Secrets of London
[4.06.1972] Śmierć mózgu | Nicholas, Rodolphus - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Wątek: [4.06.1972] Śmierć mózgu | Nicholas, Rodolphus (/showthread.php?tid=2305)

Strony: 1 2


RE: [4.06.1972] Śmierć mózgu | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 25.11.2023

Dyplomacja to była pewna oczywistość, bo tego został nauczony. Dyplomacji, powściągania emocji, choć nie zawsze mu to wychodziło. Trzymania języka za zębami, gdy należało i gdy nie należało. Mówił dużo, lecz każde słowo było starannie wyważone i dobrane. Tak jakby tworzył ze słów niezwykle ułożony bukiet.

Zabrał i drugą teczkę, na chwilę przetrzymując wzrok na oczach Nicholasa. Jakby próbował z nich coś wyczytać. Najwyraźniej jednak nic w nich nie zobaczył, co skwitował krótkim skinięciem głowy. Opuścił biuro, w myślach smakując jego nazwisko. Yaxley... Oprócz oczywistości mówiło mu coś więcej, ale jeszcze nie potrafił złapać nitek. Najwyraźniej to nie był czas na to. Nicholas miał rację, teraz musiał skupić się na dokumentacji.

Całe południe minęło mu szybciej, niż chciał. Mimo iż się spieszył, to nie był niedokładny. Z mozolną więc opieszałością kopiował kolejne strony, dodając na skopiowane magicznie notatki swoje komentarze. Oryginałów nie dotykał dłużej, niż to było konieczne. Dzisiejszy dzień i tak miał w całości poświęcić na porządkowanie dokumentacji, a przynajmniej tak zapowiedział. Czas naglił, lecz jego powolne, niezwykle dokładne ruchy mogły doprowadzić co bardziej narwane osoby do białej gorączki. On jednak wolał skupić się na zadaniu, by nie popełnić błędu. Praktycznie nie wychodził z gabinetu - przerwę sobie darował. Musiał zdążyć na czas - przetrzymywanie dokumentów tutaj było niebezpieczne. Wystarczyłby jeden wścibski współpracownik, by fama rozniosła się po całym Departamencie. Tutaj jednak figura Lestrange nie robiła na nikim większego wrażenia. Wszyscy byli małomówni, zajęci swoimi sprawami. Każdy badał swój własny obszar i rzadko kiedy się odzywał. Dlatego nazywano ich Niewymownymi. Nie podobała mu się ta nazwa, ale trzeba było przyznać, że była adekwatna. Nie mów, nie angażuj się... Jego rozmyślania przerwał krzyk, dochodzący zza zamkniętych drzwi.

Lestrange leniwie przeniósł wzrok za czarne drzwi. Krzyk ucichł, ale miał wrażenie, że słyszy syk, jakby dymu. Wolałby, by nie doszło do kolejnego incydentu z Niewymownym, bo niedługo Departament Tajemnic będzie szukał kandydatów na więcej stanowisk, niż Brygada Uderzeniowa. Jego koledzy byli nieostrożni. Niektórymi gardził, do niektórych nie czuł nic. Wszyscy jednak najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy z tego, jak ważną pracę wykonywali. Jakby przychodzili tu codziennie, by bawić się ludzkim organem. To było żałosne na tak wielu poziomach, że mało brakowało, a Rodolphus popełniłby błąd przy kopiowaniu. Na wszelki wypadek zapisał swoimi słowami ostatnią stronę, a potem starannie zebrał kartki i włożył je do teczki. Dołączył rysunek anatomiczny z kilkoma notatkami i ponownie tego dnia udał się do Nicholasa.

Tym razem bez słowa wszedł do gabinetu, wzrokiem od razu szukając biurka, przy którym rozmawiali. Bez słowa przesunął w jego stronę teczkę i puknął paznokciem w okładkę.
- Może wam się przyda spostrzeżenie - powiedział cicho, pomny tego, że ściany mają uszy wszędzie. Gdyby Nicholas otworzył teczkę, na pierwszym miejscu dostrzegłby małą kartkę z niezwykle dokładnym rysunkiem mózgu, jakby Rodolphus nie robił dzisiaj nic innego, tylko rysował. Z boku były zaznaczone kolejne płaty i fałdy. Obok zaś równym pismem widniało życie mózgu po śmierci ciała jest możliwe. - Na więcej będzie trzeba czekać do opublikowanie pracy. Potraktuj to jako wstęp do nowej metodologii oględzin martwych ciał.
Skinął mu głową. Wiedział o tym jako pierwszy. Przysługa za przysługę. Tak naprawdę to, co napisał, było mniej-więcej znane już od XVIII wieku, jednak zwykle "życie" mózgu to było zaledwie kilkanaście, w porywach do kilkudziesięciu sekund. Coś jednak w twarzy Rodolphusa mówiło Nicholasowi, że to nie o to chodzi młodemu Niewymownemu. Ale bez porządnych badań nie chciał zdradzać więcej, niż to konieczne.


RE: [4.06.1972] Śmierć mózgu | Nicholas, Rodolphus - Nicholas Travers - 26.11.2023

Pewne wyuczone cechy wynosiło się ze swojego domu. Biorąc pod uwagę rodziny czystokrwiste czarodziejów, każda z nich wymagała czegoś od swoich potomków. Wiele innych, każdy sam uczył się latami, czy to w szkole czy w zawodzie. Wielu też szlifowało swój charakter. Nicholas też do pewnych swoich zachowań, ukrywania emocji, nie okazywania ich i reagowania na większość rzeczy z obojętnością, szkolił w sobie latami. Co teraz pomaga w wielu sytuacjach i dzięki temu, wie się jak zachować w danych sytuacjach. Jak do nich odnieść.

Można było wpatrywać się w oczy Yaxleya długo i wyczytać tylko opanowanie, obojętność, chłód i nic więcej godnego uwagi, jego niebieskich, chłodnych tęczówek. W których spojrzenia nie było miejsca na ciepło i przyjacielskich uśmiechów. Zwyczajny czarodziej, ceniący sobie obowiązek, odpowiedzialność i porządek, jeżeli chodziło o pracę zawodową. Mniej mówił, więcej słuchał i obserwował. Być może też dlatego, bardzo dobrze dogadywał się z Robertem, kiedy jeszcze ten kierował swoim biurem badania mózgu, a w którym teraz pracuje młody Lestrange.

Aby nie tracić czasu, kiedy Rodolphus udał się do siebie, w celu dokonania ręcznej kopii dokumentów, wyszukując to co potrzebował, Nicholas po odprowadzeniu go wzrokiem do wyjścia, zamknął szafę i zabezpieczył zaklęciem. Ta magiczna szafa, miała w sobie naprawdę cenne źródło informacji z badań dokonanych przez pracowników Komnaty Śmierci na przestrzeni lat pracy w Departamencie Tajemnic. Udostępniana nielicznym. Jedynie osobom w tym Departamencie pod ich nadzorem. Musieli wiedzieć, komu co przekazują.

Kawa się skończyła, ale nowej nie podejmował się zrobić. Biorąc pod uwagę swoją chorobę genetyczną, musiał trochę z nimi przyhamować. W zamian skorzystał z ziół, jakie otrzymał od panny Flint, przygotowując sobie herbatę na pobudzenie i odporność. Nie spał ostatniej nocy, przez bezsenność. To teraz męczył się w pracy, czytając ostatnie raporty, aby zapoznać z zebranymi informacjami na temat wydarzeń i dokonanych oględzin Kniei Godryka. Martwych ciał, pozostawionych w dziwnym stanie. Co zaś później mogło stać się z duszą. Sam był na rozmownie z jedną duszą kobiety, poszukującej swojego męża. Ale o ile miał wiele możliwości na wytłumaczenie sytuacji, coś umykało. Czegoś brakowało.
Usiadł ponownie do czytania ostatnich raportów, mając nadzieję, że tym razem uda mu się skupić i odłożyć na bok sprawę misji od Czarnego Pana.


Godziny upływały, ostatnie notatki zrobione, a kubek na powrót był pusty. Nie zrobił sobie nawet przerwy na jedzenie. A powinien. Jeszcze straci na wadze. Przetarł dłońmi twarz ze zmęczenia, a wtedy otworzyły się drzwi do komnaty, w których kierunku spojrzał. Rodolphus. Uwinął się w narzuconym terminie? Godne podziwu.
Na biurku Nicholasa można było zauważyć, że jego dokumenty miały już inne położenie, że także pracował intensywniej, a z pustego kubka nie unosił się już zapach kawy, ale dla odmiany, ziołowej herbaty.

Na słowa kolegi, uniósł brew ku górze, zastanawiając się, o co mu chodzi. Przeniósł wzrok na teczkę, którą Lestrange położył przed nim na papierach. Otworzył i na pierwszy rzut oka, dostrzegł małą notatkę z rysunkiem. Wzrok Nicholasa powędrował z notatki na kolegę, po czym znów na notatkę i ponownie na Rodolphusa. Zastanawiał się, choć wyczytał z jego twarzy, że o ile ta informacja nie była dla Nicholasa niczym nowym, bowiem możliwe, że zaobserwował takie zjawisko, to kolega nie bez powodu o tym wspomina, dodając, iż dobrze jest poczekać na publikację pracy.

- Dobrze. To na razie zostawię ten temat i poczekam na publikację pracy.
Odparł krótko, nie drążąc tematu dalej, zauważając też cichy ton kolegi, co miało sugerować również ostrożność lub nie chcąc, aby ten temat trafił do uszu kogoś innego. Nicholas o tym wiedział pierwszy. Tę informację, zachowa dla siebie.

Wyjął wszystkie kartki z teczki, zawierające badania nad martwym mózgiem i notatkę od Rodolphusa, wsadził na sam jej koniec, zakrywając tymi dokumentami. O kontynuacji tych badań, wiedzieć będą na razie tylko oni. A i tak w najbliższym czasie Nicholas wątpił, aby ktoś z Komnaty Śmierci zaprzątać chciałby sobie teraz tym głowę, kiedy badali martwe ciała strawione przez jakieś substancje i jak zachowuje się pod tym względem ludzka skóra.
Zamknąwszy teczkę ze wszystkim, co powinna mieć w sobie, spojrzał na Lestrange. Być może z oczekiwaniu, czy chciał o coś zapytać, powiedzieć, dodać do swojej pracy, notatki, czy poruszyć inny temat.




RE: [4.06.1972] Śmierć mózgu | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 26.11.2023

Z pewną dozą zainteresowania zauważył inny zapach, okalający biurko Nicholasa. Nie było już tam miejsca na kwaśny aromat kawy, zamiast tego owiała go woń ziół. Której notabene Rodolphus też nie lubił. Omiótł jedynie jego biurko pobieżnym spojrzeniem, notując w pamięci inny napój, układ dokumentów i zmęczenie Yaxleya. Nie sypiał w nocy? Czy był tego jakiś powód? Darował sobie jednak próbę wyczytania z niego czegokolwiek. Na poziomie niewerbalnym byliby jak dwa kamienie, które wpatrują się w siebie bez uczucia skrępowania, czekając tylko na to, który pierwszy zrzuci maskę. To byłby ciekawy pojedynek.

Lestrange skinął Nicholasowi głową. Zbyt dużo razy już mówił mu, że dziękuje - nie było potrzeby powtarzać tego po raz kolejny. Przekazał, co miał i dowiedział się tego, co chciał. Pożegnał się więc i wrócił do siebie, by uporządkować biurko, zamknąć na klucz i zaklęcie szufladki, sprawdzić drugie dno. Nie będzie jednak ostatnią osobą, która dzisiaj opuści Departament Tajemnic. Starał się pilnować przestrzeni na "czas wolny" i przestrzeni na pracę. Teraz ta druga się kończyła, zamierzał więc skorzystać z wolnego wieczoru, oczyszczając głowę z nadmiaru informacji, porządkując myśli w samotności i skupieniu. Łaknął samotności, a ostatnio coraz trudniej mu było ją złapać, musiał korzystać więc z każdej możliwej chwili.

Koniec sesji