![]() |
|
1972/wiosna/maj/13 - Nasze sielskie dni odchodzą, w dal - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: 1972/wiosna/maj/13 - Nasze sielskie dni odchodzą, w dal (/showthread.php?tid=2216) Strony:
1
2
|
RE: 1972/wiosna/maj/13 - Nasze sielskie dni odchodzą, w dal - Eunice Malfoy - 11.12.2023 - Och, wiesz, z kolorami to jest tak, że jeden powie, że to jest eleganckie i reszta za nim biegnie, zgadzając się z tą opinią, bo coś tam – skwitowała lekkim tonem; nawet niekoniecznie musiało to być prawdą, bo to po prostu była prywatna opinia Eunice. Ale też istniały jednak takie barwy… - Ale taka biel? Ona jest taka, taka… niewinna? A jednocześnie jakby zimna, wznosząca się ponad wszystko? – podzieliła się swoim skojarzeniem, myślą. - No właśnie… pomyślałby kto, wychodzimy z Hogwartu i koniec nauki, prawda? A tu nie dość, że prawie drugie tyle, to i materiału z kilka razy więcej – dodała lekko rozbawionym tonem, decydując się na sięgnięcie po filiżankę. Och, to byłoby takie proste – parę lat Hogwartu i już możesz robić, co chcesz! Ale wciąż, istniały takie dziedziny życia, że nie dało się tego upchnąć w ciągu 7 lat edukacji, obok pozostałych zagadnień. Zaś medycyna jednak była obszerną dziedziną; i jeśli nie chciało się być konowałem, którego omija się szerokim łukiem, ewentualnie udaje się do niego dopiero wtedy, gdy wszystkie pozostałe opcje się skończyły, to… no, nie dało się inaczej niż przez naukę, naukę i jeszcze raz naukę, a nie bumelanctwo i pękate sakiewki. Podziękowała, odbierając od chłopaka filiżankę. Nie od razu się napiła – najpierw wręcz zaciągnęła się zapachem herbaty, uśmiechnęła się do Darcy’ego i dopiero wtedy pociągnęła łyczek napoju. - O, to świetnie! Byłaby jakaś szansa na zerknięcie na to? Wiesz, odrobina łaski dla największej fanki? – zażartowała, między wierszami przyrównując oczekiwanie na kolejną książkę Darcy’ego do tortur. W pewnym sensie: tak to właśnie było. No bo z jednej strony: chcesz przeczytać. Z drugiej: nawet jeszcze nie powstała, więc co dopiero marzyć o wsiąknięciu w przedstawiony świat i potem umieszczenie jej na półce, nie? - A… w szpitalu w sumie jak zwykle, raz są lżejsze, raz poważniejsze przypadki, pacjenci też różni – tu powstrzymała się od skrzywienia. Wychowanie, jakie odebrała, wciąż było w niej silne, ale też obierając ścieżkę uzdrowiciela nie dało się uniknąć kontaktu z mugolakami… No i jednak ta głupia miłość podpowiadała, że może te wszystkie kwestie odnośnie krwi niekoniecznie mają sens…? - Och, Darcy... – westchnęła cicho, decydując się na wyciągnięcie drugiej dłoni, żeby dotknąć ręki chłopaka. Nie powinna była. Naprawdę nie. Wiedziała to, ale… bynajmniej się tym, ostatecznie, nie przejęła – … nawet nie wiesz, jak żałuję, że mój ojciec nie widzi nic dalej poza „czystą krwią” – poskarżyła się ni z gruszki, ni z pietruszki – Wiesz, w szpitalu są różni, każdym się trzeba zająć, jakoś nie zauważyłam, żeby krew w żyłach była jakaś inna... – przygryzła wargę. Wahała się, co powiedzieć? Czy w ogóle powiedzieć? Jedno było pewne: coś jej w związku tym bardzo, bardzo ciążyło, a wzmianka o szpitalu tylko uwolniła. Inna sprawa, że generalnie i tak chciała się poskarżyć i tak... RE: 1972/wiosna/maj/13 - Nasze sielskie dni odchodzą, w dal - Darcy Lockhart - 12.12.2023 Dla Darcy'ego koniec Hogwartu oznaczał też koniec nauki i młodzieniec bardzo to sobie chwalił. Ale teraz zawiesił się nieco, zastanawiając czy się do tego przyznawać. Czy nie wyjdzie przy niej, szkolącej się na uzdrowicielkę, na głupca? Zwykle takie wątpliwości nie nawiedzały jego głowy, tym razem jednak jakoś nie mogły dać mu spokoju. Na całe szczęście, temat szybko zszedł ma bezpieczniejsze rejony i Darcy rozpromienił się jeszcze bardziej. - Na razie to dopiero początek, wciąż nad nim zresztą pracuję, ale daję słowo, że gdy tylko skończę, będziesz pierwszą czytelniczką, jeszcze zanim poleci do wydawcy - obiecała solennie, modląc się w duchu, by Daisy mu przebaczyła, bo zwykle w końcu to ona była pierwszą czytelniczką. Ewentualnie dostaną kopię jednocześnie, wtedy to już od nich będzie zależało, która przeczyta pierwsza, prawda? - Pewnie niektórzy nie doceniają waszej ciężkiej pracy - zmartwił się Darcy, ale w duchu... w duchu zastanawiał się, jak często niektórzy z nich próbują flirtować z Eunice? Niektórzy próbowali! Z całą swoją naturą zazdrośnika Darcy był już w tym momencie, że ze zdziwieniem wypluł kilka płatków kwiatów. Pewnie gdyby Eunice miała inną naturę, on już by się udusił i to zanim zdołałby dotrzeć do uzdrowiciela. Zawiesił się znowu, kiedy wyciągnęła ku niemu rękę, ale zaraz ujął ją bardzo ochoczo, zapominając na śmierć o własnej filiżance. Zapatrzony w Eunice ledwo słyszał słowa, które wypowiadała, bo kogo obchodził Pan Malfoy, skoro jego córka właśnie trzymała go za rękę? Dopiero po paru sekundach coś tam do niego dotarło, piąte przez dziesiąte - głównie to, że najwyraźniej nie uważała czystej krwi za aż taką ważną!!! Uderzyło go to z siłą obucha. Bo może. Może to, że Lockhartowie nie byli czystej krwi od czasów założycieli, nie miało dla niej aż takiego znaczenia? Przecież rodzice Darcy'ego byli czarodziejami, jego dziadkowie byli czarodziejami, ba, jego pradziadkowie też byli czarodziejami! Nie wiedział, jak wcześniej, bo nie mieli wielkiego drzewa genealogicznego na ścianie, ale wrośli przecież w ten świat od dawna. - Ostatecznie krew pompuje serce, a nasze serca nie różnią się w zależności od statusu krwi - odparł Darcy, bardzo dumny z tej myśli, kompletnie nieświadom, że w istocie nazbyt jest pompatyczna. A po głowie chodziło mu, czy to dobry moment, żeby ją pocałować, czy może poczekać na to wino. Tego, jaki cios zaraz go czeka, też nie był świadom... RE: 1972/wiosna/maj/13 - Nasze sielskie dni odchodzą, w dal - Eunice Malfoy - 17.12.2023 Rozpromieniła się niczym słoneczko, słysząc takie zapewnienie, rozkosznie nieświadoma wewnętrznych rozterek chłopaka. Będzie pierwsza! Mimo że może być drugą tak naprawdę, jeśli w życie wcieli tę myśl, żeby dać im po egzemplarzu jednocześnie. Zwłaszcza że mimo szczerych chęci, niekoniecznie byłaby w stanie natychmiast zanurzyć się w lekturze – ot, wybrała sobie taki zawód, nie inny, to teraz ma. Ale też jednocześnie nieszczególnie myślała o nagłej zmianie ścieżki zawodowej; ot, po prostu chwilowa niedogodność, jak więc mogła zaważyć na ostatecznym całokształcie? Przynajmniej ujmując rzecz jak najbardziej logicznie się tylko dało… - Och, dziękuję! Możesz być pewien, że przeczytam ją jak najszybciej się tylko da. Choćbym nawet miała zerwać się z zajęć! – zadeklarowała, chyba naprawdę mając taki zamiar. No, pewne rzeczy mimo wszystko były ważniejsze, niż nauka… Jak, na przykład, książki napisane przez jej… jej… Dlaczego myślała o nim jak o oczku w głowie…? - Niestety masz rację – przyznała. Ot, ludzie. Nie każdy był bardzo wdzięczny, nie każdy miał na tyle przyzwoitości, by zwykłe „dziękuję” powiedzieć; czasem nawet mieli fu-fu najróżniejszej maści, i to bardzo delikatnie mówiąc. Cóż… nie sposób zgadnąć, co mieli na myśli, co kłębiło się w ich głowach i zapewne nawet magipsychiatrzy mieliby z tym problem. Zacisnęła delikatnie palce na dłoni Lockharta czując, jak w gardle narasta jej gula. Dlaczego… och, dlaczego to się wszystko robiło takie poplątane?! Dlaczego nie mogła po prostu spotykać się z Darcym, bo chciała i tyle? Tak, dzieliła ich krew, ale też na dłuższą metę ciężko by było całkiem się odizolować, zamknąć w kręgu czystokrwistych. Tak to mogła jeszcze się migać, wyjaśniać, że o – kolega ze szkoły, o – dba o stosunki z prasą i rozważa mecenat. Czy coś w tym guście. Więc to nie tak, że zamydlenie oczu byłoby całkowicie niemożliwe, ale teraz… … to, czego chciała, stało w zdecydowanej sprzeczności z tym, co miało się wydarzyć. Upiła jeszcze łyk filiżanki, którą odstawiła na stolik. Spojrzała poważnie na chłopaka, a po uśmiechu zostało już jedynie wspomnienie. - Coś w tym jest. Szkoda tylko, że mój ojciec widzi to inaczej i... – odetchnęła głębiej. No naprawdę, Eunice, weź to z siebie wykrztuś; im szybciej to zrobisz, tym szybciej przestaniesz się tak niemożliwie męczyć! - … powiedziano mi, że mam znowu wyjść za mąż. Co jest absurdalne, dopiero co się przecież rozwiodłam, wcale tego nie chcę, ale… jak ojciec już coś postanowi... – pokręciła głową i puściła w końcu dłoń Lockharta – Przepraszam. Chyba powinnam była c to po prostu napisać – dodała po paru sekundach, reflektując w końcu, że to tak na 99,99% był zły pomysł. W sensie, przyjście tutaj. RE: 1972/wiosna/maj/13 - Nasze sielskie dni odchodzą, w dal - Darcy Lockhart - 19.12.2023 Jaki dźwięk wydaje złamane serce? Darcy nie usłyszał żadnego trzasku, a chyba kiedy coś się łamie - i to na wiele kawałków - to chyba powinny towarzyszyć temu jakieś wrażenia akustyczne? Cofnął powoli rękę i oparł ją na swoim kolanie, przypatrując się Eunice z niedowierzaniem. Och, jakaś jego część wiedziała, że Malfoy nie zaakceptuje jakiegoś tam Lockharta u boku swojej córki. Ale był naiwny i chyba wierzył, że w najgorszym razie... mają jeszcze czas. Że Eunice dopiero się rozwiodła i Fortinbras poczeka z aranżowaniem kolejnego małżeństwa. Ba, że nauczony doświadczeniem może zechce dać córce czas na to, aby tym razem sama zdecydowała, z kim chce się związać. Możliwe, że nawet roił sobie, że Eunice ostatecznie wybierze jego. Było w tym sporo magii Beltane, wciąż płynącej w żyłach, ale też trochę jego własnego charakteru. Trochę obsesyjnego, trochę zazdrosnego, trochę skłonnego do fantazji - i że gdy już moc ogni i kwiaty Beltane pchnęły go ku Eunice, jest w tym coś więcej. Lubił ją w końcu zawsze, nawet jeżeli dotąd nigdy nie patrzył na nią inaczej niż na przyjaciółkę. - R... rozumiem - wykrztusił w końcu, niepewny, czy chce zacząć na nią krzyczeć, że jest głupia, skoro znowu słucha się ojca, jakby raz nie wystarczył, czy ją objąć i zapewnić, że rozumie, że to nie jej wina, bo wcale nie wydawała się chętna do tego małżeństwa, czy się rozpłakać, czy może zapytać o nazwisko narzeczonego i zaczaić się na niego na jakimś ciemnym rogu, aby walnąć mu w łeb cegłą. Może powinien po prostu iść skoczyć z jakiegoś mostu. - Chyba nie będziemy dziś pić wina - powiedział jeszcze cicho, a potem, kiedy Eunice już wyszła, rozbił butelkę o stół. Koniec sesji
|