Secrets of London
[4.06.1972] Sauriel & Avelina | Bo ja chcę być fancy animagiem - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24)
+--- Wątek: [4.06.1972] Sauriel & Avelina | Bo ja chcę być fancy animagiem (/showthread.php?tid=2040)

Strony: 1 2


RE: [4.06.1972] Sauriel & Avelina | Bo ja chcę być fancy animagiem - Sauriel Rookwood - 17.10.2023

Wyszczerzył się, kiedy kobieta zaczęła go odganiać swoimi rękami. Nie robił tego mocno, nie robił tego nawet szybko, dając się jej odpędzać i odpychać od siebie, jakby jej ciałko naprawdę miało tutaj moc sprawdzą i moc czynienia cudów. Jeszcze trochę i bojówki Nocturna będą wołały Avelinę do ochrony swoich dzielnic przed pazernym Czarnym Kotem. Trochę jednak jej sięgał, żeby poczochrać, aaa tylko trochę! A to ją tyknął przez moment w bok, żeby przestała się tak bronić, żeby móc zaatakować. Nie lubił, kiedy ktoś naruszał jego granice przestrzeni, jakimi było jego ciało. Kiedy ktoś go obłapiał, dotykał, chciał od niego czułości i się przytulał. Choć były osoby, przy których było to miłe. Gdyby Aveliny to nie bawiło to by się sam odsunął, dając jej to, czego sam by oczekiwał. Ale i nie zbliżał się zanadto, bo wygłupy wygłupami, ale podobno byli dorosłymi ludźmi. Kto by ich podglądał tutaj, w tym ogrodzie..? A może właśnie było za dużo ocząt i skrzaty miały potem naskarżyć Augustusowi? Sauriel był tutaj nikim. Siedzącym w tej rezydencji synem jednego z Rookwoodów, całkiem niepokornym. W końcu się odsunął i zaczął jej przypatrywać, kiedy tak błagalnie zawalczyła o tę przestrzeń dla siebie i zaczęła układać na powrót kosmyki włosów.

- Rozczochrana czy nie - i tak wyglądasz słodko. - Przez moment patrzył, jak doprowadza się do porządku, ale po chwili wrócił do ćwiczenia swojego czarowania, z którego lwia część po prostu w ogóle nie wychodziła - jakby kompletnie nie rzucił czaru, chociaż ewidentnie to zrobił. Normalne w pierwszych chwilach nauki. Doświadczenie z innymi zaklęciami jednak wiele tutaj ułatwiało, nawet jeśli mówiliśmy o zupełnie innej dziedzinie magii. - Spokooojnieee! I got this! - Wyciągnął rękę przed siebie, jakby to miało w czymkolwiek pomóc, kiedy rozległa się ta tragiczne kakofonia nieudanego zaklęcia, po czym spojrzał na Avelinę, gdy zamarli na sekundę w bezruchu... i po prostu się zaśmiał. Było wiele niebezpiecznych sytuacji w jego życiu, ale umrzeć od zapałki się nie spodziewał. A jeden głupi dźwięk podniósł adrenalinę we krwi - przynajmniej u Avleiny. U niego nie było czego podnosić.

- Moja nauczycielka zajebista czegoś nie potraaafi? - Uniósł brwi w udawanym zdziwieniu. - Niemożebność. - Dodał już ciszej, z uśmiechem pod nosem. - Dzięki, umówieni jesteśmy do klątwołamaczki. Zajebiście, że zdjęłaś z siebie to świństwo. Musiało ci się uprzykrzać. - No to było stwierdzenie, bo czym miało być? Laska splotła wianek randomowi, który wziął i zniknął. Nie było się z czego cieszyć. - Złamałbym mu nos, żeby mu powiedzieć, że tak się nie traktuje dam, no ale chuj. Zniknął to znikł. - Był frajer - nie ma frajera. I fakt - Sauriel klepał dziobem. Mówił, co myślał, czasami tylko gryzł się w język, żeby przez filtr nie przeszły niektóre skrajnie zbereźne rzeczy, albo takie, które już wiedział, że były w chuj niemiłe. To jest - że tak niemile mogły zabrzmieć w ramach żartów, dla niego śmiesznych, dla kogoś innego niekoniecznie. - Eee tam do zakonu... kota se znajdź. - Wyszczerzył się znowu w paskudnym uśmiechu. - Twoi starsi nic? Żadnego kandydata na horyzoncie? - Nie wyznawał zasady, że aranżowane małżeństwa są spoko, ale Avelina brzmiała naprawdę na... zawiedzioną. Ech, co z tymi babami, że faceta sobie znaleźć dobrego nie mogły... - Wiesz co, jesteś trzecią sympatyczną babeczką, która dla mnie powinna być otoczona wianuszkiem psychofanów, a żadna z was ciągle sobie znaleźć gacha nie może. Pojebana sprawa. - Jego przynajmniej dziwiło i nie rozumiał, jak to się dzieje. Zapatrzył się przez moment w jeden punkt w chwili tego zastanowienia, aż w końcu wzruszył ramionami (bo co on tam mógł niby wymyślić w tej swojej łepetynie) i wrócił do czarowania.

- Nooo ci Zimni. Gazet nie czytasz? - Sauriel czasami ciężko przyjmował do świadomości, że nie każdy był na bieżąco ze wszystkimi gazetami Londynu. - Kurwa, no co u Stacha. Karalucha łatwiej ubić od niego. - Prychnął śmiechem. - Doobrze, zajmuje się ogórkami. Bo zaczął sadzić ogórki, ya know... A co ty tam w ogóle teraz porabiasz? Skoro perspektywa na kota, to jakieś niezależne i samodzielne życie w planie? ...ej poka mnie to jeszcze raz, bo mi to nie wychodzi...




RE: [4.06.1972] Sauriel & Avelina | Bo ja chcę być fancy animagiem - Avelina Paxton - 17.10.2023

Upartość w dokuczaniu miał na wysokim poziomie, ale Avelina nie czuła złości – wręcz przeciwnie było okej. Trochę jak z bratem, który próbuje udowodnić, że ma rację i wygra każdą potyczkę. Avelina w takich przepychankach nie miała żadnych szans. Był chuda i zdecydowanie za mało jadła. Zjedzenie ciastka od Nory i wypicie kawy niewiele jej dawały. Nie jadła też mięsa, więc i witamin jej brakowało. W aparycji była wręcz przeciwieństwem Sauriela, z charakteru też – może odrobinę w podejściu do życia byli podobni, bo oboje przede wszystkim polegali na sobie, a ludzi traktowali jak dodatek – dla Aveliny ludzie byli ważni, ale wolała swoje problemy rozwiązywać sama. Rzadko prosi innych o pomoc, ostatnio prosiła właśnie Augustusa przy złamaniu klątwy.

Gdy jej powiedział, że wygląda słodko zmrużyła oczy niczym polujący kot, ale nie rzuciła się na niego, spokojnie. Avelina lubiła przyglądać się ludziom, ale raczej ich nie atakowała. Jakby miała kogoś zabić to zapewne zrobiłaby to za pomocą trucizny i tak, aby nikt się nie domyślił, że to ona. Paxton nie należała do osób bojowych, ale nawet tego nie była w stanie ukryć.

– Już się tak nie podlizuj, nie uczysz się na ocenę – wytknęła mu język, ale czuła się naprawdę przez niego doceniona. Avelina nie płakała, gdy ktoś jej powiedział coś nie miłego. Sama nie należała w swoim żarcie do miłych osób. Raczej właśnie odpowiadała wrednie i sarkastycznie. Dobrze, że się śmiał ze swoich błędów, miło się patrzyło na kogoś, kto pozytywnie podchodził do wszystkiego, co robił. Widząc, że kolejne próby mu nie wychodziły Avelina skupiła się bardziej na jego sposobie rzucania tych czarów. – Rozluźnij się trochę – mruknęła. 

Zaśmiała się cicho.

– Nie ma ludzi idealnych – zauważyła i pokiwała głową na słowa o tym, że musiało ją to dręczyć. – Nie musisz się tak poświęcać, nie znałam go, ale w czasie klątwy było naprawdę okropnie. Mam wrażenie, że zadziałała na mnie inaczej niż na innych. Miałam poczucie pustki i tęsknoty. Nie polecam nikomu. Z każdym dniem było coraz gorzej. – westchnęła wzdrygając się lekko. Teraz czuła to samo, ale wobec Augustusa i nie jest, aż tak potężne, bo nie jest spowodowane klątwą. – Moi rodzice nie będą szukać mi partnera raczej. Są zdania, że mogę sobie kogoś sama znaleźć – zaśmiała się niepewnie. Nawet nie chciałaby, aby ktoś jej szukał partnera. Nie rozumiała aranżowanych małżeństw, bo jednak wolałaby poznać lepiej tą drugą osobę niż jej deklarować, że będą razem na wieki wieków amen, a potem by się okazało, że zamiast się lubić czuliby do siebie wstręt. Avelina była ciężką osobą do kochania, a Sauriel mógł to zobaczyć. Ludzie lubią wygadane osoby, a ona? Siedziała cały czas w pracy. – Nawet bym nie chciała, aby mi ktoś szukał męża. Byłoby mi dziwnie. Chyba, że bym tą osobę znała, ale w sumie i tak byłoby dziwnie – wzruszyła ramieniem – Może mam po prostu pecha i źle wybieram partnerów – wyszczerzyła się nawet wesoło. Traktowała to jako kolejne doświadczenie, którego nie ominie. – Albo! Za mało wychodzę ze swojej pracy. Większość czasu tam spędzam, a zwykle przychodzą do mnie starzy ludzie po zrealizowanie jakiejś recepty i innego podobne osoby. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w jakimś barze – westchnęła.

– Stanley? Sadzi ogórki? Czy on z parapetu spadł? Jak go pamiętam to nie potrafił odróżnić mięty od pietruszki – otworzyła szerzej oczy i pokręciła głową – A u mnie? No jak już mówiłam nadal pracuje tam gdzie pracowałam odkąd skończyłam szkołę, ale w planach mam założenie swojego własnego miejsca z eliksirami. Apteka, sama bym oczywiście wszystko robiła, ale musiałabym ogarnąć dostawcę ziół i składników – wyjaśniła i podniosła się z krzesła. – Pamiętaj o intencji – machnęła różdżką i zamieniła zapałkę w igłę, a zaraz potem zmieniła ją z powrotem w zapałkę.




RE: [4.06.1972] Sauriel & Avelina | Bo ja chcę być fancy animagiem - Sauriel Rookwood - 18.10.2023

Kobiety były specjalnymi kwiatkami, które Sauriel w swoich wyliczeniach bycia skurwielem raczej oszczędzał. Traktował je... bardziej wyjątkowo. Lepiej, niż traktował facetów, ale to był instynkt chyba większości mężczyzn. I kwestia wychowania? Nie, to drugie raczej nie. Jego ojciec nie pokazał mu przykładu bycia wybitnym małżonkiem i tym bardziej nie popisał się zdolnościami do opiekowania się niewiastami czy szanowania ich. To nie tak, że od razu przez to był super dżentelmenem. Nie. Natomiast szczególnie dla takich znajomych skarbów, jak Avelina, potrafił być całkiem milusi. Taki też starał się być dla Victorii, tylko ich relację również popsuło zasrane Beltane. Victoria czuła się w tym dobrze, bo jej uczucia były z tym zgodne. Jego? Odpychało. Denerwowało i sprawiało, że dostawał pierdolca. Nadal - przynajmniej się w tym wspierali i nie musieli znosić takich okropieństw jak sama Avelina. Ta kobieta niestety rzeczywiście miała pecha. W życiu. Tak jakby gwiazdy nie układały się jej na niebie w odpowiedniej konstelacje, albo... chuj wie, on w takie rzeczy nie wierzył.

- Załóż mi dziennik, to mnie zmotywuje. - I powiedział to nawet bez żartu, chociaż na samym początku się jeszcze z tego śmiał, że to nie Hogwart, że chyba nie przyjdzie Avelina w czarodziejskiej szacie i z dziennikiem pod pachą. Teraz w sumie to wcale nie brzmiało dla niego jak zły pomysł, wręcz przeciwnie. - Rozluźnić? Jak kurwa... - Drugie zdanie już mruknął pod nosem, krzywiąc się, kiedy tak krytycznie na siebie spojrzał. To krzywienie się było dla niego całkiem charakterystyczne - wyglądał jakby mu kot do majtek nasrał, albo jakby gardził całym światem. A to była jego mina w reakcji na bardzo wiele rzeczy - jak teraz na przykład na samokrytykę, kiedy spojrzał na swoje ramiona i spróóbowaaał je rozprężyć. Że mięśnie. Kiedy się na tym skupił rzeczywiście było to wykonalne. Byłoby łatwiej, gdyby mógł oddychać. To wrażenie, że wypuszczasz powietrze z płuc... bezcenne. Chyba mu tego trochę brakowało.

- Umówimy się na kakałko. I nie mam na myśli tego... chodzi mi o gorącą czekoladę. - Powstrzymał się przed dokończeniem zdania w sposób zbereźny, co miało być oczywiście żartem i dokończył z nieco większą klasą. I tak chochliki w jego oczach mówiły swoje i ten lwi, zadowolony z siebie uśmiech. To tak na rozluźnienie, bo po co komu "współczuję". No, może brzmiało czasem fajnie, ale to zależy jeszcze, kto to do ciebie mówił. On by powiedział to w zasadzie bezosobowo. Bo czy współczuł? Nie. Nie czuł jej bólu, czy smutku, chociaż rozumiał, co do niego mówiła. A skoro tak to mógł jej po prostu uprzyjemnić posiadówkę. I też wiedział, że Avelina wcale nie poczułaby się lepiej widząc na jego twarzy zmartwienie i wielkie bóle przeżywane z nią. Tak samo jak on tego nie lubił, bo to... było jakieś takie obciążające. Sprawiało, że ciężko się cokolwiek dalej mówiło, bo miałeś wrażenie, że będzie jeszcze gorzej i ta sytuacja zaraz eskaluje. - Też spoko. Przynajmniej cię nie wdupczą w coś chujowego. - Skomentował to, że nie szukają jej na siłę męża. - Jakby coś to przybiegaj od razu do wujka Sauriela na kolanko, ja pogonię każdego frajera, który cię skrzywdzi. - Prawie jak swoją siostrzyczkę! Bo i w zasadzie tak było, o swoich trzeba dbać, swoje trzeba chronić. Chociaż i tak wiedział, że Avelina by po pomoc nie przyszła. Trzeba by było z niej to wyciągać. - Zrobimy jakiś szejker szejker parti mejker, Kociaku. Wybierzemy się ekipą i będziemy się dobrze bawić. - Bo każdy tego potrzebował, tak od czasu do czasu.

Nie to, żeby nauka trwała jakoś długo, kiedy doszli do jakiegoś meritum ustalenia, że zdolności Sauriela są na dnie, ale faktycznie szybko się uczy, to można było i nawet trzeba było - po prostu ćwiczyć. Poprosił ją, czy by mu pomentorowała od czasu do czasu - że poogarnia sobie sam treningi, ale jakby mogła potem mu pomóc, tak z raz w tygodniu, albo wypisać co powinien ćwiczyć, czy dała jakieś wskazówki. Nie chciał jej nadmiernie zawracać głowy, a też i on sam miał ograniczony czas funkcjonowania. Nie mógł tak jak ludzie hasać sobie za dnia i nocą jeszcze. Za to w przeciwieństwie do ludzi mógł nie spać całą dobę i być tak samo przytomny. Coś za coś. Nauka nauką - a tematy, jakie biegły, przesuwały się od ogórków, przez romanse, aż po głupotki ze szkolnych lat.


Koniec sesji