![]() |
|
[5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie (/showthread.php?tid=2249) |
RE: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Peppa Potter - 25.01.2024 Patrzył na nią. Analizował jej twarz, sylwetkę. Peppa nie wyróżniała się z tłumu uczniów Hogwartu na pierwszy rzut oka. Dopiero po chwili można było dostrzec, że jej włosy są zawsze nienagannie ułożone, a cera pozbawiona wad. Czujny błysk w oku, dłonie często w białych rękawiczkach z materiału dostosowanego do pory roku. Ale takich detali nie zauważył nikt, kto tylko mijał ją na korytarzu. Zachichotała delikatnie, gdy próbował odgadnąć skąd się znają. Jakże pochlebiało jej, że próbuje zagłębić się w tę sprawę. Podejrzenie Puchoństwa dało jasny sygnał lekkiej zmiany taktyki. Widocznie za bardzo wczuła się w damę w opresji. Tylko po spektaklu bezradnej niewiasty, który do tej pory odegrała, jak ma się ukazać jako inteligentna i sprytna Ślizgonka? — Bynajmniej. Jestem z niższego rocznika — odpowiedziała z lekkim uśmiechem, a jej twarz zdawała się nabrać nieco życia. Zdecydowanie musiała zerwać z pozą delikatnej niczym dmuchawiec. A przynajmniej nie w takim stopniu. Przez cały okres intensywnej fascynacji Rabastanem nie udało jej się wybadać jednego istotnego aspektu — nie miała pojęcia, w jakim typie dziewcząt gustuje. Przymknęła oczy na sekundę dłużej, gdy plugawe słowo obiło się o ściany windy. "Kuzynostwem!" Widziała jego uśmiech. Zapewne rozluźnił się nieco, skoro przyszło mu obcować z członkiem rodziny. Nawet jeśli nie dane im było spotkać się wcześniej, więzy krwi samoistnie złączyły ich braterską więzią. Która była niesamowicie przebrzydła dla Peppy w tym momencie. — Cóż za przypadek! — Odpowiedziała nieco mechanicznie, skupiając się nad kontrolą głosu, by brzmiał rzeczywiście radośnie. Następnie skupiła się nad Rosalie. Dość niedawno przestudiowała wszystkie dane genealogiczne Potterów, jakie udało się jej znaleźć. Wiele z nich nie doczekało się aktualizacji, więc wiele mariaży umknęło podczas owych badań. Ale Rosalie pamiętała. Była to jedna z kuzynek jego ojca. Dalsza kuzynka. Peppa z szybkością światła odliczyła dzielące ją i Rabastana gałęzie genealogiczne. Jej serce znów zapłonęło. Potrafiła przyznać przed sobą, że lokalizacja Rosalie na drzewie genealogicznym w jej pamięci nie miała stałego miejsca. Dzieliła z ojcem Peppy prababcię... albo praprababcię... A może jeszcze inaczej? Ale najprawdopodobniej odległość pokrewieństwa między Peppą a Rabastanem była odpowiednia. — Oh, przyznam, że nie kojarzę nikogo o takim imieniu — skłamała. — Zapewne więc jesteśmy dalszym kuzynostwem... być może tak dalekim jak wszyscy prawdziwi czarodzieje... Nie chciała mówić o tym więcej. Machnęła dłonią, by odegnać wątek. — A z resztą... Powinniśmy teraz skupić się na naszym problemie. Ten medalion... Chyba nie chciałeś go poświęcić by nas uratować, prawda? Spojrzała na wizerunek kruka, a następnie na Rabastana. Troska odbiła się z jej twarzy. — Takie przedmioty raczej nie są warte poświęcenia... — Położyła delikatnie palce na dłoni chłopaka, w której trzymał zawieszkę, by powstrzymać go przed kontynowaniem swych zamiarów. — Gmach ministerstwa to bardzo zatłoczone miejsce. Brak jednej z wind zostanie prędko zauważony. Pewność siebie wybijała się z głosu Peppy. Z sekundy na sekundę jej maska niewiasty w potrzebie zmieniała się kompletnie. A czarownica obserwowała. Obserwowała, które z działań uzyskują najprzychylniejszą jej zdaniem reakcję Rabastana. RE: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Rabastan Lestrange - 30.01.2024 — Oh — zmarkotniał, bo akurat takiej odpowiedzi nie do końca się spodziewał. Wprawdzie miała nieco racji, bo poważane rody krzyżowały się ze sobą w naprawdę przeróżnych ustawieniach, tak nie wiedział, że ród Potterów był aż tak rozległy. A może rodzice Peppy nie przepadali za zjazdami rodzinnymi i dlatego ich córka nie kojarzyła Rosalie. — Cóż, w każdym razie, miło poznać.
Uśmiechnął się minimalnie. Rodzina to jednak była rodzina, a krewnych powinno się ufać bardziej niż pierwszym lepszym obcym. Z dwojga złego już wolał utknąć w windzie z nią, niż jakimś urzędasem z ulicy albo jakimś pożal się Merlinie Aurorze. Skrzywił się na tę myśl. Może powinien nieco zmienić nawyki? Bądź co bądź, kuzynka Brenna pracowała z nimi w tym samym departamencie, a okazała się więcej niż pomocna w pewnej sprawie. Cofnął dłoń, gdy Potterówna dotknęła jego ręki. To jdnak nie jej gest, a słowa wywołały mocniejszą reakcję z jego strony. Zupełnie nie rozumiał, czemu była taka spokojna w obliczu tej... tej katastrofy! Przecież to było niedopuszczalne i po prostu skrajnie głupie! Byli w sercu rządu czarodziejów, a zostali uziemieni przez cholerną windę. To na pewno przez jakieś fragmenty mechanizmów mugoli, stwierdził w myślach. Gdyby ta maszyneria wyszła kompletnie spod czarodziejskich - i czystokrwistych - rąk, to nigdy by do czegoś takiego nie doszło. — Rozumiem, że masz lepszy pomysł? — Podniósł się gwałtownie, kręcąc przy tym głową. Przyciemnione końcówki jego włosów zapulsowały brązem, gdy jego nastroj uległ zmianie. — Poza tym... niczego nie poświęcam. Po prostu przekształcam. — Uciekł wzrokiem w bok. Oczywiście, nie chciał tracić swojej własności, ale nie chciał też siedzieć bezczynnie. A wszystko wskazywało na to, że ku temu wszystko zmierzało. — Mamy tak po prostu czekać, aż ktoś ważny zorientuje się, że coś jest nie tak? Nawet nie wiemy, ile im to zajmie! Westchnął przeciągle i ponownie opadł na podłogę, tym razem nieco dalej od młodej Peppy. Jej tok rozumowania jako tako do niego przemawiał, jednak wolał też z góry nie zakładać, że ktokolwiek zainteresuje się problemami z jedną windą. Większość petentów po prostu uda się do kolejnej, podobnie jak pracownicy. Może, dopiero kiedy nadejdzie przerwa obiadowa, wspomną o tym w kolejce do bufetu i wtedy może cokolwiek się ruszy. Rabastan szczerze wątpił, aby na co dzień, ktoś sprawdzał, czy wszystkie maszyny tego typu działają poprawnie. — Co w takim razie proponujesz zrobić? — rzucił, podejrzewając jednak, że zna odpowiedź. — Po prostu tak tu siedzieć? Nie podobało mu się to, że wylądował w takiej sytuacji. Wyściubił nos poza granice rodzinnej posiadłości i proszę - same problemy. Trzeba było zostać w łóżku, pomyślał z niezadowoleniem. Nie miał problemu z tym, że spotkał na swojej drodze dalszą kuzynkę, jednak cała otoczka była jednym wielkim nieporozumieniem. Najpierw nie udało mu się spotkać z Bellatriks, teraz utknął w windzie, pewnie do wieczora będą tu siedzieć, a koniec końców pewnie nikt mu nawet nie da żadnego odszkodowania za utracony czas i straty moralne! RE: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Peppa Potter - 03.02.2024 Posłała Rabastanowi najsłodszy uśmiech, jaki potrafiła wyczarować. Taki, który ukazywał dołeczki w policzkach. Jakże się cieszyła, że doszło do sytuacji bezpośredniego kontaktu. Cóż za szczęście! W końcu może użyć wszystkich technik uwodzenia, jakie ćwiczyła latami przed lustrem. Rabastan cofnął rękę, ale nie przejęła się tym bardzo. Starała się myśleć pozytywnie. Na pewno nie chodziło o nią. Może był nieśmiały w tak bezpośrednich kontaktach? Jakże by to było urocze! Wtedy miałaby całą sytuację w swoich rękach... Ale czy to nie o jego wychodzeniu z inicjatywą zawsze marzyła? Cóż, świat snów to świat snów. Tutaj była rzeczywistość. Musiała gotować z tego, co miała. — Na pewno nie będziemy siedzieć tu długo — uśmiechnęła się uspokajając go. — A twój medalion... Gdyby coś mu się stało po transformacji, mogłoby być trudno przywrócić mu jego uprzednią formę. Co jak co, ale na transmutacji trochę się znała. Zarówno rodzina jej matki, jak i ojca, siedzieli w tej dziedzinie po uszy, chociaż z innych perspektyw. Peppa była bardziej po tatusiu. Zaklęcia zmieniające kolor pudru, czy od razu całych ust, zmiana struktury włosa, by lepiej trzymał się w fantazyjnym upięciu... Była mistrzynią takich zaklęć. Nie wspominając już o umiejętności metamorfomagii. Niestety jej zwierzęca forma w niczym im nie pomoże. A wręcz przeciwnie - może tylko zniechęcić Rabastana. Tutaj trzeba było być kreatywnym. — Ah! — krzyknęła nagle, przypominając sobie coś istotnego. Sięgnęła do swojego niewielkiego kapelusika i wyciągnęła długą szpilkę zakończoną perłową ozdóbką. — To się nada idealnie. Poza końcówką, szpilka wykonana była ze stali, a więc nie przedstawiała sobą większej wartości. Nie chciała teraz zmieniać jego właściwości. To mogło skończyć się niepowodzeniem, a nawet jednego nie pozwoliłaby sobie zaprezentować przed Rabastanem. Po prostu przemieni szpilkę w niewielką latającą konstrukcję przypominającą Złoty Znicz. Peppa nie chciała trzymać Rabastana w windzie cały dzień. Skoro już udało im się złapać kontakt i porozmawiać trochę... może da się zaprosić na wspólne wyjście na herbatę? Dziewczyna starała się teraz nawet o tym nie myśleć, bo od razu odleciałaby do krainy marzeń zamiast skupić się na rozwiązaniu sytuacji. Rzut na transmutację szpilki z pseudo-znicza. [roll=PO] RE: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Rabastan Lestrange - 05.02.2024 — Nie jesteś całkowicie w błędzie, kuzynko — oświadczył w końcu z ciężkim westchnieniem, przeczesując włosy dłonią.
Z niemałą niechęcią musiał przyznać młodszej kobiecie rację. Wprawdzie w szkole nie był prymusem, ale akurat z transmutacji był całkiem niezły. Rodzinne predyspozycje. Wychodził z założenia, że była to jedna z tych sztuk magicznych, które wymagały ogromnej wprawy i zaangażowania ze strony czarodzieja. Magia Kształtowania czy Rozproszenia w porównaniu były stosunkowo proste do przyswojenia. Bądź co bądź, pracowało się nad nimi latami na różnych zajęciach, zaczynając od Zaklęć a kończąc na Obronie Przed Czarną Magią. Za to arkana transmutacji były obciążone żelaznymi zasadami i sporym ryzykiem. Pracujesz na żywej tkance, powinieneś to wiedzieć, przypomniał mu cichy głosik w jego głowie. Chociaż rodzinne dary znacznie ułatwiały takie transformacje, tak intensywna modyfikacja cech fizycznych była swego rodzaju... sztuką. Zwłaszcza gdy przemienioną osobę trzeba było czasem przywrócić do oryginalnego stanu. Trzeba było mieć dobrą pamięć, ale i tak dobrze było się posiłkować dodatkowymi instrukcjami w formie opisów, obrazów czy ruchomych fotografii. Praca na obiektach nieożywionych powinna być łatwiejsza, ale podlegała podobnym prawom. Nawet mistrz mógł coś spektakularnie spieprzyć. — Co? — zerknął w jej stronę, gdy nagle podniosła głos. Zmarszczył brwi na widok szpilki. Powinna się nadać. Teoretycznie. — Nie krępuj się. Im szybciej stąd wyjdziemy tym lepiej. Zaklęcie Potterówny zadziałało, a stalowy obiekt uniósł się w powietrze. Rabastan postukał w niego paznokciem, jak gdyby sprawdzając, czy fałszywy znicz wytrzyma kontakt. W końcu czar mógł zadziałać, ale być na tyle słaby, aby paść, gdy tylko wpadnie na jakiś wazon, drzwi lub czyjąś teczkę w drodze do recepcji albo jakiegoś pracownika Ministerstwa Magii. — Dobra robota. Oby to zadziałało. — Odchylił głowę, odkrywając jabłko Adama i patrząc się w lampę na suficie, z której wylewało się przytłumione światło. — W życiu nie sądziłem, że coś takiego mnie spotka. I to jeszcze w Ministerstwie Magii. — Wzdrygnął się z niesmakiem. — Już nigdzie nie można wyjść i nie ryzykować jakiegoś incydentu. RE: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Peppa Potter - 09.02.2024 Cieszyła się uratowaniem medalionu. Sprawiał wrażenie istotnego obiektu dla Rabastana. Może był bardzo wartościowy? Nie, ktoś z Lestrange'ów nie przejmowałby się finansami. Może więc biżuteria nosiła znamiona wspomnień? Jak romantycznie! Rabastan na pewno był bardzo uduchowionym czarodziejem. Peppa chętnie spędziłaby kolejne minuty na wyobrażaniu sobie chłopaka siedzącego na tarasie podczas deszczu, obracającego w palcach medalion i wspominającego minione dni... Ale teraz nie było na to czasu. Jej zdolności umożliwiły wyrzeźbienie delikatnego znicza. Ażurowa kulka machała skrzydełkami unosząc się w powietrzu. Urocza robota jak na szybkie zaklęcie w awaryjnej sytuacji. Rabastan wykonał test jakości. Znicz zdał go pomyślnie. A wtedy Peppa otrzymała przecudowną nagrodę — pochwałę. Sam Rabastan Lestrange skierował w jej stronę słowa "Dobra robota". Jakże cudowny był ten dzień! Dziewczę rozpłynęło się w uśmiechu, którego na szczęście czarodziej nie zobaczył, zajęty analizą oświetlenia. Tym samym dał Peppie do podziwiania swoją absolutnie męską szyję. Ile by dała, żeby przesunąć po niej chociaż opuszkami swych palców! Nawet nie zwróciła uwagi na część jego wypowiedzi. Ale w końcu skupiła się na rzeczywistości. — To prawda, ale z drugiej strony, takie utknięcie w windzie nie jest szczególnie niebezpieczne. Jak dla mnie, jest to interesująca przygoda, o której można później opowiadać znajomym — odpowiedziała radośnie. Złapała ostrożnie znicz w obie ręce i skierowała go do szczeliny. Podleciał do góry, zawirował, po czym opuścił windę. Teraz i Peppa była z siebie dumna. Ale tylko przez chwilę. — Musisz mnie podnieść, chcę zobaczyć, jak mu idzie i czy ktokolwiek jest w pobliżu — oznajmiła przyjmując swój typowy, dominujący ton. Na moment zapomniała, do kogo mówiła, gdyż nawet się nie zastanowiła nad tym. Zrobiło się jej nawet troszkę głupio, więc odwróciła się do Rabastana speszona. — To znaczy... Potrafiłbyś to zrobić, prawda? Byłabym bardzo wdzięczna... Jej głos zmiękł w ułamku sekundy. Może Rabastan nie zwróci uwagi na jej pierwsze podejście do prośby. Rozkazu. Polecenia? RE: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Rabastan Lestrange - 10.02.2024 W jednej sprawie Peppa się nie pomyliła: wisiorek faktycznie miał sporą wartość sentymentalną. Nosił od dawien dawna i przypominał mu o oryginalnym Edgarze. Chociaż ploty krążące pośród rodzin znających się z Lestrangami sugerowały, że ptak towarzyszący na co dzień chłopakowi był efektem ćwiczenia zaklęć ze szkoły nekromancji, tak nie mogło być to dalsze od prawdy.
Gdy pierwszy kruk odszedł z tego świata, Rabastan dosyć szybko dostał drugiego, którego nazwał tym samym imieniem. Z perspektywy czasu trudno było określić, czy był to dobry, czy też zły wybór. Na pewno pozwalało to na szybsze przywiązanie się do nowego zwierzaka, jednak ilekroć kolejny znikał lub odchodził, tym ciężej to znosił. Wisior służył za całkiem trafną manifestację tych uczuć, ciążąc mu każdego dnia na szyi. — Nie obraź się, ale wyglądasz na dziewczynę, która woli czytać o przygodach, niż faktycznie je przeżywać — rzucił, zdziwiony nieco entuzjazmem Potterówny. W jego przypadku opowiedzenie znajomym o tym incydencie ograniczyło się do narzekania, obiecaniu sobie, że złoży skargę na bliżej nieokreśloną osobę i szybkiej zmianie tematu, żeby zostawić złe wspomnienia za sobą. Tak by się zachował on. Peppa wydawała się mieć nieco inne podejście. Może jednak źle ją ocenił? Może za fasadą ładnych ciuchów, nieśmiałego uśmiechu i uroczej aury kryło się jednak coś więcej? Coś mroczniejszego, coś... ciekawszego? — Powinnaś odwiedzić Ulicę Śmiertelnego Nokturnu. — Uśmiechnął się zawadiacko, ewidentnie robiąc sobie żarty. — Tam na każdym kroku czekają jakieś atrakcje. Jak nie typ spod ciemnej gwiazdy to niewyremontowany chodnik pełen dziur. Po prostu żyć nie umierać. Leć, póki jeszcze jesteśmy w jednym kawałku, pomyślał życząc zniczowi powodzenia. Naprawdę chciał wierzyć, że zaklęcie transmutacyjne utrzyma się wystarczająco długo, aby zaalarmować kogoś z ochrony o awarii windy. Już myślał, że na tym zakończą swoje starania, jednak to najwidoczniej nie było wszystko. Zaczerwienił się, gdy w pierwszej chwili pomyślał, że Peppa chciała, żeby ją wziąć na ręce. Zaraz sobie jednak przypomniał, że przecież byli czarodziejami. Głupi on. — Eee... Jesteś pewna? — Zmarszczył brwi, powstając powoli z podłogi. Ton głosu dziewczyny wskazywał jednak na to, że wydawała się dosyć pewna swej decyzji. Cóż, kim był, aby odmawiać damie? — Dobrze, niech będzie. Przygotuj się. Odsunął się pod ścianę. Czekał, aż Peppa również się podniesie. Strzelił parę razy kostkami w palcach, po czym wycelował w dziewczynę. Zmieszał się na krótką chwilę; jeśli już musiał, to celował do ludzi w nieco innych okolicznościach. Wypuścił powoli powietrze z ust i zaczął kreślić w powietrzu kręgi, aby zaraz szarpnąć nadgarstkiem. — Uważaj na głowę. Tak na wszelki wypadek. (Kształtowanie) Uformowanie wiru powietrza pod nogami Peppy, który ma unieść ją na odpowiednią wysokość x2
[roll=N][roll=N] RE: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Peppa Potter - 10.02.2024 Peppa nie nosiła w sobie wiele sentymentalizmu. Miała ulubione sukienki, czy biżuterię, ale grono faworytów zmieniało się co sezon. Była tą osobą, która mogła się przeprowadzić zabierając ze sobą teczkę najważniejszych dokumentów i szatułkę najdroższej biżuterii. Istotność reszty nie istniała. Albumy? Uwielbiała, gdy robiono jej zdjęcia, ale nigdy ich później nie przeglądała. Komentarz Rabastana o przygodach, zdziwił ją. Roześmiała się szczerze. Pochlebiała jej taka opinia, ale z tych dwóch opcji zdecydowanie wolała, gdy coś się działo, niż siedzenie z książką. Jedyne, co mogła czytać, to najlżejsze powieści obyczajowe. Co i tak często kończyło się samym śledzeniem dialogów. Gdyby nie jej snobistyczne podejście do mugolstwa, z pewnością byłaby kinomaniaczką. — Oh, byłam tam. Kilka razy. — Machnęła ręką. — To prawda, bardzo tam nieciekawie, ale z bardzo nieekscytujących powodów. Brudno, żebracy, sklepy z rzeczami o podejrzanej autentyczności... Zdecydowanie nie w takich przygodach gustuję. Jej stopa stanęła na Nokturnie dwa, trzy razy. Z czystej ciekawości. Bardzo szybkim spacerkiem obeszła okolicę i uciekła szybciej, niż jej ojciec wsuwał bekon na śniadanie. Tak. Peppa chciała, żeby ją wziął na ręce. Pragnęła tego i oczekiwała. Niestety Rabastan był zbyt mądry. Odłożyła kapelusik na swoją teczkę i skinęła głową w gotowości. A wtedy spotkał ją zawód. I nie chodzi tu o nieudane zaklęcie Lestrange'a, a brak kontaktu fizycznego. Zaczarowany wiatr uniósł ją do góry. Wsunęła dłonie w szczelinę, by się podciągnąć i przechyloną głową zerknąć jednym okiem na zewnątrz... Ale gdy tylko dotknęła chłodnego metalu, zdała sobie sprawę z innego faktu. Była w spódnicy. Chociaż krój nie pozwalał na rekonstrukcję słynnej sceny z Marylin Monroe, materiał podniósł się wystarczająco, by Rabastan mógł poza trzewikami i kolanówkami dziewczyny ujrzeć koronki jej halki oraz rąbek pantalonów. Wszystko w śnieżnej bieli, ale wciąż nie przeznaczone do oglądania. Peppa panicznie zaczęła przygładzać spódnicę w dół, wydając przy tym kwik najprawdziwszej świnki, którą w rzeczy samej była. RE: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Rabastan Lestrange - 11.02.2024 Rabastan nie miałby większych problemów ze wskazaniem, kto zaszczepił w nim tę małą iskierkę sentymentalizmu i poczucia nostalgii w stosunku do pewnych przedmiotów codziennego użytku. Członkom rodu Lestrange mógł podziękować za dobre dzieciństwo, wychowanie w duchu zasad, od jakich rodzina trzymała się od wieków i zaszczepienie idei czystej krwi i tego, jak kluczowa była w dzisiejszym świecie. Ojciec nie przywiązywał jednak zbyt dużej uwagi do otaczających go dzieł sztuki czy wyrobów rzemieślniczych. Z ich dwojga, to matka była ekspertem.
Bądź co bądź, to Potterówna, a oni lubili rzeczy ładne: otaczali się nimi, tworzyli je, a nawet sprzedawali, czego dowodem był ich biznes z perfumami w magicznej dzielnicy Londynu. To wymagało pewnego poczucia estetyki, a sądząc po dotychczasowych spotkaniach z krewniakami od tej strony rodziny... Mieli go całkiem sporo. Chociaż, gdy krew się mieszała z innymi rodzinami i ta skłonność zdawała się z rozrzedzać wraz z biegiem lat. Dalej nie rozumiał, czemu Brenna Longbottom nie starała się nieco bardziej, skoro miała taki potencjał. — A co taka dama miała do roboty na Nokturnie? — Uniósł zaskoczony brwi, uśmiechając się nieco szerzej, gdy machnęła ręką. Jakby to było nic takiego! A Rabastan dobrze wiedział, że w tej dzielnicy wystarczyło skręcić w złą uliczkę, a można było stracić zarówno sakiewkę, jak i różdżkę, jeśli nie było się wystarczająco zmyślnym. — Chyba że mam do czynienia z cesarzową tamtejszego półświatka przestępczego. Skłonił przed nią głowę, dotykając dłonią okolic swego serca. Oczywiście były to żarty. Chociaż Peppa zdawała się wymykać z ram wyobrażeń, jakie miał na jej temat, tak nie sądził, aby miała w sobie to coś, co pozwoliłoby jej faktycznie zarządzać taką organizacją. Zbierać haracze, wymierzać wyroki, wskazywać cele do okradzenia, biznesy do zastraszenia... Ta śliczna buzia mogła mieć wiele tajemnic, ale czy faktycznie skrywała w sobie taki mrok? A co ludzie myślą, gdy mnie widzą, pomyślał mimowolnie, nie poświęcając jednak tej myśli zbyt dużej uwagi. — Oh. Oh. Ojej! — Rabastan zaczął machać różdżką we wszystkie strony, gdy wiatr uniósł spódnicę dziewczyny do góry. Zrobił się czerwony jak burak, gdy materiał powędrował wyjątkowo wysoko, odkrywając zdecydowanie zbyt wiele. — Dobry Merlinie! Zasłonił sobie wolną dłonią oczy, starając się tak pokierować wiatrem, aby... Peppa nie pokazywała mu się od tej strony. Miał szczerą nadzieję, że akurat o tym fragmencie ich ''przygody'' nie będzie zbyt chętna opowiadać swoim koleżankom i przyjaciółkom. Czy jego starania cokolwiek dały? Otóż... Nie. Kierunek podmuchów powietrza wprawdzie ulegał zmianom, jednak sprawiał też, że dziewczyna miotała się z jednego kąta windy w drugi. Pod wpływem emocji Rabastan zaczął intensywnie siwieć, a jego oczy nabrały barwy zgniłej zieleni. Co za wpadka. (Percepcja) Czy zaklęcie utrzyma się pomimo głębokiego zażenowania Rabastana?
[roll=Z]RE: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Peppa Potter - 12.02.2024 — Eksplorowałam. Tą krótką odpowiedzią Rabastan musiał się zadowolić. Przecież Peppa nie przyzna się, że fragment ulicy pokonała niemal biegiem, dobrze świadoma istniejącego tam zagrożenia. Aż tak głupia nie była. Co innego, gdyby miała na sobie płaszcz lejący się po podłodze, z kołnierzem z kruczych piór, a jej lico okryte było czarną woalką... Wtedy mogła paradować w takich rejonach i nikt nie śmiałby nawet na nią spojrzeć. Wyglądałaby jak potężna pani z dobrego rodu... a przynajmniej tak jej się wydawało, że tak by było. Peppa wolała nie mieć na pieńku z prawem, bo to było po prostu niewygodne. Aczkolwiek gdyby nie wizja przyłapania, nie miałaby przeciwko złamaniu paru reguł. Daleko jej do buntowniczki, ale wyznawała zasadę "po trupach do celu". Prawdziwa Ślizgonka. Czy pewnego dnia będzie sprzedawać pod ladą nietestowane kosmetyki z rodzinnej fabryki? Być może. O ile miałaby wystarczająco wysoką pewność, że nikt jej nie wsypie. Znając życie wpadłaby z własnej głupoty i zawyżonej pewności siebie. Ale do rzeczy. Wszystko szło już tak dobrze. Aż za dobrze. Los wytoczył ciężkie działa. Peppa i tak była zabieliźniona bardziej niż jej rówieśniczki (nie wspominając miłujących naturę wiedźm, które pod szatą nie miały nic więcej), ale nie sprawiało to, że którekolwiek z nich czuło się lepiej z tego powodu. Majtki to majtki - nie ważne, czy to ledwo zakrywające coś stringi, czy pantalony do kolan. Rabastan próbował załagodzić sytuację, ale nie wyszło mu to najlepiej. Co prawda falbany spódnicy wygięły się w niegorszącą stronę, niestety ich właścicielkę miotało teraz po całej windzie. Hamowała rękoma bezlitosne spotkania ze ścianami. Cóż za tragedia! Za taką przygodę to ona podziękuje! Teraz nie chciała niczego innego, niż opuszczenia paskudnej windy. Po chwili, gdy przyzwyczaiła się do trajektorii lotu, wyjęła szybko różdżkę, rzucając Finite na paskudny wiatr. Jeśli jej wyszło, upadła wprost na Rabastana. Jeśli nie - spróbowała ponownie. Finite - rozproszenie [roll=O] [roll=O] RE: [5.08.1972] Ratunku, utknąłem w windzie - Rabastan Lestrange - 12.02.2024 Nawet gdyby Peppa i Rabastan na tym pewnym etapie życia w pełni poświęcili się przestępczemu życiu, to zamknięcie ich w areszcie lub postawienie im zarzutów nie byłoby takie łatwe, jakby się wydawało. Nazwiska, jakie nadawały im powagi i statusu niosły ze sobą znaczenia w niekończących się korytarzach i salach Ministerstwa Magii. Dopóki ich reputacja nie była poznaczona zbyt wieloma skazami, mogli sobie pozwolić na więcej niż większość zwyklaczków. Chociaż grożenie ''wezwaniem ojca'' mogłoby nie wywrzeć zbyt dużego wrażenia na pracownikach biur bezpieczeństwa, tak armia adwokatów, jakich mogliby wezwać ich rodzice, zdecydowanie wywarłaby odpowiedni efekt.
Tak przynajmniej lubił myśleć młody Lestrange. Bądź co bądź, wychowywano go w przekonaniu, że przez sam fakt urodzenia się pod takim, a nie innym nazwiskiem jest lepszy od innych, a jego życie miało być przez to jakoby pełniejsze. Czy faktycznie takie było? Nie licząc nieoficjalnej fuchy w radio, Rabastan w dużej mierze spędzał czas sam lub ewentualnie z Bellą lub starszym bratem, jeśli ten akurat kręcił się w pobliżu. Czy był to żywot lepszy od tego jaki wiedli członkowie rodu Pettigrew, Black czy Shacklebolt? — Skoro panienka tak twierdzi — rzucił, parskając cichym śmiechem. — I co? Zanazłaś tam coś ciekawego? Nie wiedział, czy jej wierzyć. Wykreowany przez niego obraz Peppy zaczął się przekształcać; ulegać rzeczywistości odbiegającej od jego pełnych stereotypów wyobrażeń. Czy wierzył jednak, że kobieta jej pokroju mogła po prostu przechadzać się po Nokturnie i zwiedzać? Magiczna dzielnica Londynu rządziła się swoimi prawami, a jedno z nich można było podsumować zdaniem ''im ciemniej tym gorzej''. Rabastan postrzegał Pokątną jako dzielnicę wiecznie skąpaną w promieniach słońca, na Alei Horyzontalnej chmury przysłaniały słońce, a Nokturn kojarzył mu się z intensywnymi ulewami. Dalej już były tylko Podziemne Ścieżki. Kierowanie powietrznym wirem na ślepo nie było łatwe, zwłaszcza na tak małej powierzchni. Oczami wyobraźni widział głowę panny Potter, która obijała się o lampę na środku sufitu i boczne ściany. Na Merlina, czy będzie miała po tym siniaki? Ruchy różdżki Rabastana zwolniły, dając dziewczynie możliwość rzucenia własnego przeciwzaklęcia. Te dosyć szybko odpędziło wiatry utrzymujące ją w powietrzu i... posłało ją prosto w ramiona Rabastana. Ten miał jednak dalej zasłonięte dłonią oczy, toteż nawet jej nie widział; po prostu stał jak słup, czekając na to, co się stanie. A gdy Peppa na niego wpadła, oboje wylądowali na podłodze; ona na dole, ona na górze. Z gardła młodego czarodzieja wydobył się zduszony język, gdy uderzył głową o podłogę. Jakby w odpowiedzi na te dzikie ruchy w ich wykonaniu winda również zaczęła wydawać dziwne dźwięki, aż tu nagle... — Zaraz spadniemy! — krzyknął Rabastan. Kolejan seria odgłosów magicznych mechanizmów skrytych wśród ścian wypełniły jego uszy. Poderwał głowę w górę, jednak nie miał, jak zrzucić z siebie Peppy. Zaczął więc modlić się naprędce do wszystkich znanych mu bóstw. No po prostu żegnał się z życiem, bo co innego mu pozostało? Jak winda spadnie do piwnicy, to już na pewno się z tego nie pozbierają. A nawet jak przeżyją, to ich ciała będą w takim stanie, że to życie i tak niczego nie będzie warte. Matko, proszę cię..., zaczął Lestrange, gdy nieoczekiwanie odgłosy ucichły. Winda powoli niosła się w górę, a potem jej drzwi uchyliły się, wpuszczając do środka światła atrium. Przed wejściem stał ochroniarz, czarodziej w kombinezonie roboczym (mechanik?) i grupa gapiów. Stalowy znicz wysłany przez Peppę na pomoc okrążył głowę ochroniarza i poleciał w stronę swej właścicielki. Rabastan spojrzał na ich widownię, potem znowu na Peppę, a potem znowu na widownię, czerwieniąc się coraz mocniej. Na Merlina... |