Secrets of London
[18 kwietnia 1972] Loretta i Murtagh / Ulica Śmiertelnego Nokturnu - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: [18 kwietnia 1972] Loretta i Murtagh / Ulica Śmiertelnego Nokturnu (/showthread.php?tid=2155)

Strony: 1 2


RE: [18 kwietnia 1972] Loretta i Murtagh / Ulica Śmiertelnego Nokturnu - Loretta Lestrange - 08.11.2023

Całokształt jej niebezpieczności zawierał się w otuloną kaszmirowym szalem dualizmie duszy; z jednej strony miękka jak galaretka, ulotna jak babie lato i lepka jak nicie waty cukrowej – potrafiła budzić atawistyczne przerażenie, o którym nie śniło się nawet najbardziej wyrachowanym, skąpanym w maśle brutalności okrutnikom. A ona – drobna i mikra, bardziej kobieca, aniżeli butnie chłopięca – przybierała maskę skutej chłodem lichwiarki, która za nic miała wartość życia i istnienia ludzkiego. Jej wychowanie w końcu, było oblepione ciepłym sokiem orkiestr wybijających pory roku, sweterkami z monogramami i snobistycznym akcentem – nikt nie spodziewał się, jak wielki, gargantuiczny wręcz potwór, umości się na dnie klatki żeber; a niekarmiony krwią, obijał się o płuca, żądając natychmiastowego wybuchu gwałtownej, acz metodycznej agresji.

Czasami wodziła niespokojnie wzrokiem za Macmillanem; a w jej spojrzeniu było coś efemerycznie ulotnego. Obserwowała spójność i spokój w jego ruchach, nieprzebrniętej fosy naturalnej stoickości. Nawet jeśli myślała o nim brudnie, to myśli te zawierały się i kończyły na jednej pięciolinii, nie pozwalając umknąć temu, co niewidoczne. Uwielbiała działać w jego asyście; pracować jak prawdziwa, skuta mroźnym szronem okrucieństwa artystka, której w fatalistycznym ukracaniu życia nie miała sobie równych.

Alexander z kolei, był zupełnie inną, zamkniętą w brylantowej szkatułce kwestią. Miłość kwitła w niej niespokojnie, dotrzymując kroku trawiącej nienawiści – czuli do siebie wszystko, całą paletę emocji, poza obojętnością. Możliwe, że dlatego stała się dla niego największym spośród narkotyków – a po biały szron sięgał wszak nader chętnie; zwłaszcza, gdy miał słać ku niej zaćpane listy.

Dlaczego piszesz do mnie zawsze naćpany? – dzwoniło pośród liter, układających się w zwięzłe słowa.

Ich ślub był czymś zupełnie niespodziewanym; tym bardziej, że zawierając go, znaczyła ją przysięga z Leandrem. Odruchowo schowała dłoń do szaty, wyczuwając okrągły, stalowy pierścionek z grawerem moja – zawsze przypominał jej o tym, co przysięgali przed bóstwami i równie pijanym jak oni, szamanem.

Dopiero inkantacja rzucona przez Murtagha wyrwała ją z wartkiego potoku wspomnień i wartości, których przecież nie miała za grosz. Nie kochała przecież nikogo tak gorliwie jak papierosów i własnej sławy.

Fabian – rzekła komicznie parodiując załkane słowa dziewczyny, z niejakim obrzydzeniem do ich rozbitej barwy, urywanej solidnymi pociągnięciami nosem. – Musi być słodki. Czy wiesz, co robię ze słodkimi chłopcami? – zabrzmiała pytaniem, unosząc jedną brew. Zbliżyła się do niej niebezpiecznie blisko, pochylając się nad jej obliczem, dzieląc je dystansem kilkucentymetrowym. – Jem ich na śniadanie – odparła, a przeraźliwie niebezpieczny uśmiech ulokował się na jej wargach.

Żądza krwi rozgorzała na dobre w kruchym ciele.

Absolutnie nie jest tego godna – odparła miękko na słowa Macmillana.

Skrzyżowawszy ręce na piersi, poczęła przemierzać ponownie pomieszczenie, a myśli parszywe i brutalne wypełniały jej umysł bez reszty. Palce świerzbiły niespokojnie, welon rzęs coraz częściej uginał się pod swoim ciężarem, a oddech nieznacznie przyspieszył. Zatrzymała się dopiero przy tablicy korkowej, na której widniały podstarzałe sepią, czarno-białe zdjęcia – na jednym z nich była ich ofiara w towarzystwie ryżego chłopca o uśmiechu cherubina. Uniosła dłoń i zerwała je z ówczesnego miejsca przylegania.

Czyżby był to Fabian? – spytała tonem ociekającym słodyczą. – Słuchaj mnie teraz uważnie – podeszła do niej, prędko pokonując kilkumetrową odległość, pochylając się nad nią, ręce oparłszy o ramiona krzesła. – Zadbamy o to, że będziesz pamiętać tylko to, czego sobie zażyczymy. Zdjęcie zachowam na pamiątkę, abyś mogła być pewna, że jeszcze jeden szlamowaty ruch, a zajmiemy się też nim.




RE: [18 kwietnia 1972] Loretta i Murtagh / Ulica Śmiertelnego Nokturnu - Murtagh Macmillan - 12.11.2023

Murtagh nie był nigdy tak elokwentny, jak Loretta. Jego dialog wewnętrzny, choć nie tak wysublimowany jak jej, był przez wiele lat wewnętrznie skłócony, z syczącymi nienawistnie głosami komentującymi każdą jego decyzję i każdą chwilę jego życia. Kiedy więc zapanowała cisza, mężczyzna korzystał z niej z lubością. Wiedział czego chce, jaki jest jego plan na siebie i na życie. Nie kłopotał się takimi rzeczami, jak wewnętrzne rozterki i niejasności.

A potem pojawiała się ona. Jej smukła talia, długie nogi, jej włosy ciemne, jak jej dusza. I spojrzenie jej oczu - tak zimne i pełne pasji zarazem. Burzyła jego spokój, poddawała w wątpliwość jego plany i sprawiała, że odzywało się w nim coś dzikiego i prymitywnego, co chciało nią zawładnąć, obłaskawić krzywizny jej ciała i wyrwać z piersi jęk. Bólu, lub rozkoszy - mężczyzna sam do końca nie wiedział, który sprawił by mu większą przyjemność.

Z pozornym spokojem obserwował, jak grozi ona szlamowa tej dziewczynce, ślizgał się spojrzeniem od jej twarzy, przez usta, szyję aż po dekolt. W tym momencie - zadając ból komuś innemu, fizyczny czy psychiczny, była dla niego najbardziej pociągająca.

Wstał nagle, z krzesła na którym wcześnie usiadł, kiedy uświadomił sobie, że jeszcze parę minut a potrzeba zerwania z niej ubrań i scałowania nienawiści z jej ciała, okazała by się silniejsza niż zdrowy rozsądek, niestosowność sytuacji czy jego przyjaźń z Alexandrem.

- Myślę, że skończyliśmy. - oznajmił nieco ochrypłym głosem. Podszedł do dziewczyny i machnął różdżką, próbując zmienić jej wspomnienia - niech pamięta tylko niewyraźne sylwetki z dzisiejszego spotkania, ale za to wyraźnie wierzy, że jej ukochany zdradza ją z kobietą piękną niczym bogini.
- Pozdrów ode mnie męża . - rzucił do Loretty, zakładajac marynarkę i zarzucając na plecy płaszcz. Wyszedł, nie oglądając się za siebie, ani nie czekając na jej odpowiedź.


Rzut na zmianę wspomnień dziewczyny
[roll=PO]
Jeśli rzut nieudany to...
[roll=PO]

Koniec sesji