Secrets of London
1972 / Wiosna / 27 maja / Prawa Czasu / Vakel & Lyssa - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: 1972 / Wiosna / 27 maja / Prawa Czasu / Vakel & Lyssa (/showthread.php?tid=1827)

Strony: 1 2


RE: 1972 / Wiosna / 27 maja / Prawa Czasu / Vakel & Lyssa - Vakel Dolohov - 23.06.2024

Dolohov zaśmiał się cicho, kiedy jego córka nazwała to co opisał głupim. Była dzieckiem. Nie potrafił postrzegać jej inaczej, chociaż dobijała już wieku, w którym powinien myśleć o niej jak o dorosłej. Być może to właśnie ta długa nieobecność w jej życiu sprawiała, że tak bawiły go tego typu odzywki - śmiał się z tego jak typowy ojciec śmiał się z dowcipu wyszczekanego sześciolatka, ale słowa rzucane przez kogoś wchodzącego powoli na ścieżkę dorosłości, wymawiane bez większego zastanowienia, powinny go przecież zastanawiać.

Z tym samym nastawieniem mogła iść na spotkanie Muzy, a on wiedział, jak wyglądał świat kobiet - społeczeństwo często wymagało od nich wyglądania i mówienia tak, jakby były idealne. Błędy były dla mężczyzn.

Tylko że on się nie pisał na wychowywanie kogoś. Nie miał pojęcia jak to robić. Zależało mu na niej - tak, ale skąd miał niby wiedzieć, co i jak robić, jak miał po takim czasie znaleźć w sobie takie wyczucie, taką wiedzę? Dyskutował z nią o tym, na czym się znał, o matematyce i gwiazdach, teraz o sztuce. Wiedza była dla niego najważniejszym spoiwem, łączyła go z każdym, na kim mu kiedykolwiek zależało. Kojarzył ją z komfortem, jakiego nie potrafił znaleźć nigdzie indziej.

- Tworzą po to, żeby przelać te emocje na swoją twórczość - odpowiedział jej. Nie o to chodziło przecież, żeby w tym tonąć. - Chcą dzielić się tym ze światem, nie chcą być samotni. - Mówiąc, to zabrzmiał nieco smutniej niż zwykle. Samotność... była dla niego nieco ciężkim tematem i podchodził do niego z trudem. Zwykle jednak nie wybrzmiewał on aż tak zauważalnie.

Skinął głową, kiedy przedstawiła swoje podejście do tematu sztuki. Ludzie zwykle mówili wtedy „rozumiem”, on jednak tego słowa nie lubił. I nie wierzył w to, że mógłby w pełni zrozumieć jak to jest zmagać się z chorobą Milforda. Przyjął to więc do wiadomości, bez zbędnych (dla niego) komentarzy.

- Czy posiadasz tutaj wszystko, co pozwala ci oddać się malowaniu? - Zapytał spokojnie. Najlepiej wybrzmiewającym językiem miłości Dolohova były przecież prezenty.


RE: 1972 / Wiosna / 27 maja / Prawa Czasu / Vakel & Lyssa - Lyssa Dolohov - 05.09.2024

Przyjrzała mu się odrobinę uważniej. Oczy lekko się zwęziły, a w nich zabłysła odrobina więcej zastanowienia. Nie chodziło o to, że się zaśmiał, bo nie miała co do tego nic przeciwko, ale jego słowa uderzały delikatnie w jakąś strunę, która swoim brzmieniem powodowała dysonans. Ona nigdy nie chciała cierpieć, tak samo jak nie chciała specjalnie rozpamiętywać swojego bólu. Tak, nie mogła zapomnieć niczego, co kiedykolwiek jej się w życiu przydarzyło, ale unikała zwijania się wokół własnego cierpienia na dłuższą metę. Jej emocje były szybkie, gwałtowne i często też niespodziewane. Lyssa czuła intensywnie, ale zdolna była do natychmiastowego przeskakiwania między kolejnymi kolorami, które pojawiały się na jej aurze.

Kiedy malowała, starała się koncentrować na tych momentach, które były dla niej miłe. Jak na przykład taniec z Darcym na Ostarze, albo momenty jeszcze z Francji, kiedy spędzała czas z koleżankami. O wiele rzadziej sięgała po historie które sprawiły jej jakąkolwiek przykrość, a mimo tego gdzieś w szkicowniku dało się znaleźć ilustracje odwołujące się do momentu kiedy przeklęty diadem zmienił ją w kurczaka, albo Alastor odrzucił jej ładny uśmiech. Dużo w tym wszystkim było natomiast kolorów, które zdawały się oplatać wszystko delikatną pajęczyną.

- Czujesz się samotny? - zapytała gładko, może odrobinę za szybko, reagując raczej na jakiś bodziec i też zaraz przybierając odrobinkę spłoszony wyraz twarzy, ale starając się jednocześnie trzymać fason. Chciała wiedzieć, ale jednocześnie wydawało jej się to niewłaściwe.

- Tak. Mam farby, płótna, szkicowniki... A jeśli mi czegoś brakuje, to zawsze mogę przecież powiedzieć Peregrinusowi, albo samej zamówić potrzebne materiały. Lubię widok z okna mojego pokoju. Jest ładny i też mogę go czasem namalować, nie polegając tylko na tym co pamiętam.


RE: 1972 / Wiosna / 27 maja / Prawa Czasu / Vakel & Lyssa - Vakel Dolohov - 27.09.2024

Nie spodziewał się tego pytania. Wbił w nią zaciekawione spojrzenie - nie unikał jej, nie wydawał się być tym pytaniem spłoszony, nie sprawiał wrażenia kogoś, dla kogo odpowiedź miała wiązać się z dyskomfortem. Ta ciekawość płynęła z tego, że zagadką dla niego było to, dlaczego w ogóle je zadała.

Wreszcie, po chwili ciszy uśmiechnął się.

- Nie - skłamał, bardzo swobodnie, bo przecież jego kłamstwa zawsze były bardzo wiarygodne, nawet jeżeli człowiekowi wydawało się, że zna go już dobrze i był wyczulony na ułudę. - A ty? - Odbił to pytanie w kierunku dziewczyny. Mógłby zapytać dlaczego pytasz, ale zbyt wiele dało się wtedy zawrzeć uników i niedopowiedzeń.

- Więc masz przedmioty, ale... - zawahał się moment - gdyby zatrudnić ci nauczyciela? Niekoniecznie kogoś, kto miałby cię nakierowywać na konkretny nurt lub rozwiązanie, ale może kogoś z doświadczeniem, kto dużo maluje z natury, gotów do zabrania cię w nowe miejsca?

Peregrin jej tego przecież nie zapewni. Osoby ze środowiska, w które chciała wejść... cóż, wierzył w moc współpracy, nawiązywania kontaktów, nie wierzył natomiast w ich lidera, a tym samym nie wyobrażał sobie, aby Lyssa miała zagrzać tam miejsca zbyt długo.

- Herbata pewnie jest już gotowa - powiedział wreszcie, na dobre ucinając tego dnia temat matematyki, chociaż miała to być tylko przerwa. - Chodźmy.

Koniec sesji