Secrets of London
[23.12.1970] Hall of fame | Rodolphus, Robert - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [23.12.1970] Hall of fame | Rodolphus, Robert (/showthread.php?tid=2259)

Strony: 1 2


RE: [23.12.1970] Hall of fame | Rodolphus, Robert - Rodolphus Lestrange - 18.11.2023

Kącik ust Rolpha uniósł się nieznacznie na tak mało wyszukane słownictwo ze strony Roberta. Lecz nie mógł nie przyznać mu racji. Lecz im dłużej Robert mówił, tym uśmiech kamieniał na jego twarzy. Rolph wstał, złożył ręce na plecach i zaczął przechodzać się wolnym krokiem wzdłuż klapy, jak tygrys w klatce. Milczał, a po jego minie można było wnioskować, że myśli. Powoli przekładał wszystkie informacje, które miał, i porównywał je z informacjami, które dostarczył mu Robert. Nie, nawet nie informacjami - wskazówkami.

Czy był zły? Nie. Zawiedziony? Także nie. Na twarzy młodego Lestrange odbijało się zamyślenie, prawdziwe i niezmącone tak trywialnymi emocjami, jak złość czy zazdrość, że Robert równie dobrze mógł wrzucić jego wieloletnią pracę do kominka.
- Zaburzyłem metodologię - powiedział w końcu, zatrzymując się przy oknie. Odwrócił się i spojrzał na Roberta poważnie, koncentrując wszystkie emocje na zaciskaniu dłoni z tyłu, by z przodu, który mu prezentował, pokazać spokój. - Muszę poprawić część badań nad czarodziejami i szlamami.
Kiwnął głową i powolnym krokiem, przez klapę, wrócił na krzesło. Gdy chodził lepiej mu się myślało. Usiadł z powrotem i oparł swobodnie plecy o oparcie.
- Sami się do mnie zgłosili, gdy tylko wypuściłem pierwsze prace - odpowiedział poważnie, koncentrując wzrok na Robercie. - Uznali, że niebezpiecznie byłoby prowadzić takie badania bez nadzoru. Ministerstwo ma środki i dojścia, kontakty. A czasu mam aż nadto, by prowadzić badania dwutorowo, korzystając z dokumentów, które są w Departamencie Tajemnic.
Wyjaśnił. To nie tak, że nie miał wyboru - ale na pewno szanowne MM zabrałoby całą dokumentację, którą zebrał do tej pory, gdyby nie zgodził się aplikować do Departamentu Tajemnic. Co więcej - zmusili go, by to zrobił, jakby chcieli go upokorzyć. Nie tylko nie dali mu wyboru ale i kazali przejść całą żmudną ścieżkę, którą musiał przejść każdy Niewymowny. Ale jak bardzo dotknęło to młodego Lestrange, tak bardzo nie pozwalał sobie by to okazać. Okazja przyjdzie niedługo, by odpłacić się tym, którzy za to odpowiadali. Cierpliwość popłacała.
- Dziękuję - nie był niewdzięczny i potrafił docenić pomoc. Dla Roberta mogło to być niewiele, dla niego zaś znaczyło absolutnie wszystko.


RE: [23.12.1970] Hall of fame | Rodolphus, Robert - Robert Mulciber - 19.11.2023

Obserwował Rodolphusa. Przyglądał się temu, jak ten porusza się w zamyśleniu po pomieszczeniu, w którym się znajdywali, najpewniej przetwarzając jednocześnie w swojej głowie otrzymane informacje, uwagi, wskazówki. Chłopak miał o czymś myśleć. Pozwolił wszak na to, aby Ministerstwo na tyle mocno ingerowało w jego badania, aby doprowadziło to do zaburzenia wiążącej się z nimi metodologii. Rzeczona metodologia zaś była tym, co każdy badacz nie bez powodu określał mianem fundamentów dla swojej pracy.

- Wziąłbym raczej pod uwagę przeprowadzenie wszystkich obserwacji od nowa. - zareagował na jego chęć poprawy jedynie części badań. Z perspektywy Roberta znów było to czymś, co nie powinno mieć miejsca. Nawet drobne, z pozoru mało istotne różnice, mogły w znaczącym stopniu wpłynąć na wyniki. Tym samym kolejny raz Lestrange mógłby znaleźć się w sytuacji, kiedy pewne wnioski dałoby się łatwo obalić; wyniki przeprowadzonych badań poddać w wątpliwość.

Ponownie straciłby prawdziwy kawał czasu.

Nieszczególnie zdziwiło go to, iż to Ministerstwo zwróciło się do młodego badacza z propozycją współpracy. Temat był na tyle kontrowersyjny, iż zrozumiałym jest, że obecna władza uznała za zasadne trzymać rękę na pulsie. Było to lepszym wyjściem od sprzątania bałaganu, za który mógłby odpowiadać Rodolphus, gdyby ze wszystkim został sam.

Gdyby nic go w tym przypadku nie ograniczało.

- Rozumiem, że czasem człowiek chce zaprezentować innym swoje osiągnięcia, zapracować na to, aby jego nazwisko znaczyło coś więcej wśród pozostałych uczonych, aczkolwiek podejmując się podobnego tematu, warto było zadbać o większą dyskrecje. - podzielił się swoim zdaniem. Nie miało znaczenia czy młodzieńca ono interesowało. Niezbyt często zdarzało się, aby ugryzł się w język. Zachował dla siebie to, co co na dany temat myślał. Po prawdzie całkiem lubił wygłaszać opinie.

- Nie dziękuj, nie masz jeszcze za co. - odpowiedział, podnosząc się z zajmowanego fotela. Można było odebrać to tak, jakby spotkanie uznał za zakończone. Albo zbliżające się do końca? - Uporządkuj ten bałagan i skontaktuj się ze mną ponownie. Rzecz jasna, o ile faktycznie chcesz odkryć prawdę. - w innym wypadku nawet nie zajmuj mojego cennego czasu. Słowa, które nie wybrzmiały, aczkolwiek można było odnieść wrażenie, że niewypowiedziane zawisły pomiędzy Lestrangem i Mulciberem.

Z jednej strony pojawiła się więc oferta pomocy, z drugiej ostrzeżenie - aby skorzystać zeń dopiero w momencie, kiedy Rodolphus będzie miał pewność, że wszystkim zdoła się zająć w ten właściwy sposób. Zgodnie ze wszystkimi regułami.




RE: [23.12.1970] Hall of fame | Rodolphus, Robert - Rodolphus Lestrange - 19.11.2023

Rolph uniósł brew na tę uwagę, w jego opinii niegrzeczną i nieprawdziwą. Obserwował przez chwilę Roberta, badał jego mimikę, jego gesty i przede wszystkim oczy. Milczał, pozwalając sobie na tę chwilę przerwy, by móc wyciągnąć odpowiednie wnioski. W końcu oparł plecy o oparcie krzesła i uśmiechnął się kącikiem ust.
- Być może chodziło o to, by sami się do mnie zwrócili - odpowiedział spokojnie, czując że Robert go nie docenia. Nie docenia inteligencji i umiejętności tkania pajęczyny kłamstw i sieci zależności wokół siebie i nowego szefa Departamentu Tajemnic. Coś niebezpiecznego błysnęło w jego szarych oczach. - A być może po prostu byłem nieostrożny.
Nie zamierzał wyciągać wszystkich asów z rękawa przy Robercie. Podziwiał go, ale z podziwem szła także ostrożność. W końcu Robert poszedł za kimś, przekreślając swoją ścieżkę kariery. Taniec niedopowiedzeń z tym mężczyzną był cholernie niebezpieczny, ale jednocześnie sprawiał, że Rodolphus czuł przyjemny dreszcz ekscytacji na samą myśl o kolejnych krokach. Rzadko mu się to zdarzało. Wstał.
- Zacznę od razu, jeśli pozwolisz. Jednak pewnie wolałbyś, by nie było cię w środku. To był zaszczyt, Robercie, oczekuj proszę mojej sowy. I zawsze warto dziękować za błyskotliwe sugestie i otworzenie oczu - uśmiechnął się uprzejmie, lecz uśmiech ten nie sięgał oczu.

Poczekał, aż Robert opuści chatę przy pomocy świstoklika. Sam dopiero wtedy ponownie otworzył klapę i zszedł na dół, czule szepcząc słowa zaklęcia podrzynającego gardła cztery razy. Jak od nowa, tak od nowa. Następnie zebrał wszystkie dokumenty, które być może jednak mu się przydadzą - musiał je od nowa przestudiować. Spojrzał na kominek i wycelował w niego różdżką. Potem w krzesła i biurko, a następnie w podłogę. Gdy śmiercionośne płomienie zaczęły lizać ściany, chwycił za jedno z piór i zniknął w akompaniamencie trzasku, pozwalając by chatę strawił ogień, a wraz z nią cztery ciała, które być może zostaną w przyszłości odnalezione, a być może nie.

Koniec sesji