![]() |
|
[18/06/1972] Klubokawiarnia "Nora Nory" || Erik & Nora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [18/06/1972] Klubokawiarnia "Nora Nory" || Erik & Nora (/showthread.php?tid=2092) Strony:
1
2
|
RE: [18/06/1972] Klubokawiarnia "Nora Nory" || Erik & Nora - Erik Longbottom - 07.11.2023 Asertywność Erika w dużej mierze kończyła się tam, gdzie znikało ryzyko zrobienia komuś krzywdy lub popełnienia przestępstwa. Może to kwestia tego, że był zbyt łatwowierny? Chociaż detektywem był niezłym, tak starał się wierzyć w to, że ludźmi w dużej mierze kierowały dobre intencje. Czemu miałby od razu zakładać najgorsze? Poza tym z czasów młodości został mu też zwyczaj pakowania się w kłopoty z grupą, tylko po to, aby koniec końców ich z nich wyciągnąć. Wolał stawić czoła zagrożeniu z bliskimi, niż potem pluć sobie w brodę, że wolał wybrać bezpieczeństwo ponad pomoc tym, na których mu najbardziej zależało. — Cieszę się, że chociaż to udało nam się uzgodnić — mruknął nieco spokojniejszym głosem. Cóż, powinien się cieszyć, że z Norą wiązały go takie bliskie relacje i żadne z nich nie obracało się na pięcie, odmawiając dalszej rozmowy. Mogli podnosić głos, krzyczeć na siebie, wytykać sobie dawne błędy, ale nie uciekali od problemu, zamiast tego próbując go przepracować... Nawet jeśli nie robili tego przy herbatce i ciasteczkach, które ledwo wyszły z piekarnika. Ale oczywiście, Erik musiał jeszcze odpyskować przyjaciółce, co ponownie ją rozjuszyło... — Bo dzięki temu mogę ci zrobić dodatkowo na złość, wiesz? — prychnął, opierając ręce na biodrach. Poniekąd zdawał sobie sprawę z tego, że z każdą kolejną wymianą zdań ich argumenty traciły na wartości, przez co przypominali skłóconych nastolatków, niż statecznych dorosłych, ale... To Nora zaczęła. Nie mogła też skończyć, czyż nie? — Poza tym wyczucie zagrożenia na odległość, to nie to samo, co zobaczenie go na własne oczy! Kolejny komentarz blondynki zbił go nieco z tropu. Wydął dolną wargę i zmarszczył brwi, nie bardzo wiedząc, jak odpowiedzieć. Faktycznie, jej wzrost był drobnym utrudnieniem. Ale czy znowuż takim nie do przeskoczenia? Zawsze ktoś mógł ją podsadzić. Mogłaby też podskoczyć, to może doskoczyłaby do kabiny... Ewentualnie mogliby poprosić dziadków Ave o stołek. Albo drabinę, pomyślał i uśmiechnął się krzywo z własnego dowcipu. Nie było mu do śmiechu, gdy Figg ponownie się uniosła. — Nie ja jedyny — wytknął jej machinalnie. Wytrzeszczył na nią oczy, gdy przytknęła kubek do ust i zaczęła wlewać w siebie whisky. Zgarbił się nieco i zerknął kontrolnie w stronę drzwi prowadzących na główną salę klubokawiarni. — Oszalałaś? — syknął, próbując zabrać jej napitek. — Baaardzo dojrzała postawa. Jeszcze ci polać? Jak pić, to raz a dobrze, prawda? Co on z nią miał... RE: [18/06/1972] Klubokawiarnia "Nora Nory" || Erik & Nora - Nora Figg - 10.11.2023 Byli w tym do siebie bardzo podobni, bo Norka również nie leżała do szczególnie asertywnych osób, jednak dużo łatwiej przychodziło jej oczekiwanie pewnych zachowań od swojego przyjaciela, niżeli od siebie samej. Śmierdziało to lekką hipokryzją, no ale tak to już jest. Dużo łatwiej jest zauważać mankamenty w zachowaniu innych niż swoim. - Jacy zgodni dzisiaj jesteśmy. - Odparła z przekąsem. Zachowywała się dzisiaj trochę jak zirytowana nastolatka, która nie do końca wie, co powinna zrobić. Niby była na niego wkurzona, ale z drugiej strony cieszyła się, że faktycznie nie było to nic poważnego. Nie obyło się jednak bez nieco przerysowanej demonstracji jej niezadowolenia. Nie była to pierwsza trudna rozmowa jaką przeżyli w swoim życiu. Erik był osobą, z którą mogła się kłócić o byle głupotę, jednak nigdy nie kończyło się to dłuższym żywieniem do siebie urazy. Przyjaciele chyba tak mieli, że można było im powiedzieć wszystko, a nie obrażali się na dłużej. - TEGO SIĘ PO TOBIE SPODZIEWAŁAM. - Oczywiście, że robił jej na złość. Wbijał kolejną, małą szpileczkę, żeby jeszcze bardziej wyprowadzić z równowagi. Zdaniem Norki uwziął się dzisiaj na nią i specjalnie ją tak tutaj denerwował. Zrobiła się czerwona na twarzy ze złości. Miała ochotę go pacnąć, żeby przestał już się tak zachowywać, ale chyba sama spowodowało, że to eskalowało do takiej sprzeczki. - No jasne, wtedy nie dość, że będę to czuła, to będę mogła popatrzeć, jak robisz sobie krzywdę, prawdziwa przyjemność. - W tej chwili nawet miała ochotę, żeby ten traktor w niego wjechał, może coś by do niego dotarło. Oczywiście najlepiej w taki sposób, żeby nie uszkodzić go na stałe, a tylko delikatnie, żeby coś zrozumiał. Prychnęła słysząc komentarz, że nie on jedyny się zagalopował. W końcu to ona była tutaj tą poszkodowaną! Jeszcze miał czelność zwracać jej uwagę na to, że przesadza? Jak on mógł... Gdyby teraz wszedł tu ktoś z pracowników, mógłby zastać całkiem ciekawy widok. Panna Figg z kubkiem pełnym alkoholu i Erik, większy od niej niemalże dwa razy próbujący jej ten kubek wyrwać z dłoni. Udało jej się jakoś wypić jego zawartość, skrzywiła się przy tym okropnie, bo naprawdę rzadko sięgała po takie używki. Czy jej to w jakikolwiek sposób ulżyło? Nie, ale było warto. - Tak, oszalałam do reszty dzięki Tobie! - Odstawiła kubek dosyć gwałtownie na blacie, aż tak że po pomieszczeniu rozszedł się głośny dźwięk. RE: [18/06/1972] Klubokawiarnia "Nora Nory" || Erik & Nora - Erik Longbottom - 11.11.2023 Niewyobrażalne, pomyślał, robiąc zaskoczoną minę. Faktycznie to, że byli w stanie zgodzić się w chociaż jednej rzeczy było istnym cudem. Zupełnie jakby nie znali się od dzieciństwa i nie wychowywali w tej samej wiosce. A potem nie uczęszczali do tej samej szkoły i nie zacieśniali swoich więzów wraz z biegiem lat. Jedna wielka tajemnica wiary. — No, tak! Oczywiście! Wszystko, co najgorsze to Eryczek, czyż nie? Jak zwykle, to Erik jest wszystkiemu winny. To Erik jest odpowiedzialny za niezrobione raporty, źle powieszony żyrandol, zły humor, niewyprowadzonego psa i magiczne rytuały, o których nikt nie informuje ludzi podczas sabatu, co nie? Nabrał powietrza w usta i wydął policzki, patrząc naburmuszony spode łba na Norę, niczym mały chłopiec. Sama go nakręcała. Gdyby się nieco uspokoiła, sam nie próbowałby jej nakręcać, jednak gdy widział, w jakim była stanie... I nie próbowała nawet zastopować... Czuł wewnętrzną potrzebę, aby dorównać jej tempu i ekspresywności. Przecież nie pozwoli, żeby tylko na niego krzyczała i mówiła mu, jak ma żyć, prawda? Musiał jakoś odpowiedzieć. Nawet jeśli najprostszą odpowiedzią był atak. — Kto wie? Może właśnie odkrywasz nowe upodobania? — odparował, zaciskając po chwili usta w wąską linię. Powoli zaczynały kończyć mu nie tylko argumenty, ale też i zaczepki, a nie zamierzał sobie uwłaczać. Odzywki pokroju „nie, bo ty”, niestety zostawili za sobą w czasach szkolnych. A szkoda, bo teraz mogły im się bardzo przydać. — I nie podniecaj się tak, bo jeszcze pomyślę, że faktycznie chcesz tam ze mną wrócić. A Paxtonowie nie mają kominka podłączonego pod sieć Fiuu... Na widok wykrzywionej twarzy przyjaciółki, miał ochotę parsknąć śmiechem. Samo w sobie nie było to oczywiście zabawne. Powinno go martwić to, że upija się w środku dnia. Z drugiej strony praktycznie obnosiła się z tym, że sięgnęła po mocny trunek tylko i wyłącznie po to, aby zrobić mu na złość. Sama utrudniała sobie tym życie. — Nie dziwię się — przyznał ze szczerym zrozumieniem, aby po chwili wyszczerzyć zęby w aż nazbyt entuzjastycznym uśmiechu. — To akurat całkiem powszechna reakcja na moją osobę. Widziałaś te zdjęcia w Czarownicy albo Proroku Codziennym? Dosłownie idzie wpaść w obłęd. Zwłaszcza gdy kadrują mnie z tej perspektywy. — Przesunął głowę w bok, tak aby pokazać swój prawy profil. — Widzisz? To uwydatnia mój nos. — Wrócił do poprzedniej pozycji. — Dobrze wiedzieć, że na ciebie też to działa. RE: [18/06/1972] Klubokawiarnia "Nora Nory" || Erik & Nora - Nora Figg - 13.11.2023 Nie sądziła, że podejdzie do tego w taki sposób. Najwyraźniej i w Eriku siedziało sporo, czego nie zauważyła wcześniej. Nie miała pojęcia, że bierze tak wszystko do siebie, chyba pękł skoro jej to tak wyliczał. Wiedziała, że ma sporo na głowie, nie sądziła jednak, że obwinia się za wszystkie niepowodzenia. Trochę ją to ruszyło. - Nie rób z siebie takiej ofiary, przecież wiem, że wszystko, czego się nie dotkniesz zamienia się w złoto. Jesteś taki doskonały, najlepszy we wszystkim! - Odpyskowała mu ponownie, chociaż miała chęć przestać, jednak jej honor jej na to nie pozwalał. Nie przeprosi go pierwsza za ten niezaplanowany wybuch, nie ma szans! Działali dzisiaj na siebie wyjątkowo źle. Żadne z nich nie chciało odpuścić, cóż nie pierwszy raz. Zaraz zaczną na siebie wyciągać brudy z czasów magicznego przedszkola, jeśli tak dalej pójdzie. Tyle, że nie panna Figg nie widziała innej możliwości, niż kontynuowanie kłótni. Nie daj Merlinie, że miałaby go tutaj jeszcze przeprosić, na pewno do tego nie dojdzie, nie tym razem! - Na pewno, marzę o tym, żeby przejechać się traktorem, jak ty mnie dobrze znasz. To wszystko, to zazdrość o twoje niesamowite przygody. - Miała ochotę na niego warknąć, jednak jeszcze nie posunęła się do ostateczności. Jeśli jednak ta rozmowa nadal będzie się toczyć w podobny sposób, to prędzej, czy później pokaże swoje prawdziwe oblicze, to bardzo nieprzyjemne, które było schowane baaardzo głęboko panny Figg, które było dane zobaczyć tylko nielicznym. Na całe szczęście Erik powinien być przygotowany, nieraz już dostąpił tego zaszczytu. Kiedy kontynuował swój wywód spoglądała na niego z niedowierzaniem. Naprawdę przeszli do momentu, w którym rozmawiali o tym, jaki był niesamowity? Kiedy to się właściwie wydarzyło. - NAWET SOBIE NIE MYŚL, że dołączyłam do twojego fanklubu, chyba cię pogrzało. - Miała świadomość, że Erik jest jednym z najbardziej popularnych czarodziejów w Londynie, nie zamierzała tego negować, ale rozzłościło ją to, że zamierzał dopisać ją do reszty fanek. - Uważaj, żebym ci zaraz nie przyłożyła w ten nos. - Wysyczała jeszcze przez zęby, chociaż trudno było jej groźbę traktować poważnie, przecież by nie dosięgła... RE: [18/06/1972] Klubokawiarnia "Nora Nory" || Erik & Nora - Erik Longbottom - 16.11.2023 Nie znosił, gdy tak zachwycano się jego perfekcjonizmem, czy zwykłym szczęściem, jakie zdawało się do niedawna iść z nim przez życie ramię w ramię. To była ogromna presja. Zwłaszcza gdy miał tak wiele ról do odegrania: syn, brat, dziedzic, detektyw, celebryta, działacz Zakonu Feniksa. Świadomość tego, że jego domyślnym standardem był bardzo wysoki standard bywała paraliżująca. A teraz nawiązywała do tego jeszcze Nora. Erik zrobił więc najbardziej racjonalną rzecz, na jaką było go stać... I tupnął nogą, jak pięcioletni chłopiec, uderzając twardą podeszwą buta o podłogę zaplecza. Doskonały? Owszem. Zwłaszcza w graniu ci na nerwach, prawda?, pomyślał, wpatrzony w okrągłą twarzyczkę przyjaciółki. Zagryzł dolną wargę, bijąc się z myślami. W tym to już osiągnąłem mistrzostwo na skalę światową co? Taki jestem idealny, że nawet nie musiałem dużo ćwiczyć. Wystarczyło przejsć się parę razy do pracy, wyjechać na wieś i BUM, złote medale same spływają. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wziął głęboki oddech. Byłoby tak łatwo kontynuować tę wymianę zdań, dopóki któreś z nich nie zdecydowałoby się urwać głowy temu drugiemu. Ale ktoś musiał wykonać pierwszy krok ku pojednaniu. Chociaż Erik miał wrażenie, że wykonał go poprzez samo zjawienie się w klubokawiarni, tak najwyraźniej Nora oczekiwała czegoś więcej. Najwyraźniej uznała, że Erik w swej doskonałości wykaże się inicjatywą co najmniej dwa razy większą niż zazwyczaj. — Ty wcale nie jesteś o wiele gorsza! Doskonale sobie radzisz pomimo wszystkich przeciwności! — odparował agresywnym tonem, licząc, że drastyczna różnica między jego głosem a tym, co mówił, ją nieco skonfunduje. Kto wie, może komplement rzucany w tak kluczowym momencie kłótni pozwoli jej ochłonąć? — Więc się uspokój, bo... Bo już kończą mi się argumenty, a nie zamierzam się z tobą kłócić, jak w piaskownicy! O! Miał ochotę na nią sarknąć, jednak wiedział, że tak naprawdę nie mówi prosto z serca. Wbrew pozorom jazda traktorem nie była taką niesamowitą przygodą. Naprawdę nie było czegoś zazdrościć. Postanowił więc przemilczeć tę uwagę, nie zamierzając dać się ponownie wkręcić w ostrą wymianę zdań. Podobno milczenie jest złotem. Może w tym wypadku droga do ugody tkwiła właśnie w tym, aby Longbottom przestał się odzywać? — Nie trzeba dołączać do czegoś, czego już jest się częścią — rzucił jednak, nie będąc w stanie się powstrzymać. Nachylił się nad Norą, uśmiechając się do niej dobrotliwie. Zaryzykował nawet to, że jego nos mógł znaleźć się w zasięgu jej pięści. — Zawsze byłaś po mojej stronie, zawsze mnie dopingowałaś i zawsze mogłem na ciebie liczyć. Jesteś moją największą fanką i najlepszą przyjaciółką. I ja twoim przyjacielem również jestem. O niektórych rzeczach należało mówić wprost, aby odpowiednio wybrzmiały. RE: [18/06/1972] Klubokawiarnia "Nora Nory" || Erik & Nora - Nora Figg - 16.11.2023 W oczach Norki to nie było jedynie szczęście. Erik reprezentował sobą wiele cech, które ludzie podziwiali. Nie znała drugiej takiej osoby, nie bez powodu to właśnie jego Brenna zawsze wystawiała na pierwszy ogień. Zapracował na to, doceniała to całym sercem, może trochę nawet zazdrościła mu tego, że potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji i nigdy, ale to nigdy nie zdarzyło mu się sobie narobić wstydu. Nieco się zmieszała, gdy przyjaciel tupnął nogą. Naprawdę, będą kontynuować ten sposób rozmowy, tego to się po nim nie spodziewała. Oparła sobie ręce na biodrach i wpatrywała się w niego uważnie. Męczyła ją już ta kłótnia. Może i potrafiła się szybko rozzłościć, powiedzieć zbyt wiele, ale ten stał zazwyczaj bardzo krótko. Miała zresztą wrażenie, że ta dyskusja wymyka się spod kontroli i jej i Erikowi. Nie chciała się z nim poróżnić. Za bardzo go sobie ceniła. Może i paplała głupoty, zaczepiała go specjalnie, jednak nie umiała sobie wyobrazić życia bez niego. Nie było na tym świecie osoby, która by ją tak dobrze znała i rozumiała, zdawała sobie z tego sprawę. - Tak, rzeczywiście, przy tobie moja doskonałość jest niczym. - Wiedziała, że porównywanie siebie do kogokolwiek nie ma sensu, jednak postanowiła to zrobić. W przeciwieństwie do przyjaciela udało jej się tym razem nie podnieść głosu. Może coś do niej dotarło? Szkoda, że tak późno. - Ja jestem spokojna, niczym oaza, - Dodała jeszcze słysząc jego kolejne słowa. - Tylko trochę za bardzo chciałam cię przegadać. - Próbowała się usprawiedliwić. - Kto by pomyślał, że jesteś taki rozsądny, szkoda, że zabrałeś moją łopatkę, gdyby nie to, to nie byłoby tej całej kłótni. - Na jej twarzy pojawił się uśmiech, mógł zauważyć, że powoli przestawała się denerwować. Jeszcze chwilka, a wróci do swojej standardowej wersji bardzo miłego stworzenia, którą wszyscy znali. Longbottom chyba specjalnie ją prowokował. Nachylił się tak, żeby mogła dosięgnąć do jego twarzy. Ciekawe, czy jakbym go teraz uderzyła, to poczułabym, że jest w niebezpieczeństwie. Nadal nie do końca wiedziała, jak działa ta więź, może warto było sprawdzić? Bardzo szybko odsunęła od siebie tę myśl, bo bała się, że znowu emocje przejmą władzę nad jej ciałem i wybuchnie. Westchnęła głośno, kiedy znowu się odezwał. Erik był świetnym mówcom i zawsze wiedział, co powiedzieć. Przewróciła oczami, i co ona miała teraz z nim zrobić? - Masz rację. - Skrzywiła się, gdy wypowiedziała te słowa, bo nie znosiła przyznawać innym, że mieli słuszność, ale co mogła zrobić innego w tej chwili? - Nie masz większej fanki ode mnie, dlatego też się tak martwię o ciebie i o to, że mogłoby cię zabraknąć. - Była śmiertelnie poważna, przeniosła teraz wzrok na swoje buty, jakby były najciekawszym przedmiotem w tym pomieszczeniu, trochę jej było głupio, że to powiedziała na głos, ale chciała, żeby Longbottom wiedział, że naprawdę bardzo jej na nim zależy. RE: [18/06/1972] Klubokawiarnia "Nora Nory" || Erik & Nora - Erik Longbottom - 28.11.2023 Ta, oaza, pomyślał ze śmiechem Erik, jednak nie kontynuował wątku. Akurat tego dnia Nora przypominała bardziej bazar przepełniony ludźmi, którzy przekrzykują się co chwilę, a każda chwila spokoju jest momentalnie burzona przez dyskutujących między sobą klientów i sprzedawców. Teraz jednak ruch nieco zelżał, co sprawiło, że temperament nieco zelżał. I oby już tak zostało. — Nigdzie się nie wybieram. — Chwycił ją za rękę, gładząc lekko kciukiem jej nadgarstek. — A nawet gdybym planował, to raczej nie byłoby mi dane. — Spróbował mrugnąć do Nory, jednak zamiast tego po prostu zamknął oczy. — Ciężko by było zostać na dłużej w zaświatach. Jeszcze zanim znaleźliby dla mnie jakąś puchatą chmurkę, Brenna wyprawiłaby na wojnę całą armię kuzynek i przyjaciół. Byłabyś jej prawą ręką. Po tym, jak już i tak napędził jej stracha, nie chciał, aby zadręczała się na zapas. Ostatnie tygodnie aż nazbyt dobrze uświadomiły im, że przyszłość nie malowała się w zbyt jaskrawych barwach. Tu i ówdzie pojawiały się szarobure plamy i z czasem będzie ich tylko coraz więcej. Ciemność nie mogła jednak istnieć bez światła. Zawsze potrzebna była przeciwwaga. Jest to jakieś pocieszenie, pomyślał przelotnie, uśmiechając się do przyjaciółki. Niebo mogłoby im spaść na głowę, a Erik i tak trwałby w przekonaniu, że niektórych ludzi po prostu nie dałoby się strącić z szachownicy. Nie tak ostatecznie. I nie myślał tutaj wcale o Albusie, Harper Moody czy Patricku. To byli doświadczeni ludzie, jednak w szeregach Zakonu Feniksa były też po prostu dobrotliwe dusze. Takie jak właśnie Nora Figg, czy chociażby Giovanni. Chociaż nawet jego rozjuszyło Beltane. — Tak długo, jak ty tu będziesz, tak długo będę trwał u twego boku — stwierdził przyciszonym głosem, ciesząc się, że nerwowa atmosfera już powoli ich opuszczała. —I... Pomyślimy o tym, żeby coś zrobić z tym rytuałem. To nie może trwać wiecznie. Nie powinnaś mieć w głowie radaru, który przyprawia cię o ciarki za każdym razem, gdy dostaje wezwanie w pracy. Czy to był koniec ich spotkania? Oczywiście, że nie! Gdy już udało im się w pełni pogodzić – przy jednym ze słynnych wypieków blondynki – Erik nakreślił na karcie pergaminu kilka słów do Brenny i Aveline. Zasługiwały na to, aby dowiedzieć się, że u Nory wszystko było w porządku. I że Longbottom przeżył spotkanie z nią. Tak, to też było szalenie ważne. I takim oto sposobem, niedługo później przez małe okienko na tyłach kawiarni wyleciała sowa, pozostawiając Erika i Norę samym sobie. Koniec sesji |