![]() |
|
[06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander (/showthread.php?tid=2227) Strony:
1
2
|
RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - The Overseer - 17.12.2023 Niebywałe. Avelina edukowała się nie tylko w Hogwarcie, ale później również w innym miejscach, nie tylko w kraju, ale również za granicą. Miała okazję widzieć na własne oczy tyle ciekawe miejsc, o których sam mógłbym pomarzyć, a także spotykać na swojej drodze wiele różnych osób. Aczkolwiek z jej opowieści wynikało, że była bardziej samotniczką, odizolowaną od innych, głównie posiadającą znajomych narzuconych jej przez innych. Trochę smutne, ale trochę ją rozumiałem, bo czasami cisza bywała zbawienna. Odetchnięcie od tłumów, szczególnie. Cóż, ale dążyłem swoimi myślami do tego, że ja naukę pobierałem jedynie w cyrku, ale miałem okazję poznać wiele wspaniałych osób - czy to członków cyrku, czy to osoby spoza niego. Było wiele person, nie spokrewnionych ze mną, a jednak tak mi bliskich, że mogłem ich swobodnie, bez zawahania nazwać rodziną czy przyjaciółmi. - Ja... Nigdy nie chodziłem do szkoły. Wszystko, co umiem, nauczyli mnie cyrkowcy. I bardziej może mieszkam w cyrku, bo to coś więcej niż praca. Jesteśmy jedną, wielką rodziną. Możemy na sobie polegać, jesteśmy przy sobie na dobre i na złe, więc moje życie towarzyskie jest zdecydowanie... wyjątkowe i skomplikowane? - zaśmiałem się, bo choć nie łączyły nas więzy krwi, to jednak byliśmy jedną wielką wariacką rodziną. Może czasami trzeba było kogoś gasić, a innym razem zwiewać przed mściwymi lwami, ale jakoś się żyło z dnia na dzień, a kiedy już ktoś upadł, to ktoś drugi wyciągał ku niemu pomocną dłoń. To było jak najbardziej zdrowe. - Kiedyś dostałem list z Hogwartu, ale nie miałem okazji tam pojechać - przyznałem, ale czy chciałem? Może z ciekawości, ale też nie było mi to jakoś niezbędne do życia. Wolałem zająć się w tym czasie czymś bardziej produktywnym albo chociażby jedzeniem. O, właśnie! Jedyna kusząca plotka to ta, że w Hogwarcie ponoć podają wyśmienite jedzenie. Na nie to ja bym się skusił chętnie. Nie dość, że smacznie, to jeszcze dużo i za darmo. - Wiesz co... Z tą pomocą w kuchni, to ja bym musiał porozmawiać z Elką, czy byłaby zainteresowana. Chciałbym ją wspierać, bo biedna z niej dziewczyna, a bardzo lubi gotować, więc może nie byłby to zły pomysł by ją wypożyczać w tygodniu. Nowe otoczenie, nowi ludzie z pewnością dobrze by jej zrobili - zauważyłem, ale też potrzebowałem strategicznie to obmyśleć. Nie tylko dlatego że gotowanie na etat by Elaine odciągnęło od pracy, ale również klątwa... Bywała niebezpieczna, a nie chciałem jej narażać na wyrzuty sumienia, jeśli doszłoby do incydentu. Choć to też nie było jakieś częste, no nie? - W razie czego, chętnie ją tu przyślę. Teraz już wiem gdzie! - dodałem dumnie, bo już znałem właśnie dwa nowe przybytki na Pokątnej. Jednego będę unikał szerokim łukiem, ale Norę... chętnie odwiedzę ponownie. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - Avelina Paxton - 26.12.2023 Życie Alexandra musiało być naprawdę ciekawe. Mieszkać w cyrku, żyć w nim i poznawać ogrom dziwacznych ludzi nie pasujących do normalnego otoczenia. Sama Paxton czasami myślała, że jest z innej rzeczywistości. Na szczęście miała przy sobie Olivie, która skutecznie odciągała od niej te myśli powodując, że czuła się na miejscu. Raczej nie potrafiłaby porzucić tego życia, które teraz prowadziła na rzecz szalonych występów w cyrku. – I ciekawe. Moi rodzice są więcej czasu w podróży niż tutaj. Czasami wpadali w niedziele na obiady i opowiadali o przeżytych historiach, ale niestety od pewnego czasu jest ich tutaj coraz mniej – zauważyła. – Więcej czasu spędzam więc w pracy i często pomagam Norze, ale teraz też próbuję otworzyć swoją własna aptekę, więc będę mieć dla niej mniej czasu – wyjaśniła. Chciałaby, aby Nora miała kogoś tutaj do pomocy, żeby nie została sama. Avelina też nie chciała rezygnować ze swoich marzeń chociaż czasami myślała o tym, aby rzucić wszystko i po prostu pracować u Nory, aby tej było lżej. – W Hogwarcie było dla mnie łatwo. Nie musiałam myśleć o tym, co robić, gdzie iść, bo miałam wszystko z góry zaplanowane. Nie czułam strachu i czułam się tam bezpiecznie, a gdy skończyłam szkołę świat trochę przytłoczył tym sowim chaosem. Jeszcze ta cała sytuacja… – nie chciała mówić o atakach Śmierciożerców, więc zatkała buzie ciastkiem. Ten temat zdecydowanie nie był zbyt przyjemny. – Porozmawiaj i myślę, że śmiało będziesz mógł z nią tutaj przyjść. Możesz się nawet umówić na spotkanie z pracownicą, pewnie powie ci kiedy Nora jest dostępna w tym miejscu – odpowiedziała popijając kawą ciastko. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - The Overseer - 29.12.2023 Taki dobry ze mnie chłopak był, że załatwiłem Elce ciekawe zajęcie. Już czułem, że na starcie była przyjęta, a wyszedłem z cyrku i przybyłem do Londynu by odebrać wygraną, której ostatecznie i tak nie dostałem, ale ciekaw byłem, co powie Elka, kiedy się dowie, że tu takie dwie dziewczyny w porządku - bo obstawiałem, że Nora była charakterem i obyciem pokroju Aveliny - gotowe były przyjąć ją do pracy i przyuczyć jeszcze, jeśli zaszłaby potrzeba. - Nie chciałbym niczego robić za jej plecami, ale jak tylko z nią pomówię, to się śmiało tutaj zgłoszę i umówię. Obstawiam, że się dziewczyna ucieszy, ale może równie dobrze mieć inny plan na siebie, więc... otwieram furtkę, ale czy przez nią przejdzie, to się przekonamy - odparłem lekko, kiwając głową. Kiwałem też nią, kiedy wspominała o tym jak bardzo przytłoczył ją świat wieloma zmiennymi, kiedy ukończyła szkołę. Nie dziwiłem się jej wcale, nawet ją rozumiałem. Tully poniekąd przyuczał mnie do zarządzania cyrkiem, powoli do tego, stopniowo przygotowywał, ale tak na dobrą sprawę, w rzeczywistości wyglądało to cholernie inaczej, nie tak lekko i stabilnie, jakby się mogło wydawać. Na każdym kroku coś szło nie pomyśli, trzeba było działać, zamiast rozpamiętywać niepowodzenia i tak oto zostałem zarządcą, brutalnie zderzając się z rzeczywistością. Teraz przynajmniej miałem również w Flynna, który odciążał mnie w wielu troskach. Zresztą, jak każdy członek cyrku. Jak też mówiłem, byliśmy rodziną. Trzymaliśmy się razem. - Świetnie cię rozumiem. Dosyć młodo, zdecydowanie za szybko zostałem zarządcą cyrku... Niestety musiałem pożegnać swojego poprzednika, również go pochować. Był mi jak ojciec - przyznałem z lekką nostalgią, odpływając gdzieś myślami na drobną chwilę. Były tam wspomnienia związane z Tullym, który dał mi dom, który dał mi szansę i nie skreślił mnie ze względu na lęk wysokości, tylko znalazł inne rzeczy, w których mogłem się wykazać. - Ale z czasem człowiek poznaje ten chaos, o którym mówiłaś, i życie staje się znośne, a nawet momentami lekkie - zauważyłem i uśmiechnąłem się delikatnie. Nie chciałem kondolencji, smutnych rozmów o śmierci i o tym, że wszystko miało swój koniec. Pogodziłem się z tym, że Tullyego nie ma, ale na zawsze miałem go mieć w swoim sercu. Jako ojca, który był, który nade mną czuwał. Teraz to ja byłem „ojcem” dla innych i to właśnie postępowaniem Tullyego kierowałem się, kiedy trzeba było działać. - Świetnie, że próbujesz czegoś nowego, rozwijasz się... Kiedy będziesz miała własną aptekę, chętnie będę robił w niej zakupy - stwierdziłem, tym samym życząc jej powodzenia w tym biznesie. Nie znałem się na warzeniu eliksirów, ale na prowadzeniu działalności już jak najbardziej tak... - Gdybyś potrzebowała pomocy w kwestiach administracyjnych, to służę pomocą. Z reguły wieczory spędzam nad dokumentami - zaśmiałem się, choć ciężko było niekiedy sprostać wymaganiom Ministerstwa Magii, a niekiedy te wymagania bywały naprawdę absurdalne. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - Avelina Paxton - 03.01.2024 Avelina uśmiechnęła się na słowa Alexa. Był tak ciepło przyjemny w swoich słowach, opanowaniu i wydawał się być wręcz lekki. Otwierał furtki, dbał o swoich ludzi. Ojciec zawsze mówił, że cyrk to wyzysk, gdzie wprowadza się ludzi w kompleksy, aby nie widziały swojego miejsca w społeczeństwie, że ludzie, którzy rządzą cyrkiem specjalnie dołują wszystkich artystów, aby ci siedzieli cicho w tym miejscu. Alex jednak nie wydawał się być taką osobą. W głowie rozmierzwiły wywody jej ojca na temat cyrku, ale nic nie pokrywało się z osobą Alexandra. Może on tak naprawdę grał takiego ciepłego i dobrego, a w rzeczywistości nie przyśle tu tej dziewczyny. Wręcz zatrze ślady do tej furtki? Nie miała tej pewności, musiała poczekać, aż czas pokaże. – Oh, przykro mi – odpowiedziała na słowa o śmierci Tullyego. – Musiało być ci ciężko, a jak reszta twojej rodziny sobie poradziła z tym? Pewnie musiałeś udawać, że jesteś silny, co? – zapytała, a na jej twarzy malowało się autentyczne zmartwienie, wręcz w sumie migotało w jej ciemnych oczach. Nie znała myśli Alexa, więc nie wiedziała, czy chciał o tym pogadać, ale czuła wewnętrzną potrzebę okazania mu wsparcia. Sama nie wyobrażała sobie tego, aby stracić ojca. Nie tak dawno jej przyjaciółka straciła swojego podczas ataku na Beltane, więc wiedziała, że takie sytuacje były naprawdę ciężkie. – O to bardzo miłe. Na pewno się przyda. Mam już trochę wprawy w dokumentacjach związanych z prowadzeniem takiego miejsca, bo szef często zostawia mnie z tym na głowie. Nie mam za bardzo życia poza pracą, więc z przyjemnością siedzę w tych dokumentach. On ma żonę, więc po prostu wolę, aby spędzał ten czas z nią – uśmiechnęła się delikatnie dopijając już powoli kawę. – Będę się powoli zbierać. – zapisała na serwetce adres apteki, w której pracowała i podsunęła mu ją – Jak będziesz potrzebować jakichś eliksirów to tam mnie znajdziesz – odparła. RE: [06.06.1972] Wielka loteria - Avelina & Alexander - The Overseer - 07.01.2024 - Tak, musiałem właściwie być silnym i jakoś ciągnąć dalej cały cyrk do przodu... - wspomniałem to na słowa Aveliny. Wciąż miewałem momenty, kiedy się zastanawiałem albo nawet zauważałem, że wciąż w czymś byłem niedostatecznie dobry, niewystarczający by dorównać chociaż trochę Tully’emu, ale pocieszałem się faktem, że przynajmniej się starałem, więc każde takie staranie miało mnie ostatecznie doprowadzić do celu. Może dłuższą drogą, ale jednak. - Z ludźmi i żałobą bywa różnie. Każdy przyjął to na swój sposób. Niektórzy do dziś nie pogodzili się, że go nie ma, a inni... nie byli z nim aż tak zżyci może. Takie skrajne przykłady... - odparłem, po czym wzruszyłem ramionami. - Miało to miejsce parę dobrych lat temu, więc... już jest lepiej. Też już mam opanowaną robotę papierkową, też każdy wie, co ma robić... Aby muszę mieć na nich oko, żeby przypadkiem żadne się nie wykruszyło ze swojej roboty - zaśmiałem się nawet odnośnie tych moich obiboków. Sam czasami miewałem bardziej leniwsze dni, ale raczej wolałem działanie, kiedy byłem świadom, że czekała mnie praca. Wpierw praca, potem przyjemności. - Przyznam, że to zdecydowanie ułatwi ci ogarnięcie własnego biznesu, skoro aktualną aptekę, jej działanie znasz od podszewki. Czasami zaletą jest nieposiadanie życia, ale czasami daje w kość... Wiem coś o tym, więc skoro za bardzo nie pomogę ci z dokumentami, to gdybyś chciała kiedykolwiek gdzieś wyskoczyć na miasto albo spędzić jakoś niezobowiązująco czas w czyimś towarzystwie, to zapraszam do kontaktu, do cyrku! Aktualnie, jak wspominałem, jesteśmy w Little Hangleton, ale niebawem przenosimy się do Londynu. Właściwie z nowym miesiącem, więc będziemy jeszcze bliżej! - zauważyłem radośnie, bo miło się z Aveliną rozmawiało, ale nie zamierzałem jej na dłużej zatrzymywać. Z pewnością miała swoje obowiązki, jak i ja, więc podziękowałem jej za adres apteki i za pomoc, i za zapoznanie z tą uroczą kawiarenką. Wsunąłem serwetkę do kieszeni koszuli, wpierw czytając adres, gdybym jednak gdzieś zgubił tę notatkę, po czym dopiłem kawę właściwie w tym samym momencie co Avelina. Pożegnaliśmy się i - miałem nadzieję, że oboje - odeszliśmy w swoje strony, z uśmiechem na twarzy. Koniec sesji
|