![]() |
|
[listopad 1970] Wieża. Nadchodzi nieszczęście - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [listopad 1970] Wieża. Nadchodzi nieszczęście (/showthread.php?tid=2453) Strony:
1
2
|
RE: [listopad 1970] Wieża. Nadchodzi nieszczęście - Florence Bulstrode - 29.12.2023 Bulstrodowie byli rodziną, która stała zawsze gdzieś po środku. Nie tak swobodni jak Longbottomowie, czy Weasleyowie albo Abbottowie (którzy zresztą stracili swój status czystej krwi), nie tak skostniali jak Malfoyowie albo Lestrange’owie. Florence zaś była typową przedstawicielką swego rodu, o neutralności wciąż głęboko zakorzenionej w duszy, oczach spoglądających w przyszłość, manierach arystokratki i chłodnym spojrzeniu, pod którymi kryły się czarny humor i całkiem bystry umysł. Lubiła też całkiem Morpheusa, bo pod pewnymi względami zdawał się jej podobny, a sympatia Florence wcale nie była taka oczywista. Nie darzyła nią wielu. Gdyby wiedziała, jak o niej myślał, pewnie przyjęłaby to raczej z odrobiną rozbawienia niż z zakłopotaniem, i może nawet odwdzięczyłaby się podobnym komplementem. Choć własne staropanieństwo, wbrew opiniom złośliwych, nie doskwierało jej ani trochę. Florence lubiła swoją pracę, lubiła swoją rodzinę i nie przywykła żałować czegokolwiek, nie miała więc zamiaru żałować i decyzji, które doprowadziły do końca oba jej przeszłe związki i nie poprowadziły na drogę nowych. – Czasami wiek duszy i ciała nie idą ze sobą w parze. Mój ojciec lubi mawiać, że ja byłam stara już kiedy miałam siedemnaście lat. Może dlatego, że ja z kolei byłam najstarszą z wielu dzieci – odparła. Najstarsza z trojga rodzeństwa, ale też z całego pokolenia. Miała młodsze kuzynostwo, ba, nawet jej nominalny wuj był od niej młodszy. W zestawieniu z charakterem, z pewną nieodpowiedzialnością matki, z podejściem Edwarda Prewetta i jego tureckiej piękności, sprawiało to, że zawsze Florence była tą odpowiedzialną, która opatrywała obite kolana, nie pozwalała najmłodszemu bratu na szaleństwa, dojrzane zmysłem jasnowidza i chwytała za rękę Laurenta, gdy nie robiła tego ciotka. Jej wzrok skierował się na moment ku radiu, z którego wciąż płynął głos spikera. Udaremniony atak na sklep, śmierć rodziny mugolaków, zniknięcie mugolaczki… – Myślę, że nuda będzie tym, czego w najbliższych miesiącach, a może i latach, będzie jeszcze brakowało nam wszystkim – stwierdziła, odstawiając filiżankę. – Bogowie ponoć są odbiciem swoich wyznawców, panie Longbottom. Ich lęków, pragnień i sposobu patrzenia na świat. Jeśli są szaleni, nie świadczy to o nas dobrze… Ojciec i wuj już przyszli – dodała, ostatnie zdanie wypowiadając na sekundę przed tym, jak rozbrzmiały kroki w korytarzu. RE: [listopad 1970] Wieża. Nadchodzi nieszczęście - Morpheus Longbottom - 30.12.2023 Gdyby Morpheus mógłby napisać list do siebie w wieku lat siedemnastu, powiedziałby sobie, że w porządku jest widzieć złoczyńcę jako bohatera, ponieważ interpretacja historii należy do nas. Przypomniałby sobie, że ogień parzy, ale zapewnia ciepło. Powiedziałby sobie, że życie nie jest tak długie, jak się wydaje w wieku siedmiu, dziesięciu, a nawet piętnastu lat i że śmierć nie jest definitywnym zakończeniem, tylko końcem. Koniec końców jednak powiedziałby sobie tylko rzeczy, które już wiedział, ponieważ nie chciałby zmieniać tego, kim jest teraz. Może nie lubić każdego rozdziału w swoim życiu, ale napisane słowa ukształtowały jego historię i nawet jeśli nie podoba mu się strona, na której teraz jest, następna może go zachwycić. — Zdecydowanie to w pani widać, pani Bulstrode, ma pani w sobie dużo dojrzałości, której próżno szukać pośród podobnych metryką. Staram się trzymać tego, co w mojej własnej, jednak moja płeć niestety ma tendencje do zachowań godnych Piotrusia Pana. Czasami miło jest poczuć się młodym, jednakże myślę, że w dobie obecnej sytuacji, wolałbym pozostawić młodość tym, którzy mają ją jeszcze przed sobą. — Wypił do końca herbatę i powstał, gdy zaanonsowała nadejście docelowych osób, z którymi chciał się spotkać Morpheus. Nie zerknął nawet na drobny osad, który osiadł na dnie, celowo go ignorując, co było widoczne w tym, jak machinalnie obrócił filiżankę uszkiem w stronę swojego serca, w pozycji do wieszczenia przyszłości z fusów. Ciało reagujące bez pomocy umysłu, nawyk zastopowany przez całun lęków i wątpliwości. — Mam nadzieję, że bogowie rozsądku i spokoju spojrzą na nas łaskawie w takim razie, jako odbicia tych niektórych, spośród żywych, jak ja czy pani, zwłaszcza pani. Oby nuda na nowo zawitała w korytarzach naszych domostw. Pożegnał się kurtuazyjnie z kobietą, a jego pożegnanie tchnęło szczerością. Zabrał swoją paczkę, tak starannie pilnowaną przez cały wieczór i skierował się ku korytarzowy, już z przeprosinami za najście na ustach, skierowanymi w stronę mężczyzn. Krótka rozmowa w gabinecie i Longbottom pospiesznie opuścił kamienicę, tym razem z inną paczką za pazuchą. Czasy były niepewne. Koniec sesji
|