![]() |
|
[29 czerwca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [29 czerwca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory (/showthread.php?tid=1999) |
RE: [3 lipca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Sauriel Rookwood - 26.10.2023 - Ty jesteś głupi czy głupszy? - Zapytał, kiedy Stanley walnął o tych burkach. - Wiesz co to Disneyland a nie wiesz, że "burki" to określenie na psy? - Ten człowiek był po prostu czasami niemożliwy, nigdy nie wiedziałeś, co mu przyjdzie do głowy, co powie, z czym wypali. W ogóle... czemu on przyrównał to do kobiet, skąd mu się to wzięło? I oto więc pytanie, czy jesteś gotowy na odpowiedź, więc i czy chcesz o to pytać. Sauriel nie był. Jeszcze by Stanley obraził Victorię i co? Pokręcił głową, kiedy ten zaczął gadać o Mulciberze, chociaż to akurat nie na to kręcił głową tylko nadal do tych burek. - Nom. Jakieś tam kuzynostwo, piąta woda po kisielu. Nie wiem. - Sauriel nigdy nie był nadmiernie przywiązany do rodzinnych więzów, ale byli. - Co lepsze jego matka też miała na imię Anna. - Wskazał trzymanym nożem na Stanleya, tak jakby była tutaj jakakolwiek wątpliwość co do tego, o kim mówi. No przecież nie o Atreusie, z nim łączyło go co najwyżej to, że mocno się trzymał z braciami Borginami i Louvainem tworząc ekipę szkolnych bożków. Każdy miał swoją rolę i każda dziewczyna miała do kogo wzdychać. Sauriel też miał tam swoją rolę - samotnika. Ale i tak często był z nimi gdzieś tam widywany na szkolnych korytarzach. Uniósł brew patrząc na Atreusa, ale to był cały komentarz dotyczący wkładania sobie noża w dupę. Nawet nie zaśmianie się czy warknięcie sugerujące, że żart przekroczył jego tolerancję (albo nie trafił w dobry humorek), tylko zostało to przemilczane. Za to miał ochotę sprawdzić, czy nadal celnie potrafi nożem rzucać, przez moment układając palce na ostrzu, ale sobie darował. Dwójka aurorów i dwóch Śmierciożerców przy jednym stole. To dowcip sam w sobie. Nie wymagał żadnej kontynuacji. Łączyli siły w poszukiwaniu idealnych ogórków w słoikach, żeby Stanley mógł sobie zagryzać do wódeczki. Poszedł sobie do krańca stołu, zabrał jedną deskę i położył swojego zdobycznego ogórka. Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść, jak to mawiają, a on miał artystyczną wizję do spełnienia. - To zależy. - Odparł usłużnie w kierunku Stanleya na pytanie, czy coś mu się stało. - Twoja szafka próbowała mnie zabić, bo zapomniałem, że ją otworzyłem. - Dzięki Bogu - wampira trudno było ubić, szafka nie miała miotacza ognia. Win win situation. - Kto ma wiedzieć jak nie Ogórkowidząca. - Tymczasem Sauriel pochylił się nad swoim ogórkiem. Okej, no wiedział, jak wbić komuś nóż pod żebra - ale wbić nóż w ogórka? Tym nie mniej artysta wziął się do roboty. - Widziałem ostatnio mydło z ogórków. I wódkę. Niekoniecznie obok siebie i w tej kolejności. - Tak, przez Stanleya już WSZĘDZIE widział te ogórki. Zresztą dowód na to miał zaraz powstać. Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem, druga też się rozpadała, to jeszcze nie to. Więc sobie ciachał dalej. Normalnie przy trzeciej już rzuciałby tym ogórkiem, jego pokrojonymi częściami i samym nożem - ale nie. Jak Sauriel sobie coś umyślił, że to zrobi, to owszem, potrafił się szybko wkurwić, ale robił to, dopóki nie dotrze do celu. Dopóki się nie uda. Nie istniało coś takiego jak "niemożliwe". Choć... tak, istniało. To, co dotyczyło znaku na jego lewej ręce. Zapytacie, co powstało z ogórka w dłoni Sauriela? Ano, tak po prostu. Krzesełka. RE: [3 lipca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Atreus Bulstrode - 02.11.2023 Posłał Stanleyowi powłóczyste spojrzenie, zdecydowanie nie będąc pewnym, czy ten się właśnie z niego nabija, czy może jednak faktycznie jest ułomny. Bo skąd miał się spodziewać, że Stanley słownik to co najwyżej widział tylko na półkach i to takich pokrytych parocentymetrową warstwą kurzu? Jakby zapytał, czy ma w domu balie to co? Zaciąłby się kompletnie, albo zaczął rozkładać też na części pierwsze to słowo? Bulstrode mimowolnie przycisnął palcami nasadę nosa, jakoś tak próbując się w sobie zebrać, ukoić nieco nerwy, ale to nie pomogło, dlatego wychylił parę kolejnych łyków ognistej i od razu mu się lepiej na duszy zrobiło. Na całe szczęście, na ratunek też pośpieszyła Victoria, biorąc na siebie obowiązek wyjaśnienia Stachowi, że cokolwiek miał w głowie, mijało się to z prawdą. Zaczęła też rozporządzać dalej, co właściwie mieli zrobić dalej z przygotowaniami i chyba wyczuła, że on też nie miał zbytnio pojęcia o tym, jakie były kolejne kroki tego przedsięwzięcia. Pokiwał jednak tylko głową, nawet wdzięczny za to, że tak się wczuwała w rolę dowodzącej i ruszył z bojowym zadaniem wypłukania kopru i chrzanu. Zebral wszystkie wskazane rzeczy i z braku laku zabrał się za nie przy kuchennym zlewie, zgodnie z instrukcjami puszczając zimną wodę. Był nawet tak wspaniałomyślny, że w międzyczasie nastawił Borginowi wodę, żeby zgodnie ze słowami Victorii mógł słoiki na ogórki wyparzyć. Kiedy natomiast skończył się chlapać z chrzanem i koperkiem, oszuszył je nieco, żeby nie zalać przy noszeniu całej podłogi i odłożył je na stół. - Gotowe - oznajmił dumny, biorąc się pod boki i przez moment zaglądając Lestrange przez ramię, przynajmniej póki nie zwrócił uwagi na to, co właściwie porabiał Sauriel z tym swoim ogórkiem. Zbliżył się do niego trochę i oparłszy o stół przez moment przyglądał się jego poczynaniom. Kiedy skończył mu się materiał ogórkowy, wybrał jakiegoś dużego i bez słowa mu podłożył, wyraźnie zainteresowany dalszym obserwowaniem jego rękodzielnictwa. RE: [3 lipca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Stanley Andrew Borgin - 04.11.2023 Pan Słownik to musiał się oczywiście popisać. To, że on znał na pamięć cały elementarz i zdał wszystkie szlaczki celująco, nie znaczyło, że wszyscy musieli wiedzieć czym były te cały "burki". Stanley posłał mu tylko spojrzenie, nie komentując jego trafnej uwagi. Sauriel musiał się oczywiście przypierdolić, ponieważ inaczej nie byłby sobą. Ten typ już tak miał. Koniec. Kropka. Rookwood miał szczęście, że tutaj były jeszcze inne osoby, bo inaczej musiałby mu... nic nie zrobić. Na pytanie Victorii wzruszył tylko ramionami, wszak pan Mądrala już spieszył z odpowiedzią. Prawdę mówiać to Borgin nie znał tej części rodziny i jedynym reprezentantem Mulciberów o jakim miał pojęcie był właśnie jego serdeczny przyjaciel Rookwood - Tak właśnie jak mówi Sauriel. No i obydwie chyba lubiły grzebać w roślinach... Znaczy moja już nie bo nie żyje ale jego nadal bo żyje... - całkiem logiczne, nie? pokiwał głową na zgodę z samym sobą - Także coś tam wspólnego mamy... - dodał, spoglądając na nóż, który został wycelowany w jego kierunku. Żeby tylko mu się ten nóż nie omsknął.... Gdyby Atreus zapytałby go o tę balię to Stanley mógłby się zapytać czy ten przypadkiem się nie pomylił i nie chodzi mu o "bakalie"... Ale może by jednak wiedział? Nie wiedział czy by wiedział bo nikt go o to nie zapytał... Zresztą to nie było teraz ważne. Borgin zdał sobie sprawę, że Bulstrode też zaczął grać przeciwko swojej dotychczasowej drużynie jak Rookwood i zostali 2 na 2. Jeszcze tylko brakowało, aby Victoria wyjechała mu z jakimś innym testem to byłby w stanie wszystkich posądzić o zdradę, a tak to chociaż jedna dodatkowa osoba pozostawała wierna ich ideałom. Lestrange to była po prostu lukskobieta! - Rozumiem, rozumiem... - odparł poszkodowanemu wampierzowi. Oby tylko nie chciał z tego powodu jakiegoś odszkodowania z tego powodu - Się robi szef. Wszystko będzie zrobione legancko - oznajmił, wpatrując się przez moment na Sauriela jakby był najpiękniejszą rzeczą na świecie. No bo był kiedy takie piękne rzeczy mówił Staszkowi. Mydło z ogórków? Wódka z ogórków? No aż się te Borginowe serce radowało na takie piękne nowiny. Już chciał paść mu do stóp aby wysłuchiwać takich rzeczy, aż do rana... ale musiał się powstrzymać - nie byli przecież sami. Stanley był odpowiedzialnym człowiekiem i miał zadanie do wykonania, więc chcąc (a tak naprawdę to nie chcąc) ruszył się do tej kuchni aby odbębnić swoje. Dotarł do kuchni i zobaczył, że Atreus odkupił swoje winy. Zaczął ponownie grać do tej samej bramki. Nastawił mu wodę, aby mógł ogarnąć te słoiczki - Dzięki Bulstrode. Ty to jednak jesteś - poklepał go po ramieniu w podziękowaniu. Kiedy tylko woda się zagotowała, wziął się do pracy w akompaniamencie jakichś podśpiewek. Coś tam o jakimś parostatku... Chyba w piękny rejs ale nie zwracał na to jakiejś szczególnej uwagi. Bardzo dokładnie zastosował się do instrukcji Lestrange. Były tak czyściutkie jak chyba nigdy. Przygotowane i wyparzone słoiki wrzucił do miednicy, którą wyciągnął spod jednej z szafek. Tę uprzednio przetarł i czym prędzej powrócił do całego towarzystwa. Odstawił je przy stole i zastygł, przyglądając się temu jak ich małe dzieciątko się bawiło - Mucha nie siada. Zrobione szefowo. Co dalej? - zapytał, nie odrywając wzroku od Sauriela. W tym momencie to aż się prosił aby go tak pacnąć po główce i powiedzieć "dobry Sauriel, dobry. Baw się dalej grzecznie". Rookwood po prostu rósł w oczach Stanleya - zajął się sam sobą i nawet rękodzieła zaczął robić w tym momencie. Coś wspaniałego. Najprawdziwszy kunszt i sztuka sama w sobie - krzesełka ogórkowe. RE: [3 lipca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Victoria Lestrange - 04.11.2023 Sauriel zwyczajnie nie słyszał całej wymiany zdań pomiędzy Stanleyem a Victoria, nic dziwnego, że wyciągnął takie wnioski. Przez moment zastanawiała się co z tym zrobić, ale ostatecznie uznała, że chyba lepiej wyjaśnić… – Po prostu opowiadałam Stanleyowi historie o mugolach jeszcze z Czarodziejskiego Pogotowia. Skojarzyło mi się z takimi tabliczkami, które mugole sobie mocują do furtek, ze pies dobiega do furtki w trzy sekundy, bo jak tylko zapukałam, to Stanley otworzył… – a potem przypomniało jej się o tych głupawych napisach, że uwaga zły pies, ale żona jeszcze gorsza… To chyba ten kawałek usłyszał Sauriel i wyrwaną z kontekstu rozmowę. No ale nic. Skoro ten kawałek był (chyba) wyjaśniony… – A tak, Anna uwielbia rośliny. Pomagała mi w maju w ogrodzie – wręcz Victoria miała wrażenie, że robiła to z chęcią, nie musieć siedzieć w Little Hangleton, a mogąc spędzić czas w ogródku w Dolinie Godryka z… jak wtedy sądziła, przyszłą synową. Lestrange jeszcze przez moment wodziła spojrzeniem od Sauriela do Stanleya widząc absolutnie zerowe podobieństwo. Przebierając ogórki miała też oko na Sauriela, na którego zerkała co jakiś czas, ale ten w skupieniu wycinał coś nożem w tym ogórku. I chyba niezbyt się to udało, chociaż z poziomu podłogi nie miała zbyt dobrego widoku na jego ręce. Kiedy Atreus oznajmił, że gotowe, to pokiwała głową, zastanawiając się i odhaczając w myślach listę rzeczy do zrobienia. – To możesz pooddzielać czosnek od główek. Nie musisz ich obierać, po prostu żeby były osobno – powiedziała Bulstrode’owi, ale zauważyła, że się zawiesił… A potem podkradł jednego z większych ogórków, którego odłożyła na bok, bo nie nadawał się do słoików. Przez moment w ciszy też spoglądała na to, co teraz się stanie, skoro Sauriel dostał kolejnego ogórka… A potem wstała, otrzepała tyłek z niewidzialnego kurzu i aż sama zerknęła na to, co robi Rookwood – a skupiał się na tym jak na niczym nigdy wcześniej. Uniosła wyżej brwi, bo zaskoczona była widząc w nim taką pasję. Nawet uniosła na Atreusa na moment wzrok, posyłając mu nieme „co on robi?”. Przyjście Stanleya ją nieco otrzeźwiło, bo spojrzała na słoiki, potem na Stanleya, potem na przebrane przez nią ogórki. – To teraz tak. Wkładamy do słoików koper, chrzan, ząbki czosnku, a potem jak najwięcej ogórków. I potem robimy zalewę z wody i soli, ale do tego przejdziemy – wyjaśniła Stanleyowi kolejny krok w tej arcytrudnej pracy jaką było kiszenie ogórków. Sama za pomocą różdżki wylewitowała kosz z mniejszymi ogórkami na stół, żeby wygodniej było po to wszystko sięgać, a potem podeszła do pierwszego słoika. Lecz zanim to zrobiła, to delikatnie przeczesała dłonią włosy Sauriela, nie przerywając mu jednak w tej trudnej pracy jaką wykonywał. Zrobiła to tak jakby to był odruch, małe okazanie swojej uwagi, ale nie nachalnie, bo nie czekała na reakcję, zresztą od razu zajęła się ogórkami. – Ładna miednica, Stanley – rzuciła z kamienną twarzą, uważając to za turbośmieszne. RE: [3 lipca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Sauriel Rookwood - 04.11.2023 Gdyby Pan Mądrala zaczął opisywać swoją rodzinę i Stanleya to wyszłoby, że są braćmi, Stanley ma na nazwisko Mulciber, a Victoria jest Rookwood. Rzetelność tego drzewa genealogicznego nadawałaby się tylko do tego, żeby się w nie gapić z niedowierzaniem i zastanawiać, kto to panu tak spierdolił. Mógłby się postarać i o wszystkim opowiadać dokładnie, ale po co? Tak wychodziła z tego całkowicie konfundująca historia, w której w końcu nikt już nie wiedział kto jest kim. - Stanley... czemu w zasadzie ogórki. - No ze wszystkich roślin... co on się tak na te ogórki usrał? Czy może to miał być jakiś przełom jego życia i naprawdę zamierzał hodować jakieś dziwne warzywa i owoce w przerwach od pracy w Ministerstwie? Żeby jeszcze Sauriel wiedział, że ten w czasie wolnym knuł na Nokturnie za jego plecami, ha..! Najciemniej pod latarnią, więc Stanley dobrze się schował. Pod liściem ogórka. Niedługo będzie się mógł już zacząć chować za słoikami ogórków. W każdym razie - tak, Sauriel już dostrzegał ogórki wszędzie, tak jak różne dziwne słodkości dla Victorii. Rzeczy, na które nigdy wcześniej uwagi nie zwracał w najmniejszym stopniu. No, może na słodycze za dzieciaka coś tam zwracał. Ale nie taką. Daleko mu było do wielce kreatywnej osoby, a mimo to lubił tworzyć. Albo raczej - odtwarzać, niekoniecznie tworzyć z własnej wyobraźni. Krzesło z ogórka, jego zdaniem, nie było twórcze ani trochę, jakie krzesło jest każdy widzi. Wymagało po prostu odrobiny prób i błędów. Najbardziej problematyczne było złożenie tego tak, żeby się nie przewracało... nie to, żeby komukolwiek miały te krzesła posłużyć, chociaż odrobina magii a i nawet siadać na nich można by było. I rzeczywiście - pochłonęło go to całkowicie. Tak jakby potrzebował wyciszenia, choć jego poziom spokoju i tak przekraczał wszelkie normy. Felerne krzesełko się przewracało, ale! Już wiedział, gdzie zrobił błąd. Automatycznie sięgnął po następnego ogórka i dopiero jak już ciachnął jego końcówkę to dotarło do niego, że ten ogórek się bardzo podejrzanie aportował do niego. Więc powooooli obrócił głowę w kierunku Atreusa, przez moment przymrużył oczy... - Pa na to. - Powiedział z zachętą i pewnością siebie, tak jakby Bulstrode już się nie patrzył z uwagą. Pokrosił równe kawałki, powycinał drobne elementy i voila! Stanęło przed nimi krzesełko. Malutkie krzesełko, bo jakich rozmiarów mogło być z ogórka. Rookwood pokiwał do siebie głową z uznaniem, biorąc jeden z nieudanych fragmentów i zagryzając z zadowoleniem. Te porażki przynajmniej do czegoś się przydadzą. Do smaku. Można zrobić z nich jakąś sałatkę czy ki chuj... Nawet zamachał z zadowoleniem nogą wyciągniętą pod stołem i zamarł w pół sekundy, kiedy poczuł dotyk na swojej głowie... I sekundę później już nawet lekko się uśmiechnął przez krótki momencik i pochylił się nad stołem. - Masz jeszcze jednego, dealerze ogórków? - Zwrócił się do Atreusa, który stał się jego partnerem w zbrodni. Tamten większy się już w zasadzie zużył na kolejnych błędach. I jeden ogórek później do krzesełka dołączył ślimak. ![]() RE: [3 lipca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Atreus Bulstrode - 14.11.2023 Jakby już im się ten temat na balie omsknął, a Staszek lotnie wzbiłby się na nowe poziomy inteligencji z bakaliami, to byli już chyba na tym etapie, że Bulstrode poczułby autentyczny podziw, że Borgin w ogóle znał takie egzotyczne słowo jak bakalie. - Jakże mógłbym nie być - odpowiedział Staszkowi, kiedy strząsał koper z wody do zlewu. Tymczasowe granie w przeciwnej drużynie zdarzało się i to nie tylko jemu przecież, więc Borgin powinien być nie tyle już do tego przyzwyczajony, czy się tego poprostu spodziewać, nawet jeśli chodziło o tak święte sprawy, jak ogórki. Na słowa Victorii pokiwał tylko głową, ale widać było, że o wiele bardziej pochłania go teraz to co porabiał Sauriel. Zaangażował się bardzo w próbę rozszyfrowania czym były te krzywuchy które wychodziły spod jego rąk, a kiedy Lestrangte sama postanowiła podnieść się z miejsca i dołączyć do komisji nadzorujące prace Rookwooda, posłał jej wymowne spojrzenie. Nie mam absolutnie pojęcia. Uśmiechnął się nawet do tego lekko, z pewną błogością człowieka, któremu nawet nie zależy na tym, żeby poznać odpowiedź na to pytanie, bo przecież liczył się rzemieślniczy kunszt i zaangażowanie. Miał patrzeć, to patrzeć, a kiedy wreszcie zobaczył, kiedy kształty wreszcie osiągnęły punkt rozpoznawalności, zniżył twarz do poziomu blatu i przez dłuższą chwilą z miną konesera przyglądał się ogórkowemu krzesełko, które stało o własnych siłach, w pełni glorii i chwały. Pokiwał wreszcie głową, a potem wyprostował się, szukając spojrzeniem Staszka. - Stanley, pa na to - oznajmił, kiedy ten odstawił już na stół co niósł, energicznym gestem wskazując na znajdującą się przed nimi ogórkową rzeźbę. - Zaraz się znajdzie - zapewnił ich nadwornego artystę, przegrzebując kosz, który chwilę wcześniej porzuciła Victoria i wybierając z niej parę większych ogórów. Położył je na blacie obok Sauriela, a potem jego spojrzenie prześlizgnęło się znowu do Staszka, tym razem jednak zwracając uwagę na to, co właściwie przyniósł parę chwil temu. - Miednica! - rzucił hasłowo, z pełnym wyrzutem, na jaki było go stać. - Stach, to jest miednica! - wskazał oskarżycielsko paluchem miskę w której przytargał tutaj słoiki. - Jak możesz mieć i nie wiedzieć co to jest? - uderzył pięścią w stół, ale wbrew pozorom nie ze złości na przyjaciela, a by rozluźnić nieco główkę czosnku którą miał łuskać. - Nic dziwnego, ze wciąż siedzisz w BUMie skoro twoja znajomość świata tak kuleje - zagderał, typowym dla siebie argumentem, który padał często właśnie w tak bezsensownych sytuacjach, które w sumie to nic wspólnego nie miały. Czosnek zaszeleścił pod jego palcami, kiedy zaczął powoli zrywać warstwy i wyciągać z nich kolejne ząbki. RE: [3 lipca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Stanley Andrew Borgin - 14.11.2023 Dlaczego ogórki? To akurat było bardzo dobre pytanie i dowód na to, że Sauriel miał słuch wybiórczy - słyszał tylko to co chciał i przeważnie tylko to kiedy ktoś go zapraszał na rudą. Przypadek tragiczny Rookwood powinien wiedzieć dlaczego - w końcu zrobić mu niemal referat w kwietniu odnośnie sytuacji na rynku tego przepięknego warzywa... A po drugie Borginowi już brakowało po prostu sił do wszelkiej maści innych roślin. To była ostatnia jego próba na jakiekolwiek postępy w kwestii wiedzy przyrodniczej i jak widać - zadziałało. Jego własny geniusz go przerastał. Zaczął się aż zastanawiać co by było gdyby zawsze dawał z siebie te 30%. Stanley uśmiechnął się na słowa Atreusa. Trudno by było się nie zgodzić, że ciągle toczyli jakieś wojenki czy małe pojedynki - przeważnie słowno-docinkowe ale jednak. Miło było chociaż na jeden dzień zawiesić broń i skupić się na rzeczach ważnych czy ważniejszych. Najważniejsze, że w końcu do tego dorośli... prawda? Gdyby ktoś się go zapytał czy przewidują jakiś solowy turniej w wycinaniu ogórkowych konstrukcji to spojrzałby się na taką osobę z politowaniem. No bo co niby? Teraz mieli we trójkę stanąć i niczym jury w jakimś Mam Talent wpatrywać się w talent Sauriela, który byłby wyprzedzony smutną historyjką o tym jak go stary oddał wampirowi czy coś w ten deseń? Później mieli zacząć płakać, wyjąć złoty przycisk i przepuścić go, aż do finału? Cóż... trochę tak, ponieważ właśnie tak stali i się przyglądali - zwłaszcza, że szła tutaj pewnego rodzaju lawina zachęty do spoglądania - Patrze, patrze - zapewnił Bulstrode'a, który zachęcił go do patrzenia zaraz po tym jak sam został zachęcony do patrzenia przez Rookwooda. Trochę skomplikowane to już się wszystko zaczęło robić ale było ciekawe. Kurwa, krzesełko nie dowierzał temu co widzi własnym oczom, a kiedy Atreus zaserwował mu kolejnego ogóraska, a w kilka chwil później dołączył do nich ślimak to Stanley prawie zamarł. Z wrażenia i podziwu. Kilka chwil zajęło mu zrozumienie pochwały Victorii. Mimowolnie spojrzał w kierunku swojej talii, przyglądając się jej przez kilka dobrych sekund - Dzięki wielkie - odparł z entuzjazmem w głosie ale ten zaraz zamarł, tak jak umarł zapał Borgina do dalszej pracy. Znalazł się drugi Pan Maruda, który musiał wszystko zepsuć - Ohohho, nic dziwnego, że wciąż siedzisz w BUMie... Ty byś po tych wszystkich latach chociaż śpiewkę zmienił, a nie się powtarzasz. Jeszcze trochę, a pomyślę, że się zaciąłeś albo z wprawy wyszedłeś - odparł, dzieląc koper i chrzan pomiędzy słoiki. Czosnku nie musiał wszak zajął się tym jego serdeczny przyjaciel - Gdybym złamał nogę to też byś pewnie powiedział, że to przez nią nadal siedzę w BUMie, co? - zapytał go całkiem poważnie, nakładając kopru i chrzanu do słoików. Robił to trochę na oko, chociaż kusiło go załatwienie jakieś wagi aby wszystko było idealnie wymierzone - Tyle będzie ok? - dopytał szefowej tego zgromadzenia, podpierając się pod boki. Z tego całego wysiłku to aż się napił łyczka ze swojej szklanki, ponieważ się należało za wysiłek. RE: [3 lipca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Victoria Lestrange - 15.11.2023 Właściwie to Sauriel zadał bardzo dobre pytanie: dlaczego ogórki? Sama nie miała zielonego (hehe) pojęcia, a sam fakt, z jakim zapałem Borgin się do tych ogórków zabierał, choć talentu nie miał za grosz (nadrabiał jednak dobrymi chęciami…) sprawiał, że to pytanie gdzieś tam się kołatało po głowie – no bo co ogórki miały w sobie takiego, że tak bardzo zawróciły Stanleyowi w głowie? To chodziło o kolor? Ponętny kształt smutnych małych korniszonków? Wypustki? A może to jednak te pojedyncze, urocze, żółte kwiatuszki? Odpowiedzi się jednak nie doczekała, bo Staszek chyba zbyt był pochłonięty całym tym procesem składania słoików, jakby to były jakieś klocki lego tylko w wersji jedzeniowej. Ogólnie to wychodziło na to, że nikt z tutaj obecnych właściwie nie wiedział co chodziło Saurielowi po głowie, ale ewidentnie obudził się w nim jego uśpione dziecięce ja i teraz się bawił, jakby w życiu, w odpowiednim czasie, nie mógł tego robić. I Victoria byłaby skłonna w to uwierzyć znając jego rodzinę i historię jego życia, którą jakoś chętnie się nie dzielił, ale od grudnia zdążyli się trochę poznać, a Sauriel nawet się otworzył, mówiąc jej co nieco o sobie. Może nawet więcej niż co nieco… Lestrange ignorowała fakt, że doskonale wiedziała, co znajdowało się na jego przedramieniu, przykryte teraz długim rękawem koszuli. Tak czy siak – Victorii bardziej zależało na dobrym samopoczuciu wampira, a nie na tym przeklętym tatuażu (jak widać był z niej auror od siedmiu boleści, bardziej z powodu prestiżu niż powołania), dlatego obserwowała proces powstawania krzesełka, a ogórków sama by mu nie szczędziła, gdyby to Atreus nie podał mu kilka kolejnych sztuk. – Jest cały kosz – powiedziała cicho, kiedy Sauriel się zainteresował, czy w ogóle jeszcze kilka się znajdzie. Był cały kosz, bo nie wszystkie nadawały się do słoików na ukiszenie. Stanley nie przestawał jej zadziwiać. Z różnych powodów. Ale właśnie teraz dobił do szczytu, kiedy pochwaliwszy miednicę, spojrzał po sobie, na swoje biodra, talię… i podziękował. To spowodowało, że Victoria dostała errora, ale Atreus przyszedł z odsieczą, najpewniej zupełnie nieświadomie, ale zaczął tłumaczyć Borginowi to, co powinno być jasne od dawna. Lestrange po prostu tak patrzyła to na jednego, to na drugiego… W głowie pustka. Nic dziwnego, że gdzieś w połowie tej kłótni o BUM jej zainteresowanie w całości przeniosło się na Sauriela. Tym razem to co robił nie wyglądało na krzesełko a na… no cóż… Na ślimaka. ŚLIMAKA. – No, wiedziałam, że masz duszę artysty – i romantyka, wedle słów Anny Rookwood – ale takich ślicznych ślimaczków to się nie spodziewałam – powiedziała niezbyt głośno, pozwalając by Bulstrode i Borgin mogli się poprzekrzykiwać i przekomarzać pomiędzy sobą. A na koniec nawet się uśmiechnęła do Sauriela, nie jakoś bardzo promiennie, bo nie miała na to siły, ale jeśli choć na sekundę oderwał się od noża i ogórka, to mógł to zauważyć. Zapytana przez Stanleya czy tak jest dobrze, obeszła stół dookoła i stanęła obok, patrząc na dzieło. – Tak, tak dobrze. I tyle ogórków do każdego słoika – zaprezentowała, wkładając odpowiednią ilość przebranych już ogóreczków, by zaprezentować jak to powinno wyglądać, porywając ząbek czosnku Atreusowi – też wcisnęła go do słoika. – Poradzicie sobie. A ja idę się zająć zalewą – mruknęła i tym razem była jej kolej żeby porządzić się trochę w kuchni Stanleya. Na szczęście z różdżklą i zaklęciami przywołującymi, a także tymi przyspieszającymi gotowanie wody, trwało to dużo, dużo szybciej niż by to miało miejsce bez czarów. RE: [3 lipca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Sauriel Rookwood - 16.11.2023 Sauriel był na szczęście pobłogosławiony ignorancją, a w niektórych przypadkach nawet arogancją. Mógłby i nawet nikt nie docenić jego geniuszu (bo dla niego samego to był geniusz) panowania nad ogórkami na nowych płaszczyznach rzeźbiarstwa (albo stolarstwa? skoro mógł z tego powstać mebel? ogórkarstwa?), a on i tak byłby z siebie dumny i zadowolony. Natomiast jak jeszcze przy tym cię doceniali to działało to jak na dziecko - no nic tylko robić dalej! Chociaż od tej wody to już mu się skóra na palcach pomarszczyła. Ale, ale! Był też błogosławiony pamięcią wybiórczą, bo z wywodu, jaki dostał na temat "czemu ogórki" pamiętał tylko to, że są dobre do wódki. Ale to nie brzmiał jak valid powód, dla którego warto tyle siedzieć nad cholernymi warzywkami, a trzeba tutaj jeszcze wspomnieć, że przecież Stanley pilnował ogórkowych jajeczek, żeby się nie wykluły i nie uciekły! Jak Stanley powiedział, że naprawdę tam siedzi i przypatruje się tym ogórkom to nawet Saurielowi się głupio zrobiło i żal przyjaciela, że dał się na to nabrać. - Dzięki. - Odpowiedział tak Atreusowi jak i Victorii, którzy stali się jego pełnomocnymi handlarzami dużych ogórków. Zjebany żart się niemal wylał z języka Sauriela, że Atreus mógłby podać tego największego ogórka - ze swoich spodni, ale że była tutaj Dama jego serca to się w język ugryzł. Za to kiedy spojrzał na Victorię po jej słowach o ślimakach to się uśmiechnął. I był to szczery, ciepły uśmiech, który oddał cień tych dobrych emocji wtłaczanych do jego serca. Zupełnie jakby teraz nadrobił ten brak siły w samej Victorii. Chociaż przez kilka chwil. - Dupa niezła, Victoria wie co dobre. - Chociaż ten komentarz można było odebrać różnorako, bo przy okazji tych słów Sauriel przesunął w powietrzu nożem, pokazując tym ruchem sylwetkę Stanleya od tej jego "wspaniałej" miednicy w dół. Mała przerwa w ogórkowej twórczości pozwoliła mu wrócić do towarzystwa i nawet zacząć się udzielać. Kto by pomyślał, że ogórki przyczynią się nawet do dobrego w postaci oggórkoterapii i będą miały pozytywny wpływ na wampirzą psychikę? Sauriel zagryzł kolejny kawałek ogórka, majtając jedną z wyciągniętych nóg, bo swoim zwyczajem rozwalił się teraz na tym krześle jak pan i władca. Sauriel aż sam spojrzał kątem oka na Atreusa, kiedy ten krzyknął o tej miednicy, a potem powędrował za jego paluchem. Więc to jest miednica... Zanotował sobie to w głowie, chociaż wiedział, że zaraz zapomni. Tak samo jak o tym, ile kwiatków powinien mieć bukiet, żeby było poprawnie politycznie, bo kiedyś to zagadnienie mu tłumaczyła Victoria. Dostał wtedy laga mózgu, niby znał te wszystkie popieprzone rytuały grzecznościowe, ale żeby aż tak..? - Szlachta nie pracuje. Ani przy miednicach, ani w BUMie. - No brzmiało prawie, jakby stanął w obronie Stanleya! Ale w zasadzie to była jego ironia odnośnie tego, że skąd miał Stanley wiedzieć, co to "miednica", skoro nie gotował. Sauriel też nie miał pojęcia! Wszystkim zajmował się skrzat domowy, a zresztą do picia krwi nikt miednicy nie potrzebował. - Ale spokojnie, Staszek się w końcu zwolni. Albo go wywalą, bo zamiast pracować to czyta o Disneylandzie. - Sauriel tak sobie gadał, bo mógł gadać, jak to on, ale nie życzył Stanleyowi znalezienia się na niestabilnym gruncie a tym bardziej straty pracy. Dlatego gadał... nieświadom tego, że jego przyjaciel JUŻ się zwolnił. I że szykował bardzo dużą niespodziankę w związku z tym. - Ógórkowe krzesełka też się da wsadzić do słoika? - Zapytał, skoro oni już zajmowali się tymi... innymi warzywami. Kurwa, jaki ten koper jest dekoncentrujący! Staley nim zamachał, a głowa Sauriela chodziła za tym koprem wraz ze spojrzenem. - Zalew... - Cooo? Aż oderwał się od kopru i obejrzał za Victorią. A potem spojrzał na panów pytającym wzrokiem. To pewnie ta tajemnicza, alchemiczna mikstura, którą dodadzą do ogórków... RE: [3 lipca 1972] Ogórkow mam dwa wory, więc zrobię z nich przetwory - Atreus Bulstrode - 17.11.2023 Atreus mrugnął i miał wrażenie, że zajmuje mu to więcej czasu jak zwykle, a może zwyczajnie czasoprzestrzeń dookoła niego zakrzywiła się trochę za bardzo przez głupotę Staszka, bo ten ewidentnie dalej w ogóle nie był świadomy o czym się do niego mówiło i był w siódmym niebie, że ktoś pochwalił jego kształty. Spojrzał w bok, wzrokiem wręcz błagalnym szukając w Victorii wsparcia i pomocy, ale zamiast tego zauważył pustkę. Cholera, Borgin najwyraźniej dostał ją w swoje szpony, zmieniając nieodwracalnie i nawet zrobiło mu się jej szkoda, ale kiedy tylko kwestia BUMu została odbita, Bulstrode nabrał znowu rezonu i nawet się odrobinkę napuszył z perfidnym uśmiechem na twarzy. - Oczywiście, że tak - rzucił, rozgniatając kolejną główkę czosnku, tym razem o wiele mniej agresywnie. - W końcu te kulasy to byś se połamał dlatego, że za dużo za biurkiem siedzisz i ci kości osłabły - rzucił przemądrzałym tonem, bo ten akurat temat dręczenia Staszka, to było wzgórze którego nigdy nie zamierzał poddać czy dać się do niego zniechęcić. - O nie nie, absolutnie odmawiam. Stanisław, kategorycznie się nigdzie nie będzie zwalniać - poinformował wszem i wobec, pukając paluchem w blat stołu, bo prawdę powiedziawszy, nie był w stanie wyobrazić sobie tego typu sytuacji. Ministerstwo bez Stanleya nie mogło istnieć w jego głowie, bo z kim miał chodzić na zbyt długie przerwy na kawę? Do kogo miał chodzić do BUMu, żeby uprzykrzać mu życie? Kto jak nie Staszek siałby w takim wypadku dezinformację na jego temat? - Muszę się napić - oznajmił, bo mu się ewidentnie słabo zrobiło od tego myślenia o braku Borgina w wiadomych miejscach. Odwrócił sie więc, w poszukiwaniu ostatnio rozlewanej flaszki, by następnie zebrać wszystkie ich puste szklanki, a następnie rozlać od serca alkohol. Bo niby co, miał tak sam sobie pić? Potem grzecznie rozdał każdemu jego dolę, nie zapominając oczywiście o czającej się w kuchni Victorii, a kiedy wrócił do chłopaków, swoją opróżnił niemal na raz i z miejsca zrobiło mu się jakby lepiej i bardziej błogo. - Myślę, że się da. Można zrobić słoik lub dwa samych krzesełek - rzucił po chwili zastanowienia na słowa Sauriela, idąc nawet krok dalej i stawiając przed nim ze dwa puste słoje, a także przysuwając mu kosz z tymi dużymi ogórkami, co to się miały do słoików w całości nie zmieścić. Potem natomiast, według instrukcji Victorii, zaczął ładować do reszty słoików ogórki. |