![]() |
|
[maj, 1959, Hogwart] A w Hogwarcie bez zmian - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [maj, 1959, Hogwart] A w Hogwarcie bez zmian (/showthread.php?tid=205) Strony:
1
2
|
RE: [maj, 1959, Hogwart] A w Hogwarcie bez zmian - Brenna Longbottom - 27.10.2022 Theseus nie musiał się obawiać. Pewnie na jego wykłócanie zareagowałaby po prostu dalszą dyskusją. Była uparta, owszem, ale nie sięgało to u niej nieprawdopodobnych rozmiarów, a chociaż potrafiła rzucić się do bitki z błahych powodów, rzadki tym powodem było wykłócanie się. - Ale tam mogę nazmyślać – odparła bez mrugnięcia okiem, udowadniając przy okazji, że może i nie zawsze była tą najuczciwszą osobą na świecie. Uniosła przy tym rękę, układając palce tak, jakby trzymała w nich coś o obłym kształcie. Szklana kula… - Och, widzę, tak, jestem pewna, że układ Jowisza i Saturna wskazuje, że osoby urodzone w listopadzie powinny zachować ostrożność, bo może prześladować je pech. Wpływy Wenus mogą dać szansę w miłości – oświadczyła, naśladując przy tym głos nauczycielki, która w tym roku wykładała wróżbiarstwo. – Lubię wierzyć, że przyszłość można zmienić i to, co ktoś zobaczy... to tylko taka możliwa wersja, niekoniecznie przesądzona. Gorzej z przeszłością – dorzuciła, opuszczając dłoń. Nie mógł zrozumieć, co tak naprawdę miała na myśli. Ona widziała tylko to, co było i odeszło. I co gorsza wciąż była za młoda, aby całkowicie nad tym zapanować. Zdarzało się, że czegoś po prostu dotknęła i widziała rzeczy, których widzieć wcale nie miała ochoty. Obróciła się ku niemu, nagle z bardzo radosnym uśmiechem, bo słowa o drużynie przypadły jej do gustu. - A to żaden problem. Porwałabym ciebie, Norę, Cecily i mojego brata. A jak już porwałabym mojego brata, to cały tabun ludzi ruszyłby w pakiecie i drużyna jak się patrzy – oświadczyła. Prawdopodobnie wchodzenie dalej w las, gdy kazano im zostać na tej polanie, nie było dobrym pomysłem. Brenna jednak nie zdążyła jeszcze wypracować sobie instynktu samozachowawczego. Na to potrzebowała kolejnych trzech lat, tak mniej więcej. Dlatego faktycznie nie odpowiedziała, za to radośnie ruszyła za Theseusem pomiędzy drzewa. W końcu sami wrzucili ich do Zakazanego Lasu, nie mogą mieć o ten spacer teraz pretensji, tak? A Brenna chciała skorzystać z okazji do rozejrzenia się po nim… Zamarła na ułamek sekundy, nie mając pojęcia, dlaczego Theseus krzyczy i czemu się wywraca. Dłoń odruchowo zaczęła sięgać po różdżkę… ale gdy usłyszała „hej, łap go”, a potem dostrzegła jakiś ruch w trawie, zareagowała odruchowo. Nie mając jeszcze pojęcia, co to do licha jest, rzuciła się po prostu w bok za przedziwnym stworzeniem, lądując na ziemi, kolano mocno obijając sobie o jakiś kamień, zdzierając skórę… ale rękami błyskawicznie sięgając po… …zaraz, muchomora? RE: [maj, 1959, Hogwart] A w Hogwarcie bez zmian - Theseus Fletcher - 27.10.2022 - Dobra, jak nazmyslać, to wypróbuj na mnie, przepowiedz mi coś. – zaproponował, dając tym samym inne zdanie niż przed chwilą. Ale w końcu to by było wróżenie nazmyślane, więc nie liczące się do końca! I potem zaczęła zmyślać, a Theseus zaczął się śmiać, widząc w koleżance karykaturę jednej z nauczycielek. - No tak, to mi się podoba. Wszystko można zmienić. – kiwnął głową jak jeszcze mógł. Zanim wylądował w tym próchnie i stoczył przegraną walkę z muchomorami. Nie podniósł się od razu. Obserwował przez chwilę zmagania koleżanki, po czym wyrwał się z tej chwili zastanowienia i podniósł się w górę. - Możesz go schować do torby? Ale wcześniej pomoże Impedimento, żeby ci nie uciekł. Pokaż go na lekcji eliksirów. – uśmiechnął się od ucha do ucha. W końcu… to chyba nie było zakazane? RE: [maj, 1959, Hogwart] A w Hogwarcie bez zmian - Brenna Longbottom - 27.10.2022 Brenna powoli podciągnęła się do klęku. Szatę miała teraz uwalaną trawą, kolano rozcięte, a włosy sterczały jej na wszystkie strony, rozczochrane jeszcze mocniej niż wcześniej, ale wydawała się nawet tego nie dostrzegać. Całą jej uwagę pochłaniało muchomoropodobne stworzenie, na którego nóżce zaciskała palce. I które kręciło kapeluszem na wszystkie strony, próbując się wyrwać. - Ale to nie jest... ten, no... inteligentne jak człowiek? - upewniła się, trochę niepewnie, nim wyciągnęła różdżkę. Stuknęła w kapelusz grzyba, mrucząc "Impedimento", a grzyb znieruchomiał w jej dłoni. Jak gdyby nigdy nie biegał, próbując gdzieś umknąć. Mimo to na razie nie wciskała go do torby, po pierwsze próbując ustalić, w jaki sposób on się w ogóle poruszał, po drugie... Jeśli coś biegało, to chyba wolała usłyszeć potwierdzenie, że nie, nie ładuje właśnie do torby miniaturowego człowieka. Brenna była za młoda (i za mało mugolska) aby usłyszeć o smerfach, bo gdyby było inaczej, na pewno natychmiast nawiedziłoby ją skojarzenie. - To składnik eliksirów? - zdziwiła się, wstając. Ostrożnie, bo mogła sobie pomagać tylko jedną ręką, drugą wciąż zaciskając na ogonie. Dotarło do niej, że chyba lekko go uszkodziła, więc czym prędzej rozluźniła uścisk. Muchomor. Zbliżyła go nieco do twarzy i powąchała. Zaintrygowana przebiegła palcami po kapeluszu. Wzrok, dotyk, węch, jej ciekawość sprawiała, że badała dziwne stworzenie i ledwo powstrzymała się przed tym, żeby je ugryźć. Co na pewno nie byłoby mądre. - Myślisz, że powinniśmy je brać na lekcję? - spytała jeszcze, a potem drgnęła, obracając się w stronę, z której przyszli. "Brenna, Theseus" - ich imiona, wykrzykiwane przez gajowego, chyba trochę spanikowanego, niosły się echem po lesie. - Ups - oświadczyła, po czym zachichotała, jakby to był przedni żart. Może jednak wynikało to z nerwów, bo co jak co, ale mały ochrzan raczej ich za to nie minie. RE: [maj, 1959, Hogwart] A w Hogwarcie bez zmian - Theseus Fletcher - 28.10.2022 - Hmmm. O tym nie pomyślałem. – zatrzymał się. Że też wcześniej nie przeszło mu to przez myśl. Takie grzybki, czy one miały coś pod kapturkami? Wydawało mu się to nieprawdopodobne. Niedługo pewnie naczyta się o istocie bycia człowiekiem, czarodziejem, teraz jednak jej pytanie było dla młodego Fletchera niezrozumiałe. – Nie no nic im się nie stanie. O kurcze, czytał o tym, że te muchomory są wykorzystywane do eliksirów, ale… skoro te się ruszały i uciekały, to jak to? Czy obdzierali ich ze skóry i w magicznym kociołku leżały wśród innych składników? Przecież bzdur by nie pisali w tych wszystkich książkach… Może tylko pożyczali proszek z czerwonego kapelusza? Nie przestał o tym myśleć przez resztę dnia! A następnego, z pewnością poszedł poczytać o tym w bibliotece, za bardzo martwiąc się, że jak kogoś zapyta, to może się przekonać o jakiejś swojej gafie. - Wiesz, jeśli boisz się, że ktoś może zwrócić uwagę na to, że mamy to bez zgody… to mogę wziąć na siebie. – powiedział dzielnie. Chyba chciał tego grzyba dla siebie, jak nic. – Albo coś w tym stylu. – podrapał się po głowie, przerzucając na bok kosmyk, który zawieruszył się gdzieś w okolicach oczu. Podszedł bliżej, aby za moment usłyszeć nawoływanie gajowego. Spiął się, ale niepotrzebnie. Chwilę później był na powrót opanowany. - Dobra, to może gajowy będzie coś wiedział. – wzruszył ramionami. – Możemy albo tego grzyba tu zostawić w spokoju, żeby wrócił do swoich… – zaproponował. – Ewentualnie schować i… zrobić mu trochę miejsca w naszym dormitorium…? – zamyślił się, ale po chwili pokręcił głową. – Nie, to jest inne środowisko. RE: [maj, 1959, Hogwart] A w Hogwarcie bez zmian - Brenna Longbottom - 28.10.2022 - E tam, bez zgody. Ja się tylko zastanawiam czy no... obedrze się go ze skóry, tak żywcem, a on jest... ten. Umilkła, jakby nie do końca potrafiła się wysłowić. Nowość w przypadku Brenny! Nie miała większych oporów przy oczach traszki, bo to jednak były owady, ale jakoś zastanawiała się, jak jest w przypadku muchomorów. Niemniej samo powiedzenie "jeśli boisz się", przesądziło sprawę. Brenna miała w końcu jakieś czternaście lat i była Gryfonką. Ten wiek oraz ten Dom zobowiązywały. Nie ulegać takim prowokacjom nauczyła się dopiero parę lat później: w chwili obecnej jednak nie mogła postąpić inaczej niż otworzyć torby i bardzo ostrożnie (na wszelki wypadek) umościć muchomora na garści włosów jednorożców. Nie mogła przecież dać powodów do sądzenia, że się boi, prawda?! - Jutro rano pójdę poszukać w bibliotece... albo spytam nauczyciela - zdecydowała. Jeśli grzyb okaże się inteligentny, to po prostu go wypuści na skraju Zakazanego Lasu. Na pewno znajdzie drogę. - Jak nie są... no, mocno myślące, to wezmę go na lekcję. Obróciła się potem, czekając aż nadejdzie gajowy. A gdy ten wyłonił się spomiędzy drzew, wyraźnie niezadowolony, że uczniowie opuścili polanę, czym prędzej zaczęła opowiadać, jak to szli, pochłonięci swoją misją, bo na polanie nic już nie mogli znaleźć, za śladem pojedynczych włosów, pozostawionych na drzewach, widać jednorożec tędy biegł, i zostawiał je na gałęziach, o, proszę spojrzeć, ile włosów zebraliśmy... Theseus zaś musiał zmagać się z konsekwencjami dzisiejszej wyprawy, bo skoro Brenna dowiedziała się, że zna Władcę Pierścieni, jedno miał jak w banku: od tej pory gadała do niego dwa razy więcej niż dotychczas. A że Brenna zwykle mówiła dużo i do wszystkich, oznaczało to bardzo, bardzo dużo gadania. Koniec sesji
|