Secrets of London
[03.06.72] Niedokończone sprawy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125)
+--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126)
+--- Wątek: [03.06.72] Niedokończone sprawy (/showthread.php?tid=2515)

Strony: 1 2


RE: [03.06.72] Niedokończone sprawy - Cathal Shafiq - 10.01.2024

Szkoda? Nieodżałowana strata? Cathal uśmiechnął się tylko, jakoś dziwnie, bo jego myśli biegły mimowolnie do Gauntów – do powtarzanych frazesów o czystości krwi, padających z ust takiego Morphina, do wszystkich okrucieństw, jakich z pewnością się dopuszczali, wiedzeni czy swoją naturą, czy diabelskimi podszeptami, do korowodu małżeństw bliskich kuzynów.
Nie widział żadnej szkody w tym, że nikt nie nosił tego nazwiska.
Szkodą było co najwyżej to, że ktoś zdołał się rozmnożyć i zapewne spłodzić Voldemorta.
– Sądząc po tym, że duch spadkobierczyni szuka drogi do domu jakąś godzinę marszu stąd… nie wydaje mi się, aby umarła od jakiejś choroby we własnym łóżku – rzucił tylko odnośnie samego rodu Cape, przemieszczając się powoli po parterze. Przystanął przy jednej ze ścian i powiódł po niej dłonią: wciąż pozostały na niej ślady zdobień, ale zatarte przez czas. – Pewnie służba i miejscowi rozkradli, co się dało, a potem dworek popadł w ruinę, kiedy właściciele zginęli – stwierdził z pewnym zamyśleniem po chwili milczenia. Szukał w głowie wzmianek o nazwisku Cape, a nawet czekał, czy przypadkiem Salazar nie zechce podrzucić jakiejś wskazówki, ale Slytherin milczał uparcie.
– To jej słowa, nie moje. Zobaczyła oczy. W szkolnej łazience. I umarła. Jeżeli cię to pocieszy, to było kilkadziesiąt lat temu – oświadczył, odwracając się go Ginewry. Nie, nie wierzył, że to metafora. Myśl o wężach, o dziedzicu Slytherina, o Komnacie Tajemnic i opowieściach matki nie dawała mu spokoju w tamtych dniach, tuż po rozmowie z duchem. – Jak sądzę czternaście – stwierdził, po szybkich przeliczeniach. Mógł mieć błędne informacje, w końcu nie wypytywał Marty o takie szczegóły: wiedział tyle, ile mu powiedziała, strzępy zaledwie, bo i sam nie chciał wtedy zbytnio rozmawiać, i potem tyle, ile znalazł, próbując się upewnić.
– Jeśli miałbym zgadywać… strach, zawziętość i niechęć. Podobno później straszyła jedną ze szkolnych koleżanek, ale nigdy nie poznałem szczegółów – rzucił.
Cathal przypatrywał się Ginny, trochę zaintrygowany, co takiego chodziło jej po głowie, gdy rozglądała się w milczeniu i zdawała się coś kalkulować. Nie odzywał się już, pozwalając jej na to, sam w końcu na tyle często wpadał w stan zamyślenia, że nie powinien krytykować tego u innych. A gdy zamieniła się w sokoła, uśmiechnął się tylko, spoglądając, jak ta wzlatuje na górę i zadarł głowę, patrząc za nią. Druga forma animagiczna. Nie, nie wiedział o tym, nigdy się nie zastanawiał – a jednak nie czuł się zaskoczony.
– Jesteś pełna niespodzianek, Ginny – stwierdził tylko, z uśmiechem błąkającym się po ustach.
Kobieta – czy też sokół – znalazła się w pomieszczeniu bez wątpienia mieszkalnym, podniszczonym, ogołoconym niemal z mebli. W rogu poniewierały się tylko jakieś szczątki, które sugerowały, że kiedyś były chyba koniem na biegunach – być może znalazła się w pokoju nieszczęsnej Fiony? Gdyby zaś zadarła ptasią głowę, dostrzegłaby wieżę, ku której też mogłaby wzlecieć, częściowo z rozwaloną ścianą – i tam też znajdowała się ta dziwna, zaskakująco dobrze zachowana, kamienna żaba.


RE: [03.06.72] Niedokończone sprawy - Guinevere McGonagall - 13.01.2024

– Tak, też mi się nie wydaje – miała najwyraźniej podobne wnioski i podejrzenia jak Cathal, ale to nie było nic odkrywczego w tym wypadku, raczej większość osób pomyślałaby tym torem. Nieprawidłowością było natomiast to, w jakim Fiona była stanie: nie przypominała ducha ni trochę.

– Myślałam, że to… wiesz. Jakaś metafora, której nie zrozumiałam – no bo… wielkie oczy w łazience? A potem… nic? Zawał na miejscu? Czy co właściwie się stało? – Nikt tego nie zbadał? Nikt nic więcej nie wie, nie mówi? Przecież dziewczyna zmarła w szkole, to chyba nie jest dla Hogwartu nic tak normalnego, że działoby się nagminnie? – nawet jeśli zdarzyło się to kilkadziesiąt lat temu – to nadal nie brzmiało i chyba nie było to normalne? – Musiała być bardzo małostkową osobą… Skoro po śmierci została i straszyła koleżankę – chyba, że to ta koleżanka przyczyniła się do jej śmierci? Ale niby jak? Skoro zobaczyła oczy? No chyba, że to naprawdę był kawał i dziewczyna zmarła ze strachu – ale brzmiało to co najmniej absurdalnie biorąc pod uwagę jej młody wiek.


Zaskrzeczała raz jeszcze na komplement z ust Cathala, a następnie rzeczywiście rozejrzała się po pomieszczeniu – również prawie pustym, ale nie całkowicie, nie. Uniosła łebek, przekręciła go w śmieszny sposób i sokole oczy wypatrzyły wieżę z dziurą w ścianie. Żaba. Dziwna żaba. Kobieta odmieniła się.

– Tu całkowicie wszystkiego nie rozkradli. To był chyba jakiś pokój zabaw, albo pokój dziecka, jest tu taka śmieszna zabawka – odezwała się, a jej głos poodbijał się od kamiennych murów, ale i tak była pewna, że Cathal stojący na dole ją usłyszał. Dziura w podłodze robiła swoje. – O co chodzi z tą żabą – powiedziała trochę do siebie, a trochę do Cathala. – Widziałeś? Tam w wieży, wysoko, nie ma tam kawałka muru, ale coś tam jest – i ależ ją korciło tam się dostać… To znaczy to nie byłby dla niej duży problem. A co do Cathala… Pewnie mógłby się tam teleportować, było chyba na tyle widno, że nie byłoby to całkowicie na ślepo. Ewentualnie… Mogła go pomniejszyć i wziąć na swój ptasi grzbiet. To dopiero musiałaby być przygoda życia – przelecieć się na sokole.




RE: [03.06.72] Niedokończone sprawy - Cathal Shafiq - 14.01.2024

– To było lata temu. Z tego, co wiem, owszem, badano to, uznano ostatecznie, że doszło do wypadku i ukarano kogoś, kto był zaangażowany… Jeśli mam być jednak szczery, uważam, że sprawę wyciszono, bo dziewczyna była mugolaczką – przyznał Cathal bez oporów. Nie wierzył, że był to wypadek. I nie wierzył, że ukarano Dziedzica Slytherina: gdyby któryś z jego krewnych trafił za kratki za zabójstwo w szkole, Shafiq na pewno usłyszałby o tym od matki.
Co robiłby sam, gdyby dowiedział się, że ktoś jest na jego tropie?
Odpowiedź nasuwała się sama.
Wrobiłby kogoś i się przyczaił.
Mógł ulegać paranoi. Może wąż w łazience i wielkie oczy o niczym nie świadczyły, podobnie jak głos chłopca, przemawiającego w obcym języku. A jednak… strzępki opowieści osób, które pamiętały te czasy, wygrzebana gdzieś archiwalna gazeta, śmiech w głowie, słowa Marty, to wszystko popychało Cathala ku myśli, że Komnata Tajemnic nie była żadną mrzonką. Że może gdy wykłócał się w głowie ze swoim przodkiem, powtarzając mu, że mógł założyć sobie konkurencyjną szkołę i nie domagać się, by ktoś naprawiał jego błędy tysiąc lat później, ten próbował go popchnąć na drogę do otwarcia pomieszczenia.
Świetny plan, Salazarze. Oczyszczenie szkoły, którą stworzyłeś i z pewnością doprowadzenie do jej zamknięcia…
*

– Może należał do naszej Fiony Cape – stwierdził Shafiq, spoglądając w górę.
Jeśli szło o niego, ani myślał się teleportować. Trafić by trafił, to nie była aż taka odległość, by było to niebezpieczne, za to podłoga mogłaby się pod nim załamać, gdyby wylądował w złym miejscu. Zapewne zaprotestowałby też gorąco wobec pomniejszania go i lotów na sokołach – leciał kiedyś na hipogryfie i wystarczyło mu doświadczeń tego typu. Nie wspominając o tym, że niezbyt chciał być obiektem zaklęć transmutacyjnych.
– Też ją widziałem. Może to po prostu jakiś posąg? Niewykluczone, że posługiwali się jakimś herbem, zwłaszcza jeśli byliby spowinowaci z jakimś rodem niemagicznym… Dlaczego nie miałaby to być żaba. Albo jest zaklęta, byli w końcu rodziną czarodziejów. Jeśli chcesz ją sprawdzić, uważaj, może jest jakiś powód, dla którego nie ruszono jej przez tyle lat.


RE: [03.06.72] Niedokończone sprawy - Guinevere McGonagall - 16.01.2024

Ginewrze przyszło do głowy, że być może powinna o tę sprawę zapytać ciotkę Minerwę, gdy będzie miała okazję się z nią widzieć. Rok szkolny dobiegał końca i pewnie w lipcu jej dziadek zaprosi swoją siostrę kilka razy do Ostoi – to mógłby być wspaniały moment na to, by nadrobić z nią zaległości i przy okazji zapytać o kwestię Marty. Skoro była mugolaczką, a znając podejście angielskiej socjety do mugoli i mugolaków, no to całkowicie możliwe, że sprawę faktycznie próbowano wyciszyć, a biorąc pod uwagę szczątkowe informacje Cathala – zrobiono to całkiem skutecznie.


– Tak sądzę – ewentualnie, co też było możliwe, była to jakaś zabawka dzieci służby, bo zdaje się, że służba nie przychodziła sobie tutaj co rano i nie wychodziła co wieczór, tylko pewnie część mieszkała na terenie dworu, a patrząc po rozmiarze budynku znajdującego się pod, najpewniej należał do służby.

Egipcjanka przyglądała się przez moment zawalonej ścianie na wieży, mrużąc oczy, by lepiej dostrzec wszystkie szczegóły. Miała taki paskudny charakterek: że jak już sobie umyśliła coś w głowie kompetetywnie, to musiała wygrać, choćby nie wiem co. I czuła, że powoli kiełkuje jej w głowie taka myśl, że co, ona nie sprawdzi tej wieży i żaby? Ona? Odetchnęła głośnie.

– Może nikt nie wiedział, że tam jest. Może ta ściana zawaliła się stosunkowo niedawno – i może nikt już tu nie przychodził, bo od dawna wiedziano, że już wszystko stąd rozkradziono. – Zamierzam to sprawdzić – podjęła decyzję bardzo szybko, bo ledwie kilka uderzeń serca minęło odkąd zaczęła się przyglądać wieży. – Mogę cię ze sobą zabrać jeśli byś chciał – odpowiedziała niewinnie, jak gdyby nigdy nic. Po pierwsze nie była hipogryfem, tylko człowiekiem, który umie ze swoim działem robić różne niesamowite rzeczy, po drugie wiedziała doskonale, że jeśli chodzi o transmutację, to była w niej naprawdę bardzo dobra; już w szkole przejawiała pewne oznaki geniuszu, dlatego była pewna siebie i swoich umiejętności. Ale nie zamierzała Cathala namawiać – jeśli odmówi, to odmówi i po prostu zamieni się w sokoła i poleci tam sama. I tak też się stało (o ile odmówił, bo jeśli nie, to wróciła się na parter).




RE: [03.06.72] Niedokończone sprawy - Cathal Shafiq - 16.01.2024

- Nie jestem pewny, co masz przez to na myśli, więc na wszelki wypadek podziękuję - odparł Cathal. Tak, był ciekawskim człowiekiem i ciekawość stanowiła jeden z motorów napędowych jego życia, a także zaprowadziła go w różne miejsca. Ale nie bez powodu Tiara Przydziału posłała go kiedyś do Slytherinu: i wcale nie chodziło wyłącznie o to, że został obłożony klątwą Salazara. Brawurowa odwaga dla samej odwagi nie była w stanie Shafiqa, a chyba miał pewne podejrzenia, co do tego, że sposób Ginny na zabranie go na górę bardzo by mu się nie spodobał. (Chociaż nie wpadł na to, że myślała o jego pomniejszeniu.)
Wycofał się na zewnątrz, by mieć dobry widok na fragment zrujnowanej wieży, do którego wybierała się kobieta. Na wszelki wypadek sięgnął nawet po różdżkę, chociaż wątpił, aby w pomieszczeniu po tylu latach działały jakieś klątwy - nawet jeżeli obecnie nie dało się tam dostać inaczej niż lecąc albo ryzykując teleportację na niepewnym gruncie, to gdy szabrowano popadający w ruinę zamek, zapewne ktoś tam bywał.
McGongall wylądowała bezpiecznie. Z bliska przekonała się, że żaba zachowała się w idealnym wręcz stanie, i że prezentuje się zadziwiająco realistycznie: ktoś włożył bardzo dużo pracy w wykonanie tej przedziwnej rzeźby, choć przecież sama w sobie nie była specjalnie piękna. Samo pomieszczenie, w którym ją umieszczono, było niewielkie, niemal puste i... Ginny nigdzie nie widziała wejścia, które by do niej wiodło. Może pozostawało ukryte? Znane tylko członkom rodziny, a sala stała się widoczna, gdy ściana zaczęła się walić?
Najdziwniejsza rzecz stała się jednak, kiedy kobieta zbliżyła się do żaby.
Z jej pyska nagle wyłonił się kamienny język, a ledwo sięgnął do Ginny, ta poczuła się trochę jak podczas teleportacji świstoklikiem. W jednej chwili była w pomieszczeniu w wieży, a w drugim momencie upadła na podłogę w jakimś ciemnym, niewielkim pomieszczeniu, pozbawionym okien. Tutaj również znajdowała się żaba, identyczna jak ta na górze: i chyba to z jej pyska wypadła...?


RE: [03.06.72] Niedokończone sprawy - Guinevere McGonagall - 17.01.2024

– Och, Cathalku, przecież nie zaproponowałabym ci niczego niebezpiecznego dla zdrowia i życia. Jestem lekarzem parsknęła na jego słowa. Nie dość, że niedowiarek i sceptyk, to jeszcze trzęsiportek, który nie jest pewien, co też taka lisica jak ona znowuż wymyśliła. A głowę miała peeełną pomysłów. A była pewna, że był ciekaw co tam się kryło na górze, jednak nim się nawet dowiedział co też chodziło jej po głowie, to już wszelką myśl odrzucił, jakby była jakąś diablicą wodzącą na pokuszenie biednego mężczyznę.

No może nawet trochę była.

Ale nie zamierzała się prosić, ani go namawiać.

– Cóż, twoja strata, jeszcze będziesz żałować – dorzuciła z pewnością siebie i wtedy właśnie zaczęła przemieniać się znowu w pięknego sokoła. Cathal trafił do Slytherinu, a jej ojciec zawsze jej mówił, że Tiara pewnie przydzieliłaby ją samą ddo Gryffindoru. Był tego pewien jak niczego innego, a Ginny wierzyła, że miał podstawy, by tak sądzić. Do Hogwartu jednak nigdy nie uczęszczała.

Leciała dumnie i spokojnie, wzbijając się wyżej i wyżej. Uwielbiała czuć wiatr pod skrzydłami, głaszczący lotki piór – to było jak dotyk kochanka, można się było zakochać. I ona się zakochała, w locie, w poczuciu wolności, tego, że ma się u stóp cały świat. Wylądowała spokojnie, przycupnąwszy na kawałku ściany – mała i lekka, obserwowała nieduże pomieszczenie, śmiesznie, po ptasiemu przekrzywiając głowę na boki. Przyglądała się żabie – wyglądałaby jak żywa, gdyby nie to, że była taka wielka. I w takim dziwnym kolorze – zupełnie nie żabim.

Przyszło jej do głowy, że czarodzieje w Anglii mają jakiegoś pierdolca na punkcie żab. Najpierw czekoladowe żaby, które zachowywały się jakby były żywe, a były tylko łakociem, a teraz to.

A potem zwróciła uwagę na to, że do tego pomieszczenia nie było żadnego wejścia, żadnych schodów, żadnego niczego. Samo to było już dziwne… Zeskoczyła z murku na posadzkę, upewniając się, że jest stabilna, gotowa wzlecieć w każdej chwili, a gdy wyczuła, że wszystko jest w porządku, to przemieniła się z powrotem w swoją ludzką postać. Wyjrzała na moment na zewnątrz, szukając Cathala wzrokiem i zauważyła jego postać pod wieżą – zdaje się, że chciał ją asekurować z dołu. Może by ją złapał, gdyby spadła…?

– Tu nie ma żadnego wejścia – powiedziała, przykładając różdżkę do swojego gardła, chcąc magicznie wzmocnić swój głos, tak by Cathal ją usłyszał, a ona nie musiała się wydzierać. I kiedy to powiedziała, podeszła bliżej do rzeźby, chcąc jej się przyjrzeć.

I to był błąd. Bo ta bez ostrzeżenia rozdziawiła żabią gębę, wywaliła długi żabi jęzor iiii. *HAPS*

W następnej chwili została wypluta na podłogę, a Ginny poczuła mdłości. Zatoczyła się, złapała za żołądek, następnie skuliła i jęknęła. Różdżkę cały czas miała w ręce. Było ciemno. Ciasno… Odruchowo zaczęła przemieniać swoje oczy w kocie, ale i tak gdy już powstrzymała nudności, zapaliła kraniec różdżki, rozglądając się dookoła.

– Cathal? – zapytała bez sensu, bo była tutaj przecież całkiem sama. Po chwili wpadła na to, żeby jednak przyłożyć różdżkę do szyi i zrobić to samo co przed momentem, czyli wzmocnić swój głos. – Cal? – spróbowała raz jeszcze.

I znowu ta żaba. Żaba, która patrzyła na nią… niemalże oceniająco. Guinevere jej się odwdzięczyła: łypała na nią osądzająco.




RE: [03.06.72] Niedokończone sprawy - Cathal Shafiq - 17.01.2024

- Za dobrze znam wasze pomysły, żeby powiedzieć tak - skwitował Cathal z rozbawieniem. Czy kiedyś omal nie zginęli z Letą i Jamilem, bo postanowił koniecznie otworzyć pewne drzwi? Owszem. Drzwi otworzyli, ale przy okazji runęła część sufitu - na szczęście wcześniej zadbał o odpowiednie zabezpieczenia. Czy miał zamiar oddać się w ciemno "w ręce" McGongall tylko po to, aby obejrzeć jakąś żabę? Za żadne skarby. Praca z Nell, Letą i okazyjnie Ginewra nauczyła go, że miewają różne dziwaczne pomysły...
Zaklął pod nosem, kiedy kobieta znikła. Odczekał kilka sekund, a kiedy nie pojawiła się z powrotem i znikąd nie słyszał jej głosu... poświęcił parę kolejnych sekund na kalkulacje. Bo tak, po pierwsze nie był Gryfonem, po drugie jego umysł działał w bardzo określony sposób: cały czas przetwarzał dane i sytuację natychmiast podejmował tylko wtedy, kiedy już coś próbowało bezpośrednio go zabić.
Jeśli przepadnie razem z nią, owszem, inni będą wiedzieli, dokąd się udali, bo wspomniał Nell, że zabiera McGongall do dworu Cape, ale zapewne nikt nie wpadnie na to, że połknęła ich wielka żaba.
Jeżeli zostawi ją samą, mogli nie zdążyć: kto wie, co czekało w miejscu, do którego ją posłano?
Jeżeli pójdzie za nią, może po prostu utkną gdzieś razem albo zginą oboje – czasem takie pułapki prowadziły do miejsc mało przyjemnych.
Podłoga mogła się pod nim zawalić. Ona wprawdzie dała radę, ale kto wie, gdzie on wyląduje? A był zdecydowanie cięższy od niej.
Ale była członkiem ekipy...
Shafiq nie był bohaterem. Nie miałby oporów przeciwko porzuceniu na pastwę losu kogoś obcego. Ludzi, dla których był gotów zaryzykować, było bardzo niewielu i obejmowali przede wszystkim kilku krewnych – głównie tych, którzy jakoś kiedyś mu pomogli i ich dzieci – oraz właśnie współpracowników. Huk walących się korytarzy, dłoń Cassandry wystająca ze zwaliska, to wciąż pozostawało żywe w jego pamięci i wiedział, że gdyby Ginewra nie wróciła, ten dzień dręczyłby go do końca życia. Nie miał rodziny, nie był altruistą, przyjaciół mógłby policzyć na palcach jednej ręki, ale w pewnym pokrętnym sensie troszczył się o „swoich”.
Cathal westchnął, z pewną rezygnacją, wypalił na najbliższej ścianie napis "żaba" i znikł z cichym pyknięciem. Aportował się na wieży (gdzie podłoga złowrogo zatrzeszczała pod jego ciężarem) dokładnie w tej samej chwili, w której… kamienna żaba z powrotem wypluła kobietę. Bo jak się okazało, portal działał w obie strony i gdy Ginny postanowiła oskarżycielsko popatrzeć na posąg w podziemiach (w których zresztą przynajmniej na pierwszy rzut oka nie było nic ciekawego, ale może kryły jakąś tajemnicę?), ten po prostu ją połknął i ponownie wyrzucił na górze. Tak, że wypadając z żabiego pyska omal nie wpadła na Cathala.


RE: [03.06.72] Niedokończone sprawy - Guinevere McGonagall - 18.01.2024

Fuknęła coś pod nosem niezadowolona. Żarty Ginewry były zdecydowanie bardziej wyrafinowane niż Jamila. Przede wszystkim ona w nikogo niczym by nie rzucała i prędzej poświęciłby własne życie, niż pozwoliła, by komukolwiek w jej otoczeniu stało się coś złego. Jasne, lubiła ryzyko i była ciekawska na tyle, że czasami można było odnieść wrażenie, że wkładała palce w drzwi i aż prosiła się o ich przytrzaśnięcie, ale świadomie zrobić komuś krzywdę? Komuś kogo lubiła? Absolutnie nie. Może i miała dziwaczne pomysły, ale gdyby nie one, to pewnie nie udałoby się odkryć części rzeczy i zdobyć odpowiedniego doświadczenia. Rzecz jasna nie przypisywała sobie, że to wszystko jej zasługa, absolutnie – po prostu dziwaczne pomysły i ciekawość prowadziły do różnych niespodziewanych i czasami przełomowych efektów.

Tak jak z tą nieszczęsną żabą.

Łypnięcie na rzeźbę spowodowało, że cały proces się powtórzył. Gdyby była kotem to może udałoby jej się dzięki refleksowi uniknąć złapania, ale była tylko skopiowanym człowiekiem, który czuł, jak przewraca jej się w żołądku. Kilka chwil później już wypadała z żabiej paszczy na wieży, zatoczyła się lekko próbując złapać równowagę i wtedy zauważyła, że już nie jest tutaj całkiem sama, bo Cathal jednak teleportował się na wieżę… Ginny nieco na oślep wyciągnęła ręce i akurat złapała się nie zawalonej części ściany, nieco się na niej opierając. Schyliła się nawet, a za moment kucnęła. Kręciło jej się w głowie.

- Hara przeklęła po arabsku. Czy można było jej się dziwić? Średnio dobrze znosiła teleportacje, a na tą nie była nawet mentalnie gotowa. - Chyba będę rzygać – mruknęła niewyraźnie. - To pieprzony portal – zamarudziła po chwili, gdy już przestała głęboko oddychać.




RE: [03.06.72] Niedokończone sprawy - Cathal Shafiq - 18.01.2024

Cathal odruchowo się cofnął, gdy "coś" wyleciało z żabiego pyska i mało brakowało, a po prostu zleciałby z wieży. Zaklął pod nosem, ale ulżyło mu, że Guinevere jest cała i zdrowa. Nawet jeśli zamierzała wymiotować na podłogę - ta w końcu była już w takim stanie, że niewiele mogło posadce zaszkodzić.
Zmierzył spojrzeniem najpierw kobietę, a potem żabę. Ktoś bardziej empatyczny niż on może by się przejął i rzucił z pomocą. Ale Cathal po pierwsze empatyczny był średnio, po drugie swoje ważył, i słyszał wyraźnie, jak podłoga, przez lata narażona na wpływy mrozu, deszczu, wiatru i słońca, złowieszczo trzeszczy pod jego stopami. Poza tym nie miał najmniejszej ochoty zbliżyć się teraz do żaby i zostać połkniętym. Jasne, było interesujące i może warte zbadania, dokąd wiódł portal - jego pierwszą myślą było jednak jakieś ukryte pomieszczenie, gdzie rodzina trzymała swoje skarby albo które miało być kryjówką w razie zagrożenia, nie szczególnie fascynujące dla archeologa sekrety - niekoniecznie jednak chciał robić to w tej chwili, na ślepo.
Ginny nie wyglądała na ranną, nie oberwała chyba żadnym zaklęciem, a najwyraźniej jedyne, co jej dolegało, to drobny rozstrój żołądka po tym, jak żaba postanowiła ją połknąć, przenieść gdzieś, a potem wypluć z powrotem.
- W takim razie ty sobie spokojnie rzygaj, a jak skończysz, spotkamy się na dole i porozmawiamy o tym portalu na bardziej stabilnym gruncie – oświadczył Cathal, upewniwszy się, że McGongall na tej wieży nie umrze. – Wiesz co, Ginny? Dostajesz zakaz zbliżania się do jakichkolwiek żab – stwierdził, chyba po prostu w ramach specyficznego żartu. A potem teleportował się z powrotem na dół, zanim podłoga postanowiła się pod nim zawalić. Na dole poczekał aż kobieta dojdzie do siebie na tyle, by też wydostać się z wieży i opowiedzieć, do takiego zobaczyła po drugiej stronie żabiego portalu.
I chociaż nie spodziewał się znaleźć niczego naprawdę ciekawego w ruinach dworu Cape, i tak zamazał napis „żaba”, który wcześniej umieścił na ścianie. Tak na wszelki wypadek.

Koniec sesji