![]() |
|
[24 Grudnia 1970, późny wieczór] Christmas Winter Wonderland | Trix & Anthony - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [24 Grudnia 1970, późny wieczór] Christmas Winter Wonderland | Trix & Anthony (/showthread.php?tid=1824) Strony:
1
2
|
RE: [24 Grudnia 1970, późny wieczór] Christmas Winter Wonderland | Trix & Anthony - Anthony Ian Borgin - 23.11.2023 W świecie, w którym wychowywała się ta dwójka, nie było niczego bardziej motywującego i dodającego skrzydeł, niż wsparcie rodziców. Niewielu z nich szczerze i zdrowo umiało jednak swoje dziecko wesprzeć, gubiąc się w zawiłych niciach zmanipulowanych sytuacji. Tylko czy zbyt duża pewność siebie nie będzie zgubą? Nie przysłoni obiektywnej oceny sytuacji, nie zburzy procesu wyciągania wniosków? Anthony nie mógł o tym wiedzieć, bo podobnie, jak towarzysząca mu czarownica o zniewalającej burzy czarnych włosów, był paskudnie pewien siebie. Niezdrowo wręcz, momentami uważając się za jakiegoś Boga. Był też jednak młody i głupi, mniej pokorny, niż ona. Trix nie rozwinęła jednak jeszcze skrzydeł w pełni, nie szybowała beztrosko na wietrze, podziwiana przez stojący na ziemi tłum. Wszystko to było przed nią, jej spojrzenie jawnie przecież sugerowało, że chciała osiągnąć większe rzeczy i do większych rzeczy była stworzona. Jako komornik, mając szansę pracować pod okiem najlepszych przedstawicieli tego zawodu, mając w rodzinie Staśka i jednocześnie mając styczność z całą resztą departamentu Skarbu — tego, gdzie pełno było złodziei, manipulatorów i fałszerzy, znał się na ludziach. I myśl, że ta raczkująca w dorosłym świecie dziewczyna osiągnie więcej niż on, wcale mu nie przeszkadzała. Był ciekaw. - Tylko, jeśli chce o jakąś zadbać, zwykle to tylko pozory okazywane na potrzeby opinii społeczeństwa. Doskonale zresztą wiesz, że jesteś kobietą, o którą podejrzewam — sądząc po kierowanych w Twoją stronę spojrzeniach, każdy chciałby zadbać. Nie tylko ja lubię piękno. A... - przesunął spojrzeniem po jej twarzy, mówiąc dość swobodnie i bez cienia wstydu czy wyuczonej grzeczności. - Ty akurat — nie zrozum mnie źle, to komplement i olbrzymie pole do popisu dla Ciebie, jesteś cennym trofeum dla mężczyzn z miejsca, do którego należymy. Była piękna, bogata, ułożona i miała dobre nazwisko. Była dobrą partią. Ten świat wyciągał chciwie łapy po takie, jak ona, mężczyźni o takich fantazjowali. Nie było sensu tego ukrywać, przecież doskonale wiedziała, nawet jeśli myśl ta mogłaby być dla niej na tym etapie trochę onieśmielająca. - Mogą, ale pierwsze prywatne spotkanie powinno zapaść w pamięć. Nie mógł się nie zgodzić. Dobra kawa w klimatycznej kawiarni gdzieś w bocznych gałęziach magicznego Londynu mogła być przyjemna, okraszona dobrym ciastem lub winem. Podobnie jak spacer, zwłaszcza gdyby dopisywała pogoda, a niebo pozostawało usłane gwiazdami z grającym w tle szumem fal czy liści na gałęziach. Włamanie stanowiło jednak zastrzyk adrenaliny, która zasieje tę ciekawość, która nie pojawiała się zbyt często w normalnych okolicznościach. Skoro się włamał, co złego mógł zrobić jeszcze? Co chodzi mu po głowie? Dokąd chce mnie zabrać? Jedno alochomora stwarzało całą gamę możliwości pogrążenia się w chęci poznania drugiego człowieka. A Tony chciał ją poznać, chciał zobaczyć, jak radzi sobie pozbawiona spojrzeń ojca i bogato zdobionej sali. W miejscu tak bardzo niegodnym kogoś takiego, jak Bellatrix Black. Nie wątpił w to, że była silna i umiałaby sobie poradzić, ale nie o to przecież chodziło, gdy mężczyzna zabiera na randkę. Chciał, żeby poczuła się bezbronna i żeby mogła opuścić gardę, zrelaksować się, bo to on o wszystko przecież zadba. - Najszlachetniejszy z domów. Salazar miał rację w swoich wywodach o tym, że rozcieńczanie naszej szlachetnej krwi pospólstwem i brudem sprawi, że efekty magii będą słabsze. Byli podobni pod względem przekonań, chociaż nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że to Bella była połówką bardziej bezwzględna i być może nawet porywcza, niż on. Obecnie jednak obecność rozbijających się o brzeg fal i trzaskającego w kominku drewna, zdawał się te dwie tykające bomby usypiać. - Bo nie wiedziałem, co lubisz. Musiałem zabrać wszystko. - rzucił ze wzruszeniem ramion, nieco rozbawiony, a przez jego twarz przemknęła ten chłopięcy, nieco łobuzerski cień. Wciąż miał wiele z łobuza i niesfornego nastolatka, którym był w szkole. Borgin nie uznawał tego jednak za wadę, przeciwnie. Przygotował grzane wino najlepiej, jak umiał, ale pewnie daleko temu było do tego, czego mogła kosztować w domu. Dodał poza pomarańczą, goździkami, cynamonem i hibiskusem, także odrobinę karmelu. Usiadł wygodnie, mając pod ręką swoje dwie ulubione używki, a przed sobą kobietę, która go interesowała. Nie chodziło tylko o pociąg fizyczny, zwyczajnie intrygowała. Obserwował nienachalnie jej twarz, zamyślenie malujące się w ciemnych tęczówkach oczu, w których tańczyły odbijające się iskierki od płomyka lampki. Uśmiechnął się, w policzkach pojawiły się delikatne dołeczki. - Każdy ma swój sekret, nie znasz go jeszcze po prostu. I jaka byłaby zabawa, jakie byłoby wyzwanie, gdybym mógł czytać, jak z księgi? Dlatego uważam, że czytanie w myślach jest bezsensowne. Wyznał ze wzruszeniem ramion, a w jego głosie nie było złośliwości czy wyższości. Brzmiał normalnie, swobodnie, zupełnie tak, jakby rozmawiali wcześniej przynajmniej tysiące razy. - Z tą umiejętnością, byłabyś dobrym komornikiem. Mój szef tak mówi. Myślałaś już, czym chcesz się zając? Upił trochę, zaciągnął się papierosem, a gdy zapytała, wydal z siebie mruknięcie zamyślenia, przenosząc spojrzenie z jej twarzy, na popielniczkę. Żar opadł leniwie, gasnąc w powietrzu. Pytania mu nie przeszkadzały, nie miał zbyt wielu rzeczy do ukrycia, bo całe dotychczasowe życie był raczej człowiekiem otwartym i jasno pokazującym, czego chciał. Zwilżył wargi, pozbywając się z niego resztek alkoholu. - Mam problem ze strachem. Im większe ryzyko, tym mniej się denerwuje i boje, robię głupie rzeczy, działam impulsywnie. - zaczął po chwili milczenia, podnosząc na nią wzrok. Nie kłamał, nie miał po co. Sam sobie w myślach powtarzał zadane pytanie, jakby łudził się, że znajdzie odpowiedź. |