![]() |
|
[07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine (/showthread.php?tid=2448) |
RE: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Erik Longbottom - 16.01.2024 Westchnął cicho. Cóż innego mógł zrobić, jak tylko przyznać kobiecie rację? Rozmawiali o tym wielokrotnie i chociaż Erik aż do Beltane starał się przynajmniej zrozumieć decyzje Śmierciożerców i ich motywy, tak, gdy na własne oczy zobaczył skalę zniszczeń, jaką są w stanie ze sobą przynieść, wyzbył się wszelkich nadziei na to, że sytuacja mogła się uspokoić samoistnie. Polana Ognisk była słabo obstawiona, a Czarny Pan to wykorzystał. Owszem, w tym czasie inni pracownicy Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów patrolowali inne miejscówki w okolicy Londynu, jednak i tak był to swoisty symbol słabości Ministerstwa Magii. Jak można było nie obstawić jednego z większych sabatów w roku większą ilością ludzi? To pytanie Erik zadawał sobie po dziś dzień.
— Sam jestem zdziwiony, że na płocie jeszcze mi nie wymalowali jakichś gróźb albo ostrzeżeń — mruknął, kaszląc cicho. To nie był pierwszy raz, kiedy sprzeciwił się sympatykom Czarnego Pana. Atak na Thomasa przed paroma laty, pomoc w wyleczeniu Arabelli, ba sama pro-mugolska postawa rodu Longbottomów. Z każdego aspektu życia Erika można było wyciągnąć co najmniej kilka przykładów oznak buntu wobec ideologii czystej krwi. — Chociaż znając życie, skoro już o tym wspomniałem, to niedługo takowe się pojawią. Problemy w Dolinie Godryka zdawały się oznaką czegoś większego. Do tej pory konflikt rozgrywał się przede wszystkim na ulicach Londynu lub z dala od centrum władzy czarodziejów. Teraz miał wrażenie, że niebezpieczeństwo czyhało na horyzoncie, a on mógł jedynie obserwować je zza okna ze świadomością, że przyjdzie taki dzień, kiedy znajdzie się na jego progu, a potem bezceremonialnie wparuje do środka. To będzie ostateczny dowód na to, że Ministerstwo Magii i Zakon Feniksa jedynie opóźniali nieuniknione, zamiast położyć kres tej tyranii. Czy będzie to ostatni krzyk, aby ruszyć do boju z czarną magią, czy skomlenie dobitków? Longbottom pokręcił głową, wracając do rzeczywistości. Ta wizja nie mogła się ziścić aż tak szybko. — A co? — Uniósł powoli brwi, taksując uważnie jej twarz, jakby szukał tam jakiegoś dowodu do ostatniego śledztwa. — Chcesz zacząć wpadać na poranną herbatę do Warowni? — Uśmiechnął się półgębkiem, spychając ponure myśli na bok. — Bo tak się składa, że chyba na końcu ulicy sprzedają kawałek ziemi. Wyobraź sobie - moglibyśmy machać do siebie z okien. Im mniej, tym lepiej, potwierdził w myślach, kiwając powoli głową. Jego rosnąca Stala popularność w kręgach towarzyskich przyczyniła się do tego, że nie był znany tylko jako "ten wilkołak od Longbottomów". Jego futrzaste incydenty przykrywane były przyjęciami rodziny, sukcesami zawodowymi, plotkami i tytułami pokroju Najdroższego Czarodzieja Wielkiej Brytanii. Huh, może był jednak jakiś plus tego wszystkiego? Przynajmniej reporterzy nie pytali go co miesiąc, jak przeżył poprzednią pełnię. — Nie, pojedyncze — odparł zwięźle, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć w jego ustach nieco sarkastycznie. Wykrzywił usta w przepraszającym geście. — Zamknęłabyś ze sobą w jednym pomieszczeniu stado wilkołaków? Takich co pierwszy raz przechodzą przemianę i takich, co od lat przechodzą to samo co miesiąc? — Wzruszył sztywno ramionami. Bądź co bądź, nie wiedział zbyt wiele o tym, jak... odławiano inne wilki. To była działka Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami. — To areszt, chyba obecnie na poziomie piwnic. Pojedyncze cele. Niektóre z łańcuchami, inne bez. Pewnie zależy od temperamentu wilkołaka i tego, czy przyjmował Eliksir Tojadowy. Erik miał cholernie dużo szczęście. Podczas gdy on przebywał w szpitalu, a wraz z jesienią wrócił do szkoły, jego rodzice dopełnili wszystkich starań, aby nie wylądował w areszcie Ministerstwa Magii. Zamiast tego załatwili mu kryjówkę, dogadali się z urzędnikami. Ponoć skrytka przeszła jakąś kontrolę, jednak Longbottoma przy tym nie było. Poza tym, czy smutne panie na co dzień siedzące za biurkiem tak chętnie sprawdzały obiekt znajdujący się pod opieką rodziny pełnej Brygadzistów i Aurorów? Dla Geraldine spacer pod ziemią mógł trwać od kilku do parunastu minut, jednak Longbottomowi czas dłużył się w nieskończoność. Miał klaustrofobię, znał swoje ograniczenia, jednak był też cholernym detektywem Ministerstwa Magii. To siłą rzeczy wymagało walki z własnymi słabościami. Może podjął złą decyzję? Może trzeba było zacisnąć zęby i zejść na dół wraz z Yaxley? Wypuścił głośno powietrze z ust, przerzucając różdżkę z jednej dłoni do drugiej. Czyżby to był jeden z tych dni, gdy podejmował nieodpowiednie decyzje? RE: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.01.2024 Giovanni zadbał o to, aby odesłać Geraldine do domu nim na Beltane wszystko zaczęło się komplikować. Wiedziała, że był atak, jednak nie miała, jak tam wrócić, teleportacja nie działała. Nie miała jak im pomóc, nie dotarłaby od siebie tam na czas. Wiedziała, że Gio również ryzykował, był jej na tyle bliski, że skłonna była się tam wrócić, aby mu pomóc. Nie przejmowałaby się wtedy nawet tym, że ktoś może zobaczyć, że ich wspiera, mogło to być przecież jednorazowe, czyż nie. Zresztą na pewno przyjdzie czas, że zainteresują się i ją. W końcu nie miała problemu z tym, żeby pokazywać się z mugolakami, czy tymi półkrwi, którymi większość czystokrwistych gardziła. Czekała po prostu na odpowiedni moment i póki mogła wolała się trzymać na uboczu, bo skomplikowałoby to dość mocno jej interesy, a mimo wszystko one były dla niej naprawdę ważne. Czuła, że rodzinny interes jest głównie jej ciężarem. Jej bracia byli raczej nieudolni jeśli o to chodzi, musiała czuwać nad tym, żeby nadal ceniono ich w branży, aby żadna inna rodzina ich nie wygryzła. Miała nadzieję, że ojciec to doceni, bo matka, cóż, nie miała złudzeń - wolałaby, aby Gerry się trzymała od tego z daleka. Wiele razy pokazywała swoje niezadowolenie spowodowane tym, jaką wybrała profesję, ale nie tylko to, nigdy nie zaakceptowała w pełni tego, w jaki sposób ona chciała żyć, demonstrowała to przy każdym możliwym spotkaniu. - Musisz być ostrożny Erik. - Jej ton zmienił się na bardzo poważny, spoglądała przy tym na niego, a usta wykrzywiła w grymasie. Nie chciała usłyszeć o tym, że zginął z rąk fanatyków. Naprawdę cieszyła się, że ma w sobie tyle odwagi, nie boi się pomagać i cała reszta, tyle, że mogło to przynieść śmierć, zupełnie znienacka. Nie malunki na płocie, a stratę życia. To naprawdę było bardzo poważne. Na pewno zdawał sobie z tego sprawę, nie sądziła, że odpowiednim podejściem było lekceważenie popleczników Voldemorta. - Oby to faktycznie były tylko groźby na płocie. - Powiedziała oschle. - Nie wiem, czy jestem dobrym materiałem na sąsiada. - Uśmiechnęła się teraz szczerze. Zastanawiała się nawet przez moment, czy nie powinna wyprowadzić się gdzieś dalej, ale brakowałoby jej tłocznego i głośnego Londynu. Tam zawsze znajdowała towarzystwo, wystarczyło, że zeszła do pubu i od razu znajdowali się chętni do wspólnej zabawy. Było jej to potrzebne od czasu do czasu. W Dolinie psy dupami szczekały, nie powiedziała tego oczywiście w głos, aby nie urazić Erika, zresztą tak samo było w Snowdonii skąd pochodziła. Nie bez powodu dawno temu kupiła sobie mieszkanie w Londynie. Może na chwilę, dobrze byłoby od czasu do czasu zamieszkać w miejscu jak to, tak właściwie kupić sobie jakiś domek letniskowy? Wcale nie był to taki głupi pomysł, mogłaby tam sobie zrobić magazyn na wszystkie komponenty, które zdobywała. - Pomyślę jednak o letnim domu. - Dodała jeszcze, najwyraźniej chciała się podzielić tym pomysłem. - Takich to nie, ale samych doświadczonych? - Wzruszyła ramionami, bo nie do końca wiedziała, co o tym myśleć. Nigdy nie była świadkiem przemiany wilkołaka, było to dla niej coś nowego, dlatego tak go wypytywała. - Dzięki za wytłumaczenie. - Jego komentarz jej trochę bardziej rozjaśnił całą sytuację, lepszego źródła wiedzy nie znajdzie. Jej minęła ledwie chwila. Była tak zajęta, że nie czuła upływu czasu, zazwyczaj działo się tak, kiedy polowała. Często zachodzące słońce informowało ją o tym, jaka jest pora dnia. Szczególnie, że zawsze była skupiona przede wszystkim na tym, co działo się przed nią. Liczyła się tylko ona i zwierzę na które polowała, może trochę otoczenie, o ile mogło jej dać wskazówki, gdzie mogła znaleźć poszukiwanie stworzenie. Miała szczęście, bo potwór, znaczy słodko śpiący błotoryj się nie obudził. Raczył się jeszcze nawet odwrócić na drugi bok. Nie wiedział jeszcze, co dla niego szykuje. Niech śpi słodko, bo najprawdopodobniej będzie to jego ostatni sen. Obudzi go pewnie jak będzie go zabijała, szkoda, bo tak może by się nie zorientował, że umarł. Ciekawe, czy odrodzi się jako inne zwierzę, a może człowiek? Reinkarnacja interesowała ją od kiedy odwiedziła Indie i poznała się bliżej z tamtymi mieszkańcami. Nie wiedzieć czemu, wróciło to do niej teraz. Geraldine nie zamierzała uciekać, oj nie. Szczególnie, kiedy to zwierzę leżało przed nią podane na tacy. Nie miała zamiaru też ściągać tutaj Erika. Raczej chciała zrobić mu niespodziankę. Ciekawe, czy uda się jej go zaskoczyć małym prezentem, który wyłoni się na zewnątrz, podejrzewała, że zwierzę, że trochę zbyt duże, aby jej się to udało. Z mniejszym pewnie by przeszło. Nie zastanawiała się długo. Machnęła różdżką pewnym ruchem i mruknęła pod nosem Bombarda zaklęcie, chciała uderzyć w śpiącego zwierzaka ogromną siłą, która miała spowodować eksplozję. [roll=Z] [roll=Z] RE: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Erik Longbottom - 21.01.2024 RE: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 29.01.2024 Wiedziała, że jej największą przewagą w starciu z tym wielkim potworem będzie to, że zaskoczyła go we śnie. Niby nie do końca sprawiedliwe starcie, ale życie właśnie takie było i ten błotoryj miał się tego za chwilę dowiedzieć. Nie zastanawiała się długo, bo nie było na to czasu. Musieli się go pozbyć, aby nie niepokoił kolejnych mieszkańców. Wybrał sobie nieodpowiednie miejsce do żerowania. Zaklęcie które pomknęło w stronę potwora uderzyło w niego i wybudziło ze snu. Zraniło zwierzę dosyć mocno, jednak przy okazji rozjuszyło. Kto bowiem nie zareagowałby podobnie, gdyby w ten sposób został wyrwany ze snu? Zawył, więc musiało go to zaboleć, ale nie wystarczyło. Później było nieco gorzej. Obudzone zwierzę zaczęło się rzucać od strony do strony, atakowało na ślepo, nie wiedziało, gdzie ona jest, chociaż tyle dobrego. Nie spodziewała się, że wkurwi go aż tak bardzo. Biegało po jaskini jak poparzone, może nawet dosłownie, bo zostało poparzone przez Yaxley. Znalazł się przy niej trzy razy, tylko jeden raz zdołała całkowicie mu umknąć. Dwa razy otarło się o nią swoim cielskiem, poczuła ból tym spowodowany, nie było jednak źle. Rozejrzała się po podziemnej komnacie, póki co nie wyglądała na taką, która miała się zaraz zawalić. Nie był to wcale zły znak, bo oznaczało, że miała jeszcze trochę czasu, aby go zabić, chociaż może zakopanie go żywcem, też nie było najgorszym pomysłem? Wolała jednak skorzystać z innych metod, bo takie bydle na pewno będzie idealnym okazem na pozyskanie komponentów. Nie czekała, machnęła różdżką, Yaxley chciała wyczarować sznury, które go zwiążą, choć na chwilę, aby mogła do niego podejść i z bliska się nim zająć. [roll=Z][roll=Z] RE: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Erik Longbottom - 30.01.2024 RE: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.01.2024 Udało jej się wyczarować liny, które spętały zwierzę. Przypomniało jej to rozmowę z pewnym jegomościem podczas łapania niesfornego kota, tyle, że zastosowała je oczywiście przeciwko magicznemu stworzeniu, a nie w jego obronie. Ciekawa była, co by o tym pomyślał, czy pobiegłby pomóc temu wyrośniętemu błotoryjowi? Chętnie by to zobaczyła. Ruszyła szybkim krokiem w stronę stworzenia, chciała się zbliżyć i dokończyć dzieła. Im szybciej, tym lepiej. Tak, czy siak musiała się go pozbyć, aby uchronić mieszkańców przed tym bydlęciem. Najwyraźniej nie do końca było to przemyślane. Wydawało jej się, że może być pewna tego, że zwierzę zostało odpowiednio spętane, ale się myliła. Udało mu się wyswobodzić, na szczęście nie całkowicie, bo tylko lewa kończyna pomknęła w jej stronę. No, ale trafił. Uderzył ją ze sporą siłą. Przewróciła się na ziemię, nie dała rady utrzymać równowagi. Soczysta kurwa wymsknęła jej się z ust, kiedy lądowała na plecach. Zabolało, jednak póki co ból dupy zagłuszył ewentualne, inne zadrapania. Kiedy tak leciała na tyłek przez moment zastanawiała się, co słychać u Erika, który znajdował się na górze i cieszył letnim słońcem, nie zamierzała jednak jeszcze go tutaj wołać. Była sobie w stanie sama poradzić z tym stworem, a przynajmniej tak sobie wmawiała. Machnęła ponownie różdżką, tym razem celując w łeb tego zwierzęcia. Bombarda liczyła na to, że głowa wybuchnie przy pomocy siły, którą wyczaruje i teraz faktycznie błotoryj nie będzie mógł się ruszać już nigdy. [roll=Z] [roll=Z] RE: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Erik Longbottom - 01.02.2024 ~~*~~
— Geraldine? — rzucił słabym głosem Erik, zaglądając z zaniepokojeniem do wnętrza podziemnego korytarza. Nadal był na powierzchni; nie był na tyle głupi, aby pakować się pod ziemię. Nie wiedział, jak rozległe są tunele wydrążone przez stwora, a już na pewno nie miał zamiaru tego sprawdzać. Geraldine siedziała tam już jednak jakiś czas... Biorąc pod uwagę jej reputację, sądził, że dosyć szybko się uwinie. I że będzie przy tym dużo więcej krzyków, dodał w myślach, przerzucając różdżkę z jednej dłoni do drugiej. Pościgi za czarnoksiężnikami zdecydowanie nie były takie ciche. Formułki zaklęć przecinały powietrze, a świst wstęg światła i żywiołów wydawały charakterystyczne odgłosy, ilekroć czarodziej lub czarownica poprawnie rzucili jakiś czar. Nie dochodziły jednak do niego żadne odgłosy walki. Było spokojnie. Za spokojnie. Nie do końca mu się to podobało, ale cóż więcej mógł zrobić? Musiał wierzyć w to, że Yaxley już niedługo wychyli swoją blond czuprynę z tej czarnej dziury i przytacha ze sobą truchło sprawcy całego zamieszania. — Proszę, nie każ mi tam iść — wyszeptał pod nosem, zbliżając się o pół kroku do wejścia. Po chwili się jednak wycofał. Jeszcze trochę mógł poczekać. W końcu... Sztuka potrzebuje czasu, czyż nie? A polowanie na magiczne stworzenia zdecydowanie można było ująć w tej kategorii. RE: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.02.2024 Yaxley nie lubiła prostych rozwiązań. W końcu gdyby związała go podczas spania, to nie miałby szansy zrobić jej krzywdy, a ona najwyraźniej bardzo przepadała za ryzykiem. Tańczyła na krawędzi, kiedy tylko mogła. Była trochę szalona, co mogło skończyć się różnie. Zresztą nigdy nie uważała, że śmierć podczas walki należy do uwłaczających. Zwierzęciu udało się ją po raz kolejny drasnąć, zacisnęła usta zirytowana, zrobiła to tak mocno, że ugryzła się w dolną wargę. Miała wrażenie, że śmieje się jej w twarz, co jeszcze bardziej ją rozwścieczyło, a to łączyło się z tym, że przestawała jasno myśleć. Chaos ogarnął głowę Yaxley, bo nie znosiła niepowodzenia. Kolejna lina puściła. Mógł się poruszać, nie wróżyło to niczego dobrego. Nie panikowała jednak, nie bała się konfrontacji oko w oko z tym paskudztwem. Usłyszała głos Erika dochodzący z zewnątrz. Nie miała jednak czasu, żeby mu odpowiedzieć, zdecydowanie nie wybrał odpowiedniego momentu. Ona również wolałaby poradzić sobie z tym sama, nie chciała wyjść na niekompetentną, szczególnie, że tak mu wcześniej opowiadała o tym, jaka to jest zdolna niesłychanie, niestety póki co nie udało jej się tego udowodnić, no życie. Nie zamierzała się jednak poddawać. Musiała walczyć do skutku. Ponownie machnęła różdżką, nie zmieniała taktyki, prędzej, czy później rozwali mu ten wielki łeb, nie widziała innej opcji, błotoryj musiał się z tym pogodzić. Dzisiaj był ostatni dzień jego żywota na tym świecie, wspaniale, że zjadł obfity ostatni posiłek. Machnęła zgrabnie różdżką, głośno wypowiedziała zaklęcie. Ponownie próbowała tego samego, chciała rozwalić mu łeb. [roll=Z] [roll=Z] RE: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Erik Longbottom - 03.02.2024 RE: [07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.02.2024 Oczywiście, nie zamierzała mu umniejszać, ten błotoryj wyglądał na prawdziwego króla wszystkich błotoryjów. Był ogromny, na pewno miał jakąś wysoką pozycję w społeczności tych obrzydliwych stworzeń. Niestety za bardzo pewnie się poczuł w tym miejscu i nadużywał gościnności okolicznych mieszkańców. Nie było innego wyjścia, jak tylko się go pozbyć. Bardzo brutalnie pozbyć, ale inaczej by się to nie udało, nie należały one do pacyfistycznych stworów. Trzeba było skorzystać z siły, nie, żeby pannie Yaxley to jakoś specjalnie przeszkadzało. Poczuła wibracje pod swoją dłonią. Najwyraźniej jej złość i wkurzenie zamieniło się w coś dobrego, bo przelało się to w naprawdę wspaniale rzucone zaklęcie. Czerwony strumień poleciał w stronę błotoryja i rozwalił mu łeb. Dokładnie tak, jak chciała. Odetchnęła głęboko, co nie było do końca przemyślane, bo oberwała wnętrznościami stwora po twarzy, była cała upaćkana tym, co miał w swojej głowie. - Ja pierdole. - Mruknęła, jak zawsze elokwentnie do siebie, po czym przetarła usta ręką. Nie zamierzała dłużej tutaj zostać, bo jeszcze pojawią się jego koledzy. Była zmęczona, poobijana i brudna, ale to wyzwanie zakończyło się sukcesem. Ruszyła w kierunku wyjścia. Wydostanie się z tego podziemnego tunelu zajęło jej dłuższą chwilę, w końcu jednak na jego końcu dostrzegła światło i wyszła na zewnątrz. - Kurwa mać. - Tymi słowami przywitała swojego towarzysza. Włosy miała posklejane, zdecydowanie nie prezentowała się w tej chwili świeżo. Wsadziła sobie w usta papierosa i odpaliła go mugolską zapalniczką Zippo, zaciągnęła się dymem, jej serce powoli wracało do normalnego rytmu, bo jeszcze chwilę wcześniej był przyspieszony. Każde starcie z potworami przynosiło zdenerwowanie, bo nigdy nie była w stanie przewidzieć, co dokładnie się wydarzy. - Był wielki, żałuj, że go nie widziałeś. - Powiedziała spokojnym głosem do Erika. - Nie będzie już sprawiał problemu, zostawiamy go pod ziemią, czy mamy coś zrobić z truchłem? - Nie miała pojęcia, jak wyglądają procedury ministerstwa. |