![]() |
|
[23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają (/showthread.php?tid=2232) |
RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Bard Beedle - 12.11.2023 Zaklęcie rozpraszające Erika bez wątpienia zostało rzucone poprawnie – nie przyniosło jednak żadnego widocznego efektu. Czy podziałało zapewne mieli przekonać się dopiero, kiedy ktoś z nich szarpnie za klamkę albo spróbuje w inny sposób dostać się na teren posesji. Czar Heather również podziałał i żarówka w najbliższej latarni pękła, pogrążając najbliższą okolicę w ciemnościach: teraz jednak i oni niewiele wiedzieli. Plątanina zapachów utrudniała Mavelle pochwycenie tropu. Mogła być pewna, że Catherine tu była i to prawdopodobnie całkiem niedawno. Z dużym prawdopodobieństwem weszła do domu, przed którym właśnie stali. Czy tam była? Nie przekonają się, póki tego nie sprawdzą. Zwłaszcza, że nawet jeżeli weszła do środka, nie musiała być tam teraz – jeżeli opuściłaby go za pomocą Fiuu albo wyjechała z podwórka mugolskim samochodem, Bones nie zdołałaby niczego wywęszyć. Gdyby bardzo się uparła, być może byłaby w stanie sprawdzić, skąd Barlow tutaj przyszła… tylko czy to na pewno miało sens i nie było stratą czasu – gdy wiedzieli, że muszą działać szybko, bo nie są jedynymi, którzy szukają Catherine? A Cain? Gdy zbliżył się do domu, kobieta stojąca w uchylonym oknie chciała chyba się cofnąć. Jej wzrok jednak zaraz skupił się na wahadełku. Prawdopodobnie była mugolką: inaczej prawdopodobnie nie byłaby tak podatna na hipnozę. Kiedy jednak Bletchley starał się sięgnąć do jej umysłu, by zaszczepić w nim sugestię… odkrył coś dziwnego. Było tak, jakby ten umysł w pewien sposób już był potrzaskany – naruszony. Naznaczony szaleństwem, a może potraktowany jakąś magią, która odcisnęła na nim swoje piętno? Runda do 15.11, godzina 21. RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Mavelle Bones - 14.11.2023 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q8Ck1BG.png[/inny avek] - Trudno powiedzieć – przyznała dość niechętnie. Niechętnie, bo wolałaby mieć mieć pewność – że weszła tam, że nadal się tam znajdowała, co przecież sporo by ułatwiło. Bo trafiłaby pod skrzydła Zakonu, a stąd już miałaby po prostu zapewnioną ochronę – Niby nie wyczułam niczego, co sugerowałoby, że stąd wyszła, ale... – rozłożyła bezradnie ręce, po czym wsadziła dłonie do kieszeni spodni. Jeśli weszła, to… dlaczego dom był tak ciemny? To nie środek nocy. Jeśli weszła… nie wiedziała, co Meadowes chował w tej chacie; równie dobrze mógł wyprowadzić stamtąd Barlow poprzez kominek, co i schować w głębokiej piwnicy. Albo i wyteleportować, jeśli opanował tę sztukę. Jeśli. I jeszcze… - Jeszcze jedno. Niby nie czułam tego od strony domu, więc może to nic, może to tylko papierosy, ale… naprawdę porządnie śmierdzi dymem. Tak że oczy i uszy szeroko otwarte – przestrzegła cicho, na wszelki wypadek. W zasadzie, chyba każdy z obecnych powinien być świadomy faktu, iż należy mieć się na baczności. W końcu dosłownie każdy z całej czwórki zaliczał się do grona czarodziejów stojących na straży prawa i porządku magicznego świata; każdy znał ryzyko i specyfikę tej pracy. Bo przecież poszukiwanie Catherine nie odbiegało aż tak od tego, z czym mieli do czynienia w życiu zawodowym, nieprawdaż? Rozejrzała się jeszcze po okolicy, dotykając schowanej różdżki. Kwitnąć przed domem w nieskończoność nie mogli, a w środku mogły się przecież rozgrywać dantejskie sceny. Choć niby nos nie podpowiadał czegokolwiek takiego… - Coś zauważyliście? – mruknęła cicho, nie zdając sobie w końcu sprawy z tego, co oni dokładnie wyczaili (bądź nie), kiedy sama robiła rundkę zapachoznawczą; wiedziała tylko tyle, że - no cóż - zrobiło się tu ciemniej. - Cain, w porządku? – spytała, obracając się przez ramię. Wahadełko, tak? Więc…? No i jakby, wyglądało na to, że Erik coś z furtką kombinował, więc zakładała, że zaraz ją otworzy i... planowała wejść za nim, oczywiście. RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Cain Bletchley - 14.11.2023 Drgnął delikatnie. Tylko o milimetr. Kiedy poczuł to, czego doświadczył delikatny umysł kobiety. Mugolki - prawdopodobnie. A może nie? Może czarownicy, która została skrzywdzona? Bardzo skrzywdzona. Wahadełko kiwało się na boki. I prawie wypadło z rytmu, kiedy żarówka trzasnęła i obok niego poleciało szkło. Obejrzał się na to miejsce, żeby upewnić się, że to jeden z "naszych", a nie jakaś obca, trzecia czy czwarta siła, która postanowiła włączyć się do rozgrywki. To były dwie krótkie sekundy, zanim znowu skupił się na ofierze potyczki albo poszukiwań, jakie mogły mieć tu miejsce. Biorąc pod uwagę fakt, że to był dom naprzeciwko to widok był niezły na posiadłość, do której sami chcieli wejść... więc może kobieta widziała kogoś nieodpowiedniego. Albo była po prostu przypadkową ofiarą? Tylko jeśli była muglaczką - czemu przeżyła... czemu Śmierciożercy mieliby nie chcieć jej zabijać? Żeby... nie zwracać na siebie uwagi? Na to, że tutaj byli? Albo że są? A może to tylko jakaś spartaczona robota, jakiś przebłysk sumienia? Jestem twoim przyjacielem. Zejdź do mnie i zaproś mnie do środka. Posunął się dalej z tą sugestią. Czy kobieta była przypadkową ofiarą? Jeśli tak, to cóż, krzywdy jej robić nie zamierzał. Wręcz sądził, że mógł jej pomóc, jeśli rzeczywiście dobrze mu się wydawało, że... ech. Mieli tutaj bardzo konkretną misję, ale może też niewiasta będzie w stanie powiedzieć mu parę słów o tym, co się stało i co się stało z panienką, którą wyczuwał bezcenny nos Mavelle? - Mhm... idę poflirtować. Chyba mamy niewygodnego świadka, któremu ktoś grzebał w głowie. Uważajcie. - Mruknął i sam rzeczywiście skierował się do tego budynku, nie pozwalając wahadełku się zatrzymać. Biorąc pod uwagę, że był w pełni skupiony na kobiecie coś mogło mu umknąć, ale starał się stawiać nieśpieszne kroki, żeby jednak była większa szansa na zauważenie... czegokolwiek. Poszedł do kobiety i wszedł razem z nią do budynku, żeby nie zwracać na siebie uwagi na ulicy. Na percepcje, ale się skupiam na hipnozie więc prosze wziąć to pod uwagę ♥ [roll=Z] [roll=Z] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Heather Wood - 15.11.2023 Nie przeszkadzało jej to, że niewiele widzą. Miała nadzieję, że jej towarzysze zrozumieją jej zamiar. Dzięki temu inni również, gdyby się tu znaleźli będą mieli problem z dostrzeżeniem ich. Coś za coś. Zrobiła to po to, aby byli bardziej bezpieczni. Nie czuła jednak strachu, nie kiedy miała w dłoni różdżkę. Zresztą towarzystwo, z którym się tutaj znalazła powodowało, że nie bała się wcale. Byli doświadczeni, na pewno dużo bardziej od niej, a ona ufała i swoim umiejętnością. Ewentualni przeciwnicy musieliby się mocno postarać, aby zrobić im krzywdę. Może to nieco brawurowe podejście, ale tak już miała. - Dym może zwiastować również czarnoksiężników, czy potrafisz rozróżnić ich zapach od fajek? - Zapytała jeszcze Mavelle, bo nie miała pojęcia, jak bardzo jest w stanie przypisać zapach do tego, co go pozostawiało. Jej słowa sugerowały, że chyba nie do końca, ale Wood wolała się upewnić, jak to jest z tym jej wyczulonym węchem. Okolica była pozornie spokojna. Jeśli coś właśnie działo się w domu, to nie mieli szansy tego dostrzec. Heather nie chciała wchodzić w drogę Erikowi, który stał przed furtką, ale nie chciała też dłużej czekać. Może nie było to szczególnie rozsądne, ale postanowiła po prostu najzwyczajniej w świecie, niczym mugol przeskoczyć przez płot. Jak pomyślała tak też zrobiła. Wskoczyła na teren ogródka. Otrzepała się z ziemi i rozejrzała wokół siebie. Nie było może światła, jednak byłaby w stanie usłyszeć ruch, gdyby się pojawił. Także skupiła się na tym, żeby zauważyć, czy faktycznie jest tu bezpiecznie. percepcja [roll=Z] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Erik Longbottom - 15.11.2023 W gruncie rzeczy Erikowi wcale nie chodziło o to, aby zrobić z młodej Wood żywą tarczę. Bądź co bądź, z ich grupki, to właśnie on powinien rzucać się w objęcia niebezpieczeństwa. Brenna zapewne nie wybaczyłaby mu, gdyby wrócił do domu bez jej ukochanej kuzynki i partnerki, a poza tym... Nora nie miałaby na co narzekać podczas kolejnego spotkania. Uśmiechnął się krzywo, skupiając się jednak na odpowiednim rzuceniu zaklęcia. Czuł, jak wstęga magicznej energii przemieszcza się wzdłuż rączki aż do czubka różdżki, aby na koniec zderzyć się z furtką. Po okolicy nie rozniósł się jednak żaden podmuch wiatru, a wejście na posesję nie zaskrzypiało, wzywając właściciela. Nic nie stanęło także w płomieniach, a Longbottoma nie odrzuciło w tył. Wszystkie te znaki na niebie i ziemi sugerowały więc, że czar faktycznie się udał. Tylko, czy aby na pewno? — Jeśli kręciłaby się tu dłuższy czas, to i tak ciężko by było określić, który ślad zostawiła, przychodząc tu, a który wychodząc...? — Zerknął pytająco na kuzynkę. Chociaż dzielili poniekąd zwierzęcą naturę, jednak Erik nie mógł zbyt wiele powiedzieć na temat tego, jak to było tropić jako wilkołak. Większość pełni spędzał w końcu w zamknięciu, a tam mógł co najwyżej potropić siostrę za drzwiami. — Punkt dla panny Wood. Zapach dymu faktycznie mógł przywodzić na myśl czarną magię. Osobiście wątpił, aby Mavelle była w stanie go pomylić z dymem papierosowym, po tylu latach służby w Brygadzie Uderzeniowej. Podstawa zapaszku mogła być ta sama, jednak woń czarnoksięstwa mogła wybijać się ponad inne, czyż nie? Martwiło go jednak to, że nie sposób było ocenić, co mówiła im ta informacja. Czy przewinęło się przez te okolice aż tylu Śmierciożerców, że zostawili po sobie takie piętno? A może było ich tylko kilku, ale bardzo złych? Lub po prostu rzucili tutaj kilka potężnych klątw? — Dobra, otwieram to. Oby to zaklęcie zadziałało. Cain, czy jesteś goto... Zanim zdążył dokończyć, panna Wood przeskoczyła przez płot i znalazła się na trawniku. Erik wstrzymał oddech, oczekując na reakcje ze strony otoczenie. Może to był ten moment, gdy wszystko stanie w ogniu? O ile nic takiego się nie stało, postanowił pchnąć furtkę i dołączyć do Rudej po drugiej stronie. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/4c1276097919d4f66d14406765cb6b01/a2d61e710dfb3391-20/s500x750/6b440b27afd23bc40c8f63e87c3b6a429a043d0a.pnj[/inny avek] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Bard Beedle - 16.11.2023 Heather była na tyle sprawna, że bez przeszkód przeszła przez ogrodzenie, chociaż podrapała się, wpadając na rosnący za nim żywopłot, do tej pory przysłaniający im widok. W chwili, w której przedostała się na drugą stronę, poczuła się nieco dziwnie: ogarnęło ją przemożne wrażenie, że wcale nie powinna tutaj być, że wolałaby sobie pójść... chociaż zdołała to pragnienie zwalczyć. Mavelle, przechodząc przez furtkę, pomyślała, że nie jest pewna, czy to tutaj, ale to była myśl, którą dość łatwo od siebie odepchnęła... ...za to cofający się nagle Erik omal nie zbił jej z nóg. Bo w głowie Longbottoma powstało nagle paniczne dość przekonanie, że zostawił kociołek na ogniu i musi, po prostu musi, szybko wracać do domu, zanim cały budynek pójdzie z dymem! Było to odczucie tak przemożne, że nie pozostawiało miejsca na racjonalną konkluzję, że przecież taki kociołek z ognia zdjąłbym skrzat. Ani że siostra nie pozwala mu robić w kuchni niczego poza herbatą i kanapkami. Dom dalej tonął w ciszy i ciemnościach. Nikt ich nie zaatakował. Na pewno jednak należał do czarodziejów i z pewnością ktoś bardzo starannie go zabezpieczył. Heather zdało się, że jedna z zasłon drgnęła, a Mavelle, że wyczuwa słaby zapach Catherine - ale w ciemnościach ta pierwsza nie była pewna, czy się jej nie przewidziało, a ta druga, czy Barlow nie zawróciła dokładnie tak, jak próbował zrobić to Erik. Drzwi domu nie były nawet zamknięte na żaden zamek - Cain bez większych przeszkód mógł wejść do środka. Kątem oka wyłapał jakiś ruch, ale wyglądało na to, że to po prostu kilkuletni dzieciak, który zerkał na niego zza rogu i schował się w tej samej chwili, w której padło na niego spojrzenie Bletchleya. Kobieta, która dotąd śledziła ich spojrzeniem z okna salonu, wyszła na korytarz i spojrzała na aurora nieco nieprzytomnie. Chociaż dom sam w sobie nie wyglądał specjalnie ubogo – ot przeciętnie, jak budynek, w którym zamieszkują osoby ciężko pracujące, niezbyt bogate, ale i nie ubogie – to ona nie prezentowała się najlepiej. Włosy miała przetłuszczone i rozczochrane, ubrania zdawały się źle do siebie dobrane, jakby ubierała się po ciemku, przez co na przykład źle zapięła guziki i założyła elegancką spódnicę do starej koszuli, zapach świadczył o tym, że chyba nie myła się od paru dni, a wyraz twarzy był nieobecny. – A pan to…? – spytała, jakby w przebłysku przytomności, chociaż nie zdawała się szczególnie zaniepokojona tym, że obcy mężczyzna znalazł się w jej domu w nocy. Kolejna runda do godziny 9.00 rano 19.11 Rzuty na rozproszenie tutaj. RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Cain Bletchley - 16.11.2023 To się właśnie nazywało Drużyna-Marzenie! Zgranie ruchów i decyzji było dopracowane i dopięte na ostatni guzik! Każdy każdego słuchał i podejmował dojrzałe, odpowiednie decyzje! Cain był gotowy, owszem, ale zgodnie z tym co powiedział - na "flirt". Niekoniecznie poważne ujęcie poważnego zmartwienia, które złapał, kiedy tylko poczuł, że coś jest nie tak z umysłem kobiety, do której głowy wlazł. Dlatego kiedy ich rudowłosa piękność (zwana dalej Gówniarą z Miotełką tylko że bez miotły) przeskoczyła przez płot to on już był po drugiej stronie ulicy. Chyba nie spodziewał się, że zanim wróci, to tamci już poradzą sobie z całym budynkiem, który mógł być jedną wielką pułapką. Mógł być. Ale nie musiał. Niektóre widoki chwytały za serce. Łapały palcami ten mięsień i ściskały z całych sił dopóki nie brakowało ci tchu. Potem potrafiły na moment ostać się w tym punkcie imadła, nim cisnęły dalej. Mocniej. Intensywniej. Wyciskało z ciebie cała krew i doprowadzało do kolizji uczuć i myśli. Cain widział nieco za wiele żywych obrazów zniszczenia i utrapienia, żeby to powaliło go na kolana, ale jednocześnie widział ich wystarczająco wiele, żeby dopisać sobie smutną opowieść o możliwie smutnym zakończeniu. O tym jak zniszczony umysł matki nie był w stanie więcej odpowiednio zająć się domem, aż w końcu - ktoś umierał. Te opowieści kończyły się zawsze śmiercią, jeśli nie cielesną to umysłową. Albo sercową. Ile lat mógł mieć ten dzieciak? Miał chociaż z dziesięć? Do niego też będzie musiał zajrzeć, czy wszystko z nim w porządku, czy chociaż on ocalał z tego... z tego, co się tutaj wydarzyło. Cokolwiek to było. - Rick, twój przyjaciel ze szkolnych lat... przecież mieliśmy się dzisiaj spotkać, nie pamiętasz? - Zapytał ze szczerym (nieprawda) zdziwieniem i uśmiechem na ustach. - Nie zostawiaj otworzonych drzwi, strasznie mnie nastraszyłaś... porozmawiajmy w kuchni, chodź, jak za dawnych lat przy herbacie. - Powspominamy twoje niedawne czasy. Podszedł do niej i oparł jej dłoń na plecach, pozwalając jej zrobić pierwsze kroki w kierunku kuchni, bo sam nawet nie wiedział, gdzie ta jest. Tylko sam zerknął na drzwi upewniając się, że je zamknął i jeszcze przesunął wzrokiem po pomieszczeniu, gdzie było dziecko. Nakazał jej usiąść przy stole i zamknął również kuchenne drzwi. Zostawił ją na razie w tym stanie hipnozy, wszczepiając w nią myśl, żeby mu zaufała, rozluźniła się i dopuściła do siebie. Wyciągnął różdżkę i przyłożył jej do skroni, żeby wkraść się do jej umysłu legilimencją. Chciał zobaczyć wspomnienia z ostatniego czasu i zbadać to, co było tak zniszczone, rozbite. Niestety spodziewał się najgorszego. [roll=PO] [roll=PO] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Erik Longbottom - 17.11.2023 Widząc, że Heather nic się nie stało, Erik ruszył nieco bardziej odważnie przez furtkę. Trawnik nie stanął w płomieniach, nie deportowało ich grupy na drugi koniec wioski, a spod ziemi nie wyrósł trujący bluszcz, próbujący ich udusić. Czyżby osiągnęli sukces i zdołali zinfiltrować kryjówkę... No właśnie kogo? Catherine? Śmierciożerców? Kto tu kogo właściwie krył i czemu... Kurwa, przeklął w myślach Longbottom, zatrzymując się w pół kroku. Wciągnął głośno powietrze do płuc, a na jego czole pojawiła się głęboka zmarszczka. W pierwszej chwili nie wiedział, co takiego odczuł, jednak wiedział, ze coś było bardzo, ale to bardzo nie tak. Nie chodziło nawet o atmosferę tego miejsca, czy to, że nagle coś mu się rzuciło w oczy. On po prostu o czymś zapomniał. O czymś naprawdę ważnym. Czymś co w przeciwieństwie do Catherine Barlowe nie mogło poczekać i w razie czego nie obroni się samodzielnie przed zastępami sił Czarnego Pana. — Cholera jasna! — podniósł głos, rozjuszony własnym zapominalstwem. — A żeby to wszystko Merlin pochłonął! Zapomniałem o zupie dyniowej. Cała ta cholerna kuchnia zaraz pójdzie z dymem. Trzeba wracać i... Odwrócił się na pięcie, niemalże wpadając na Mavelle. Zmierzył ją pełnym pretensji wzrokiem. Nie dość, że przed wyjściem nie przypomniała mu o tym, że powinien zdjąć obiad z rozgrzanego piecyka, to teraz jeszcze wchodziła mu pod nogi. Nawet nie przeszło mu przez myśl, że przecież w Warowni byli inni ludzie. Jak nie Brenna, to skrzatka, a jak nie skrzatka do dziadek lub rodzice, a nawet Julian lub Thomas. — Musimy stąd iść — zaczął powtarzać niczym mantrę, próbując wyminąć kuzynkę i wrócić na główną drogę wiodącą przez miasteczko. — Dom nam się spali, kuchnia się spali, wszystko będzie do cholernej wymiany, a bezdennego skarbca wbrew pozorom nie mamy. — Zaczął szybciej oddychać. — Trzeba stąd iść, trzeba stąd iść...[inny avek]https://64.media.tumblr.com/4c1276097919d4f66d14406765cb6b01/a2d61e710dfb3391-20/s500x750/6b440b27afd23bc40c8f63e87c3b6a429a043d0a.pnj[/inny avek] RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Mavelle Bones - 17.11.2023 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Q8Ck1BG.png[/inny avek] Ach, ta młodość. Heather zdecydowanie była młoda i jakże przepełniona entuzjazmem (a może to kwestia młodzieńczego braku cierpliwości? Bones nie była pewna, co zaważyło, jednakże nie zmieniało to faktu, że Wood ukazała wszystkim swą zwinność), skoro zdecydowała się przeskoczyć przez furtkę. Aż się rozejrzała dookoła, na wszelki wypadek, sprawdzając, czy przypadkiem nie rzuci się w jej oczy coś, co świadczyłoby o tym, że wyczyn rudej przykuł niepożądaną uwagę. Bo tak jakby… no, jak się gdzieś wchodziło i było bardzo grzecznym w tym wchodzeniu, to jednak używało się do tego drzwi. Nie okien, nie dziur, nie przełaziło się nad furtkami – bo to jednak sugerowało, że nie przychodziło się z dobrymi zamiarami… Cóż, teraz mieli co innego na głowie, więc zwrócenie uwagi odłożyła na później. O ile w ogóle, bo równie dobrze mogło się przecież okazać, że nie wyłapała zapachów i władują się zaraz w śmiertelną pułapkę, więc… równie dobrze to „później” mogło nie nadejść nigdy. Toteż po prostu poszła za Erikiem, starając się wychwycić każdy możliwy szczegół, który mógł świadczyć o bytności Barlow w tym miejscu czy też o zagrożeniu. Prawie nie zwróciła uwagi na myśl, jaka przemknęła – w końcu woń Catherine nie należała do takich mocnych, może faktycznie nos zwodził ją na manowce… ale to się pojawiło i zniknęło. Szybko. Tym szybciej, że nagle Erik na nią wpadł i jakby… chciał się stąd zabrać? Nic nie wybuchło, nie rzucało się też w oczy nic, co by świadczyło o konieczności rejterady, więc… Tak. „Prawie” robiło sporą różnicę. - Erik – syknęła cicho, próbując złapać kuzyna za rękę, przytrzymać na miejscu – Ty masz zakaz gotowania. A nawet jeśli, to Malwa się zajmie ogniem, a jeśli nie Malwa, to w domu jest pełno osób – starała się przemówić Longbottomowi do rozumu i jednocześnie nie pozwolić mu zwiać. Bo co, pogna prosto przed siebie i nie będzie umiał się zatrzymać? Pogna i wpadnie w czułe objęcia nieodpowiednich ludzi?! Nie, nie, nie na jej warcie… Nie zamierzała pozwolić mu pognać nie wiadomo gdzie. - Uspokój się – poleciła – Kuchnia będzie cała, jak wrócimy, słyszysz? A teraz musimy znaleźć Catherine. To jest najważniejsze. RE: [23.06.72, wieczór, Catherine Barlow] Ścieżki się splatają - Heather Wood - 17.11.2023 Syknęła cicho, kiedy poczuła, że jej skóra się rozcięła. Było to niewielkie zadrapanie, ale zabolało. Mimo wszystko skok przez płot się udał. Na marne nie poszły jej wszystkie treningi po Beltane i praca nad ciałem. Uśmiechnęła się do siebie zadowolona, kiedy wylądowała w ogródku. Płot nie zdołał jej zatrzymać. Wstała na proste nogi i zaczęła się rozglądać. Przez moment poczuła coś dziwnego. Jakby otoczenie sugerowało jej, że ma się stąd zmyć, że nie jest to odpowiednie miejsce dla niej. To uczucie minęło równie szybko, jak się pojawiło, jednak spowodowało, że Wood zaczęła być bardziej czujna. Ktoś musiał zaczarować to miejsce, może były to jakieś zaklęcia zabezpieczające? Zapewne za chwilę się dowiedzą. Wtedy dotarł do niej podniesiony głos Longbottoma. Odwróciła się w jego stronę, wpatrywała się w mężczyznę nie do końca wiedząc, co się właśnie wydarzyło. Stwierdził, że sobie stąd pójdzie i ma ważniejsze rzeczy do zrobienia. Rychło w czas. Połączyła fakty z tym dziwnym czarem, który i ona poczuła, miała zamiar się wrócić i go zatrzymać, jednak chyba nie była potrzebna. Erik został zatrzymany przez Mavelle, przynajmniej tak to wyglądało ze strony Wood. Miała nadzieję, że uda się jej wybić mu z głowy ten dziwny pomysł, który pojawił się zupełnie nagle. Byli rodziną, znali się dobrze, powinna sobie z nim poradzić bez większego problemu. To wszystko mogło pokrzyżować im plany, bo delikatności mieli tyle, co słoń w składzie porcelany. Te ich pogaduszki mógł usłyszeć ktoś, kto znajdował się wewnątrz, o ile w ogóle ktoś tu był. Jak widać wszyscy musieli dowiedzieć się o ich wizycie. Odwróciła się w stronę domu, aby jeszcze raz mu się przyjrzeć. Miała wrażenie, że jedna z zasłon w oknie drgnęła. Tyle, że gdy spojrzała tam drugi raz niczego nie zauważyła. Czyżby jej się przywidziało? Na pewno nie, wierzyła swoim zmysłom. Musieli się spieszyć. - Tam ktoś jest. - Powiedziała pewnym tonem, bo uważała, że nie mogła się pomylić. |