![]() |
|
[Stonehenge - Dziewica ] Maeve, Lorraine, Effimery, Sarah - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Stonehenge (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=149) +---- Wątek: [Stonehenge - Dziewica ] Maeve, Lorraine, Effimery, Sarah (/showthread.php?tid=2599) Strony:
1
2
|
RE: [Stonehenge - Dziewica ] Maeve, Lorraine, Effimery, Sarah - Sarah Macmillan - 24.02.2024 Wyjaśnienie tego, co stało się z Effimery wcale Macmillan nie zadowoliło. Wręcz przeciwnie - poczuła się wyjątkowo rozsierdzona. Porzuciła ciało ukochanej Trelawney, ale tylko po to, aby stanąć u boku Lorraine, którą zawsze ceniła, ale dzisiejszego dnia dziewczyna przesadziła - zabłyszczała w jej oczach jak najjaśniejsza z gwiazd. Bo miała już dosyć. DOSYĆ. Dosyć tych męk, dosyć tego, że nikt jej nigdy nie wybierał, dosyć bycia drugim dzieckiem, zapasową opcją do kochania, pięknym tłem sabatów, ale nigdy ich najważniejszym elementem. Dosyć bycia nieszanowaną nawet przez bogów, do których modliła się codziennie, nawet kiedy napełniało ją największe zwątpienie. Miała dosyć! DOSYĆ!! DOSYĆ!! I wcale nie potrzebowała tego durnego wianka dodającego odwagi. - Ona tego nie zlozumie, Lola. - Powiedziała, ale wcale nie pouczała Lorraine, ona się za nią wstawiała. - Zobacz, w jaki sposób się zachowuje. - Irytowała ją niemożebnie, do tego stopnia, aby nie zauważyć, jakie momentami mogły być do siebie podobne. - Ona w ogóle nas nie lozumie, jesteśmy dla niej małym, bezsilnym motłochem, jesteśmy nikim, ich splawy nas nie obchodzą. Klęczałam pszed tym Beltane jak idiotka, składałam im daly przez dwadzieścia lat życia i wszystkim, co dostałam jest ten cholelny ból, a telaz... - Chciała krzyczeć, ale nie potrafiła - zaczęła więc piszczeć. Z całą swoją dziewczęcą mocą. - BĘDZIESZ DO MNIE MÓWIĆ, JAKBY TO WSZYSTKO BYŁO OCZYWISTE, JAKBYM NIE CZEKAŁA NA JAKIEŚ ODPOWIEDZI TYLE LAT, A TELAZ KAŻESZ MI ZSZYWAŹ JAKĄŚ CHOLELNĄ ZASŁONĘ, O KTÓLEJ NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA, JA... NIE MOŻESZ POZWOLIĆ NA KSZYWDZENIE KOGOKOLWIEK W IMIENIU BOGÓW? I MÓWISZ TO TELAZ? PO TYM JAK TYLE OSÓB ZGINĘŁO NA CHOLELNYM BELTANE? BĘDZIESZ SIĘ ZACHOWYWAŁA JAKBY ISOBELL NIE OSZALAŁA PSZEZ WAS? Igła i nitka wpięte w tasiemkę na jej udzie ciążyły jej teraz mocno jak diabli, ale perspektywa zszywania tej cholernej zasłony bez żadnych konkretnych odpowiedzi... Już chyba wolała, żeby wciągnęły ją te pnącza... RE: [Stonehenge - Dziewica ] Maeve, Lorraine, Effimery, Sarah - Maeve Chang - 25.02.2024 Pomyślała, że skoro nowym ołtarzem wielkodusznie zajmą się mężczyźni, to panienka się długo nim nie nacieszy. Pomyślała, ale nie powiedziała tego, bo trochę mowę jej odjęło, widząc reakcję rzekomej bogini. Trochę się tutaj logika nie kleiła, zupełnie jakby zionęła z niej dziura podobna do tej na nieboskłonie; słyszała modlitwy nawiedzonej Izki, odebrała przez jakieś pełnomocnictwo nomen omen martwą owieczkę, co już trochę zakładało wszechwiedzę i możliwie wszechmoc, ale nie miała najzieleniejszego pojęcia, że jej gorliwa wyznawczyni była gotowa dorzucić w gratisie jeszcze niewinną duszyczkę innej kapłanki, choćby to miało spartaczyć całe ofiarne przedsięwzięcie? Aha, jeszcze nie zapomnijmy, że się obruszyła na myśl o krzywdzeniu dziewczyny, ale owieczka to tam trudno, przykro, ale bez szału? Z Maeve w tym momencie nagle odpłynęła jakakolwiek chęć nawrócenia. Wolała chyba wyznawać kogoś innego, w zaciszu własnej sypialni, a jeśli miała w kogoś wierzyć, to w samą siebie. Okazywało się bowiem, że istoty przedwieczne miały sporo wspólnego ze sobą, bo tak samo jak jej babcia, ta tutaj również nie bardzo kontaktowała z rzeczywistością i odklejenie wyglądało na terminalne. Stała przez chwilę z otwartą gębą, widząc, jak Effimery wsiąka w ziemię. Miała szczerą nadzieję, że teraz nie wącha tych krokusów od spodu, a po prostu wróciła tam, skąd przybyły. Wszystkie cztery zostały wplątane w nieład spowodowany przez niekompetencję sił wyższych, a prawda była taka, że pewnie co najmniej połowa z nich przyszła po prostu sobie potańczyć i zjeść słodycze o zawyżonych z okazji święta cenach. Miała zamknąć usta, ale wtem dostała w prezencie igłę i nić, po czym Dziewica Hekate Selene Diana (de la Rosa Ramirez) wystawiła swoją nóżkę ponętnie i chyba czekała na zbawienie. Maeve spojrzała najpierw na jej nogę, potem na nią samą, nie wykazując swoim spojrzeniem żadnego procesu myślowego. W głowie Chang teraz leciała jakaś muzyka z cyrku, bo zwyczajnie czuła się jak na pokazie u Bellów, ale tam przynajmniej była pewna, że po godzinie cała impreza się skończy. A tutaj zwyczajnie nie wiedziała, co o tym myśleć. Doszła do wniosku, że jej przykro. Przykro, że Macmillan musi piszczeć jak czajnik, żeby ktoś w końcu posłuchał ulewającego się z jej piersi żalu; przykro, że ogromna część świata i jej i Raine się właśnie zawaliła, bo ktoś, coś, w co pokładała wiarę, okazało się być grą niewartą świeczki, śliny i modlitwy. Przykro, że w takim momencie i w jej obecności wspomniała akurat o spaniu z Degenhardtem, bo to dotąd jakoś uśpiła w tle podświadomości i jakoś nie musiała o tym myśleć. Przykro jej też było, że Malfoy puściły nerwy i musiała pokazać wszystkim, że w środku tak naprawdę jest przestraszonym dzieckiem, które liczyło, że skoro nie ma opieki na planie ziemskim, to chociaż tam z góry ktoś nad nią czuwa. Nie miała zamiaru krzyczeć, piszczeć, czy płakać razem z nimi. Maeve nie była osobą, która okazywała przykre emocje. Ona zwyczajnie cichła. I wbrew pochwalnym słowom Lorraine na temat jej osoby, nie miała ani anielskiej cierpliwości, ani nie spełniała życzeń. Nie wiedziała, co zrobić w tej sytuacji, więc stała z tą igłą i nitką jak kołek. - No to chyba tu zostajemy - westchnęła z rezygnacją, acz zaskakująco nie brzmiąc na przejętą. - Jedna wpadła w krzyk, druga się obraziła i odmawia współpracy, a ja nie umiem szyć - podsumowała, uśmiechając się przepraszająco do bogini. Sytuacja patowa - chyba tak się mówiło na taką beznadzieję? RE: [Stonehenge - Dziewica ] Maeve, Lorraine, Effimery, Sarah - Rowena Ravenclaw - 16.03.2024 Nie odpowiedziała na żadne z waszych pytań, nie odniosła się do ani jednego zarzutu. Zamiast tego z każdym kolejnym wypowiadanym przez was zdaniem coraz bardziej się kuliła, zapadała się w sobie, aż w końcu zakryła uszy rękoma. — Nie, nie... NIE, DOŚĆ — zaprotestowała gwałtownie; ta tajemnicza i efemeryczna dziewczyna znajdowała się na granicy histerii — Zawsze zanosicie prośby do bogów, składacie krwawe ofiary, które sprawiają, że tylko krwawią nam serca, wzywacie nas tylko na trwogę... Kiedy mówiła, znów zerwał się wiatr. Wyrywał delikatne płatki kwiatów i unosił w powietrze, a jego pierwszy podmuch rzucił was na ziemię. Zaraz potem, podobnie jak Effimery wasze ciała zaczęły porastać krokusy. Unieruchomiły wasze kończyny, zakryły wizję, dusiły swoim słodkim zapachem. Protest jedynie sprawiał, że na waszym ciele pojawiało się więcej purpury. Pod jej ciężarem zaczęłyście zapadać się w ziemię, która okazała się dziwnie miękka. Ostatnim, co zapamiętałyście, był wszechobecny fiolet. adnotacja moderatora
Dziękuję za sprawne odpisy Jak skończymy ostatnią kolejkę z Matką wrócimy do wątku głównego, stay tuned ![]() Koniec sesji
|