Secrets of London
[13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? (/showthread.php?tid=2416)

Strony: 1 2


RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Bard Beedle - 15.12.2023

Marta zawisła na moment w powietrzu, tuż przy ścianie. Zdawała się nad czymś wahać.
- Oczy - powiedziała w końcu cicho. - Słyszałam głos chłopca i widziałam wielkie, straszne oczy przy jednej z umywalek... a potem... potem umarłam - stwierdziła nim rozmyła się. Dokładnie w tej samej chwili, w której do łazienki wpadł dyrektor szkoły, a tuż za nim nauczycielka zaklęć.
- Och bogini - wyszeptała przerażona profesor, kładąc dłoń na ramieniu Morpheusa. Wstrząśnięty Dippet spoglądał w miejsce, w którym zdążył jeszcze dostrzec ducha, nim ten rozmył się w niebycie. Potem podszedł powoli do Marty: przykląkł na podłodze, dotknął jej nadgarstka, chociaż już musiał wiedzieć, że to koniec.
W tej chwili wyglądał na bardzo starego i bardzo, bardzo zmęczonego.
- Anno, odprowadź Olivię, Morpheusa i Fiannę do Pokoi Wspólnych - polecił w końcu. - Po drodze zajrzyj do pokoju nauczycielskiego. Kadra ma natychmiast obejść szkołę i odprowadzić uczniów do Pokoi Wspólnych. Niech opiekunowie z nimi zostaną. Poproście duchy, żeby pomogły w zbieraniu uczniów. Nikt nie ma prawa być tej nocy na korytarzach - oświadczył, unosząc na nich wzrok znad ciała dziewczynki.
Czekało go teraz niewdzięczne zadanie poinformowania Ministerstwa Magii oraz, przede wszystkim, rodziny Marty Warren.
Dziewczynki, która porzuciła mugolski świat, by uczyć się w szkole magii - i w tej szkole znalazła śmierć.
- Chodźmy, panie Longbottom - powiedziała nauczycielka. Przełknęła ślinę, ale dość szybko wzięła się w garść i pociągnęła chłopca lekko, ku wyjściu.


RE: [13.06.43] Co spotkało Martę Warren? - Morpheus Longbottom - 15.12.2023

Niczym marionetka, Morpheus Longbottom dał się pociągnąć profesor, niemal bezwładnie poruszając się pod jej dyktando, niemal jak marionetka, przypatrując się szklanymi oczami w martwe ciało Marty Warren, swojej rówieśniczki, koleżanki, Krukonki. Nie zauważył swoich kart na posadzce, ale złapał Olivię za rękę, gdy dołączył do niej i do Fianny na korytarzu. Uścisnął ją, chociaż pewnie tego nie zauważyła. Trzymał się aż do wejścia do Pokoju Wspólnego. Wtedy adrenalina zupełnie opadła i ciało chłopca zaczęły wstrząsać drgawki nerwów. Niczym Marta uciekł od zamieszania, wcześniej jednak oznajmiając prefektowi, że idzie do łóżka i zakopał się w pościeli. Wyciągnął z kufra swój nożyk, który został od dziadka na rozpoczęcie Hogwartu i leżał z nim pod poduszką, ze spazmami płaczu, niemal histerycznego, w obawie przed tym, co mogło się zdarzyć tej nocy.

Dopiero gdy całe dormitorium ucichło, tak jak i wieża Gryfonów, pokoje wspólne i słychać było jedynie pojedyncze, przerażone szepty, Longbottom przypomniał sobie o tym, że Marta usłyszała głos chłopca. Nie mężczyzny. Gula podeszła mu do gardła i zaczął zastanawiać się nad tym, z kim dzieli pokój. I czy nie jest następny przez swoją głupią odwagę. Jeszcze przez tydzień nie mógł zasnąć, omdlewając niemal w godzinach wczesnego poranka i ściskając zaostrzone poczucie pewności tak, że zostawał na jego dłoni krwawy odcisk.

Gdy już spał, śniła mu się Marta, jej histeryczny głos, który powtarzał zadania z lekcji, siedząc w ławce obok niego i nikt inny zdawał się nie widzieć niczego złego w tym, że trup uczęszcza z nimi na zajęcia. Gryfon chciałby móc zapomnieć o wielu horrorach, aby jego sen przesuwał się miękko po tych bruzdach w mózgu, ale koszmary przychodzą, odsuwają sen na bok i ponownie wypełniają obrazem. I tak Morpheus budzi się zdyszang, pozwala światłu świecy rozpuścić ciemność, pijąc pocieszające półświatło, jakby to była woda z cukrem. Ale, niestety, krawędź, na której balansuje to bezpieczeństwo, jest wąska. Wystarczy najmniejszy mały obrót, a wzrok odsuwa się od tego, co znajome i przyjazne, a kształty, które tak niedawno były pocieszające, przybierają ostre kontury otchłani horroru.


Koniec sesji