Secrets of London
[ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka (/showthread.php?tid=1787)

Strony: 1 2 3


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Avelina Paxton - 26.08.2023

Nigdy świadomie nie zgodzi się na jego warunki, zawsze będzie walczyć, bo Avelina Paxton była cichym wojownikiem, człowiekiem burzącym swoje szczęście. Nie mogła mu pozwolić na to, aby niszczył swoją reputację przez emocje. Wiedziała, że bardzo starał się stanąć na wysokości oczekiwań swojego ojca, doskonale zdawała sobie sprawę jak go to niszczyło w szkole, więc nie mogła mu pozwolić na to, aby te lata starań, walki o swoją pozycję zaprzepaścił romansem z nią. Musieli być mądrzy, rozsądni i dorośli. Kolejnym dowodem na to, że nie mieli szans była randka w mugolskiej restauracji, a nie w jakiejś na czarodziejskiej ulicy. Nie mogła uwierzyć w to, że on aż tak bardzo się łudził, że mógłby z nią być, że mogliby być szczęśliwi. Był pieprzonym egoistą. Czego mogła się po nim spodziewać? Nigdy jej nie zadeklaruje, że zostawi swoją żonę, nigdy by mu na to nie pozwoliła. Nie pozwoliłaby mu porzucić swoich dzieci i kobiety, którą wziął pod swoje skrzydła jako mężczyzna i głowa rodziny. Musiał dorosnąć, a Avelina da mu w tej kwestii porządną lekcję – o ile będzie miała tyle siły.

Słuchała go czując w sercu żal, że musiał to w ten sposób czuć, że myślał o niej będąc z inną kobietą. To nie będzie nagroda, ani pokrzepienie na jej roztrzaskujące się na kawałeczki serce. To była najgorsza rzecz jaką mogła w swoim życiu usłyszeć. Zabrała od niego dłonie, oparła się o oparcie krzesła i milczała, myślała, analizowała. Robiła to, co potrafiła najlepiej. Jej wzrok spoczął na zbliżającym się kelnerze, który wyczuł napięcie między nimi. Paxton nie uśmiechała się tak jak na początku, gdy odbierał zamówienie. Uśmiechnął się do nich delikatnie i postawił przed nimi trunek plus przekąski informując, że dania główne zostaną podane za parę minut. Avelina podziękowała, skinęła głową z delikatnym uśmiechem, a potem wróciła spojrzeniem do Augustusa. Nie, jeszcze się nie odezwała. Potrzebowała przetrawić te myśli. Powinien się wstydzić, powinien czuć się podle, a ona mu powinna to powiedzieć. Zamiast tego milczała wpatrując się w lampkę z winem. Upiła z niej łyczek zamykając na chwilę oczy.

Tak, chciałaby być obok niego, przytulić się do jego ramienia, zachichotać jak zakochana nastolatka, a zamiast tego czuła ból w piersi, pustkę, która pożerała ją niczym czarna dziura. Dlaczego zrzucił na nią odpowiedzialność za takie uczucia? Dlaczego jej to powiedział? Czemu nie mógł po prostu powiedzieć, że nie kocha żony, że ma ochotę skoczyć w bok z nią, bo jest seksowna? Byłoby łatwiej. Wolałaby, aby ją okłamał, aby był pieprzonym dupkiem, a zamiast tego było jej go żal i jego żony również.

Wiedziała, że musiała się odezwać, ale miała ten minus w swojej egzystencji, że czasami zapominała, że potrafi mówić. Może w poprzednim wcieleniu była niemową? Czuła się tak, że jej usta nie potrafiły z siebie wydobyć dźwięku, że nie potrafiła liter złożyć w słowa, aby potem powstały zdania.

– Egoista – powiedziała w końcu podnosząc na niego wzrok – pieprzony egoista, cholera jasna – upiła kolejny łyk wina jakby miało złagodzić ból w piersi. Dlaczego jej to zrobił? Miała ochotę zabrać go do swojego domu i zrobić jeszcze większy błąd w ich życiu, ale nie mogła. Nie teraz, to byłoby za szybko. Ściągnęła brwi patrząc na niego, wbijając w niego wzrok niczym igły podczas wymyślnych tortur. – Hipotetycznie, pozwolę wejść ci do mojego serca, pozwolę ci je złapać w swoje dłonie, przygarnąć, pozwolę ci o nie zadbać, rozbudzić to, co czujesz do mnie, a potem tak po prostu odwrócisz się i bez wyrzutów sumienia wrócisz do swojej żony? – zapytała czując jak głos jej drży, jak bolą ją jej własne słowa. – Proszę, nie wmawiaj mi, że to się uda. Nie myśl o tej kolacji jak o randce, nie możemy rozumiesz? Nie łam mnie, Rook… Augustus. – Zakończyła w końcu znowu upijając trochę wina.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2H63f7b.jpg[/inny avek]


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Augustus Rookwood - 26.08.2023

Nie chciałem jej stracić. Tak bardzo nie chciałem jej stracić. Pragnąłem jej wyznać to wszystko, co się we mnie zbierało przez te lata rozłąki, ale miałem wrażenie, że z każdym kolejnym słowem tracę ją coraz bardziej. Podchodziłem pod panikę. Lawirowałem na palcach po linie niepewności. Chybotałem się. Zastanawiałem się, kiedy z niej zlecę, kiedy będę spadał w dół, by w końcu znaleźć się na dole w postaci nieprzyjemnej miazgi. Momentami miałem wrażenie, że moje serce już się tam znajdowało i tylko czekało, kiedy dołączy do niego reszta mojego ciała, a kiedy usłyszałem słowo egoista, zamarłem, dostałem zawału i czułem jak lecę w dół. Dosłownie. Robiłem to. Musiałem to robić w czasie rzeczywistym.
Aż złapałem się stołu, niepewny, czy faktycznie byłem w stanie utracić kontakt z rzeczywistością. Zamknąłem oczy. Nie chciałem patrzeć... Jej spojrzenie... To nie była moja Avelina. To nie mogła być moja Avelina. Te oczy były zbyt podłe, zbyt okrutne.
Pragnąłem zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nie chciałem się tak czuć. Preferowałem spokój, ten błogi stan, który towarzyszył mi przy niej jeszcze chwilę temu. Tak niedawno, a zarazem tak odlegle. Może miała rację? Może łudziłem się jak kretyn? Miałem rodzinę, tę cudowną rodzinę. Kochałem ich, ale… nie tak bardzo jak Ją. Może nie byłem wystarczająco dobry by zasłużyć na Nią? Chociażby na odrobinę szczęścia?
Leciałem w dół. Leciałem cholernie długo. Pragnąłem już uderzyć w ziemię, pragnąłem roztrzaskać się i przestać myśleć.
Miałem ogromną dziurę w sercu. W tej chwili nie wiedziałem już niczego. Naszły mnie wątpliwości. Może nawet przyjaźń była złym pomysłem? Wszystko? Byłem potworem. Zadając się z Aveliną, zagrażałem jej życiu - o tym jakoś nie byłem łaskawy pomyśleć. O jej przyszłości, jej marzeniach, priorytetach. Miałem rodzinę, więc jej nie potrzebowałem, ale ona…? Miała rację. Byłem egoistą. Byłem dupkiem i egoistą.
Otworzyłem oczy, ale nie patrzyłem na nią. Skupiłem się na kieliszku wina. Przełknąłem ślinę i skosztowałem odrobinę. Zaskakujące, że tym razem nie koiło bólu, wręcz nie chciało przejść przez mój ściśnięty przełyk. Cierpiałem, kiedy wypowiadała moje imię. Robiła to prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu, a ja nie potrafiłem się w tym pławić.
- Masz rację. Zapomnij. Wybacz - odparłem sztywno, unikając kontaktu wzrokowego. Skinąłem mechanicznie głową. Przestałem się łudzić. To było takie... głupie. Powinienem skupić się na pracy, rodzinie, nauce i rozbojach. Praca, rodzina, nauka i rozboje. Choćbym się bardzo starał, nie mogłem wcisnąć tam spotkań z Aveliną Paxton. Miałem obowiązki, obowiązki, dużo obowiązków. Pracę. Rodzinę. Naukę. Rozboje. Spotkania z Ojcem. Sztywne bankiety. Siostrę, która niebawem zniknie i zostanę sam.
Chyba straciłem apetyt. Miałem nadzieję, że przypalą tę kaczkę. Nie chciałem jej jeść. Nie mogłem. Gardziłem nią i wszystkim innym, gdyż los był nie fair.
Ścisnąłem prawą dłoń w pięść, po czym wyprostowałem. Powtórzyłem tę czynność kilka razy, byleby nie stracić kontaktu z rzeczywistością, by nie oddać się czystej furii. Spokój. Kolacja. Zmiana tematu.
- Przepraszam. Dałem się ponieść fantazjom - odparłem, przywdziewając maskę ułożonego Augustusa Rookwooda. Przesadziłem. Łudziłem się nadzieją, a była przecież matką głupich. Nawet nie chciałem myśleć, co by powiedział Ojciec na ten teatrzyk. Upiłem wina - nieco lżej mi przeszło przez przełyk, po czym spojrzałem na Avelinę. Spokój. Kolacja. Zmiana tematu. - Jak się czujesz po zdjęciu klątwy? Już nie nawiedza cię nic niepowołanego? - zapytałem tonem, który był taki charakterystyczny dla tych wszystkich bankietów, gdzie wszyscy grali dostojnych, niezaangażowanych zanadto, przegrzecznych, ale wystawiających ciekawie uszy w celu złapania pierwszych lepszych plotek w swoje pazury. Budowałem mur, dzięki któremu ochronię siebie i innych przede mną.


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Avelina Paxton - 26.08.2023

Miała wrażenie, że Augustus żył w jakiejś pieprzonej bańce zapominając o tym, że to nie jest książka, że to niej opowieść, którą można nagiąć pod ich szczęście. Nie da rady zmienić ich pochodzenia. On nie rozumiał, że nie miała czasu na romanse, że nie miała czasu na zranione serce. Wokół świat szykował się do wojny, nie miała gwarancji, że ktoś nie napadnie sklepu, w którym pracowała w imię idei czystej krwi. Nie miała gwarancji, że jak wejdzie do domu, czy nie dostanie wiadomości od Erika, że Danielle nie żyje, że komuś jej bliskiemu stała się krzywda. Augustus nie musiał obawiać się, że ktoś z jego rodziny ucierpi. Klasyfikował się do tych, którzy mogli być bezpieczni, których te idee nie dotykała. Patrzyła na niego z cierpieniem w oczach, nie było tam pogardy, była tam czysta, bolesna miłość, której nie mogła mu dać, której nie mogła otwarcie odwzajemnić. Cholernie chciała odpocząć, chciała wpaść w jego serce, chciała czuć to wszystko o czym czytała. Chciała założyć rodzinę, urodzić dziecko, żyć beztrosko. Chciała rzucić pracę, aby w końcu ktoś o nią zadbał, a zamiast tego była na niby-randce, z niby-partnerem. Oparła łokieć na blacie stołu zastanawiając się; dlaczego jeszcze nie opuściła tego miejsca, drzwi były tak blisko. Jej wzrok cały czas jednak śledził zachowanie jej towarzysza.

Widziała jak bardzo zabolały go jej słowa, widziała jak bardzo był zdruzgotany, że nie był świadomy tego, że można na to patrzeć w ten sposób. On był tak cholernie prosty, ciepły, w świecie, gdzie pływały rekiny on musiał udawać, że jest jednym z nich. Nie, Avelina nigdy nie zrozumie jego świata, nie zrozumie tego, że z taką beztroską proponował jej romans, że nie zastanowił się na temat tego, że mogła mieć jakiegokolwiek innego partnera, nie pomyślał, że mogła być z kimś zaręczona, nie pomyślał, że mogła po prostu szukać stabilności. Oczekiwał, że będzie dla niego, będzie mu oddana, rzuci życie, aby poświęcić mu ten czas, gdy znudziła go jego żona.

Wyciągnęła do niego dłoń, położyła ją na jego dłoni jeśli jej na to pozwolił. Patrzyła mu w oczy. Jej złamany, zagubiony książę. Mały królewicz, który chciał układać swój świat po swojemu, który chciał sterować ludźmi pod swoje wyobrażenie i potrzeby. Królewicz, który zapominał, że ona nie może na niego wiecznie czekać, że nie może pogodzić się z tym, że ma się nim dzielić z inną kobietą. Chciała jego uczucia mieć dla siebie, jego osobę, która będzie codziennie obok niej zasypiać i budzić się, a nie wymykać się o północy jak Kopciuszek wracając do żony i dzieci. Westchnęła ciężko.

– Nie, nie zapomnę tego, co mi powiedziałeś – szepnęła – ale tak będzie lepiej, lepiej jeśli nie będziemy sobie wmawiać, że możemy być kimś więcej niż przyjaciółmi. Tym razem nie chce cię porzucać, ale nie możesz oczekiwać ode mnie, że poświęcę się cała dla ciebie nawet jeśli będę cierpieć z tego powodu – ujęła jego dłoń i niepewnie ucałowała jego wierzch. Chciałaby zrobić więcej, chciałaby usiąść obok niego i poczuć jego usta na swoich, ale nie mogła. Dziękowała bogom za ten solidny stół między nimi. Wyprostowała się i upiła kolejny łyk wina. Uśmiechnęła się nawet do niego, ale w oczach nadal był ból.

– Nie przepraszaj – dodała jeszcze i spojrzała na przekąski. Na razie straciła apetyt, ale wino było naprawdę dobre, lepsze od zimnej wody. – Urodziliśmy się w złych czasach – powiedziała lekko zamyślona. Może ich dusze spotkają się w innych wcieleniach, w innych czasach i jeszcze będzie dane być im razem. – Jest lepiej, działam na lepszych obrotach niż wcześniej. Tamte uczucia uleciały w eter i poczułam jak kamień spada mi z serce. – Pojawił się niestety jeszcze jeden, kamień który odsłonił grotę z wspomnieniami o Rookwoodzie. – A jak twoje dzieci? Kiedy idą do szkoły? – uśmiechnęła się ciepło. Była nawet zadowolona, że Augustus miał dzieci, było w tym coś uroczego. Bolesnego, ale uroczego i ciepłego.



[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2H63f7b.jpg[/inny avek]


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Augustus Rookwood - 26.08.2023

Jej dotyk koił, ale sprawiał też, że robiło mi się tak żałośnie mokro. Zamrugałem intensywnie kilka razy, aby odrzucić te głupie emocje. Przeklinałem je. Nie znosiłem ich. Pragnąłem być skałą, niewzruszoną jak Ojciec. Żyłoby mi się zdecydowanie lepiej, ale niestety... Moje życie było żartem, który wielkimi literami wyśmiewał moje imię. AUGUSTUS.
Odetchnąłem i wolną dłonią uniosłem kieliszek w niemym toaście. Nie wiem, za co zamierzałem pić. Oficjalnie - za spotkanie; nieoficjalnie - za głupka Rookwooda. Napiłem się. Marzyłem by to była trucizna, gdyż właśnie patrzyłem jej w oczy. Nie chciałem czytać emocji malujących się w nich, nie chciałem ich przeżywać wraz z nią. Byłem żałosny, byłem głupkiem i egoistą.
- Nie chcę byś cokolwiek poświęcała - odparłem cicho na jej słowa. Nie rozumiałem w tej chwili uczuć, które nią miotały. Miałem wrażenie, że czuła to samo, że chciała tonąć w naszych uczuciach, ramionach, sercach, ale... Ja nie czułem by to było poświęcenie, bym coś tracił by być dla niej, ale może byłem dalej głupcem? Może nie poukładałem sobie tego dostatecznie bardzo? Może miała rację? Bo miałem obowiązki. Nie mogłem wybierać między nią a Ojcem ani jego sprawami, więc zacisnąłem wargi i ponownie zamrugałem, bo było jakoś tak ciężko. Powietrze zrobiło się duszne i gęste. I pewnie ponownie bym spadał w przepaść, wspominając jej ulotny dotyk, dotyk jej warg na mojej dłoni, ale...
Uratowały mnie jej słowa. Upiłem kolejny łyk wina, właściwie wychyliłem do końca lampkę. Zamierzałem dolać kolejną, kiedy Avelina dokończy własną.
Cieszyłem się, że już było z nią lepiej. Wiedziałem, że było z nią lepiej. Danielle zdjęła klątwę, ale musiałem zapytać by zmienić temat, by odciągnąć myśli od tych bolesnych, destrukcyjnych. Już tęskniłem za momentem, za tym uczuciem... Takim ulotnym, że nie byłem pewien, czy było naprawdę, czy istniało tylko w moim wyobrażeniach. Spokój, ulga, bezpieczeństwo.
Wyprostowałem się zaskoczony, że zapytała o moje dzieci. Nie byłem pewien, czy odpowiadać, czy zbyć to pytanie. Nie chciałem przysparzać jej dodatkowych ciosów w serce, nie chciałem jej ranić dodatkowo, ale wydawała się być prawdziwie zainteresowana, ciekawa. Może to też była przypadkowa zmiana tematu? Pierwsze co jej wpadło na wargi? Kłamcą nie była, a przynajmniej w czasach nauki w Hogwarcie nie była, więc nie sądziłem by udawała zainteresowanie. Nie byłą jedną z nas.
- Trochę jeszcze poczekają na naukę w Hogwarcie... Najstarszy syn, Ramses, ma dopiero siedem lat. Lata wszędzie z minimiotłą. Myślę, że za jakieś dwanaście, piętnaście lat będzie Rookwood wśród Mistrzów Świata Quidditcha - przyznałem, śmiejąc się nawet na to wspomnienie i inne z tym związane. - Stłukł ostatnio dosyć stary wazon, ale udało się go naprawić. Bywa nieznośnie uparty i zadaje dużo, bardzo dużo pytań.
- Ostatnio zapytał mnie, dlaczego nie można robić czegoś, jeśli to jest złe… Bądź tu mądrym i odpowiedz dziecku - odparłem zakłopotany, ale zadowolony. Co jak co, ale kochałem dzieci. Może nie spędzałem z nimi większości swojego czasu, ale bywałem każdego dnia u nich w sypialni.


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Avelina Paxton - 26.08.2023

Jeśli nie rozumiał tego, co miała poświęcać to był naprawdę ogromnym tępakiem. Wiedziała, że dla niego nie ma idei moralności, wiedziała, że w jego świecie zdrada to nic wielkiego, ale ona nie potrafiłaby ułożyć sobie życia będąc jego kochanką. Jak to sobie wyobrażał? Ona będzie wiecznie sama, bez dzieci i męża, a on będzie przychodził do niej co noc, robił z nią co chciał, zabierał gdzie chciał, a potem wracał i udawał kochającą rodzinkę ze swoją żoną? O nie! Ona by tego nie wytrzymała. Nie wytrzymałaby tej samotności we własnym domu, więc też nie odpowiedziała na jego deklarację tego, że nie chce, aby ona coś poświęcała, bo wiedziała, że on i tak tego nie rozumie. Widziała to w jego twarzy, widziała to jak na nią patrzył. Nie rozumiał.

Gdy zaczął mówić o dzieciach, a w sumie o jednym najstarszym synu poczuła ulgę. Rozluźniła ramiona i uśmiech zrobił się bardziej pewny. Uciekły dramaty ich spotkania. Wolała o nich nie myśleć do końca wieczoru. W nocy, gdy pójdzie spać przemyśli całe to spotkanie, jego propozycję, jego emocje, jego uczucia, to co mówił o żonie i o tym, co czuł, gdy brał z nią ślub, ale teraz? Teraz chciała słuchać o jego dzieciach, o jego pracy, o tym jak przeżył bez jej eliksirów. Wypiła w końcu do końca wino czując jak zaczyna działać. Avelina miała słabą głowę do alkoholu. Upijała się trzema niewielkimi szklankami whisky, więc wino też szybko na nią działało.

– Życzę ci tego, aby był świetnym zawodnikiem. Nigdy w sumie nie chodziłam na mecze Quidditcha. Nie pociągało mnie to i w sumie nie byłam na żadnych mistrzostwach, ale może kiedyś jak twój syn zostanie jakimś potężnym zawodnikiem pokuszę się na pojawienie się na nich… – uśmiechnęła się – jeśli chcesz mieć dobrego gracza musisz poświęcić jeszcze kilka wazonów – miała jednak nadzieję, że Augustus nie będzie wywierał na swoich dzieciach takiej presji jaką zrobił mu własny ojciec. Pamiętała do tej pory jak bardzo niszczył się w szkole przez to, jak bardzo chodził wściekły. Zaśmiała się cicho słysząc o jego rozterkach z dziećmi. Oh, jakby ona chciała mieć własne dziecko. Czasami opiekowała się córką Nory i wiedziała jak dzieci potrafią zagiąć pytaniami. – Córka Nory, mojej kuzynki podobnie potrafi zagiąć, ale to w dzieciach jest takie fajne, że to co my znamy ich jeszcze nie dotyka. Chciałoby się to zachować na zawsze – zauważyła. – A ile lat mają młodsze dzieciaki? – zapytała jeszcze próbując w końcu jednej z przekąsek, bo czuła jak alkohol zjada ją w środku. Rozmowa o jego dzieciach przynosiła jej ulgę, ale też cierpiała i nie wiedziała dlaczego.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2H63f7b.jpg[/inny avek]


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Augustus Rookwood - 26.08.2023

Sam również nie bywałem za często na meczach Quidditcha. Uważałem to za stratę czasu, ale czasami po prostu trzeba było się pokazać, zaprezentować, że się ma kasę i styl, że się jest na bieżąco. Jeśli jednakże miałem wybierać wśród dyscyplin sportowych, preferowałem wyścigi i polowania, ale też nie miewałem czasu by jakoś na bieżąco śledzić informacje. Głównie to, co wypisywano w prasie i z towarzyskich rozmów.
Wziąłem ze stołu butelkę wina, nalewając nam kulturalne ilości do kieliszków. Przyznać musiałem, że zrobi nam się lepiej po butelce czy dwóch. Zawsze tak miałem z Vesperą. Było tak, jakby wino zawierało w sobie jakąś magię, a nie tylko zgniłe, sfermentowane owoce, które sobie poleżały w jakiejś ciemnej, być może nieco zatęchłej piwnicy. Szkoda, że pola pod Londynem średnio nadawały się na plantacje winogrona. Może pokusiłbym się o niewielki biznes, bardziej w celach własnych konsumpcji.
Przerwałem czym prędzej rozważania i upiłem łyk wina, gdyż nie chciałem analizować w głowie własnego dzieciństwa. Życzyłem sobie, aby moje dzieci zachowały je na dłużej, na znacznie dłużej niż ja mogłem. Z takim towarzystwem w domu, bywało ciężko.
Westchnąłem mimowolnie, po czym odstawiłem kieliszek. Bawiłem się nim nieco podczas wspominania o reszcie dzieciaków.
- Conven ma pięć lat i aktualnie kopiuje starszego brata... Jest nieco bardziej wycofany, ostrożny. Ramsesowi bliżej do niegrzecznych pomysłów - przyznałem, tak właściwie teraz się nad tym głębiej zastanawiając. Nigdy tak na to nie patrzyłem, a jednak była w tym jakaś zależność. - Przynajmniej najstarszy jakoś organizuje im czas, aczkolwiek też ma naukę... Guwernera - dodałem nagle olśniony, bo to w sumie było uzupełnienie jej wcześniejszego pytania. Trzeba było przygotować dzieci do nauki w Hogwarcie. Nie mogły przecież być niedoedukowane jak te... mugolskie.
Zacisnąłem wargi i pokręciłem głową, bo Avelina nie zniosłaby takich myśli w mojej głowie, krytycznych względem mugoli, ale szybko zniknęły te nieprzyjemne emocje z mojej głowy, bo przypomniało mi się o najmłodszej księżniczce. Nowy narybek. Nie ukrywałem, że byłem dumny z posiadania córki. Chyba nawet bardziej niż z synów, co było zaskakujące. Pierworodny powinien być najważniejszy, ale może miałem to po Ojcu? On również protegował Vesperę.
- I od niedawna mam córkę... Beatrice. Powiem ci szczerze, że ten czas leci, że nie jestem w stanie określić, czy ma już rok. Po powrocie zweryfikuję to w dokumentach, bo aż wstyd - zauważyłem, śmiejąc się zakłopotany. Z drugiej strony, gdyby miała roczek, to małżonka mówiłaby mi o organizacji urodzin, a może sama z tym zaspała? Niebywałe. - Jest przeurocza. Żebyś widziała jej śmiech... Czasami coś we mnie pęka w środku, kiedy na nią patrzę, na nich wszystkich. Z chęcią zatrzymałbym czas by nie musiały dorosnąć - odparłem, biorąc poprawkę na to całe zło, które wisiało w powietrzu. Na zawody miłosne. Problemy. Ciężką pracę. Urodzenie. Działania Voldemorta...
Zerknąłem ponownie na Avelinę. Nie mogłem jej powiedzieć, że jestem w klubie jego przyjaciół, ale pragnąłem się jej zwierzyć, że mam w związku z tym obawy. Otworzyłem usta, ale się zawahałem. W końcu jednak pękłem.
- Powiem ci, że się obawiam... Tyle się teraz pisze o... - przerwałem, rozglądając się wokół. Ściszyłem głos. - O Sama-wiesz-kim i jego poplecznikach. Miewałem na stole sekcyjnym ich ofiary. Obawiam się, że nadejdzie dzień kiedy ktoś będzie oczekiwał ode mnie zrobienia czegoś złego i że... że będę musiał chronić rodzinę... za wszelką cenę - wyznałem, nie patrząc na nią. Wlepiłem wzrok w kieliszek. W końcu zamknąłem oczy, wyobrażając sobie, co mogliby im zrobić. Niektórzy mieli odchyły, byli bardziej psychiczni niż ja. Ja ze swoimi problemami byłem przy nich niczym baranek, ale wpadłem między wrony. Będę musiał krakać tak jak one.
- Chciałbym im znaleźć bezpieczny azyl, ale to niemożliwe - podsumowałem ze smutkiem, ponownie obdarzając ją spojrzeniem. Jednocześnie pragnąłem mieć ją na oku, podziwiać, a jednocześnie była we mnie jakaś myśl, która kazała mi umykać spojrzeniem co chwila. Jak gdyby Avelina mogła wyssać mi duszę... O co się nie martwiłem, bardziej obawiając się tego, że mogłaby przeczytać wszystkie moje najskrytsze myśli i te wszystkie uczucia, którymi ją obdarzałem. Pragnęła przyjaźni. Nie chciałem już się przed nią odkrywać. Za bardzo to bolało. Za wiele kosztowało.


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Avelina Paxton - 26.08.2023

Avelina nigdy nie zwracała uwagi na sport, wręcz go nie lubiła. Zawsze było tam dużo ludzi, ogrom krzyku, hałasu i potu, który sprawiał, że dziewczyna czuła się niekomfortowo. W szkole czas kiedy rozgrywały się mecze domów ona siedziała w bibliotece lub zwiedzała korytarze Hogwartu. Jeśli drużyna jej domu wygrywała uczestniczyła w zabawie i świętowaniu, ale tylko chwilę, aby pokazać, że wspiera Ravenclaw, ale szybko uciekała, chowała się w swoim dormitorium czytając książki. Teraz siedziała w pracy, wolała nie zapuszczać się na Mistrzostwa, nie miała nawet ochoty śledzić wyczynów drużyn w gazetach. Czasami coś się jej rzuciło w oczy, ale nie przywiązywała szczegółów. Raczej czytała informacje ze świata o tym, czy ktoś gdzieś nie odkrył nowej roślinki lub nie stworzył nowego eliksiru. To były informacje godne jej pamięci. Czasami też śledziła karierę Rookwooda jeśli jego nazwisko pojawiło się w gazecie.

Avelina rzadko piła, a jak już piła to rano miała ogromnego kaca. W ostatnim czasie jednak sięgała zbyt często po wino, zbyt często jej nogi wędrowały do gabinetu jej ojca, gdzie mężczyzna składował wino z całego świata i to, które zrobiła jej rodzina. Wino było zaskakującym trunkiem, ale wolała zwykle wypić whisky bo szybciej i mocniej łapało za głowę i ściągało w dół upojenia. Wino atakowało z zaskoczenia, a Ave nie lubiła niespodzianek. Wolała mieć plan; ułożony od a do z po kolei i zaplanowany. Wino tego nie dawało. Najpierw rozkoszowałeś się jego smakiem – jedno było wytrawne, miało ostry i cierpki smak, a następne miało słodki i przyjemny, a przy kolejnym leżałeś na podłodze, albo śpiewałeś szanty stojąc na stole kuchennym.

– Ja, jak byłam dzieckiem to jeździłam często do moich dziadków i czasami wysyłali mnie do mugolskiej szkoły. Była tam taka super nauczycielka, że pamiętam ją do teraz, a było to naprawdę dawno temu – powiedziała z rozmarzeniem. Powiedziała to też trochę specjalnie, jakby chciała mu pokazać, że jest między nimi ogromna przepaść w wychowaniu. On załatwia dzieciom Guwernera, a ona chodziła do mugolskiej szkoły, gdy jej rodzice wyjeżdżali w podróże.

Gdy wspomniał, że od niedawna ma córkę poczuła ukłucie zazdrości? Złości? Czegoś negatywnego, ale nie okazała mu tego. Zachowała neutralny wyraz twarzy upijając łyk wina. Płodził dzieci jak królik, a potem przychodził do niej i wkładał do jej głowy słowa o jego uczuciach do niej, proponował niemoralne rzeczy, a w domu miał dziecko, które potrzebowało jego opieki. Wiedziała, że pewnie mają mnóstwo opiekunek, bo było go na to stać, ale sam fakt.

– Mam dla ciebie prostsze rozwiązanie tej niewiedzy niż zaglądanie w dokumenty – na jej ustach pojawił się delikatnie złośliwy uśmiech, taki typowo Avelinowy, który posyłała tylko mu, tylko przy nim wychodził ten zadziorny jad, którym go tak do siebie przyciągnęła. – Zapytaj swojej żony – teraz powinna nastąpić eksplozja w jego umyśle, że sam na to nie wpadł. Jego żona na pewno pamięta każdą sekundę z dnia, w którym rodziła ich córkę. Ciekawe, czy był przy niej, gdy to się działo, czy chodził po mieście i szukał kochanek. Nie wiedziała czemu miała wobec niego tyle złośliwości. Może to frustracja, że to nie ona jest na miejscu jego żony, ale czy chciałaby być z takim człowiekiem? Miała wobec niego ogrom mieszanych uczuć i nie potrafiła się określić. Wypiła kolejną lampkę wina, a w tym czasie kelner przyniósł ich zamówienie. Życzył im smacznego, zapytał, czy podać coś jeszcze i poszedł dalej. Avelina zabrała się za konsumowanie wegetariańskiego jedzenia czując, że jest naprawdę głodna.

– Byłoby łatwiej być wiecznie dzieckiem, nie? – zapytała zamyślona. – Nie musieć podejmować trudnych decyzji, które mogą zaważyć o naszym życiu – westchnęła.

Gdy zaczął mówić o tym, że obawia się Czarnego Pana ledwo powstrzymała się przed prychnięciem. Oboje zdawali sobie sprawę, że to ona z ich dwójki była najbardziej zagrożona, że to ci którzy jawnie mówią o tym, że krew nie ma znaczenie. Nie rodzina Rookwoodów, którzy byli czyści, a w szkole nie raz nazwał ją córką szlamy. Bolało to wspomnienie, a wryło się w jej pamięć tak mocno, że tej jednej rzeczy nie mogła mu wybaczyć nie ważne jak bardzo będzie jej pomagać.

– Rozumiem. Sama obawiam się o swoje życie, o życie moich przyjaciół. Jeśli nie będziesz się wychylać tobie nic nie grozi. Twój status daje ci ochronę, ale mój? – uśmiechnęła się gorzko kręcąc głową. – Nie rozmawiajmy o tym, codziennie boję się o życie mojego ojca, codziennie boję się, że ktoś dotrze do niego nawet tam za granicą, tam w jego szalonych podróżach, że ktoś wejdzie do mojej pracy i coś mi zrobi, bo nie mam odpowiedniego drzewa genealogicznego – wyrzuciła z siebie zaciskając zęby zbyt mocno.



[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2H63f7b.jpg[/inny avek]


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Augustus Rookwood - 26.08.2023

Zdarzało mi się bardziej angażować w szkolne mecze Qudditcha, szczególnie jako aspirujący na Prefekta, a potem już jako sam Prefekt Slytherinu, a potem nawet szkoły. Razem z Vesperą byliśmy niczym para królewska i tak też się czuliśmy, ale też przez to miałem więcej na głowie i czasami bywałem za bardzo... przeciążony. Takie oto było moje dzieciństwo... Ale Avelina zdawała sobie z tego sprawę, przynajmniej po części, więc już nawet nie wracałem do tego. Nie chciałem poruszać tak bardzo tego, co było ze mną w Hogwarcie. Zszedłem z tonu, wydoroślałem. Zostałem mężem i ojcem, heh.
Napiłem się wina i wysłuchałem historii Aveliny o jej dzieciństwie i edukacji przed Hogwartem. Choć nie byłem pewien, czy szkoła dla takich smarków to dobry pomysł, by grupowo zasięgały podstaw wiedzy, ale... Coś w wyrazie jej brązowych oczu, jak i w głosie sprawiało, że brzmiało to naprawdę przyjaźnie. I fakt, że była tam super nauczycielka. Ja nie miałem zbyt fajnych nauczycieli. Nie chciałem się uczyć. Byłem ewidentnie nieznośnym dzieciakiem.
- Ja nie mam zbyt dobrych doświadczeń z nauczycielami... - stwierdziłem aby, uśmiechając się z żalem. - Ale pewnie teraz są dumni, że wychowali mnie na statecznego mężczyznę z dobrą posadą i takie tam - dodałem z lekką ironią w głosie, bo tak naprawdę nie czułem by mieli jakiś specjalny wkład w moją edukację, a co dopiero w moje życie dorosłe. Wszystko, co osiągałem, zawdzięczałem sobie i rodzinie. Rodzinie... Rookwoodom, którymi Avelina tak gardziła. Mieliśmy swoje przekonania, ale to chyba nie czyniło z nas potworów? Każdy w coś wierzył, prawda? Poza tym teraz nie podkreślałem jej na każdym kroku jakiej jest krwi, nawet zanadto o tym nie myślałem, co innego ona o mojej małżonce chyba non stop.
Skrzywiłem się na jej uwagę o tym, że małżonka powinna znać datę narodzin naszej córki. Zbyłęm to pytanie mimo uszu. Co mogłem jej na to odpowiedzieć? Tak, mam żonę? Tak, mogę ją o to zapytać, jeśli chcesz? A może, że jestem silnym i niezależnym mężczyzną i że sam to sprawdzę? A może, że się myliłem, zapraszając Avelinę na kolację? Spodziewałem się ocieplenia relacji, ale najwyraźniej moje wcześniejsze wyznanie tylko wszystko zepsuło. Najwyraźniej życie nie było aż tak proste jak moje myśli, a kobiety bardziej skomplikowane niż czarna magia.
Pragnąłem cieszyć się tą chwilą, szczególnie że Avelina tak pięknie wyglądała. Może tak naprawdę odwracałem wzrok by się w nią tak nie wpatrywać, a nie żeby ukrywać przed nią swoje myśli. Wyglądała tak niewinnie, tak doskonale. Chciałem ponownie dotykać jej dłoni, być blisko niej, ale... To było tak paskudnie nieosiągalne, że aż bolało. Byłem gotów zbliżyć się do niej, ale Ona... Ach, może te szkolne wyzwiska były znacznie mądrzejsze niż ja teraz?
Wysłuchałem jej obaw związanych z ojcem-mugolem. Sam osobiście uważałem, że każde z nas było tak samo zagrożone, ale nie mogłem jej wyznać powodów, dla których tak myślałem, więc przemilczałem temat, szczególnie że podawano do stołu. Niezbyt miałem ochotę jeść, ale dzięki posiłkowi będziemy mieli chwilę na zebranie myśli, nieco zwolnienie z rozmową. Kto wie? Może większa ilość alkoholu, wina w naszej krwi rozluźni atmosferę?
Podziękowałem kelnerowi, po czym spojrzałem na Avelinę.
- Życzę ci aby nic złego nie stało się z twoim ojcem... Bądź dobrej myśli - życzyłem jej, chcąc dodać jej otuchy, po czym kiwnąłem na posiłek. - I smacznego - dodałem krótko.


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Avelina Paxton - 26.08.2023

Avelina rozumiała jego przeszłość, widziała jak bardzo stresował się życiem w szkole, jak bardzo zmieniał się, gdy otaczał ich mrok nocnych schadzek podczas jego dyżurów. Nie chciał tego okazywać, ale łatwo wyłapywała półsłówka i metafory, które rzucał w eter myśląc, że była na tyle głupią szlamą, że tego nie wyłapie i nie zrozumie. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego tak bardzo chciał ją w sobie rozkochać teraz, gdy w szkole pokazywał jej, że jest od niego gorsza i głupsza, dlaczego próbował wmówić jej, że jest dla niego ważna? Sama byłaby w stanie go pokochać, ale czułaby się bezpieczniej, gdyby to była nieodwzajemniona miłość. Łatwiej by jej było pogodzić się z tym, że nie mogłaby być z nim. Gdyby jej nie kochał mogłaby go kochać, mogłaby snuć o nim marzenia, a gdy jest świadoma tego, że jest dla niego istotną osobą przeszkadza jej jego żona, a nie miłość.

– To nie jest zasługa innych osób, tylko twoja – powiedziała patrząc mu w oczy. – Ty wykorzystałeś swoje otoczenie, możliwości, które ci dają i jesteś w odpowiednim dla ciebie miejscu. Tam gdzie chciałeś być i nie zapominaj o tym. To ty jesteś panem swojego losu, a nie osoby, które cię otaczały – spuściła wzrok nie mając na tyle siły, aby w nie patrzeć.

Cierpiała z powodu jego obecności, cierpiała z powodu możliwości rozmowy z nim. Nie wiedziała, że tak bardzo tęskniła za jego głosem i obecnością. Przez te wszystkie lata starała się go zapomnieć, pożegnać, jej umysł jednak co kilka nocy odtwarzał w snach ich spotkania, ponowne i te przeszłe, a jej serce krwawiło. Starała się je zaleczyć plastrami, ale nie było to nic silnego. On teraz się pojawił i zrywał brutalnie te plastry uświadamiając jej, że spieprzyła żegnając się z nim tamtego dnia w szkole. Powinna była nie pozwolić mu odejść, powinna była się z nim spotkać w wakacje i wyznać mu miłość. Może teraz nie raniłaby go tak mocno.

Zobaczyła ten grymas na jego twarzy kątem oka. Powiedziała coś nie tak? Sprawiła mu znowu przykrość? Dlaczego tak łatwo przychodziło jej krzywdzenie go? Może miał rację, że powinna być w Slytherinie, a nie w Krukonach? Może miał rację, że jej serce było przepełnione jadem? Może miał rację, że była podłą kreaturą, która odrzucała każdego, kto chciał jej dać odrobinę miłości? Czy była złą osobą? Zagryzła znowu wargę czując jak nerwy zjadają jej serce i żołądek. Jej spojrzenie spoczęło na jedzeniu.

– Ja również życzę ci, aby twoja rodzina była bezpieczna i żebyś się nie musiał o nic martwić – szepnęła – żeby jedynym twoim zmartwieniem był stłuczony wazon – dodała. Tak, stłuczone wazony powinny być najbardziej zamartwiającą rzeczą ojca, a nie niebezpieczeństwo niesione przez podłe kreatury, a nie odrzucenie, które ona z siebie kieruje do niego, a nie szpilki, które wbijała mu w serce, aby w końcu sobie ją odpuścił. – Smacznego, zjedzmy w ciszy. – szepnęła.

Tak cholernie się bała, tak cholernie doskwierała jej samotność, tak cholernie pragnęła, aby ktoś ją przytulił i pocałował, aby ktoś dał jej dziecko, rodzinę, dom, miejsce, do którego mogłaby wrócić i czuć się bezpiecznie.

Wino, czerwony trunek ponownie wylądował w jej ustach. Spojrzenie było już delikatnie mętne, a jedzenie w połowie zjedzone. Zamyśliła się na długo, a Augustus mógł podziwiać jej spokojną osobę. Piła i truła się alkoholem, a jej myśli galopowały przez pastwiska wspomnień.

– Wiesss… – zaczęła czując jak język się jej plątał. Odezwała się dopiero pod koniec konsumowania jedzenia, nie rozmawiała, nie chciała rozmawiać, bo chciała wypić i rozluźnić swój umysł, chciała ciszy. – Ja… kocham... – spojrzała mu w oczy i był to chyba błąd, bo wystraszyła się bardziej niż była dotychczas. – Ja… muszę już… iść – mówiła ciężko, słychać było, że alkohol zawładną jej umysłem, a ona nie myśląc za wiele podniosła się, zebrała swoje rzeczy i ruszyła do wyjścia. Nie wiedziała, czy chciała, by Augustus szedł za nią, ale na pewno musiał zapłacić i na pewno bez uregulowania rachunku go nie wypuszczą. Chwiała się na obcasach, ale udało się jej wyjść na zewnątrz, na chłodną, letnią noc.


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2H63f7b.jpg[/inny avek]


RE: [ Mugolska Restauracja ] – Pierwsza Randka - Augustus Rookwood - 26.08.2023

Zjedzmy w ciszy - tka szepnęła do mnie i zaczęła konsumpcję. I choć miałem wrażenie, że apetyt przeszedł jej podobnie jak i mi, to zdałem sobie sprawę, że było w tym coś intymnego, inny rodzaj bliskości, kiedy tak siedzieliśmy na przeciwko siebie i jedliśmy. Przypominało to moje posiłki z całą rodziną w posiadłości rodowej w Little Hangleton, a jednocześnie było czymś zupełnie innym.
Uśmiechnąłem się ze smutkiem do swojej kaczki na talerzu, po czym wgryzłem się w pierwszy kęs, popijając winem. Zresztą, po chwili dolałem nam kolejny kieliszek by nie było zbyt sucho, zbyt drętwo, zbyt rzeczywistsze. Alkohol zdecydowanie nadawał się do trudnych rozmów, do trudnych chwil. Oczyszczał atmosferę.
Co i rusz dyskretnie spoglądałem na Avelinę, zastanawiając się, w jaki sposób mógłbym jednak przerwać ciszę, o którą prosiła. Niezależenie jednak od tego, co wypada, a co nie, i tak nie potrafiłem odnaleźć odpowiednich słów. Cokolwiek nie przyszło mi do głowy, wydawało się mdłe bądź tandetne i przypominało mi jej słowa, prośbę o przyjaźń, tylko i wyłącznie, bo miałem żonę. Próbowałem to sobie powtarzać w myślach, ale za każdym kolejnym razem słowa te traciły swój blask, a może tak naprawdę nigdy ich nie miały. Może koloryzowałem je na avelinowo i tego się trzymałem. Tonąłem całe dorosłe życie, łapiąc się kotwicy, którą były mrzonki o miłości do półkrwi dziewczyny, która tak naprawdę nigdy mnie nie chciała?
Przełknąłem kaczkę, popijając winę. Paskudztwo. Skupiłem się na dodatkach do niej, zastanawiając się bardziej nad deserem. Może deser mógł nam pomóc. Jakieś przyjacielskie lody albo inne ciacho. Słodkie, kolorowe, bez nuty goryczy.
Ale nieistotne, bo Avelina chciała mi coś powiedzieć, więc jak na zawołanie podniosłem na nią spojrzenie, wbijając parę brązowych oczu w drugą parę brązowych oczu. Razem mogliśmy tworzyć piękne czekoladowe wzory, czarnej herbaty albo kamieni szlachetnych.. Takiego agatu może.
Próbowałem wymyślić, co pragnie mi przekazać. Zawahała się, a może - podobnie jak ja - nie była w stanie odnaleźć odpowiednich słów. Nie patrzyła na mnie, więc czekałem i zamarłem, kiedy usłyszałem słowo kocham. Czułem, jak coś we mnie kruszeje, zapada się, zalewa mnie falą miłego ciepła, gorąca, jak wypełnia mnie pustką, przyjemną bezkresną... Tylko brakowało adresata, ale chyba nie było mi to potrzebne by zrozumieć przesłanie. Nie chciała wyrazić swojej miłości do sałatki, szczególnie że uciekała niczym Kopciuszek o północy.
- Avelino... - Chciałem jej to powtórzyć, to, że jeszcze nie ma północy, że nie miałem okazji skraść jej pierwszego i ostatniego tańca, ale czułem lawendę i wino, dużo lawendy, dużo wina, kiedy przemykała obok, ocierając się płaszczem o moją rękę.
Wstałem. Chciałem stąd wyjść, musiałem to zrobić, ale nie mogłem od tak zostawić rachunku nieuregulowanego. Rzuciłem wielokrotność kwoty za obiad na stoliku, oczywiście w funtach, i ruszyłem za nią. Trudno, mugole musieli sobie poradzić bez moich podziękowań za kolację. Miałem ważniejsze rzeczy...
Nie mieściło mi się w głowie, że zazwyczaj któreś z nas musiało uciekać. Czemu to robiliśmy, zamiast stawić czoło naszym problemom?
Wybiegłem na ulicę pokrytą nocą, ciepłą, bezduszną nocą. Chwała, że wszystko było tu oświetlone, więc od razu namierzyłem spojrzeniem postać Aveliny. Cóż, nawet w ciemności usłyszałbym stukot tych butów. Zdecydowanie nie nadawały się do ucieczek.
Podbiegłem do niej i złapałem za ramię. Tak nie mogło być - mówiło moje spojrzenie. Nie pozwolę ci odejść - krzyczało. Jesteś tu ze mną, a ja jestem tu z tobą - wrzeszczało, wręcz przekrzykując wszelkie inne myśli.
- Proszę... - szepnąłem, nie spuszczając z niej spojrzenia. - Nie róbmy tego więcej. Nie uciekajmy. Nie unikajmy tematu. Nie bądźmy dla siebie wrogami. Boimy się. Bo to jest dla nas ważne. Zawsze będziemy się bać. Bójmy się razem. Nie musimy się bać osobno... Jeśli w ogóle wiesz, co mam na myśli, bo wyrażam się nad wyraz niezrozumiale - przyznałem, kręcąc głową i próbują odnaleźć odpowiednie słowa by jej przekazać, że nie musi się bać, bo jestem przy niej. A może, że może się bać, ale nie musi się obawiać strachu, bo ja przy niej jestem. Sam nie wiem, co dokładnie chciałem jej rzec...
Puściłem jej ramię, nieco spanikowany, nieco oszołomiony. Miałem wrażenie, że stąpałem po kruchym szkle. Zaraz się zapadanie, ale to nic. Potrzebowałem tego by chociaż tę jedną chwilę nie uciekać i dokończyć to, co musiało zostać zakończone. Albo rozpoczęte.
Ująłem jej twarz w obie dłonie, jak gdyby to by kwiat, najdelikatniejszy kwiat, jaki miałem okazję ujmować w nie, po czym szepnąłem. Staliśy tak blisko, że czułem zapach lawendy i wina unoszący się pomiędzy nami. Może też czułem się nieco wstawiony? Możę stąd ta odwaga by zrobić coś inaczej?
- Proszę, powiedz, że mnie kochasz - wyszeptałem do jej ust.
I tak, kiedy tak analizowałem te słowa w swojej głowie, musiałem przyznać jej rację. Byłem cholernym egoistą. Chciałem w tej chwili zawładnąć jej umysłem. Chciałem usłyszeć, że mnie kocha. Chciałem pocałować ją w usta i całować tak by w końcu ugięły się pod nią kolana, bym musiał trzymać ją w swoich ramionach. Bo tego właśnie chciałem. W tej kolejności. I zrobię to, kiedy tylko usłyszę, że mnie kocha.
Innego scenariusza nie przewidywałem, bo to byłoby koniec mnie.