![]() |
|
[14.06.1972] Czyja prawda jest właściwa? | Nicholas, Rodolphus - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [14.06.1972] Czyja prawda jest właściwa? | Nicholas, Rodolphus (/showthread.php?tid=2378) Strony:
1
2
|
RE: [14.06.1972] Czyja prawda jest właściwa? | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 07.12.2023 - Hm - to była jego jedyna odpowiedź na pierwsze pytanie. Najwłaściwszą byłoby pewnie "to zależy". Nie ciągnął dalej tego wątku, bo prawda była taka, że przestawał ufać komukolwiek poza sobą, chociaż miał wrażenie, że po ostatnich wydarzeniach sam nadszarpnął swoje zaufanie. Rolph po raz kolejny spojrzał na szklankę w zamyśleniu. Znajdowała się w dobrym miejscu, patrząc na nią mógł obserwować Nicholasa tak, by nie wpatrywać się weń bezpośrednio. A prawda jak zawsze leżała gdzieś pośrodku. - Mylisz się. Skwitował krótko, przeczesując włosy palcami. Yaxley wysnuł błędne wnioski z tej rozmowy, chociaż czy można było mu mieć to za złe? Lecz on sam nie potrafił dokładniej ubrać w słowa informacji, w których posiadanie wszedł. Ale postara się. Wstał i wolnym krokiem podszedł do barku. Jego szklanka była już pusta, lecz tym razem nalał wody. Celowo nie przestawiał karafki, chodzenie po pokoju pozwalało mu zebrać myśli. Dawało mu czas do namysłu i uporządkowania tego całego chaosu, który miał w głowie. - Jestem absolutnie pewny tego, że Robert zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli ja pójdę na dno, on pójdzie ze mną. I że to działa w drugą stronę. To, co mnie niepokoi to fakt, że pozwolił sobie na to, by podobne plotki w ogóle się pojawiły - powiedział, przechodząc z drugiej strony fotela Nicholasa. Stanął z boku i nachylił się tak, by mieć jego ucho blisko swoich ust, wolną dłoń opierając o oparcie fotela. - Nie masz mnie chyba za głupca, prawda, Nicholasie? Zapytał cicho, poważnym tonem. Wpatrywał się w jego profil uważnie, badając każdą reakcję. Zdążył już się przekonać, że Yaxleya praktycznie nie dało się odczytać, lecz nie szkodziło spróbować. Yaxley musiał mieć o nim naprawdę kiepską opinię skoro uważał, że tak łatwo zdradzi, o kogo chodzi. Może chodziło o kochankę, a może kochanka? Albo o brata. Lub o narzeczoną, bo żony nie posiadał. Albo o kogoś z Departamentu Tajemnic. A może to w ogóle była osoba niezwiązana z Ministerstwem Magii? Chociaż akurat to jedno było wątpliwe. - W plotkach jest ziarno prawdy, jak mówiłem. Nie szukam jednak ziarna, szukam siewcy - mruknął, a w jego oczach błysnęło coś niebezpiecznego. Gdzieś pomiędzy tymi niewypowiedzianymi słowami wybrzmiała całkiem realna groźba co czeka osobę, która rozpoczęła ten cykl informacji. RE: [14.06.1972] Czyja prawda jest właściwa? | Nicholas, Rodolphus - Nicholas Travers - 08.12.2023 Mylił się? Nicholas zmarszczył brwi, zastanawiając, gdzie niby się mylił. Sądził że podsumował należycie rozmowę, chcąc dowiedzieć się, kto sieje takie plotki? Najwyraźniej Lestrange zorientował się, że może powiedział za dużo, niż myślał? Zmiana tonu? Uniknięcie większości odpowiedzi na pytania. Czy to spotkanie, Nicholas miał potraktować też jako przesłuchanie, w sprawie Roberta? Nicholas siedział nadal na fotelu trzymając szklankę, nie reagując jakoś specjalnie i zauważalnie na ruch i zbliżenie się Rodolphusa bliżej siebie. Słysząc jego pytanie, przez które nie wiadomo co zamierzał osiągnąć. Chciał zastraszyć? Ostrzec? Coś udowodnić? Nicholasa to nie ruszało. Trudno było z niego cokolwiek wyczytać. Nauczony ufać tylko wybranym, nie okazywać emocji i nie pokazywać swoich słabości. - Nie mam Cię za głupca, Rodolphusie.Odpowiedział od razu z powagą w głosie, odwracając głowę w jego kierunku, aby ich spojrzenia powagi sytuacji mogły się spotkać. - Żeby dotrzeć do siewcy, potrzebujesz każdego ziarna. W zależności od tego, ilu ich zasiał. Skoro sam się tym zajmiesz. Nie będę wchodził Ci w drogę. Dopił do końca alkohol i odstawił szklankę na ławę. Nicholas nie sądził, aby Robert pozwolił na to, aby coś zasiało jakieś ziarna niepewności i miało naruszać jego reputację. Rodolphus nagle zmienił kierunek rozmowy, a to też nie pomagało jakoś w ich współpracy, jeżeli do takowej miałoby dojść. - Czy potrzebujesz wiedzieć coś jeszcze? Zapytał. Sądząc, że skoro rozmowa obrała już taki kierunek i Rodolphus postawił sprawę jasno, chyba mogli zakończyć owe spotkanie. RE: [14.06.1972] Czyja prawda jest właściwa? | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 08.12.2023 Kącik ust Rolpha drgnął, gdy Yaxley na niego spojrzał. Nie miał go za głupca, lecz zadawał głupie pytania. Po co? Czy liczył, że dwie czy trzy noce pełne koszmarów sennych spowodują, że odsłoni się bardziej? W tym wszystkim chodziło wyłącznie o Roberta, a raczej o nich wszystkich. Czy wiedział, że Nicholas również spłonie, gdy podejdzie zbyt blisko tego ognia? Nie, nie miał podstaw by tak sądzić. Dbał o swój tyłek, a że przy okazji musiał ratować ten robertowy... Tym lepiej dla całej trójki. - Tak, ale mi tego nie powiesz - cofnął rękę i wyprostował się. Poprawił kołnierz białej koszuli. Wyglądało trochę tak jakby ta rozmowa odrobinę mu pomogła. Sprawiła, że jego myśli wróciły na właściwe tory, a w jego umyśle zaczął kiełkować pewien plan. Był on niebezpieczny, ale czym było życie bez odrobiny zagrożenia? - Gdy będzie po wszystkim, odezwę się. Czy da radę samodzielnie zająć się problemem? Wątpliwe, lecz skoro Nicholas tak to interpretował, nie zamierzał po raz kolejny mówić mu, że się myli. Założył też, że mężczyzna zachowa to dla siebie. Może powinien był to powiedzieć na głos, lecz po raz kolejny młody wiek i nabywana latami arogancja dawała o sobie znać. Mógł sądzić inaczej, lecz Lestrange popełniał cholernie dużo błędów. RE: [14.06.1972] Czyja prawda jest właściwa? | Nicholas, Rodolphus - Nicholas Travers - 08.12.2023 Można by rzec, że sprawdzał Rodolphusa. Tak samo, jak on chciał widocznie zbadać na swój sposób Nicholasa. Yaxley jednak był na tyle ostrożny, uważając w swoich słowach, by za dużo informacji nie sprzedać na temat Roberta. Miało to swoje granice. Powiedział mu tyle ile uważał, że może na chwilę obecną wiedzieć. A w tym przypadku, chodziło o rozwianie pewnych wątpliwości, dotyczące osobowości czarodzieja, z którym współpracują. Trudno ocenić, czy Nicholas mówił szczerze, że nie miał Rodolphusa za głupca, Nie uważał też, jakoby zadawał mu głupie pytania. Zadawał takie, które wymagały analizy sytuacji. Sam Lestrange dość mocno się otworzył się przed nim, dość dużo informacji przekazując. Nicholas to doceniał, jakby zasiane w ich przypadku zostało ziarno zaufania. Nie zostawi chłopaka z problemem, jaki mu się narobił przez jedną osobę. Ale też, nie chciał wtrącać się do jego działań, skoro wciąż mówił iż ”sam szuka”. Pytań, najwyraźniej było więcej. I jak słusznie Rodolphus zauważył, Nicholas nie na wszystko mu odpowie.- Rozumiem. Wstał z fotela z zamiarem zakończenia spotkania. Nie zaprzeczył ani nie potwierdził temu, że tutaj mogą się zgodzić. Jeżeli planowane pytania miały mieć głębszy cel dowiedzenia się czego, czego Lestrange nie powinien wiedzieć bez pośrednio od Nicholasa, lepiej zostawić to na inną okazję. A może nawet i samego Roberta powinien się młody zapytać. - I jeżeli pójdzie coś nie tak. Też daj mi znać. Dodał w odpowiedzi na jego słowa. Skoro już został wtajemniczony w ten problem, niech Rodolphus wie, że w razie ostateczności jakiegoś niepowodzenia, może na jakieś wsparcie liczyć od Yaxleya. - Ta rozmowa. Pozostaje między nami. Nie pytał, tylko stwierdził fakt, patrząc na Lestrange’a, chcąc mieć w nim jakikolwiek sposób potwierdzenie. Czy to słownie, czy w czynach. Nie potrzebowali dodatkowych osób trzecich w rozgrzebujące sprawę Roberta. Jeżeli dla Rodolpha było wszystko jasne i nie miałby żadnych więcej pytań, Nicholas mógłby opuścić mieszkanie, wracając do siebie. RE: [14.06.1972] Czyja prawda jest właściwa? | Nicholas, Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 08.12.2023 Spojrzał uważnie na Nicholasa. Chwilę milczał, jakby trawiąc słowa, które do niego wypowiedział. Jak coś pójdzie nie tak... Nie będzie musiał kłopotać Yaxleya, nie miał zamiaru dopuścić do tego, by cokolwiek stanęło mu na drodze. Zależało mu, by Nicholas wiedział, że jakieś plotki krążą o Robercie. Żeby był świadomy tego, że wkrótce mogą napotkać pewne problemy. Lecz nie istniała taka przeszkoda, której nie dało się pokonać. Samotnie czy też wspólnie. Gdy poczuł na sobie poważny wzrok Yaxleya, uniósł brwi w pytającym geście, nie łącząc faktów jak uprzejme zaznaczenie, że poznał jego siostrę może brzmieć w jego uszach. Może gdyby był w lepszym stanie, rozegrałby to inaczej. A może zrobił to celowo? Chociaż po co miałby robić sobie wroga w kimś, kogo raz prosiło pomoc, a drugi raz, w tej chwili, można by rzec - zaufał w delikatnej sprawie? Uśmiechnął się lekko, nieznacznie. W jego postawie nie było nic prowokującego, bo i chociaż mieli odmienne zdanie na niektóre sprawy - Rodolphus nie był aż takim idiotą, by mu grozić. Ale nie był też wirtuozem manipulacji czy kłamstwa ani tytanem emocji i niewypowiedzianych słów tak, jak Nick. Mógł tłamsić słabsze umysły i się nimi bawić, lecz w starciu z bardziej doświadczonymi osobami był na z góry przegranej pozycji. Zdawał sobie z tego sprawę, choć czasem o tym zapominał. - Nigdy nie zakładałem, że będzie inaczej - odpowiedział, unosząc wzrok. Nieczęsto spotykał osoby, które mogły patrzeć na niego z góry - sam mierzył bowiem prawie 190 cm wzrostu, górując nad większością osób, które znał. To była... interesująca odmiana. Odprowadził Nicholasa do drzwi, a gdy te się za nim zamknęły, podszedł do barku. Nalał wody, obrócił szklankę w dłoni i spojrzał na zasunięte zasłony. Musiał napisać do Bellatrix, lecz zbliżała się Litha. Tutaj każdy dzień mógł być kluczowy, lecz wiedział też, że rozpoczynanie tego tematu tuż przed sabatem byłoby nierozsądne. Planowanie odłożył na inny dzień - musiał odzyskać harmonię, a do tego potrzebował snu. Dnia poprzedniego musiał coś załatwić - o zgrozo - w lesie. Wrócił zmęczony, skołowany. Nie mógł wtedy tamtej rzeczy przesunąć, miał tyły w korespondencji. Następnego dnia postanowił jednak napisać do Belli. Rodolphus przeszedł do sypialni, w której znajdowało się biurko. Nakreślił najpierw kilka słów do Roberta z prośbą o spotkanie i wysłał sowę. Już miał sięgnąć po kolejną kartkę, gdy Prorok Codzienny spadł na podłogę. Lestrange prychnął i sięgnął po gazetę. Wypadła spod niej koperta. Zaadresowana była do niego, pismo należało do Black. Drżącą ręką otworzył list. Zbladł, widząc nakreślone słowa. W tym momencie dotarło do niego, jak wielki błąd popełnił, wysyłając list do Mulcibera w tej chwili i jak wielki błąd popełnił, spotykając się dzisiaj z Nicholasem. Koniec sesji
|