![]() |
|
[wiosna 72] Kruki z Tower - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [wiosna 72] Kruki z Tower (/showthread.php?tid=2586) Strony:
1
2
|
RE: [wiosna 72] Kruki z Tower - Brenna Longbottom - 31.01.2024 To trochę dziwne, że tak tutaj pusto, pomyślała Brenna. Jeżeli kaplica była zamknięta obecnie dla zwiedzających, powinna być przecież zamknięta (...ktoś mógł zapomnieć? A może... ktoś... coś... otworzyło zamek?). Jeśli była otwarta, to chociaż wpadły tutaj nie "w godzinach szczytu", to latem powinno kręcić się tutaj więcej osób - albo przynajmniej ktoś pilnujący, czy nikt nie uszkodzi cennych zabytków. Mimowolnie przypomniała sobie, co Olivia powiedziała o wyczuwaniu duchów przez mugoli. Jeśli to nie była gra światła i cienia, jeżeli akurat teraz jakiś duch kręcił się po kaplicy, może mugole podświadomie szybko stąd wychodzili lub nie mieli ochoty tutaj wchodzić...? Mieli nieodparte wrażenie, że nie powinni tu być? Brenna niczego takiego nie czuła, ale mogło być to związane i z tym, że była przecież czarodziejką (a co za tym idzie zwyczajnie przywykła do obecności duchów w Hogwarcie), a mogło z tym, że bywała już w różnych upiornych miejscach i to nie mieściło się nawet w pierwszej dziesiątce... Zauważyła, że Olivia się oddala, ale założyła, że Quirke chciała przyjrzeć się jakiemuś elementowi wystroju wnętrza. Sama Brenna zbliżyła się do okna i zmarszczyła lekko brwi, gdy dostrzegła, że jedna z szybek wygląda trochę inaczej - tak, jakby dotknęło ją coś zimnego... Oczywiście, szkło mogło być też po prostu brudne. Drgnęła na dźwięk spadającego talerza, a jej dłoń odruchowo powędrowała do różdżki. Niemal natychmiast jednak opuściła rękę, ganiąc sama siebie. Nie była w Londynie. Nie była na patrolu na Pokątnej. Była w mugolskim Londynie, w kaplicy mógł być jakiś mugol, któremu nie powinna pokazywać różdżki, a jeżeli nawet przedmiot zrzucił duch, to przecież nie zacznie miotać w niego na ślepo zaklęciami. Nawet ona, mimo zaczątków paranoi tkwiących w głowie, nie spodziewała się, że śmierciożercy postanowią czaić się na kogokolwiek w ciemnościach budynków Tower. – Obawiam się, że tym razem to wyjątkowo nie ja, Livy – powiedziała, po czym skierowała się w stronę, z której dobiegł dźwięk. Rzeczywiście, metalowy talerz leżał tam na kamiennej podłodze, i kiedy Brenna przyjrzała się temu, jak leżał, uznała, że nie mógł spaść sam. Mógł tu być duch – i to nie taki „zwykły”, niezdolno do dotknięcia kogokolwiek czy czegokolwiek – ale mógł być też skrywać się jakiś mugolski dzieciak, który chciał je nastraszyć. – Potrzebujesz pomocy, czy tylko próbujesz nas przestraszyć? Przepraszam, ale na to drugie są bardzo małe szanse, obie mamy za sobą szkołę jednego takiego Irytka – powiedziała niemalże pogodnym tonem, rozglądając się po sali. Jeżeli był tu mugol, i tak nie zrozumie przecież, o co chodziło z tym całym Irytkiem. Jeśli był tu duch, to być może zorientuje się, że miał do czynienia z czarodziejkami – i albo umknie, nie chcąc paść ofiarą jakichś egzorcyzmów, albo jeśli był chętny do kontaktu, po prostu się im pokaże. RE: [wiosna 72] Kruki z Tower - Olivia Quirke - 31.01.2024 Olivia z początku nie zwróciła uwagi na to, że był tu same. Przyjęła ten fakt tak, jak przyjmowała inne fakty - ot, kogoś nie kręciły stałe, kamienne ołtarze i krzyże, a także w ogóle historia kościoła anglikańskiego. W sumie religia ta była, z tego co Olivia rozumiała, jedną z popularniejszych odłamów. Dopiero wtedy ją tknęło, że nawet jeżeli ktoś miał w nosie to, co tu się kiedyś działo, to przecież wszystko inne było piękne. Stare, odrestaurowane gobeliny w całym kompleksie przyciągały mimowolnie wzrok niemal każdego turysty. Ciężkie kotary na pewno nie pochodziły z czasów, gdy Anne Boleyn traciła głowę, ale nadawały niektórym pomieszczeniom odpowiedniego, tajemniczego klimatu. Przepiękne obrazy, nieco już wyblakłe, w pozłacanych drewnianych ramach pyszniły się na ścianach, przedstawiając to postacie, to sceny czy pejzaże. Tutaj, w tej konkretnej kaplicy, również było na czym zawiesić oko. Więc… - Co do chuja? - wypowiedziała swoje galopujące myśli na głos, gdy Longbottom zaprzeczyła, że to ona strąciła talerzyk. Miedziany, jak się okazało, bo Olivia właśnie po niego sięgała i oceniała fachowym okiem, skąd mógł spaść i czy to faktycznie on wydał te wszystkie dźwięki. Spadł z czegoś, co można było nazwać wnęką. Obok stał jeszcze ładniutki, ale prosty dość puchar (przypominał troszkę puchary, z których pili w Hogwarcie, z tym że był bardzo, bardzo stary) i chyba kadzielnicę. Olivia zajrzała do niej z ciekawością. - No. Właśnie! Potwierdziła jeszcze słowa Brenny, ale nawet idiota by zauważył, że akurat ją to udało się wystraszyć. Ruda też zrobiła taktyczny odwrót i udając, że zwiedza, znalazła się za plecami koleżanki. - Myślisz, że tu zalągł się poltergeist? - zapytała cicho, tak w razie gdyby tamten postanowił wyjść z ukrycia. Nie wpadła na to, że to może być mugolskie dziecię, które się po prostu nudzi. Brennie i Olivii odpowiedziała głucha cisza, przerywana tylko płynącymi zza okna odgłosami tłumów. - Pewna jesteś, że nie ty strąciłaś ten talerzyk? W zasadzie to było głupie pytanie, bo Longbottom nawet się do wnęki nie zbliżała, a Olivia przecież widziała w rogu ruch już wcześniej. Mimowolnie spojrzała w tamtą stronę. To nie mógł być duch, duchy nie strącały rzeczy. RE: [wiosna 72] Kruki z Tower - Brenna Longbottom - 31.01.2024 - Czyjego? - odparła Brenna odruchowo. W jej głosie pobrzmiewała odrobina rozbawienia: wydawało się, że nie wpływała nijak na nią ta atmosfera rodem z horrorów. - Tak szczerze, to nie - szepnęła, kiedy Olivia schowała się za jej plecami spytała, czy Brenna spodziewa się poltergeista. Takiego obecność mugole chyba by odnotowali i ktoś wezwałby tutaj ministerstwo? - Może to jakiś trochę specyficzny duch, który umie trochę wpływać na otoczenie? - zastanowiła się, wciąż szeptem. Nie znała się na duchach: wiedziała tylko, że choć najczęściej zdarzały się takie jak w Hogwarcie, które same zawróciły nim przeszły na drugą stronę, to bywają i bardziej... specyficzne przypadki. - Niestety, jestem pewna - przyznała, z odrobiną żalu, bo moce telekinetyczne, nie wymagające użycia różdżki, bardzo by się jej przydały. W pracy byłyby nieocenione, a ile można by z nimi zrobić w Zakonie? Na nieszczęście: nie miała niczego wspólnego ze spadkiem talerzyka. Przez kaplicę przeszedł podmuch zimnego powietrza. Brenna rozejrzała się, poszukując jego źródła i tym razem w ciemnym kącie faktycznie dostrzegła kobietę: półprzezroczysta zjawa przemknęła przez kaplicę, kierując się ku ołtarzowi. W locie obróciła się, spoglądając na dwie czarodziejki wielkimi, ciemnymi oczyma. Na jej szyi znaczyły się ślady, świadczące o tym, że prawdopodobnie gdyby zechciała, mogłaby zrobić dokładnie to, o czym marzył Nick: zdjąć głowę z ramion. Nie była ubrana we wspaniałe szaty, a ubranie, w którym zapewne została poprowadzona na szafot. I tym razem Brenna wzdrygnęła się mimowolnie, bo trochę co innego pleść o zbrodniach dokonanych w Tower wiele, wiele lat temu, a co innego zobaczyć ofiarę takiej na własne oczy. Ona nie żyje. Jest tylko echem, powiedziała sobie Brenna, chociaż odruchowo wyprostowała się, a jej dłoń spoczęła bliżej różdżki. Kobieta jednak nie zaczęła ciskać w nich talerzami. Nie odezwała się też – najwyraźniej nie chciała żadnej pomocy, a może nie wierzyła, że te mogą jej udzielić. Przeniknęła po prostu przez ołtarz i znikła gdzieś pod ziemią. – No to… Tower chyba naprawdę jest nawiedzone – powiedziała w końcu Brenna, przynajmniej częściowo odzyskując rezon, chociaż wciąż czuła się odrobinę nieswojo. – Chyba trochę odechciało mi się rozglądania po tej kaplicy – dodała, odruchowo spoglądając w dół. Kto wie. Może kości tej kobiety spoczywały gdzieś pod nimi, pośród ciał setek niezidentyfikowanych ofiar, które postradały swoje życie w tym więzieniu – pałacu. RE: [wiosna 72] Kruki z Tower - Olivia Quirke - 01.02.2024 Tak jak humor Brenny był Olivii zwykle bliski, tak jednak Quirke w tej sytuacji nie potrafiła parsknąć śmiechem, co w normalnej sytuacji by na pewno uczyniła. Ruda nie była może aż tak podatna na sytuacje rodem z horrorów, bo przecież z duchami miała styczność odkąd skończyła te 11 lat, lecz... No właśnie - Brenna dobrze zauważyła, a Olivia dobrze pamiętała, że duchy nie potrafiły zrzucać przedmiotów. Przenikały przez nie, tak samo jak potrafiły przenikać przez ludzi. To uczucie było cholernie nieprzyjemne, Olivia miała tę nieprzyjemność gdy jeden z duchów po prostu przepłynął przez nią, bo akurat rozmawiała z kimś, mając odwróconą głowę w bok. - A istnieją takie? - może to było głupie pytanie, ale naprawdę nie wiedziała, czy coś takiego było możliwe. Może było, a może faktycznie to ten złośnik pokroju Irytka? Chociaż była pewna, że gdyby to był Irytek, to już dawno leżałyby pod jedną z tych lamp i broniły się przed kamykami, którymi by w nie rzucał. A może nie każdy poltergeist był taki złośliwy? Olivia podążyła za spojrzeniem koleżanki i spięła się, gdy jej wzrok również natrafił na ducha. Podobnie jak w szkole była ona odziana w ubranie, w którym ją stracono. Rany na szyi świadczyły o tym, że egzekucja raczej się nie powiodła, bo w innym przypadku głowę trzymałaby w swoich ramionach, a nie na karku. Po ciele Olivii przeszedł zimny dreszcz. Piął się wzdłuż kręgosłupa i powodował nieprzyjemne dreszcze. - To było do przewidzenia - powiedziała cicho, obserwując miejsce, w którym zniknęła kobieta. - Mi też. Chodźmy stąd. Olivia potrząsnęła głową, pragnąc pozbyć się tego dziwnego, oblepiającego ją wrażenia. Pociągnęła Brennę w kierunku wyjścia. Nagle kaplica wydała jej się mroczna, przepełniona bólem i żalem, a także śmiercią. Wcześniej nie odczuwała tego tak bardzo, ale czym innym było gdybanie na ten temat, a czym innym spojrzenie zjawie prosto w oczy. - Myślisz że opowiedziałaby nam, co się stało, gdybyśmy zapytały? Zapytała koleżanki, gdy wyszły z kaplicy. Słońce, które ogrzewało im twarze, sprawiło że czuła się odrobinę lepiej. Mogły na powrót rozejrzeć się po dziedzińcu i słuchać kruków, które tłukły się o jedzenie ku uciesze jakiejś wycieczki ze szkoły. RE: [wiosna 72] Kruki z Tower - Brenna Longbottom - 01.02.2024 Brenna nie próbowała opierać się, gdy Olivia pociągnęła ją ku wyjściu. W tej chwili czuła się tutaj trochę nie na miejscu - jakby naruszały spokój umarłych. Przy wejściu obejrzała się jeszcze za siebie, ale nie dostrzegła ducha. Kobieta znikła. - Sama nie wiem. Większość duchów, z którymi rozmawiałam... zdawała się lubić mówić o tym, jak zginęła? Jakby to było szczególnie ważne. Nick podobno nawet na okrągłe rocznice urządzał przyjęcie, a Jęcząca Marta jak zwykle tylko płacze i narzeka, opowiadała o swojej śmierci całkiem chętnie - stwierdziła Brenna z pewnym namysłem. Wydawało się jej to niepojęte, ale czy żywy mógł zrozumieć ducha? Na ile te widmowe istoty, wciąż krążące po świecie, były tymi, którzy niegdyś umarli, a na ile ich odciskiem, echem zaledwie? Nie lubiła myśleć o takich rzeczach. A w świetle padającym na dziedziniec Tower chłód, jaki ogarnął ją w kaplicy odpływał powoli, zostawał gdzieś z tyłu. - Ale gdyby miała ochotę o tym pogadać, pewnie by nas zaczepiła - oceniła w końcu Brenna. W końcu jak często wpadali tutaj jacyś czarodzieje? I to tacy, którzy jasno dali duchowi znać, że go widzą? Nawet jeżeli jakiś czarodziej wpadał odwiedzić Tower, niekoniecznie musiał zauważyć tę kobietę. I niekoniecznie mógł dać znać, że ją widzi, gdy wokół byli mugole. Ujęła w końcu Olivię pod rękę i pociągnęła nieco w bok, rozglądając się po budynkach. Nie znała nazw ich wszystkich – nie była w końcu mugolką, a wizyta była spontaniczna, kojarzyła więc tylko te największe atrakcje albo te, z którymi wiązały się jakieś historyczne ciekawostki, mogące utkwić w pamięci. - Darujmy sobie może Bowyer Tower, nie chciałabym wpaść na ducha Jerry'ego Clarence, utopionego małmazią. Nie wiem, jak wygląda ciało topielca z beczki wina, ale mogę sobie wyobrazić, że niezbyt dobrze. Może jeszcze tylko Jewel House? - rzuciła. Wprawdzie wątpiła, by książęta z rodu Yorków byli czarodziejami i mogli stać się duchami, ale wolała nie ryzykować po tym ostatnim spotkaniu. Zwłaszcza, że Jerry nie był chyba miłym człowiekiem i ani myślała pomagać mu w załatwieniu niedokończonych spraw. Zresztą jakie byłyby to sprawy? Zdobycie korony? - Tam chyba trzymają różne klejnoty, to brzmi nieszkodliwe. Chociaż dobrze, że nie wolno ich dotykać, idę o zakład, że jakbyśmy jakieś ruszyły, okazałyby się przeklęte – stwierdziła, szukając, którędy mogły dostać się do odpowiedniego miejsca. RE: [wiosna 72] Kruki z Tower - Olivia Quirke - 04.02.2024 - Też to zaobserwowałam - odpowiedziała, gdy udało im się wyjść na słońce, nawet jeśli to nie ogrzewało ich tak, jak latem. - Zawsze byłam ciekawa z czego to wynika, bo zwykle śmierć jest tragiczna. Weźmy na przykład Nicka. To musiało być bardzo bolesne i traumatyczne, przecież nawet duchy odczuwają coś na kształt traumy... Marta z kolei nie do końca wiedziała, jak zginęła, a przynajmniej tak słyszałam. Ale lubiła snuć domysły... Albo inaczej - lubiła gdy inni snuli domysły. Tak jak Brenna dała się odciągnąć Olivii, tak Olivia dała się teraz odciągnąć Brennie na bok. Zupełnie jakby teraz tańczyły w jakimś dziwnym, niezrozumiałym tańcu pomiędzy tym, co realne a duchowe. Bo tak przecież można było nazwać to doświadczenie - duchowym. W końcu spotkały ducha, i to takiego który na pewno trzymał w sobie pełno tajemnic, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Brenna miała rację: gdyby chciała, kobieta na pewno by się podzieliła z nimi swoją historią. - Ooo, klejnoty - i czar prysł. Cała ta refleksja, którą Olivia miała w sobie, skutecznie się rozwiała - jak dym z papierosa. Którego chętnie by teraz odpaliła, ale klejnoty. Quirke była sroką, chociaż nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Uwielbiała oglądać świecidełka, nawet jeżeli były to tylko atrapy. Twarz rudej rozjaśnił szeroki uśmiech. - Mówisz? Mi się wydaje, że część z tych klejnotów to atrapy, ale tak dobre, że niewprawne oko nie zauważy różnicy. Ale może im się uda? Olivia chwyciła dłoń Longbottom i pociągnęła ją w stronę tłumu, który właśnie odchodził od mapy. Znalezienie miejsca, które chciały obejrzeć, było banalnie proste: Jewel House było oznaczone maleńką, złotą koroną. Wyglądało jak naklejka, którą kiedyś przykleiło jakieś dziecko, a inni uznali, że tak powinno być. I została tu na dłużej. - Bo niby z Tower nie dało się uciec, ale no... Nie wiem, jak teraz - było tu pełno straży, ale w zasadzie na pewno mniej, niż wieki temu. - Myślisz, że mają tu pamiątki? Może niekoniecznie chciałaby małą gilotynę jako breloczek do kluczy, ale może pocztówka? Albo maleńka korona. Postawiłaby ją obok innych kurzołapów na półce, którą specjalnie przeznaczyła na tego typu zdobycze. Musiały jednak poczekać w kolejce, bo do Jewel House wpuszczano grupami po kilkanaście osób. - To względy bezpieczeństwa, czy po prostu każdy chce tam wejść? - szepnęła, trącając koleżankę łokciem. RE: [wiosna 72] Kruki z Tower - Brenna Longbottom - 05.02.2024 - Wspomniała mi kiedyś, że zobaczyła oczy... i po prostu umarła. To brzmiało dla mnie, jakby zginęła od avady, ale z drugiej strony, gdyby tak było, powinna zobaczyć błysk zielonego światła - powiedziała Brenna, odruchowo zniżając głos. Śmierć Marty zaniepokoiła kilkunastoletnią Brennę, bo z jednej strony odruchowo zaczęła współczuć duchowi - chyba dopiero wtedy dotarło od niej, że to widmo było kiedyś c z ł o w i e k i e m, uczennicą, jak ona - z drugiej myśl o tym, że ktoś zabił ją w szkole, była przerażająca. - Ale masz rację, w przypadku Nicka, przecież to na pewno był strach przed egzekucją, ból... Może duchy... to nie te same osoby, które umarły, a tylko ich część? - zastanowiła się, ale zaraz potrząsnęła głową. Bo przecież wcale nie chciała myśleć o takich rzeczach. - No cóż, ja na pewno nie zauważę różnicy, więc jeśli będą ładnie wyglądały, to mi wystarczy - przyznała. Jej matka i babka uwielbiały biżuterię, i naprawdę dobrze się na niej znały. Brenna z kolei potrafiła dobrać tę do ubrania i okazji, ale zdecydowanie nie wiedziała o rzemiośle dość, aby móc rozpoznać dobrze zrobioną podróbkę, jak z pewnością udałoby się tej dwójce. - Kiedyś jedyna droga do Tower wiodła przez wodę: dlatego nie dało się stąd uciec. W tej chwili sprawa wygląda inaczej - powiedziała, obracając się odruchowo ku tej bramie, która wychodziła wprost na Tamizę, gdzie łodziami przywożono zarówno skazańców, jak i koronowane głowy, które miały tutaj wypoczywać. Albo... również zostać uwięzione. - Może? Rozejrzyjmy się za sklepikiem - obiecała Brenna, ruszając, by ustawić się w kolejce. - Podejrzewam, że gdyby wpuszczali jak leci, w środku zrobiłby się za duży tłok... - odpowiedziała z pewnym zastanowieniem. Jako Brygadzistka od razu widziała tutaj potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Ach i trudności w upilnowaniu eksponatów, gdyby ktoś postanowił je zniszczyć... (Nie była świadoma wypadku z XIX wieku, kiedy to jedna z turystek złapała jeden z diademów i zaczęła walić nim o ścianę...) Czekała cierpliwie, przy okazji plotąc po swojemu - czy to o murach, czy o ubraniach strażników, czy o krukach, chociaż wzrok uciekał jej czasem ku kaplicy, w której spotkały tajemniczego ducha. Zdawało się jednak, że zapomniała o nim zupełnie, gdy udało się im wejść do środka: tam, gdzie na ekspozycji czekało ponad dwadzieścia tysięcy sztuk biżuterii, w większości z ostatnich czterystu lat - bowiem Cromwell swego czasu przetopił tę starszą. - Sama nie wiem, czy dobrze, że tu leżą, czy nie - oceniła, pochylając się nad jedną z gablot, w której spoczywał naszyjnik. - Niby więcej osób może je podziwiać, ale przecież giną w takim tłumie. I chyba większe wrażenie robi na mnie biżuteria, która kogoś zdobi, ma poprawiać mu nastrój albo ważna jest dla niego z jakiegoś powodu niż tak leży... z drugiej strony, mamy tutaj zamkniętą historię, dawne podarki i pamiątki. RE: [wiosna 72] Kruki z Tower - Olivia Quirke - 05.02.2024 Olivia kiwnęła głową. Ona również słyszała tę historię, słyszała również o tej całej otoczce wokół śmierci Marty. Brenna miała rację - gdyby Jęcząca Marta umarła od zaklęcia, to ostatnie co by pamiętała, to zielony rozbłysk. - Tak. Marta nie miała zbyt wiele do powiedzenia na temat swojej śmierci, ale mimo wszystko odniosłam wrażenie, że lubi o niej mówić. Jakby chciała się z kimś podzielić swoją historią - w sumie to było zastanawiające, bo może o to właśnie duchom chodziło? O to, by się podzielić swoją historią? Gdy weszły do środka, Olivia niemal od razu przykleiła nos do pierwszej lepszej gabloty z cichym "oooo". Brenna coś mówiła, że klejnoty giną w tłumie, ale czy aby na pewno? - Z drugiej strony co mieliby z nimi zrobić - schować? Nie sprzedadzą ich ani nie oddadzą do muzeum, ich miejsce jest tutaj - powiedziała, na chwilę odrywając wzrok od przepięknego naszyjnika z rubinem. Nie lubiła rubinów, zdecydowanie bardziej przemawiały do niej szmaragdy czy szafiry. A połączenie szafirów ze srebrem lub białym złotem... To była bajka. Olivia nie znała się na biżuterii, ale absolutnie kochała wszystkie kamienie szlachetne. - Wiedziałaś, że szmaragdy od wieków są postrzegane jako symbol wierności? Paradoks, co? Ciekawe czy szalony król obdarowywał nimi swoje żony i kochanki? Ach, co za hipokryzja. Olivia przesunęła się nieco w bok, do pierścionków, żeby zrobić innym zwiedzającym miejsce. - Kamienie w ogóle mają ciekawą symbolikę. Na przykład ametysty są uznawane za kamienie harmonii i równowagi psychicznej. Wiesz, że nie wystarczy ich tylko nosić? Trzeba je ładować swoją energią, by zaczęły działać. Ktoś mi też mówił - a może to przeczytałam? - że na przykład jak nosisz bransoletki czy pierścionki na lewej ręce, to się chronisz przed negatywną energią, a na prawej to wysyłasz innym sygnały... A może to było na odwrót? - Olivia miała czasem problem z odróżnieniem lewej od prawej. Więc wszelkie kamienie typu kamień księżycowy czy ametyst, nosiła na szyi, żeby nie było problemu. Powinna chyba też zainwestować w kwarc różowy, ponoć przyciągał miłość. Ktoś nadepnął komuś na nogę, z boku rozległ się płacz małego dziecka. Rudowłosa potrząsnęła głową i wskazała Brennie malutki sklepik, ulokowany z tyłu. - Ale faktycznie, trochę tego jest tu za dużo... Oooo patrz na te diademy! - sklepik poszedł w niepamięć, bo Olivia doskoczyła do czegoś, co wyglądało na koronę. Albo raczej diadem, wysadzany drogimi kamieniami. Był przepiękny, ale wyglądał na cholernie ciężki. - Że też karków nie połamały na tym. Wiesz do kogo mógł należeć? Ona nie była w stanie dopchać się do tabliczki informacyjnej, która była okupowana przez starsze małżeństwo, mające ewidentnie problem z odczytaniem małych liter. RE: [wiosna 72] Kruki z Tower - Brenna Longbottom - 05.02.2024 –[b] Och nie, nie schować. Mam raczej na myśli, że klejnoty powinny być podziwiane. W muzeach i takich miejscach jak ta ekspozycja więcej osób je zobaczy, chociaż to te, które ktoś posiada… zdają mi się bardziej żywe? – powiedziała Brenna, trochę się plącząc, jakby nie umiała do końca wyjaśnić, co dokładnie ma na myśli. Przekrzywiła lekko głowę, odrywając wzrok od klejnotów i spoglądając na Olivię, gdy ta rozprawiała o symbolice drogich kamieni i biżuterii. Na tego typu rzeczach Brenna zupełnie się nie znała, ale ciekawiło ją to: może dlatego, że Brennę potrafiło zaciekawić niemal wszystko. Zwłaszcza jeśli miała do czynienia z kimś, kogo temat do pewnego stopnia fascynował. – Podejrzewam, że oni się tym nie przejmowali. Wierność? To nie dla królów – parsknęła Brenna. – Ale to ciekawe. Masz jakieś ulubione kamienie szlachetne? Ja chyba nigdy się nad tym nie zastanawiałam – plotła, przemieszczając się razem z Olivią po sali, przyglądając się kolejnym eksponatom. Przystanęła przy diademach, które wskazała Quirke. – Nie mam pojęcia, chociaż pewnie do którejś królowej – przyznała uczciwie. Biżuteria wyglądała na tak drogą, że Brenna wątpiła, by było stać na nią kogoś innego niż króla. – Patrz… to chyba to, co Henryk dał najpierw Annie Boleyn, a potem dostało się jego kolejnym żonom… trochę przerażające, prawda? Dostajesz klejnoty swojej poprzedniczki, skarb, ale i ostrzeżenie, że możesz podzielić jej los. Rozmawiając w ten sposób oglądały kolekcję, zgromadzoną w Tower i na moment Brenna zapomniała nawet o tajemniczym widmie z kaplicy. Potem, gdy opuściły już teren ekspozycji, rozejrzały się i za pamiątkami – wprawdzie nie było małych gilotyn, ale Olivia mogła wybrać pocztówkę albo jakiś mały bryloczek z krukiem, nim wreszcie wyszły z Tower, by wybrać się do jednej z mugolskich knajp na jakąś drobną przekąskę… Koniec sesji
|