jak już mu powiedziała: nie miało znaczenia, czy w to wierzył czy nie, bo niewiara nie ma żadnej mocy, i tylko sam sobie szkodził. W końcu to był jego wybór, by nie wierzyć… w tym wypadku niegroźnemu ostrzeżeniu. - Obie wersje są równie prawdopodobne – podejrzewała, że w starożytności ogólnie większość kapłanów była tak naprawdę czarodziejami. I całkiem możliwe, że Aleksander Macedoński też miał takiego na usługach. Mógł też sam nim być, nie wykluczała tego. - Trzy tysiące lat to kawał czasu. Świat nie był wtedy tak poukładanym miejscem jak jest teraz, oczywiście, że im to zaginęło. Albo trafili na takiego samego niedowiarka, jak ty – zachichotała krótko, ale zaraz znowu była poważna. - Jak mówiłam, tych znaków, powtarzających się, jest sporo. Gdyby wystąpiły raz, to skłonna byłabym uwierzyć, że to zgrabna manipulacja, by można to było dopasować do każdej historyjki. Ale schematów jest tam sporo, myślę, że to nie jest przypadek. Przeanalizuję to jeszcze – obiecała i złożyła dane jej papiery na pół. - Oczywiście – oczywiście, że prześle wycenę. Przecież nie robiła tego za darmo. Nikt nic nie robił na tym świecie za darmo, bo by nie było za co żyć. Za darmo, to mu dzisiaj przepowiedziała, żeby uważał na grabie – tyle chyba wystarczy. RE: [lato 1971, Egipt] Przeszłość i przyszłość - Cathal Shafiq - 28.08.2023 - Łamiesz mi serce, królowo – westchnął Cathal, próbując przybrać zraniony wyraz twarzy, gdy został oskarżony o brak wrażliwości. Efekt był komiczny, być może zgodnie z zamierzeniem zresztą. – Już oczyma wyobraźni widziałem, jak robię wielką karierę jako jasnowidz – oświadczył, tym razem z taką powagą, jakby faktycznie dokładnie taką ścieżkę zawodową chciał wybrać. Nie, wcale nie planował kpić z wróżenia Guinevere, po prostu jeśli szło o niego, faktycznie był absolutnie niewrażliwy na jakiekolwiek rzeczy związane z jasnowidzeniem i Trzecim Okiem. I nawet wiara w to, że istnieją prawdziwe przepowiednie, nie zmniejszała jego sceptycyzmu wobec symboli na dnie filiżanki. Shafiq podejrzewał, że Aleksander miał obok siebie czarodzieja i to wyjątkowo utalentowanego, bo jego podboje zdawały się czymś niesamowitym. Nawet największy geniusz nie zdawał się wystarczający, aby osiągnąć tak wiele, w tak krótkim czasie. Nie mógł to być po prostu jeden z wielu kapłanów, wszak wtedy w którymś kraju trafiłby się ktoś, kto stawiłby wojskom czoła. Wtedy magia nie wzbudzała takiego przerażenia, a wspólnoty czarodziejów nie były tak zorganizowane jak teraz. – Gdyby trafili na takiego niedowiarka jak ja, ta przepowiednia byłaby wyryta na każdym filarze w okolicy. Tak na wszelki wypadek – przyznał, bo w końcu lepiej był zapobiegliwym niż potem przepraszać za upadek państwa. Podejrzewał jednak, że Kleopatra nie byłaby skłonna uwierzyć w proroctwo wieszczące jej upadek. Była przecież królową. Egipscy władcy zwykle nie dopuszczali do siebie myśli o tym, że mogą odnieść porażkę. Shafiq wydmuchał ostatni kłąb dymu, a potem wygasił papierosa. Nie oczekiwał, że Guinevere będzie pracowała za darmo. Za darmo dawało się innym to, co niewiele cię kosztowało lub gdy na kimś ci zależało. Jeżeli szło o interesy, należało się trzymać zasad. A Cathal wychodził z założenia, że nawet starych przyjaciół nie wypada prosić o darmowe przysługi. – Nie musisz się spieszyć. Nie jest to nam niezbędne do dalszych prac – powiedział, a potem zawołał kelnerkę, by uiścić opłatę za zamówienie swoje i McGongall. I nie, nie zamierzał dać się przy tym oszukać, choć dziewczyna nawet nie próbowała – może dlatego, że zwrócił się do niej po arabsku, może faktycznie dlatego, że siedząca z nim kobieta wyglądała na miejscową. – Zbieramy się stąd, czy chcesz jeszcze posiedzieć? RE: [lato 1971, Egipt] Przeszłość i przyszłość - Guinevere McGonagall - 28.08.2023 - Jakoś wątpię – nie uwierzyła mu ani trochę, że mu właśnie łamie serce swoją wyceną jego zdolności do wróżbiarstwa i jasnowidztwa. Wręcz dałaby sobie paznokcia uciąć, że było wręcz przeciwnie i Shafiq cieszył się z tego, że jego wkład w tak nielogiczną dziedzinę magii został oceniony tak nisko; że mu to pochlebiało. - Musiałbyś porzucić ruiny i wykopy, by zrobić wielką karierę jako jasnowidz – efekt jaki wyszedł faktycznie był komiczny. Guinevere była pewna, że celowo. - Ale gdybyś potrzebował przeszkolenia, to mogę szepnąć słówko albo dwa mojej matce… - nieprawda, nie zamierzała tego robić. Bo i nie podejrzewała, że Cathal by chciał. Kiedyś magia może i jednak przerażenie wzbudzała, ale była raczej traktowana jako dar od bogów, nie coś, co należy zwalczać ogniem i mieczem. Być może trafił się tam jakiś wielki czarodziej, może nawet czarnoksiężnik; przecież obecne czasy nie miały na nich monopolu. Był Grindelwald, teraz mieli Voldemorta, a wcześniej? Ilu wcześniej ich było…? Ginevra nie znała dokładniej liczby, ale szacunkowo mogła określić, że „wielu”. Może kimś takim był Aleksander. Może miał kogoś takiego u boku, kogoś, kto nie chciał być twarzą, a kierować zza kulis. Ale tego… pewnie się nigdy nie dowiedzą. Pozostawały im tylko zgadywanki. - Może było wyryte – zauważyła. Trzy tysiące lat to szmat czasu, mogły się filary pozawalać. - Ile pamiętasz przepowiedni i innych rzeczy sprzed trzech tysięcy lat? Myślę, że po prostu je zgubili – wzruszyła ramionami. Pewnych rzeczy uniknąć się nie dało. Starożytny Egipt musiał kiedyś upaść. Kiwnęła głową, lekko się przy tym uśmiechając. Może i miała charakterek z pazurem, może i lubiła sobie w bardzo charakterystyczny sposób pożartować, ale do swojej pracy podchodziła poważnie i skrupulatnie. Może i się wyzłośliwiała, ale nikomu z ekipy, z którą pracowała, nie życzyła niczego złego. W ogóle… mało komu życzyła coś złego. Bo pod tą warstwą zadziorności kryła się kobieta o wielkim i miękkim sercu. Nieszkodliwe żarty i cięty język były pewnego rodzaju tarczą. - Nasiedziałam się już – stwierdziła. - Mam ochotę na spacer przy Nilu. Przejdziesz się ze mną? Koniec sesji
|