Secrets of London
Lato 1972, 29 czerwca - A macie pozwolenie na te zwierzaki? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Charing Cross Road (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=119)
+---- Wątek: Lato 1972, 29 czerwca - A macie pozwolenie na te zwierzaki? (/showthread.php?tid=2580)

Strony: 1 2


RE: Lato 1972, 29 czerwca - A macie pozwolenie na te zwierzaki? - The Overseer - 17.03.2024

Jednak ten porządek w mojej przyczepie, był jedynie powierzchowny. Zdecydowanie się zmieszałem, może nieco nawet zaczerwieniłem, kiedy ujrzałem ten feralny sos na jednym z najważniejszych pozwoleń. Teraz nawet nie byłem w stanie stwierdzić, czy wina jego zaistnienia leżała po mojej stronie, Flynna czy jeszcze innej duszy, która przemknęła przez tę przyczepę, bo jakby nie patrzeć, każdy miał do niej dostęp, a z tego, co się dowiadywałem po fakcie, to lubiły się w niej dziać niestworzone rzeczy. Zarówno przy mojej obecności, jak i bez niej.
- Ach, wybacz... Musiałem zrobić tę plamę podczas jednego z tych intensywnych dni, gdzie ślęczałem nad nimi od samego rana... - przyznałem, drapiąc się po głowie. Zdecydowanie zakłopotany. Nie wiedziałem czyja to sprawka, więc brałem to w pełni na siebie. - [b[Ale tak, pani Amanda Jenkins...[/b] - potwierdziłem również zaraz, bo jednak pozwolenie na rozłożenie tu cyrku i całego inwentarza jednak wymagała takich rzeczy jak pozwolenia. Nawet nie jedno, ale ich kilka jako że była to dzielnica mugolska, to już w ogóle nie mały galimatias, ale przy galeonach mogliśmy również zarabiać funty, więc... to z pewnością będą te owocniejsze miesiące.
Cóż, zamknąłem mordkę by pozwolić Bren sprawdzać resztę papierów. Segregatory, kartony. Miałem trochę tego. Gdyby ktoś tego ode mnie wymagał, to miałem jeszcze kufer pełen papierów, danych, jeszcze z czasów mojego poprzednika.
- Beastie, nie wiedziałem, że masz ambicje do zarządzania tym pierdolnikiem... Będę o tym pamiętał - rzuciłem do niej przy okazji, skoro było jej szkoda, że tylko na czas kontroli przejmuje za mnie władzę. Łyknąłem nieco spokojniejszy kawy. Z doświadczenia wiedziałem, że nie każdy sprawdzał się w roli lidera, ale Fiery bywała odpowiedzialna, więc kto wie? Może jeszcze kiedyś to powtórzę? Tymczasem chyba mieliśmy kolejne tarapaty. Świadczyły o tym słowa Brenny, których kompletnie nie rozumiałem.
Przejąłem kartkę od Longbottom, żeby jej się przyjrzeć. Od razu rozpoznałem pismo Flynna, ale tak do końca nie ogarniałem, co on tam wyliczał. Był w tym zdecydowanie lepszy niż ja, więc przemknąłem wzrokiem tylko po zapisanych hasłach i w jednym momencie wciągnąłem powietrze ze świstem. Może jednak powinienem dziękować wszechświatowi, Boginię Matkę całować po stopach, że to Brenna okazała się nas sprawdzać.
- Och, nie zawracaj sobie tym głowy. Miałem ostatnio tu... niemały bałagan z dokumentami, właściwie ich niekontrolowany wybuch. Zmieszały się z wyliczeniami mojego... Fleamonta. Współlokatora. On bardzo lubi liczyć, a jak się nudzi, to właśnie liczy takie... hmm... głupoty. Wcale nie zamierza nikogo zabijać - odparłem, choć nie byłem tego taki pewny. Tyle razy mówił o swoich możliwościach, plus o tym zniknięciu wkrótce, że wszystkiego mogłem się po nim spodziewać. Niestety. - Ma po prostu bogatą wyobraźnię, ale to z tej artystycznej strony... Nie jest terrorystą, a my nie jesteśmy żadnymi też bojownikami. Staramy się żyć w przyjaźni z sąsiadami. Może ze Śmierciożercami nie, ale... Po prostu się w to nie mieszamy. Znaczy... jesteśmy przeciw ich agresji, ale... Po prostu się nie wychylamy...? - odpowiedziałem nieco zestresowany, uśmiechając się nieco, ale był to raczej uśmiech paniki. Flynn... Fajnie, że pakował mnie w takie polityczne tarapaty, kiedy chciałem szybkiej i przyjemnej kontroli. Szybkiej i przyjemnej... Chyba kontrole nigdy takie nie były.
- Jeśli mógłbym cie prosić... po prostu o zapomnienie tej kartki i innych jej podobnych...? - poprosiłem naprawdę czarująco mile. Co prawda, nie zamierzałem Bren kokietować, bo byliśmy raczej jak te znajomki, co mogą razem konie kraść... Ale to tak kraść bez łamania prawa, czyż nie? Po prostu... pożyczyć? Te konie w sensie.


RE: Lato 1972, 29 czerwca - A macie pozwolenie na te zwierzaki? - Brenna Longbottom - 20.03.2024

– Czyżby Alex był aż tak wszystkim ciągle potrzebny? A ludzie mówią, że to ja za dużo pracuję – powiedziała Brenna, wodząc spojrzeniem pomiędzy Fiery, tymczasową zastępczynią Alexa, a samym Bellem. Dość szybko skupiła się jednak na papierach i tych wszystkich, fascynujących wyliczeniach…
– No cóż, gdyby wyszło mu z Voldemortem, raczej poklepałabym go po plecach niż zamordowała – stwierdziła z pewnym rozbawieniem, unosząc wzrok znak papierów na mężczyznę. Nie przyszło jej do głowy używać przydomku Sam Wiesz Kto, bo nie robiła tego nigdy, chociaż być może nie powinna, bo w cyrku mogli zareagować na to nieco nerwowo… – O ile się nie mylę, to wyliczenia, jakie są szanse na zabicie go za pomocą… wąglika? Obawiam się jednak, że trochę za małe, aby było warto próbować.
Nie była do końca pewna, czym jest ten cały wąglik, ale sądząc po zapiskach, okazywał się raczej morderczy. Czy raczej byłby taki, gdyby nie chodziło o wysłanie go w żarówce do najpotężniejszego czarnoksiężnika w Anglii.
Brenna miała wielką nadzieję, że w cyrku tego wąglika nie trzymają.
– A to… – Przewertowała kilka kolejnych kartek, w których wszystko się zgadzało i było dopięte na ostatni guzik, by na samym końcu natknąć się na zapiski jeszcze bardziej mordercze, bo dotyczące wysadzania w powietrze toalety. Za pomocą dynamitu. Fleamont „współlokator” Alexandra musiał mieć bardzo bujną wyobraźnię. – Mam nadzieję, że Fleamont nie trzyma w cyrku dynamitu, Alex? Bo według tych obliczeń potrzebowałby go całkiem sporo – stwierdziła, podając Bellowi ten papier. Gdyby nie te obliczenia dotyczące wąglika, to byłby chyba ten moment, w którym poważnie by się zaniepokoiła i zaczęła przeszukiwać teren cyrku pod kątem obecności materiałów wybuchowych. I tak trochę się zmartwiła tą drugą kartką.
Może przy okazji sprawdzania, czy liczba i rodzaj zwierząt zgadza się z zapiskami, i czy te magiczne są odpowiednio zamaskowane przed mugolami, będzie mogła się rozejrzeć, gdzie ewentualnie mogliby składować ten dynamit…
– To co? Odwiedzimy lwy i… zaraz, na liście następne są chyba magiczne gołębie? Policzę wszystko, sprawdzę te całe zaklęcia ochronne i mamy kontrolę z głowy – zaproponowała, zamykając segregator. Postanowiła nie czepiać się o ten dynamit, przynajmniej dopóki nie natrafi na ślad prawdziwych środków wybuchowych. Na ketchup i wąglik spuściła po prostu zasłonę milczenia…


RE: Lato 1972, 29 czerwca - A macie pozwolenie na te zwierzaki? - The Beast - 21.03.2024

Fiery nie widziała tego, jak wyglądają ich dokumenty, pewnie by ją to zabolało, bo wydawało jej się, że Alexander jest odpowiedzialny i potrafi zapanować nad tym wszystkim. Jak widać, każdy miał gorsze momenty w życiu, czy coś.

Nie miała pojęcia, jak uda się przejrzeć te dokumenty jednej brygadzistce, było ich naprawdę wiele. Ona sama pewnie nie wiedziałaby od czego zacząć, ale pani BUMowiec na pewno miała w tym doświadczenie.

Zaczerwieniła się, kiedy usłyszała słowa Alexandra. To wcale nie było tak, może trochę, chociaż jej pewnie nikt by nie słuchał, bo nie miała odpowiedniego charakteru, na zbyt wiele rzeczy przymykała oko. - To nie do końca tak, wiesz, jednak jeśli potrzebowałbyś oficjalnego zastępcy, to możesz na mnie liczyć. - Może to była jej szansa na awans w hierarchii cyrku, nie, żeby tego potrzebowała, ale skoro Alexander to zauważył, to może to miałoby sens.

Czyli to Flynn był odpowiedzialny za ten bałagan. Nie skomentowała tego, ale mogła się spodziewać, że to właśnie on. Nie należał do najczystszych osób, szkoda tylko, że teraz miało to wpływ na ich być albo nie być.

Milczała ciągle, stojąc w drzwiach. Overseer całkiem nieźle radził sobie z urabianiem pani policjantki, więc nie była tu do niczego potrzebna.

- Och, lwy! - To ją nieco pobudziło. Jej ukochane lwy, bracia na pewno się ucieszą z wizyty gościa, ostatnio byli nieco smutni, a nowa twarz na pewno ich uszczęśliwi. - Będzie je mogła pani pogłaskać, bardzo lubią poznawać nowych ludzi. - Dodała zadowolona.

Wyszła z przyczepy, poczekała na zewnątrz na Brennę. - Ja się zajmę panią, oprowadzę ją i wszystko pokażę. - Powiedziała jeszcze do Alexandra, po czym zabrała Brennę ze sobą do klatek z lwami, a później dalej do gołębi i innych zwierzaków, które były w cyrku.


Koniec sesji