![]() |
|
[10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph (/showthread.php?tid=2252) |
RE: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Bellatrix Black - 14.11.2023 Miała wrażenie, że jeszcze więcej ludzi wyszło na ulicę. Niektórzy zapewne już po posiłku, inni może planowali zjeść coś na mieście. Na całe szczęście zmienili cel swojej wycieczki, na Nokturnie powinno być mniej tłocznie. Przynajmniej tak zakładała. Nie była to szczególnie atrakcyjna dzielnica dla czarodziejów. Nie wszyscy chętnie się tam pojawiali, nie tylko dlatego, że tam śmierdziało. Miejsce to było pełne mętów, ludzi, którzy tylko czekali, aż innym powinie się noga, gotowych na tym skorzystać, jeśli tylko pojawi się taka okazja. - Nie spodziewałam się, że na Nokturnie można spotkać kogoś uprzejmego. - Było to bardzo specyficzne miejsce. Sama Trixie odwiedzała je tylko i wyłącznie wtedy, gdy miała jakiś większy cel. Ufała narzeczonemu i wierzyła w jego kontakty. Miała nadzieję, że mężczyzna o którym wspominał rzeczywiście okaże się być kompetentny. Tego teraz potrzebowali. Przyspieszyła kroku, aby znaleźć się tam szybciej, w końcu czas był ich przyjacielem. Jeśli chcieli znaleźć kieszonkowca to powinni zareagować, kiedy jeszcze w ogóle mieli taką możliwość. - Mnie też to czeka, zdecydowanie będziemy musieli się odkazić po tej wizycie. - Uważała, że będzie warto. Wierzyła w to, że znajdą to, czego szukają, że ten cały Peter pomoże im zlokalizować jegomościa, który nie zdawał sobie sprawy, że ten dzień był dla niego bardzo pechowy. Być może udało mu się ukraść sakiewkę, nie mógł się jednak spodziewać ile go to będzie kosztowało. Konsekwencje, o które sam się prosił, przyjdą, wcześniej niż by się tego w ogóle spodziewał. Weszła na podwórko dosyć niepewnie, ostrożnie stawiała kroki, aby nie wdepnąć w nic nieprzewidywalnego. Kto wiedział, co tak właściwie mogło się znajdować na ziemi, zapewne nawet najstarsi prorocy nie umieli tego przewidzieć. Udało im się dotrzeć do sklepu. Nie było to specjalnie duże miejsce, raczej skromniejsze, jednak nie wzbudzało to w Belli żadnych wątpliwości. Skoro Rolp powiedział, że mężczyzna zna się na rzeczy, to mu wierzyła. Rozglądała się po wnętrzu uważnie, chcąc wyłapać każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. Uderzył w nią zapach kadzideł, były ciężkie i drapały w nos, powstrzymywała się przed kichnięciem, a wcale nie było to łatwe bo niemiłosiernie dawały o sobie znać. Sprzedawca powitał Rodolphusa z dosyć sporym entuzjazmem. Zapewne dał mu już w przeszłości zarobić, nie spodziewała się, że może to być spowodowane czymś innym. Wyglądał jej on na kogoś, kto nie zamierza przepuścić okazji na to, by łatwo i szybko zarobić. Próbował im wcisnąć któryś ze swoich produktów, jednak nie po to się tutaj pojawili. Trixie stała nieruchomo obok narzeczonego, nie chciała się wtrącać w rozmowę mężczyzn, czekała, aż Rolph wyjaśni dlaczego się tutaj znaleźli. Kiedy dostrzegła, że mężczyzna wyciąga w jej stronę ręce cofnęła się o krok, jakoś tak automatycznie. Nie lubiła, gdy dotykał ją ktoś obcy, dlatego zazwyczaj unikała takich gestów. - Zostałam okradziona. Jakiś mężczyzna pozwolił sobie skorzystać z mojej nieuwagi, zabrał sakiewkę, którą miałam przy biodrach. Chciałabym go znaleźć. - Dodała z uśmiechem, oczywiście pominęła też to, że miała zamiar go zabić. RE: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Rodolphus Lestrange - 15.11.2023 Rodolphus zareagował odruchowo, gdy tylko Bella się cofnęła. Wyciągnął rękę przed kobietą tak, żeby odgrodzić ją od natrętnego sprzedawcy. Na młodej twarzy pojawił się grymas gniewu, coś czego zwykle nie pokazywał - zazwyczaj starał się nie pokazywać emocji, szczególnie przed obcymi. Czasem jednak powijała mu się noga i pokazywał swoją drugą naturę w najmniej oczekiwanych momentach. Szczególnie gdy dotyczyły one jego najbliższych. - Dotknij jej, a stracisz ręce - syknął ostrzegawczo, mierząc Petera wzrokiem. Ten natomiast uniósł obie dłonie w obronnym geście, jakby pokazywał, że nie ma złych zamiarów. - Racz wybaczyć, panienko. Nie mam złych zamiarów i żeby pokazać, że naprawdę mi przykro, wytropię tego niegodziwca za PÓŁ ceny! - uderzył się w pierś, jakby to miało nadać całej sytuacji większego patosu. - Chodźcie za mną, chodźcie. Zamachał na parę, a sam się wycofał za ladę. Za kontuarem były drzwi, prowadzące na coś w rodzaju zaplecza. Nie była to jednak kanciapa, w której trzymano dokumenty. Pomieszczenie co prawda było niewielkie, w większości zajęte przez stół, zastawiony świecami, mapami i różnymi przyrządami, które bardziej pasowały do wróżbity niż kogoś... Pokroju Petera. Rodolphus jednak wyglądał na zadowolonego, chociaż zabrał rękę sprzed Bellatrix i delikatnie objął ją w pasie, jakby gotów był ją chronić, gdyby mężczyźnie znowu coś głupiego przyszło do głowy. - Gdzie dokładnie to było? - zapytał Peter, siadając półdupkiem na stole. Wyciągnął ze stosu notatników jakiś zeszycik i zaczął go wertować. - Jak poznam rewir, dam wam nazwiska. Najlepiej by było, gdybym miał jeszcze jakąś charakterystyczną cechę wyglądu, bo niby trzymają się wszyscy map, ale wiecie, jak to jest... Trudno w tych czasach o uczciwego złodzieja. Westchnął teatralnie, wznosząc oczy ku sklepieniu. Połowa męt po tej stronie Londynu zaopatrywała się u niego w przeróżne rzeczy, a w zamian za nie Peter zbierał też informacje. Informacje były potęgą, podobnie jak długi wdzięczności. RE: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Bellatrix Black - 15.11.2023 Narzeczony zareagował równie szybko, co ona. Zawsze był gotów jej bronić, nie musiała nic mówić, dbał o to, aby czuła się komfortowo, by żadni nieznajomi nie pozwalali sobie na zbliżenie się do niej. Nie żeby potrzebowała pomocy, bo umiała sobie radzić z takimi osobnikami, jednak miłe to było, że tak się o nią troszczył. Ceniła sobie jego oddanie. Uśmiech wpełzł na jej wargi, kiedy usłyszała, że grozi mu odcięciem ręki. Rodolphus był bardzo uroczy kiedy się złościł. Puszył się też wtedy niczym paw i obrastał w piórka. Lubiła widzieć go takiego, bo dosyć mocno to kontrastowało z tym, jaki był na co dzień. Jakby dwie zupełnie różne osoby. Sama nie wiedziała, które z oblicz lubi bardziej, może dobrze, że nie musiała wybierać, bo pewnie miałaby problem. Na szczęście obie wersje Rodolphusa był jej przeznaczone. Nie każdej pannie, aż tak sprzyjała fortuna. - Wybaczę. - Spoglądała na mężczyznę przeszywając go wzrokiem. - Ale tylko wtedy, gdy pomożesz nam znaleźć tego mężczyznę. - Może, to nie ona powinna stawiać warunki, w końcu potrzebowali jego pomocy, ale facet zdawał sobie sprawę, kto przed nim stoi. Wiedział, że nie są to zwyczajni klienci. Nie mieli specjalnie innego wyjścia, poszli więc za mężczyzną, do pomieszczenia, które było skryte we wnętrzu tego sklepiku. Nie miała pojęcia, co tam zastaną, chociaż wydawało jej się, że powinien być przygotowany do takich sytuacji, więc może miał swój gabinet, czy inną jaskinię, w której przyjmował nietypowych klientów. Miejsce, do którego ich zaprowadził było tylko nieco większe od schowka na miotły, postanowiła jednak ugryźć się w język i tego nie komentować. Przystanęła niemalże przy samych drzwiach (przestrzeń nie pozwalała za bardzo na więcej ruchów), nie odsuwała się nawet na krok od Rolpha, bo przy nim czuła się bezpiecznie. - Aleja Horyzontalna. Aktualnie wygląda jak tłoczny jarmark, przy jednej z cukierni, nazywa się bodajże Słodka Fantazja. - Przynajmniej tak się pannie Black wydawało. - Był ryży, jakich wielu, dosyć wysoki, ale nie widziałam więcej, może Ty Rolph zwróciłeś uwagę na coś więcej? - Przeniosła spojrzenie na narzeczonego. Być może miał szansę, był wyższy i szybszy od Black, także prawdopodobieństwo, iż zapamiętał więcej szczegółów było spore. RE: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Rodolphus Lestrange - 16.11.2023 Rodolphus zmarszczył brwi, jak zawsze gdy musiał sięgnąć w odmęty pamięci. Do pałacu myśli, pełnego wielu komnat i zakamarków, w których upychał swoje wspomnienia. Dzięki temu mógł osiągnąć porządek w głowie, zebrać myśli i w razie potrzeby łatwo odszukać wspomnienia. Wystarczyło tylko sięgnąć do odpowiedniej szufladki. - Był ubrany po mugolsku - powiedział w końcu, gdy jego mózg dobrał się do odpowiedniego wspomnienia. Na chwilę Rolph przymknął oczy. - Rudy, niski, chudy, czarna kurtka była za duża. Miał niebieskie spodnie, nie wiem jak się nazywają, ale mugole je często noszą. Są sztywne i nieprzyjemne w dotyku. Na plecach kurtki miał jakiś znak, jakby okrąg z krzyżem. Lestrange otworzył oczy i spojrzał na Petera. Ku jego zdziwieniu mężczyzna zaczął szybko kartkować notes, pomrukując coś pod nosem. - Alfi. To do niego pasuje. To taki znak? - Peter wyciągnął notatnik w stronę Rolpha. Gdy ten potwierdził, Peter potarł policzek. - Wisi mi pieniądze, to drobny złodziejaszek. Spłaca dług powoli, więc nie wiem, co o tym sądzić. Zerknął na Bellatrix i Rodolphusa niepewnie. Widać, że miał dylemat - i to nie moralny. Chęć zarobku była ogromna, ale chęć odzyskania długu jeszcze większa. Przenosił wzrok to z niego na nią, to z niej na niego. Jakby się zaciął i nie potrafił zdradzić, gdzie rzekomy Alfi ma melinę. Rodolphus zerknął na Bellatrix. Decyzja należała do niej, chociaż wolałby nie torturować swojego informatora dal kilku sykli. Sprawa była delikatna, bo dla Trix zrobiłby wszystko, ale tak po prawdzie nie chciało mu się szukać kogoś nowego. Peter był dobrze poinformowany, znalezienie kogoś takiego po raz drugi wymagałoby ogromnego wysiłku. - Co o tym sądzisz, Trix? Może spłacimy pozostałą część długu, żeby Alfi był czysty i nie musiał kraść? A w zamian po prostu się z nim spotkamy, by go grzecznie poinformować, że może iść do uczciwej pracy? - coś w jego szarych oczach niebezpiecznie błysnęło. Bellatrix znała ten błysk. Nie miał wcale na myśli tego, co mówił. Pytanie tylko, czy Peter mu uwierzy. Rzut na charyzmę [roll=PO] Peter długo patrzył na Rodolphusa, aż w końcu westchnął i pokręcił głową. Zamknął zeszycik. - Znam cię za dobrze, Lestrange, żeby uwierzyć w te kłamstwa. Prędzej bym uwierzył, że odetniesz mu rękę żeby dać mu nauczkę. A ja nie lubię nie mieć niespłaconych długów, sam rozumiesz... RE: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Bellatrix Black - 16.11.2023 W przeciwieństwie do Rolpha w głowie Bellatrix często panował bałagan. Spowodowany tym, że wszystko robiła szybko, musiała się skupić dłużej nad tym, żeby wrócić do poszczególnych wspomnień. Miało to też swoje zalety, gdyby ktoś próbował grzebać w jej głowie miałby problem z tym, żeby znaleźć coś sensownego. Peter najwyraźniej szybko połączył fakty, gdyż od razu zaczął wertować notes. Informacje, które przekazał Rolph musiały wystarczyć, żeby zwrócić jego uwagę na kogoś znajomego. Bardzo dobrze. Najwyraźniej mieli dzisiaj jednak trochę szczęścia w tym wszystkim. Przynajmniej tak się jej właśnie wydawało. - Wydaje mi się, że ma u mnie większy dług niż u pana. - Dodała Bella, aby rozwiać jego wątpliwości. Widziała, że się waha, że nie chce przekazać im informacji, których potrzebowali. Trudno, jeśli trzeba będzie, to wyciągną je siłą, chociaż w zasadzie to i siły nie potrzebowali. Widziała, że jej narzeczony próbuje rozwiązać sprawę bardzo pokojowo. Rozumiała jego intencje, szkoda my było informatora, tyle, że ona naprawdę bardzo mocno chciała złapać złodziejaszka w swoje ręce. Niestety sprzedawca nie był tak naiwny, jak im się wydawało. Kiedy Rolph wspomniał o spłacie długów spoglądał na niego bardzo podejrzanie. Wiedział, że tego nie zrobią, a nie chciał zostać pozbawiony możliwości odebrania należności. Black widziała, że nie zmienił zdania. Nie pozostawało jej więc nic innego, jak skorzystanie ze swoich jakże przydatnych umiejętności. Wpatrywała się w mężczyznę przez dłuższą chwilę, po czym sięgnęła pewnym ruchem po różdżkę i wypowiedziała zaklęcie. Chciała zobaczyć jego wspomnienia, lepiej, aby nie sprawiał oporu, to nie będzie bolało, chociaż chyba za bardzo nie miał kiedy zareagować. [roll=PO] RE: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Rodolphus Lestrange - 16.11.2023 Peter zbladł, gdy Bellatrix wyciągnęła różdżkę. Cofnął się i wpadł na stół, odruchowo zasłaniając rękami. Ale nic się nie stało, zaklęcie nie zadziałało. Możliwe że Bellatrix miała pecha, a możliwe że w powietrzu unosiła się aura jakiegoś zaklęcia ochronnego. Rolph westchnął. - Naprawdę nie lubię tego robić - powiedział, szybkim krokiem podchodząc do Petera. [roll=N] Mężczyzna zapiszczał jak dziecko, a potem uniknął ręki, chcącej pochwycić go za kark. Wpadł pod stół i zaczął czołgać się do wyjścia. - Nie pozwól mu wyjść! - krzyknął do Trix, obracając się na pięcie. Nie miał zamiaru bawić się w nurkowanie pod stołem i tarzanie się po ziemi razem z Peterem. On był ponad tym - nie będzie za szczurami biegał. RE: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Bellatrix Black - 16.11.2023 Z każdą chwilą upewniała się, że ten dzień spisany był na straty. Mieli pecha, ogromnego. Nic im dzisiaj nie wychodziło. Ktoś sobie z nich drwił. Nie udało jej się skorzystać z dziedziny magii, którą uważała za swoją przyjaciółkę. Może coś wisiało w powietrzu, kto wiedział w jaki sposób Peter przygotował to miejsce, aby mieć pewność, że nikt go nie skrzywdzi. Spojrzała z rozczarowaniem na różdżkę, którą trzymała w dłoni. Miała nią ochotę cisnąć o podłogę, ale się powstrzymała. Na szczęście narzeczony nie czekał. Zamierzał wziąć sprawy w swoje ręcę. Obserwowała go, gdy zbliżał się do mężczyzny. Tyle, że Peter okazał się być sprytniejszy niż zakładali, umknął jakimś cudem ręce Rodolphusa. Trixie syknęła w głos zirytowana. Jak tak dalej pójdzie, to będą mieli bardzo słabą opinię na temat swoich umiejętności. Nie mogli na to pozwolić. Nie zamierzała pozwolić, żeby wyszedł. Na pewno nie teraz. Odwróciła się na pięcie w stronę drzwi, w kierunku których się zbliżał, znowu machnęła różdżką, ponownie wypowiedziała zaklęcie, to samo, co wcześniej. [a]Tym razem jej nie zawiodła. Może nie było to jakoś specjalnie precyzyjnie rzucone zaklęcie, jednak udało jej się wejść do głowy mężczyzny. Próbowała znaleźć wspomnienie związane z tym, gdzie znajduje się kieszonkowiec, którego poszukiwali, tyle, że czuła, że nie może go znaleźć. RE: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Rodolphus Lestrange - 16.11.2023 Całe szczęście, że Bellatrix wykazała się rozsądkiem i szybkim myśleniem. Czar się powiódł, a Trix wślizgnęła się do umysłu Petera, powodując chwilowe zawieszenie mężczyzny w połowie wykonywanej czynności. Nikt nie był przyzwyczajony do grzebania mu w głowie, było to dezorientujące i nieprzyjemne. Bellatrix ujrzała prawy brzeg Tamizy, pod mostem. Kupę gałganów i wejście do kartonu. Wiedziała, gdzie to - w mugolskiej części Londynu. Tam się ukrywał złodziejaszek, najpewniej próbując uciec przed sprawiedliwością z rąk czarodziejów. Miejsce było dość charakterystyczne, nie zapomni go. Połączenie zostało przerwane dość szybko, jakby różdżka nie chciała jej słuchać. W tym czasie do Petera doskoczył Rolph i pochwycił go jak kocię za kark, mocno wbijając paznokcie w jego skórę. Drugą ręką trzymał różdżkę, którą przytknął mężczyźnie do gardła. - Masz? - zapytał tylko, zerkając na narzeczoną. Znał tę minę - minę zadowolonego kota, który dostał cały talerz śmietanki. RE: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Bellatrix Black - 16.11.2023 Tym razem jej się udało. Może nie tak doskonale, jak zawsze, jednak w tej chwili najdrobniejszy sukces był dla nich najwyraźniej wyzwaniem. Dostrzegła brzeg Tamizy, most, kryjówkę. Nie wyglądała specjalnie zachęcająco, jednak niczego więcej się nie spodziewała po tym kieszonkowcu. Starała się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Mugolski Londyn nie był miejscem w które chętnie by się wybrała, jednak sytuacja była dosyć dramatyczna. Bardzo chciała złapać tego ryżego typa. Zobaczyła tyle, ile potrzebowała, aby mogli ruszyć dalej. Może była nieco zła na siebie, że nie udało jej się dłużej grzebać Peterowi w głowie, ale musiało im to wystarczyć. - Mam, idziemy. - Odparła przyglądając się jeszcze krótką chwilę, jak Rolph łapie mężczyznę za kark. Nie mogli zwlekać. Wyszli ze sklepiku całkiem szybkim tempem zostawiając znajomego Rodolphusa na ziemi. Black nie przejmowała się tym specjalnie, co im zrobi? Będą musieli znaleźć nowego informatora dla Lestrange'a ale powinni sobie z tym poradzić bez mniejszego problemu. Dotarli do mugolskiej części Londynu, zajęło im to sporo czasu, ale wreszcie trafili tu gdzie powinni. Bella zatrzymała się przed mostem. Zmrużyła oczy, aby porównać to co zapamiętała z okolicą, w której się znaleźli. - To tutaj. Jesteśmy blisko. Ciekawe, czy jest na miejscu, czy musimy na niego zaczekać. - Obie wersje jej się podobały, wszak istotne było to, że jeszcze chwila, a złapią go w swoje ręce. Nie będzie odwrotu, poniesie konsekwencje swojego haniebnego czynu. RE: [10.06.1972] Kieszonkowiec | Trixie i Rolph - Rodolphus Lestrange - 17.11.2023 Gdy Trix zarządziła, że mają iść, Rodolphus nachylił się jeszcze do Petera. - Nie lubię szczurów, które chowają się pod stołem. Piśnij tylko słowo, a wrócimy i spalimy tę budę, a twoje zwłoki rozrzucimy po całym Nokturnie, żeby twoi bliscy znajdowali je przez całe swoje życie - wysyczał mu do ucha, wzmacniając uścisk. Chwilę tak trwał, napawając się smrodem strachu, który był wyczuwalny na kilometr, zanim puścił kark mężczyzny. Gdy jednak Peter się obrócił, Rodolphus miał na twarzy lekki uśmiech, chociaż w oczach czaiło się obrzydzenie. Sięgnął do kieszeni. - Za fatygę. I spłata długu. Ja dotrzymuję słowa. Powiedział uprzejmym tonem, kładąc kilka galeonów na blacie stołu, przy którym jeszcze chwilę temu stał Peter. Ruszył do wyjścia zaraz za Bellatrix, wiedząc że Peter nie ośmieliłby się zrobić czegoś głupiego. Może gdyby był tu sam, to by nie odwracał się do niego plecami, ale miał wsparcie w postaci narzeczonej. Czymże byłoby życie bez odrobiny pompatyczności? Szedł za Bellatrix w milczeniu, nie spiesząc się zbytnio. Bez problemu dotrzymywał jej tempa, chociaż gdy przeszli do mugolskiej części miasta, skrzywił się lekko. Nawet zapach tu był inny. Brudny. Starał się nie rozglądać i mieć oczy utkwione tylko w narzeczonej, która wiedziała, gdzie kryje się ich kolejny szczur. Bo tylko do tego można było ich porównać - do szczurów, które uciekały jako pierwsze, do brudnych zwierząt, które żyły w kanałach Londynu i żywiły się resztkami. Do gryzoni, które przenosiły choroby i parzyły się między sobą bez opamiętania. - Mam sprawdzić? - nie czekał jednak na odpowiedź, wyciągając niemal od razu różdżkę. Wyszeptał słowa zaklęcia, upewniając się zawczasu, że nikogo pod mostem nie ma. Uśmiechnął się. - Jest w środku. Pewnie nałożył zaklęcia obronne. Machnął różdżką po raz kolejny, próbując rozproszyć zaklęcia ochronne. Rozproszenie - Czyń honory, moja droga. Potraktuj to jako prezent ode mnie, bez okazji. |