Secrets of London
[lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26)
+--- Wątek: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy (/showthread.php?tid=1932)

Strony: 1 2 3


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Augustus Rookwood - 05.10.2023

Niezwykle zastanawiała mnie postać Pani Fawley. Wydawała się być potężną czarownicą, przynajmniej w czasach swej świetności, bo teraz pozostał z niej upiór w obłędzie. Słyszałem jak szeptała pod nosem wkoło te same słowa. Potrzebowała więcej energii. Prawdopodobnie była tą siłą, która trzymała w ryzach cały ten statek i na dodatek wyłaniała go z dna morskiego na pewien czas.
Energię pobierała z ciał, z czarodziejów i mugoli pochłoniętych we śnie. Żywych, ale umierających. Godne zapamiętania. Może Czarny Pan miał podobne patenty na swoją wszechmocność? Emanował taką siłą, że nie musiałem schodzić do piwnicy by czuć jego potęgę.
Nieistotne. Teraz ważyły się losy naszego życia, więc jeśli chciałem kiedykolwiek komukolwiek dorównać, to trzeba było uciekać. I szło nam całkiem dobrze, póki Avelina nie miała okazji nadepnąć na niepowołaną deskę. Zamarłem na dobrą chwilę i drgnąłem przerażony, kiedy za moimi plecami odezwał się inny głos, inny wrzask. Nie spodziewałem się tego, bo wcześniej nie zwróciłem uwagi na tego ducha, zbyt urzeczony - bądź przerażóny - postacią Pani Fawley.
Szybka analiza mówiła mi, że duch odwracał od nas uwagę, a może to był tylko czysty przypadek? Odruchowo skinąłem mu głową w podziękowaniu, jeśli miał okazję spojrzeć w naszą stronę, po czym dotknąłem Avelinę po tyłku, pchając delikatnie do przodu. Mieliśmy chwilowo fart, zielone światło. Trzeba było korzystać nim wiedźma nas zauważy i postanowi znowu położyć spać.
- Jeszcze nas nie usłyszała. Idź śmiało - szepnąłem cicho, pochylając się w jej kierunku. Samemu poszedłem tuż za nią. Zamierzałem kontrolować sytuację, w dalszym ciągu trzymając swoją różdżkę w dłoni.

Rzuty na dalsze wchodzenie po schodach. Wciąż nie zamierzam zostawiać samej Aveliny, jeśli mi się uda, a jej nie :x
[roll=N]
[roll=N]


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Avelina Paxton - 07.10.2023

Głos kobiety powodował u Aveliny szybsze bicie serca, ale starała się zachować zimną krew. Nie była jednak przyzwyczajona do takich sytuacji. Nie była pracownikiem Ministerstwa, który dzień w dzień zmagał się z tak stresującymi i w pewnym sensie niebezpiecznymi rzeczami. Była zwykłą alchemiczką zamykającą się na milion godzin małym, ciasnym pomieszczeniu z parującym kociołkiem pełnym bulgoczących substancji. Wychodziła ze swojej strefy komfortu i o dziwo naprawdę dobrze się z tym czuła.

I wtedy serce zamarło jej na kilka dobrych chwil, ciemne oczy zrobiły się jeszcze bardziej czarne przez rozszerzone źrenice. Stopień pod jej stopami zaskrzypiał, jej wzrok padł najpierw na mężczyznę, potem na starą kobietę, a potem na duszka, który chyba próbował odciągnąć uwagę Fawley od nich. Nie skomentowała macania jej tyłka przez Augustusa, ale nie miała nawet na to czasu, ani głowy tylko zaczęła wspinać się do góry czując ból w klatce od stresu. Czuła jak robi się jej ciepło. Przez jej niezdarność naraziła życie Rookwooda. Skinęła mu głową i w ciszy zaczęła szybciej się wspinać po schodach. Błagała w głowie, aby tym razem nic im nie przeszkodziło. Mocniej zacisnęła dłoń na różdżce i nie patrzyła już dookoła tylko pod nogi, aby nic nie zepsuć.

Wiedziała, że jak zacznie się walka z Fawley może być kiepsko. Nawet Brenna poległa w tym spotkaniu, a przecież była potężną Brygadzistką. Póki co Rookwood dawał sobie dobrze radę, zachował zimną krew, dobrze wspinał się po schodach, a ona wszystko psuła. Próbowała ochłonąć, sprawić, aby jej umysł znowu stał się tak cholernie spokojny jak zawsze.


BŁAGAM NIECH SIĘ UDA!
[roll=O]
[roll=O]


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Norvel Twonk - 11.10.2023

Kiedy duch odwracał uwagę upiornej kobiety, Avelina i Augustus dostali się po schodach na piętro. Tu również widać było, że kiedyś to miejsce pełne było przepychu, z którego do dzisiaj pozostały jedynie odrapane, zamokłe resztki kwiecistych tapet i na wpół zniszczone drewniane podłogi. Brakowało tu ozdób, które kiedyś musiały zdobić piętro: brakowało obrazów, donic z kwiatami a po lampach pozostały tylko nędzne resztki kinkietów. Jak i niżej śmierdziało tu solą morską i zgniłymi glonami.
Kiedy szli korytarzem, widzieli też wejścia do pokoi dla pasażerów drugiej klasy. W większości kajut brakowało już drzwi – lub te pozostawały na wpół zniszczone (i odsłaniały ciemne pomieszczenia z ponurymi pozostałościami łóżek, szaf, stolików i toaletek), ale były jedne drzwi które wyróżniały się niezwykle na tle reszty. W ogóle, ten fragment ściany korytarza przy którym tkwiły, sprawiał oszałamiające wrażenie, bo był jakby zastygły w czasie i obydwoje mogli być pewni, że wyglądał dokładnie tak, jak w dniu, gdy Perła Morza zatonęła. Na ścianach była misterna, kwiecista tapeta, wypastowana podłoga błyszczała czystością a na ciemnych drzwiach dostrzegli złoty numerek. Ba, jakby mogli przeoczyć właściwe drzwi to w ich pobliżu paliła się nawet lampka (a więc, działała też elektryczność!).
Drzwi były uchylone. I znowu, zaglądając do środka mogli dostrzec, że wszystko tu jakby zamarło w czasie. Były dwa łóżka, stolik z dwoma metalowymi krzesłami, niewielka toaletka, szafa na ubrania. Do tego pomieszczenia przynależało jeszcze drugie i była to niewielka łazienka (w środku mieściła się tylko mała wanna, toaleta oraz zlew).
Na łóżku leżała blada, młoda dziewczyna. Była w pełni ubrania – a jedyny nieporządek w stroju stanowiły rękawy jej sukienki, rozcięte czymś ostrym (Augustusowi od razu przyszedł do głowy nożyk do papieru). Rozcięcia odsłaniały długie i głębokie rany na rękach. Takie rany powinny być śmiertelne, nie dało się stracić tyle krwi i przeżyć. A jednak nieprzytomna oddychała – nienaturalnie powoli i jeśli wsłuchali się we własny oddech, dotarło do nich, że oni również oddychali w tym samym tempie.
Z niewielkiej łazienki wyłonił się duch przystojnego mężczyzny, najwyżej trzedziestoparoletniego. Miał na sobie mundur aurora, tylko mocno już przestarzały.
- Na Merlina, bałem się, że nie zdołacie tu przyjść – powiedział zmęczonym głosem. – Nie macie zbyt wiele czasu. Po zachodzie słońca klątwa się dopełni i Perła Morza znowu zatonie. Trzeba zniszczyć perły, zakończyć agonię Marianne i zabić Persefonę Fawley, zanim przebudzi się obscurus.

Tura trwa do 14.10.2023 roku do godziny 21.00



RE: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Augustus Rookwood - 11.10.2023

Udało nam się przemknąć po schodach dzięki drobnej pomocy nieznajomego ducha, a teraz szliśmy wyższym piętrem, właściwie nie wiedząc, co tak naprawdę szukamy. Nikogo tu nie było, żywej duszy, która mogłaby nam pomóc z zabraniem nieprzytomnych osób i może w pokonaniu Fawley...? To nie było miejsce dla nas. Nie wiem, czy mieliśmy jakiekolwiek szanse na przetrwanie, więc zabieranie kogokolwiek z tego statku za wyjątkiem Aveliny wydawało mi się wciąż jedynym i najbardziej rozważnym ruchem. Niestety, byłem świadom, że spotka się to z oporem ze strony Paxton, a samej nie zamierzałem jej tu zostawiać.
Ścisnąłem jej dłoń, tak dla potwierdzenia, bo z tego wszystkiego wciąż/ponownie ją ujmowałem. Chyba pocieszałem tym gestem samego siebie, dając sobie znać, że wciąż żyliśmy i mieliśmy się dobrze.
Kiedy dotarliśmy do nietypowych drzwi, zerknąłem do środka, czy nic nam tu nie zagraża. To miejsce różniło się od całego statku - brudnego i śmierdzącego. Wciąż lśniło nowością i porządkiem, jak pewnie w dniu wypłynięcia. Znajdowały się dwa łóżka, a na jednym z nich dziewczyna. Nieprzytomna. Od razu rzuciły mi się w oczy te rany. Liczne, głębokie, zadane ostrym narzędziem. Dziewczyna powinna nie żyć, ale jakimś cudem statek trzymał ją przy życiu. Nie miałem ku temu jakichkolwiek wątpliwości, patrząc na pracę naszych płuc. Zrastaliśmy się ze statkiem i mieliśmy stać się z nim jednością, jeśli niczego nie zrobimy.
Otworzyłem szerzej oczy, kiedy pojawił się duch. Aurora. Nad wyraz spokojny, bacząc na jego położenie. Zmęczony sytuacją. Jego słowa wcale nie pokrzepiły mojego serca, wręcz przeciwnie, bo raczej znajome było mi pojęcie obscurusa, a na dodatek wspominał coś o zabiciu Persefony Fawley...? Halo, właśnie przed nią uciekliśmy. Pytanie tylko, czy na tym etapie statek pozwoli nam uciec, czy mieliśmy tylko jedną opcję do wyboru?
- Wiesz może, gdzie znajdują się perły? To te, które należały do Włocha...? Rossiego? - zapytałem ducha, choć mógł nic nie wiedzieć. Mógł nie być we śnie, mógł być w nim kimś innym i nie znać tych historii. Sam pamiętałem je jak przez mgłę, bo bardziej skupiony byłem na Avelinie... Ale warto było spróbować, prawda? - Avelino, chcesz spróbować ich wszystkich ocalić czy uciekamy ze statku? Nie jestem pewien, czy uda nam się ponownie przejść obok Fawley - zapytałem i zarazem stwierdziłem fakt najbardziej oczywisty. Że też o tym nie pomyślałem wcześniej. Może jednak udałoby mi się ją ogłuszyć na chwilę. Kto wie?


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Avelina Paxton - 13.10.2023

Starała się jednak za wszelką cenę opanować strach i nerwy związane z obecną sytuacją. To jak z źle oddanym składnikiem do aktualnie warzonego eliksiru, prawda? Zacznie nieprzyjemnie bulgotać, wchodzi panika, kocioł chce wykipieć, sprawić, że zaraz wszystko pokryje się nieudaną cieczą, ale wystarczy wyłączyć palnik, opanować emocje i po chwili sytuacja będzie pod kontrolą? Tak samo było teraz, opanować emocje, zdusić strach, skupić się na otoczeniu i na tym, aby przeżyć, prawda?

Gdy udało im się bezpiecznie dostać na piętro poczuła delikatną ulgę. Obserwowała otoczenie, zaglądała nawet ostrożnie i powoli do pomieszczeń, które znajdowały się w tym korytarzu. Zerkała tylko, czy nie ma tam jakiegoś ducha, czy innej osoby. Może ktoś z ich towarzyszy chował się tutaj przed Fawley. Nie była pewna. Zwróciła po chwili uwagę na dziwne drzwi, które znajdowały się na wprost. Nietknięte przez wodę i czas, piękne i zachęcające wręcz do tego, aby tam podejść. Ścisnęła dłoń Augustusa mocniej jakby chciała potwierdzić, że tu jest i że też to widzi, a nie był to naturalny widok. Był wręcz niemożliwy.

Ba dum! Ba dum! Serce nie przestawało dawać o sobie znać, a biło inaczej niż zwykle. Czuła to, że było coś nie tak. Gdy Rookwood zaglądał do środka Avelina rozglądała się po korytarzu szukając zagrożenia, gdy Augustus stwierdził, że w środku jest bezpiecznie weszła tuż za nim. Wstrzymała na chwilę oddech, gdy zobaczyła dziewczynę na łóżku.

– O matko – szepnęła cicho i podeszła do śpiącej, martwej? Nie wiedziała jaki był jej status. Rany mówiły, że drugie, a oddech, że pierwsze. Spojrzała na ducha i poczuła żal, że tu utknął. Zaczynała też czuć wściekłość, że ta kobieta niszczyła innym życie. Zacisnęła dłoń na różdżce i spojrzała na Augustusa. – Powstrzymajmy tę… – suke, dodała w myślach, bo nie chciała wyrażać się tak brzydko przy Rookwoodzie. W końcu zawsze mówił, że nie lubi przekleństw z jej ust. – Co z perłami? Gdzie one mogą być?




RE: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Norvel Twonk - 17.10.2023

Duch aurora przesunął się w bok, umożliwiając Avelinie przejście obok niego i przyjrzenie się leżącej na łóżku Marianne. Patrząc na niego Augustus widział, że wyglądał… nie do końca tak, jak normalnie wyglądały duchy. Owszem, był półprzezroczysty i z pewnością martwy, ale jednocześnie jego półprzezroczystość wydawała się bardziej transparentna niż innych duchów, które do tej pory stanęły na jego drodze. Jakby rozpływał się w powietrzu, jakby coś na tym statku wysysało również duchy.
- W ładowni – odpowiedział na pytanie.
I wtedy wydarzyło się to.
Było jak tąpnięcie. Poczuli się tak, jakby metaforycznie uderzyła w nich morska fala, uniosła swoją siłą i przepchnęła o metr do tyłu. Oddechy Aveliny i Augustusa zwolniły, zrównały się z powolnym oddechem statku a potem… jakby usłyszeli długi i pełen ulgi wydech. Ba, Paxton nawet dostrzegła kto właściwie tak odetchnął, bo to była… leżąca na łóżku Marianne? Poza tym jednym wydechem nie zrobiła nic więcej.
Najwyżej kilka sekund po tym jak poczuli i dostrzegli to wszystko, usłyszeli pełen wściekłości wrzask dochodzący z atrium. Duch aurora zadrgał a potem wyciągnął rękę w stronę ściany kajuty a ta przeniknęła przez nią.
- Ktoś zniszczył perły – wydusił z siebie z niedowierzaniem. – Pośpieszcie się i dobijcie Marianne a może wszystko uda się tym razem powstrzymać – rzucił błagalnym tonem w stronę Augustusa i Aveliny.
Przynajmniej według słów martwego aurora pozostały do zrobienia jeszcze tylko dwie rzeczy: zabicie Marianne i pokononanie Persefony Fawley.
Tura trwa do 20.10.2023 roku do godziny 21.00



RE: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Augustus Rookwood - 17.10.2023

Niewidoczne połączenie ze statkiem nie było w żadnym stopniu przyjemne i kiedy tylko dawało o sobie znać, przełykałem z niepokojem ślinę. Zjadał nas, wysysał, wysuszał. Żerował żeby utrzymać się na powierzchni, żeby zatonąć i za rok wrócić z naszymi truchłami ponownie na powierzchnię. Niefajnie.
Siła, która nas wzniosła w powietrze i odstawiła kawałek dalej była jak najbardziej niepokojąca, jak i również zachowanie ducho-aurora takim było. Nie podobało mi się to ani trochę, a niebawem, już za drobną chwilę, kiedy tylko do mnie dotrze, co się dzieje, co będę musiał uczynić, bo ktoś zniszczył już perły, kompletnie miało mi się wywrócić w żołądku. Super sprawa. Nie musieliśmy nigdzie chodzić, sprawa sama się rozwiązywała, tylko że wtedy padły strategiczne słowa z aurorskich nienaturalnie transparentnych ust - dobijcie Marianne.
Wypuściłem ze świstem powietrze ze swoich ust i to już nie było działanie statku, tylko mojego własnego ciała. Nie będzie mi statek mówił jak mam żyć [chyba że inna wola będzie MG]! Nie będzie los śmiał mi się w twarz!
A jednak. Odwróciłem się w kierunku kobiety, można powiedzieć nawet, że dziewczyny, niewinnego dziewczęcia. Miała na imię Marianne. Czy żyła? Można by polemizować. Czy można było ją zabić? Jak to ujął duch, dobić? Czy też zakończyć jej agonię? Jak najbardziej. Serce wciąż jej biło, wciąż oddychała.
Drgnąłem w jej kierunku, ale się zawahałem. Ręce mi drżały, ale trzymałem je sztywno wzdłuż ciała. Może lepiej by przy nim pozostały? Nie ruszały się? Nie walczyły o nasze życie...? Musiałem o nas walczyć. Musiałem to zrobić. Dziewczyna i tak była już martwa. Sam stwierdziłem chwilę wcześniej, że ewidentnie tylko magia trzymała ją przy życiu! Wykrwawiła się już po wsze czasy, ledwo oddychała i pozostawała nieprzytomna. Wiedziałem, że jeśli dobrze to rozegram, to nawet nic nie poczuje. Odpłynie, odpłynie już na wieczność.
A jednak się zawahałem. Nie byłem mordercą. Co prawda, tego ode mnie oczekiwano. I niejednokrotnie sobie wyobrażałem tę chwilę, ale nijak ona się miała do tej sytuacji. Była kompletnie inna. Mniej brutalna, spokojniejsza. Nie było w tym agresji, tylko akt listości. Zdecydowanie.
Kto wie? Może tak naprawdę los ze mnie nie kpił, tylko był mi łaskawy? Oczywistym było, że to moja próba. Nie Aveliny. Właśnie, Avelina... Nie mogła na to patrzeć. Po prostu nie mogła. Ręce mi się trzęsły i nie chciałem by patrzyła, jak się boję, jak waham, a przede wszystkim jak odbieram komuś życie. Sam nie byłem pewien, czy wytrwam, czy będę w stanie na to patrzeć. Czy w ogóle dam radę. Czy potrafię. Czy jestem synem swego ojca. Ot, taki sobie lament mojej niepewności siebie, tchórzostwa, strachu.
- Avelino, wyjdź stąd - rzuciłem stanowczo, pomimo strachu i niepewności, który kłębił się we mnie w coraz to większych pokładach. Nie patrzyłem na nią. Nie chciałem by dostrzegła cokolwiek w moich oczach.


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Avelina Paxton - 17.10.2023

Avelina przyglądała się dziewczynie leżącej na łóżku z uwagą. Chciała dostrzec sposób, w który mogliby wszystkim pomóc. Może jak ją obudzą to wszyscy też się obudzą? Może uda się to wszystko powstrzymać? Zachwiała się gwałtownie, gdy zadziało się to coś dziwnego, a potem dostrzegła, że w tym samym czasie Marianne odetchnęła. Avelina nie czuła się za dobrze przez to, że jej własny oddech nie chciał się jej słuchać, oddychał wolno. Bała się, że im dłużej tu zostaną to już nigdy tego miejsca nie opuszczą. Nie chciała tu utknąć.

Gdy usłyszała wrzask odwróciła się w stronę drzwi, a potem spojrzała na Rookwooda i ducha. Patrzyła na nich z lekkim przestrachem, ale milczała. Póki co. Gdy duch powiedział, że mają dobić Marianne dla Aveliny nagle czas się zatrzymał. Jak miała zabić dziewczynę, która nie miała nawet jak się bronić. Ona już była w pewnym sensie martwa, ale Ave tego nigdy nie zrobi. Pokręciła głową, chciała powiedzieć, że może jest jakiś inny sposób, ale jej wzrok padł na Augustusa.

– Ty to serio rozważasz? – zapytała ostro łapiąc go za przedramię. – Nigdzie nie idę, nie możesz tego zrobić. Pokonajmy najpierw Fawley, może nie musisz… – zmarszczyła brwi patrząc na niego uważnie. Wiedziała, że Rookwood miał mocno zachwiany kompas moralny. Avelina też nie była święta, ale nie potrafiłaby zabić kogoś kto się nie może bronić. W prawdzie chciała się już stąd wydostać, chciała uratować swoich przyjaciół, ale nie chciała odbierać nikomu życia. Czuła się winna tej sytuacji, w końcu Augustus jej mówił, że ma się tu nie wybierać. Cofnęła się od niego czując się podle, bo wiedziała, że to jej wina.




RE: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Augustus Rookwood - 17.10.2023

Mrok wyciągał po mnie swoje ręce już nie pierwszy raz. I ten mój Mroczny Znak... Już właściwie byłem dzieckiem mroku, tylko niepotrzebnie się temu opierałem, niepotrzebnie walczyłem, zamiast się temu poddać i poczuć w sobie tę siłę, tę władzę, wszechmocność. Mogłem być panem życia i śmierci, ale kuliłem się w sobie, wątpiąc we wszystko, co byłem w stanie zrobić. Mogłem to zrobić, uwierzyć w siebie i pochłonąć swą niewinność totalnie. I to swoją drogą, piękne kłamstwo, piękny żart, bo niewinny nie byłem już od dawna, biorąc udziały w atakach, a odebranie życia...? Odebranie życie to tylko kolejny, drobny krok, czyż nie?
Kurde, tylko czemu serce waliło mi jak szalone? Czemu tak ciężko było mi to zrobić? Czemu jednocześnie było mi lodowato i duszno? Traciłem rezon, kiedy tylko trzeba było kogoś zabić. Bałem się tego cholernie. Bałem się oglądać uchodzące życie. Bałem się posmakować uczucia odebrania komuś życia. Bałem się, że to mnie pochłonie, że stanę się kimś innym... Że nie będę już sobą.
I to znowu do mnie wracało, choć myślałem, że będę miał to z głowy do czasu kolejnej misji od Ojca czy też Czarnego Pana, ale Avelina i jej głupia decyzja zmuszała mnie do tego tu i teraz, a nie miałem innego wyjścia, nie mogłem się zastanawiać, czy jestem na to gotowy, czy może Vespera rzuci za mnie odpowiednie zaklęcie. Nie było jej tu. Czemu jej tu nie było? Czemu mnie zostawiła samego sobie? Czemu wyprowadziła się do innego domu? Do innego mężczyzny? Mieliśmy już na zawsze być razem, a zamiast tego byłem z tym sam.
Poczułem dłoń Aveliny na swoim ramieniu. Nie chciałem, tak bardzo nie chciałem, by robiła mi pod górkę, szczególnie że i tak już miałem stromo. To była mroczna magia. Ona tego nie rozumiała, ona tego nie znała. Wszystko było ze sobą połączone niczym misterny rytuał, a skoro auror będący tu parę dobrych lat mówił, że trzeba to zrobić, trzeba było to zrobić.
- Nie myśl o tym. Na Merlina, nie myśl nic - odparłem, łapiąc ją drugą ręką za jej ramię. Nie chciałem być gwałtowny, ale samo tak się stało. Czas pędził. Trzeba było zrobić to co nieuniknione, więc szarpnąłem Aveliną by puściła moje ramię. Nie czekałem, czy coś powie, a jeśli coś mówiła, nie zamierzałem dyskutować, po prostu popchnąłem ją w kierunku drzwi. Zanim je zatrzasnąłem przed jej twarzą, powiedziałem jedynie:
- Czekaj na mnie. - Rzuciłem jej tylko jedno, przelotne spojrzenie. Zatroskane? Z pewnością, ale może bardziej przerażone.
Sam wróciłem szybkim krokiem do Marianne, właściwie do niej podbiegłem. Chciałem to zrobić nim się rozmyślę, nim w ogóle zacznę myśleć. Pozostawała nieprzytomna. Miała zamknięte oczy. Miało to swój plus, bo nie będę widział jak gaśnie w niej życie. Zawsze sobie wyobrażałem, nad wyraz sadystycznie, że będę patrzył w te oczy, te zanikające życie, ale nie miało tak być. To dobrze.
Wyciągnąłem drżącą dłoń w jej kierunku. Wiedziałem, gdzie ma serce. Było dokładnie w tym miejscu, gdzie niepewnie przyłożyłem swoją dłoń. Być może czułem  nawet pod palcami jego słabe bicie, ostatnie uderzenia. Pomyślałem, tak przelotnie, że za chwilę ten zegar stanie. Dramatyzm sam w sobie.
Skupiłem się na sercu Marianne. To tam chciałem dotrzeć swoją magią bezróżdżkową. Chciałem za pomocą nekromatycznych umiejętności ująć jej serce i je zgnieść, zmiażdżyć, wycisnąć z niego życie. Szybko, gwałtownie, mając nadzieję, że już nic nie wymknie się spomiędzy jej warg, żaden krzyk czy westchnienie.


Rzuty na nekromancję; zamierzam zmiażdżyć serce Marianne za pomocą magii bezróżdżkowej
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [lato 1972] Perła Morza. Ci, którzy nie chcą usłyszeć ciszy - Avelina Paxton - 17.10.2023

Patrzyła na niego z wyczekiwaniem. Widziała jak coś w jego oczach się zmienia, a to powodowało, że w Avelinie zaczynała narastać obawa. Nie chciała, aby zabijał, nie chciała, aby wchodził na tą złą ścieżkę. Nie wiedziała jednak, że on już dawno na niej był. Gdyby wiedziała… no właśnie, co by to zmieniło? Ona nic nie mogła w tej kwestii poradzić. Był od niej silniejszy, potężniejszy, odrobinę straszniejszy. Odepchnął ją, a to cholernie zabolało. Nie miała zamiaru jednak płakać.

– Kurwa! Rookwood! – krzyknęła na niego nie zważając na to, czy Fawley ich usłyszy. Chciała mu się wyrwać, chciała mu nie pozwolić wyrzucić jej stąd. Chciała przy nim być. Wesprzeć go i przekonać, że na pewno jest inny sposób. Nie musi używać przemocy, ale on jej nie słuchał. Wyrzucił ją za drzwi i je zamknął. Jego oczy były czymś, co zapamięta do końca życia. Mogła je otworzyć, mogła tam wejść, ale się bała. Pierwszy raz chyba bała się tak tego człowieka. Pokręciła z niedowierzaniem głową. Nie była na niego zła, ani wściekła, nie nienawidziła go. Było jej go żal. Dotknęła drzwi, a potem odwróciła się do nich plecami. Bała się. Okropnie się bała i czuła się źle, że chciał to zrobić, że nie chciał znaleźć innego sposobu.

Nie miała zamiaru tu na niego czekać. Zacisnęła dłonie na swojej różdżce, knykcie jej aż zbielały i ruszyła z powrotem korytarzem do atrium. Nie chciała czekać, aż on wyjdzie oznajmiając jej, że pacjentka zmarła. Została dobita. Wiedziała, że nie miała szans z Fawley, ale może uda jej się ją uspokoić, przekonać, że nie ma szans na to, aby Marianna przeżyła.