![]() |
|
[marzec 1959] Uczniowie się biją! - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [marzec 1959] Uczniowie się biją! (/showthread.php?tid=2060) Strony:
1
2
|
RE: [marzec 1958] Uczniowie się biją! - Brenna Longbottom - 17.10.2023 Jej rodzina uchodziła za nieprzekupną i wręcz obrzydliwie prawą. I chyba nawet tacy byli – w tych pięknych, niewojennych czasach. Potem Brenna wciąż była nieprzekupna, ale już ta prawość rozmyła się, a hasło dla większego dobra, którym kiedyś posługiwał się pewien czarnoksiężnik, wdrukowało się na stałe do jej serca i umysłu. Teraz jednak żadne argumenty, które mógłby wyciągnąć Prewett, nie mogłyby jej przekonać do zmiany zdania. Brenna wprawdzie nie bawiła się w domu samochodzikami, lalki odstawiła, kiedy wybrała się do Hogwartu, drewnianą broń ojciec włożył jej w ręce, kiedy miała jeszcze pięć lat, a pierwszą śmierć zobaczyła w snach jako dziecko… ale nigdy nie uczestniczyła w czymś brzydkim, nielegalnym, czymś, czego należałoby się przed innymi wstydzić. Ona i Vincent Prewett byli jak z innych światów, które zderzyły się ze sobą na hogwarckim korytarzu i polała się krew. – Co? – zdziwiła się Brenna, zamierając na moment podczas pakowania, a potem nie zdołała powstrzymać śmiechu. – Słuchaj, to jesteś psychopatą, jak grozisz komuś rozbiciem mu głowy, tak? – spytała, już nie zła na niego, a szczerze rozbawiona. I wskazała na własną głowę, w jasnym komunikacie. Zapewniał, że nie jest psychopatą, by grozić czymś takim Tabi. Dwie minuty wcześniej groził, że rozbije głowę jej. – Plączesz się w zeznaniach – podsumowała, nie komentując już nawet tego domniemanego uroku osobistego. Gdyby była starsza, może odbiłaby jakoś piłeczkę, i wspomniała coś o aurze masowego mordercy, co dostanie wyrok dziesięciu lat w zawieszeniu za sam wyraz twarzy… ale miała tylko czternaście lat. To Vincent miał od niej usłyszeć dopiero, kiedy podrośnie. – Hogsmeade, na samym skraju wioski jest domek, mieszka tam zielarka. Czasem sprzedaje takie wyroby – poinstruowała Brenna, bo i nie było powodów, żeby mu nie mówić. To znaczy niby był, jej obite żebra, ale Brenna rzadko chowała długo urazę, póki szło tylko o nią. Nie wspominając już o tym, że tłukła się od najmłodszych lat z bratem i Mavelle, oczywiście tylko przyjaźnie, więc nigdy jakiś tam pojedynczy siniak nie stanowił dla niej większego problemu ani czegoś, nad czym trzeba ronić łzy. Ot… kwestia wychowania. A ten domek odkryła od razu na początku roku, podczas pierwszych wycieczek. Bo, oczywiście, jak to ona – musiała wszędzie się wcisnąć, wszystko zobaczyć i każdego zaczepić. - Chyba już poszli - dodała, zsuwając się z blatu. RE: [marzec 1958] Uczniowie się biją! - Vincent Prewett - 17.10.2023 Vincent był tego pewny, że jej do niczego nie przekona. Wiedział, że dzieci były uparte, a Brenna pomimo swojego wzrostu, siły i ciętego języka nadal była dzieckiem. Tak samo i on. Mimo to polubił ją za to, że wiedziała czego chciała. Prewettowie nie przepadali za Longbottomami, ale Vincent nie zwracał na to uwagi – on sam szukał dla siebie miejsc, w których mógłby coś uzyskać. Tutaj połączył ich czysty przypadek, nadpobudliwość młodszej dziewczyny i pech Vincenta. – Ty to co innego. Widać, że jesteś z twardej gliny ulepiona – oczywiste było, że sobie żartował z roztrzaskaniem jej głowy. W szkole dużo gadał, dużo groził, ale niewiele słów miało pokrycie, bo byli w małej, zamkniętej bańce. Nie miał tu władzy, władzę mieli nauczyciele i dyrekcja. On był tylko malutkim pionkiem, którego by posadzono szybko na miejscu, albo wydalono. – To na nas już pora. – odpowiedział i odbił się od ściany – Nie zrobiłem ci za bardzo krzywdy nie? Normalnie nie tłukę się z młodszymi, ale mnie zaskoczyłaś – wyjaśnił. Nie był złym chłopakiem, miał jeszcze jakieś resztki sumienia i nie chciał też być uznawany za damskiego boksera. – Nikomu o tym nie powiesz, jasne? – zapytał delikatnie nawet stwierdzając niż pytając. RE: [marzec 1958] Uczniowie się biją! - Brenna Longbottom - 17.10.2023 Nie, Brenna nie potraktowała poważnie jego groźby. Ale wcale nie była tak całkiem pewna, że nie zrealizowałby jej, gdyby miał okazję. Jakby nie było - dbał o określoną opinię, a jego aparycja i "sława" rodziny dokładały do tego cegiełki. Nie dała się przestraszyć głównie dlatego, że była po prostu wręcz nadmiernie pewna siebie, chowana właśnie w tej bańce, i była dziewczynką z głową jeszcze pełną złudzeń o tym, że wszystko będzie dobrze. - Skąd - skłamała, co do tej krzywdy. Ot rękę i żebra zamierzała posmarować w zaciszu dormitorium. Tutaj pilna była tylko warga, żeby trochę się podgoiła, zanim Brenna wlezie w oczy nauczycielom. Czy wierzyła mu, że nie tłukł się zwykle z młodszymi? Właściwie to nie była pewna. Prawdopodobnie powinna pozostać bardzo sceptyczna, ale Brenna w czasach szkolnych i nawet parę lat po nich miała skłonności do prób szukania w ludziach tego, co w nich najlepsze. Kąciki ust zadrgały jej lekko, gdy spytał, czy nikomu o tym nie powie. Starała się nie uśmiechać zbyt szeroko, bo obita warga, nawet jeżeli teraz wyglądała lepiej niż kwadrans temu, wciąż bolała. Vincent zapewne miał powody do tego pytania, bo on jako ten starszy, wpadłby w większe kłopoty niż ona. A jednak... trochę ją tym rozbawił. - A mam napisane tutaj idiotka? - spytała, wskazując na swoje czoło. - Miłego dnia, Prewett. Wychodzę pierwsza - rzuciła, po czym ruszyła do drzwi. Zaklęcie blokujące już puściło, więc otworzyła je i ostrożnie uchyliła kurtynę. A kiedy upewniła się, że nikt akurat nie przechodzi - czmychnęła z pomieszczenia w korytarz. Z zamiarem skierowania się prosto do Wieży Gryffindoru. Koniec sesji
|