![]() |
|
[17.07.72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [17.07.72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie (/showthread.php?tid=2630) |
RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Cathal Shafiq - 21.02.2024 Cathal wspiął się na wyżyny swojego niemal nieistniejącego dżentelmeństwa oraz wyrozumiałości (zwykle nikłej, odrobinę większej wobec najbliższych przyjaciół i współpracowników, o ile akurat ich szanował), aby nijak nie skomentować nie tylko tego zwycięstwa, ale i naburmuszonej miny McGongall. Ugryzł się nawet we wnętrze policzka, żeby powstrzymać zdradziecki uśmieszek, który zaczął cisnąć się mu na wargi, gdy całe to przedstawienie zostało zakończone, nie musiał już się wygłupiać, a ona wyglądała na taką rozczarowaną. Wcześniej trochę się o nią martwił, gdy została wrzucona w zupełnie nową dla siebie sytuację, ale teraz po prostu nie mógł oprzeć się odrobinie rozbawienia. Nie dziwiło go zresztą, że się przejęła – znał ją na tyle, by wiedzieć, jak strasznie nie lubiła przegrywać. Pewnie gdyby wiedziała, że ujdzie jej to na sucho, transmutowałaby mu podłogę pod nogami. - W porządku, w takim razie drinki – oświadczył z udawaną powagą, razem z nią ruszając do baru, by odebrać swojego darmowego drinka. Podsunął go Ginny, sam biorąc dla siebie i drugiego - możliwe, że ostatniego tego wieczora, bo nie chciał, aby zaczęło mu nadmiernie szumieć w głowie. Ale na tego zasłużył: ten pierwszy, który wypił, był na początek zabawy (i jak się okazało na znieczulenie), ten drugi nagrodą za przetrwanie tanecznego konkursu. Popijał alkohol, przez moment milcząc i dając kobiecie trochę czasu, aby ochłonęła. – To co? – spytał, kiedy połowa drinka znikła, na parkiecie znowu zaczęło roić się od ludzi, światła ponownie szalały po całym pomieszczeniu, a gdzieś przy scenie w ramach jakiejś mugolskiej, chemicznej sztuczki, coś iskrzyło (co nie robiło na Cathalu wrażenia, wszak takie iskierki dało się wyczarować jednym machnięciem różdżki…). – Chcesz iść na parkiet, czy wolisz po prostu wyjść i przejść się po Londynie? – zapytał, bo mimo całego rozbawienia, jakie odczuł widząc, jak mocno dotknęła ją przegrana, nie chciał przecież, żeby tego wieczoru wróciła do obozu zła jak cały świat, z poczuciem straconego dnia. Z głośników tymczasem płynęła kolejna piosenka: What's that playin' on the radio? Why do I start swayin' to and fro? I have never heard that song before But if I don't hear it anymore RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Guinevere McGonagall - 24.02.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3QlvQgv.png[/inny avek] W tej chwili nie potrafiła tego docenić, ale dajmy Ginewrze kilka minut i pewnie sama zauważy, że Cathal wyjątkowo się starał nie być bezczelnym chamidłem i całkowitym przeciwieństwem angielskiego dżentelmena, jakim bywał na co dzień. Było to o tyle nienaturalne co nawet urocze, chociaż akurat Ginny lubiła w nim to, że nie miał takiego kija w tyłku i nie przejmował się tak konwenansami i tym co wypada, a czego nie, i robił (w większości) co chciał. Teraz jednak, gdy też próbował nad sobą zapanować… Właściwie powinna być mu wdzięczna – lecz to nie był jeszcze czas wdzięczności, a próby przeczekania jakoś tych much w nosie, co to jej się narobiły i psuły nastrój. Siadła na stołku w milczeniu i również w ciszy odebrała drinka, którego zamówił jej Cathal. Przez moment kręciła w nim słomką, patrząc gdzieś w przestrzeń, starając się uspokoić – te swoje debilne myśli, niezadowolenie, które i ja wkurzało, może nawet bardziej niż to, że przegrała głupi konkurs, na który się nawet nie pisała. I to jeszcze z jakimś mugolem. Ostatecznie parsknęła coś pod nosem i przyssała się do słomki, by napić się swojego drinka. Nie miała mocnej głowy, bo nie miała jej gdzie wyćwiczyć. Trochę alkoholu wcześniej, trochę teraz, i już czuła, że coś odrobinę zaczyna jej szumieć. – Dzięki – burknęła po chwili, gdy już się odkleiła od słomki i w końcu spojrzała kątem oka na Cathala, wprost spod firany długich rzęs. Dziekowała ca drinka czy za cierpliwość? A to Cathal musiał zgadnąć sam. Przekora jej charakteru raz wszystko ułatwiała, ale innym (znacznie częstszym) razem wręcz przeciwnie. Lubiła ludzi brał czasem pod włos, lubiła nie powiedzieć czegoś tam wprost. Lubiła, gdy druga strona była zmuszona do myślenia, a Cathalowi z myśleniem było bardzo do twarzy. – Nie no nie przyszliśmy tu przecież po to, żeby pić drinki, jeść tego jakiegoś tam burgera z wiśniami w czekoladzie i napojem z lodami – oczywiście, że wszystko pomieszała, bo zapamiętała tylko słowa-klucze, jakie Cal rzucił na początku. A poza tym te smaki, które wymieniła, nie wydały jej takie dziwne, ostatecznie nie do końca była zaznajomiona ze wszystkimi dziwacznymi potrawami z Anglii. – Założę się, że jakbyśmy chcieli coś zjeść to gdzie indziej byłoby lepsze żarcie – to był w końcu klub TANECZNY a nie burgerownia, ani lodziarnia. KLUB TANECZNY, a nie bar z wyszukanymi alkoholami. Kątem oka dostrzegła te kolorowe iskry przy scenie – ale i na niej nie robiło to większego wrażenia, w przeciwieństwie do mugoli, którzy okrzykiwali to jakimiś wiwatami. Ale serio? Wystarczyło wejść do sali, gdzie dzieciaki ćwiczyły zaklęcia. Przynajmniej jeden przypadek na dziesięć sprawiał, że coś wokół wybuchało. – Chodź potańczyć – rzuciła i nawet spróbowała się uśmiechnąć. I był to szczery uśmiech, choć trochę nieśmiały. A nieśmiały, bo pomalutku poprawiał jej się humor, czy raczej pomału powracał do wersji wyjściowej. – Ale ani jednego konkursu więcej – bo jej duma nie zniosłaby porażki. I nawet złapała Cathala i pociągnęła go za sobą, kiedy już dopiła drinka i wstała ze stołka. RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Cathal Shafiq - 25.02.2024 Cathal zazwyczaj nie bywał absolutnym chamem – ale zasadniczo głównie dlatego, że bycie chamskim wymagało pewnej energii i implikowało, że zależy ci na tym, żeby na takie wypaść, bo jednak nie miał tego w naturze. Za to bezczelny bywał niemal zawsze, bo to z kolei leżało po prostu w jego charakterze. Zdarzało mu się z tą bezczelnością odrobinę przyhamować głównie przy trzech okazjach: gdy chodziło o ciotkę, gdy chodziło o dobro wykopalisk i od czasu do czasu, kiedy kogoś faktycznie lubił i uznawał, że nie będzie mu psuł dnia. W tym wypadku chodziło głównie o tę trzecią opcję. Poza tym łatwiej było przeczekać – sam w końcu też nie chciał psuć sobie wieczoru niepotrzebną kłótnią. – Nie jestem pewny, czy w całym Londynie znajdziemy jakieś burgery z wiśniami w czekoladzie, ale potem możemy ich poszukać. Z napojem z lodami pójdzie trochę łatwiej – powiedział, a w jego głosie znów pobrzmiewała charakterystyczna nuta kpiny. Kto wie, może faktycznie był gotów później krążyć po niemagicznym Londynie, tylko po to, żeby się przekonać, czy w którejś knajpie za kilka funtów przygotują im taką oryginalną, i prawdopodobnie mało smaczną potrawę. Drinka zdążył już wypić, więc zszedł po prostu z taboretu – trochę za małego, jak na jego gust – i wyciągnął do McGongall rękę, dużą, silną i pokrytą odciskami oraz drobnymi bliznami, które powstały przez całe lata pracy z pieczęciami oraz włóczenia się po wykopaliskach na całym świecie. Pozwolił się pociągnąć na parkiet, bo jak sama powiedziała, po to tutaj przyszli – i tym razem przynajmniej nie świeciło na niego żadne idiotyczne, różowe światło i nie obserwowała jakaś setka mugoli. Ten klub miał tę zaletę, że tutaj mogli wtopić się w tłum i kolejnego dnia połowa znajomych nie będzie wiedziała, gdzie byli i co robili, jak to się często zdarzało w magicznym światku. – Naprawdę? Byłem pewien, że zaraz popędzisz zatrudnić nauczyciela tańca i za dwa tygodnie zaciągniesz mnie tu z powrotem, zaszantażujesz obsługę, by znowu nas wybrali i tym razem zniszczysz mnie na parkiecie – stwierdził, z odrobiną rozbawienia, ujmując jej dłoń i starając się nadążyć za dość żywą melodią, która popłynęła z głośników. RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Guinevere McGonagall - 26.02.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3QlvQgv.png[/inny avek] Przede wszystkim potencjalna kłótnia byłaby całkowicie bzdurna. W stylu tych, że zupa była za słona. Oboje byli charakterni, po Cathalu było to widać właściwie od razu, bo tą bezczelnością wręcz emanował; z Ginevrą trzeba było zamienić trochę słów i jej psotliwy charakterek wychodził dość szybko na światło dnia, ale rozwijał skrzydła wtedy, gdy ktoś nadepnął jej na odcisk, co wcale nie było takie oczywiste… Na razie kocica jednak schowała swoje pazurki, bo nikt nie ciągnął jej za ogon, to i to zjeżone futerko jakoś się ugłaskało… Oczywiście metaforyczne futerko. Miała nadzieję, że czar nadal się utrzymywał, tak samo jak puder. Pewnie nie dodawało jej to uroku, ale było konieczne, by nie przyciągać więcej zbędnych spojrzeń. – Nie? To jak to leciało? – była pewna, że dobrze to zapamiętała, nawet nie wyłapała, że coś kosmicznie pomieszała. Burgery z wiśnią w czekoladzie wcale nie brzmiały dziwniej niż jajka z fasolą w sosie pomidorowym i sok pomarańczowy, czyli angielski klasyczek na śniadanie. Jak dla niej – dokładnie ten sam kaliber. A kto nie lubił czekolady? I dlaczego miałaby niby nie pasować? Zwyczajową kpinę w głowie Cathala zbyła, zbyt zainteresowana tematem kulinarnym, jaki im się tutaj zupełnie przypadkowo wykluł. Ujęła dłoń Cathala; te odciski i blizny zupełnie jej nie wadziły, nie była tą dziewczyną, która bała się pracy fizycznej, albo wzdrygała wtedy, gdy nie czuła mięciutkiej skóry. Może mogłaby się zająć jego bliznami, gdyby tylko chciał. Zaś to czy byli w mugolskim czy magicznym klubie… Dla niej to było bez różnicy. I tak prawie nikt jej tutaj nie znał, była całkowicie obca dla wszystkich, tyle tylko, co wyróżniała się urodą – ale co można było o niej powiedzieć? Enigma. W szyfrowaniu też była przecież dobra. Chciała poznać trochę Londynu, mugolski klub też był w porządku. I nawet przez głowę jej nie przeszło, że być może Shafiq wstydziłby się jej towarzystwa przed znajomymi czarodziejami. – Uważaj czego sobie życzysz i co mówisz na głos, Cathal – rzuciła do niego może nazbyt ostro, ale gdzieś w jej głosie pobrzmiewał śmiech. – Nie wiesz na co stać zranioną kobietę? Mogłaby świat wywrócić do góry nogami – a jej z pewnością nie brakowałoby do tego temperamentu. I zdecydowanie byłaby w stanie zatrudnić instruktora tańca, a potem zaszantażować ludzi żeby tylko dopiąć swego. Problemem byłby tylko czas na to wszystko… ale gdyby bardzo jej zależało, to pewnie byłaby w stanie coś zorganizować. Puściła do niego oko w miarę ruszania się gdzieś do rytmu. Tak, alkohol zdecydowanie szumiał w jej głowie, chociaż jeszcze nie plątał jej się język. Nawet na moment puściła Shafiqa, by dać się ponieść i zakołysać biodrami i ramionami, chociaż nigdzie się od niego nie oddaliła. RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Cathal Shafiq - 27.02.2024 Czar może nie trzymał już tak mocno, jak na początku, ale na parkiecie, w półmroku klubu, wśród błyskających świateł, z warstwą makijażu i tą odrobiną magii, egzotyczna uroda Guinevere nie rzucała się aż tak bardzo. A zanim stąd wyjdą, mogła przecież w razie czego dokonać paru drobnych modyfikacji w łazience. – Nie pamiętam – skłamał Cathal bezczelnie i bardzo oczywiście, bo przecież mógłby dokładnie powtórzyć każde zdanie z ich rozmowy, a także opisać, jaką minę w której chwili zrobił Ginewra: kiedy się uśmiechnęła, kiedy zmrużyła oczy, a w którym momencie wyglądała, jakby chciała kogoś zamordować. – Będziemy musieli poszukać bardzo wielu burgerów, zanim zdecyduję, że to ten, którego chciałem na początku – dodał, obracając ją w tańcu. Był mężczyzną postawnym i silnym, a przez to niezbyt zwinnym, ale też na tyle sprawnym i na tyle często zmuszanym przez ciotkę do udziału w pewnych uroczystościach, że na pewno nie należał do najlepszych tancerzy na tej sali (wbrew wygranej w spontanicznym, amatorskim konkursie), ale był w stanie mniej więcej dostosować się do rytmu i nie podeptać przy tym partnerki. Nie wstydził się jej towarzystwa. Nie nawykł do przejmowania się zdaniem innych – chyba że mieli naprawdę ogromny wpływ na wykopaliska – i nie zadawał się z osobami, z którymi zadawać się nie miał ochoty. Zresztą znajomych miał stosunkowo niewielu, bo szkoda było mu wkładania wysiłku w podtrzymywanie znajomości, które go nie interesowały, a był człowiekiem nudzącym się łatwo. Gdyby była mugolaczką, pewnie byłby do niej uprzedzony, bo nie miał aż tak otwartego umysłu, by zupełnie przeskoczyć wychowanie i szepty Slytherina, rozbrzmiewające w głowie – ale przecież nią nie była. – Jadłaś już smażoną rybę w cieście? Albo pizzę? To jedne z niewielu rzeczy, które mugolom naprawdę się udały – stwierdził, prowadząc ją w takt. Podniósł nieco głos, wszak muzyka utrudniała rozmowę. – Ta ryba to już prawie brytyjskie danie narodowe. Bo najważniejszy czarodziejski przysmak, czyli piwo kremowe, już wypróbowałaś… są jeszcze fasolki Bertiego Botta, ale to coś dla wielbicieli prawdziwie mocnych wrażeń. O czekoladowe żaby nawet nie pytał. O czekolady też nie. Sam ją zabrał do Hogsmeade, a Nell na pewno plotła o tych słodyczach jej już przynajmniej z dziesięć razy i z dużym prawdopodobieństwem dała nawet ich spróbować. – Och nie. Chyba podsunąłem ci niechcący pomysł na zaplanowanie mojego upadku – stwierdził, znów z pewną typową dla siebie kpiną. Chociaż prawie się zaniepokoił, że jeszcze Ginny weźmie to sobie do serca, a on naprawdę, ale to naprawdę nie miał zamiaru brać udział w żadnych więcej konkursach tańca. Zwłaszcza mugolskich. RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Guinevere McGonagall - 28.02.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3QlvQgv.png[/inny avek] Na to właśnie liczyła – że ciemność klubu jakoś wybaczy jej to, że czar transmutacji przestanie działać, a ona zacznie wracać do swojego naturalnego koloru skóry. Zamierzała tańczyć już tylko z Cathalem więc jej ciemniejsza skóra nie powinna stanowić większego problemu – i faktycznie planowała po prostu w którymś momencie pójść do łazienki i poprawić czar, nie chcąc przykuwać nadmiernej uwagi. Ale jeśli znajdowała się tak blisko tak wielkiego mężczyzny, jakim był Cathal, jeśli wirowali na parkiecie w swojej obecności, nie bawiąc się w żadnego odbijanego, ani żaden konkurs więcej, gdy jej włosy też momentami przykrywały jej twarz i czasami nawet ręce, to czuła się całkiem pewnie i bezpiecznie. No i wolała się znacznie bardziej w swoim naturalnym odcieniu skóry i bez tego pudru na twarzy. – Ta, jasne – parsknęła, rzecz jasna nie wierząc w żadne „nie pamiętam”. W życiu nie widziała, by Cathal czegokolwiek nie pamiętał, zwykle potrafił przywołać coś naprawdę cholernie precyzyjnie, to nagle miałby zapomnieć własnych słów? Bujda. – Bardzo wygodne, że nagle nic nie pamiętasz – odgryzła się jeszcze, rzecz jasna złośliwie, jak to miała w naturze, ale nie ze złością, ta zaczynała być tylko złym wspomnienie. Nie obchodziło ją to, że Cathal nie tańczył idealnie; ona też przyuiczona była do zupełnie innych tańców, liczyło się tylko to, że na siebie nie wpadali i nie deptali, a nawet jeśli by się tak stało – pewnie tylko by się roześmiała i nie przejęła tym nadmiernie, nie przywykła przykładać do podobnych spraw wagi. Mieli się pobawić, nie oceniać… Cóż, to nie do końca wyszło, choć nie z ich inicjatywy. No i to nie tak, że oceniali siebie wzajem, to ludzie wybrali zwycięzców konkursu. I nic dziwnego, że Cathal może nie był w tym momencie najlepszym tancerzem, skoro to był jego drugi raz z tymi… małpimi skokami, jak to już w podobnym tonie nazwali. Ginewra sama była wysoka, nie tak jak Shafiq, ale sięgała mu gdzieś pod nos i była smukła, było więc łatwiej jej się poruszać, nie była zbyt szeroka w barach, raczej wąskiej budowy, była zdecydowanie zwinniejsza od niego. – Nie. Ale jadłam… te… frytki? – słyszała o pizzy, za rybami jakoś wielce nie przepadała, przyzwyczajona była do innego rodzaju jedzenia, ale była raczej osobą, która lubiła próbować nowych rzeczy… Cóż, w innym wypadku nie trafiłaby do mugolskiego klubu, prawda? W każdym razie z angielskimi kulinariami była raczej ostrożna, uważała gust anglików za bardzo dziwaczny pod tym względem. Jadali strasznie tłusto – tak jej się przynajmniej wydawało. – Serio? – brzmiała na trochę wątpiącą, że jakieś dziwaczne dania się mugolom udały. Sama może nie była tak uprzedzona jak Cathal i jego pasażer na gapę, ale była w niej pewna ostrożność mimo wszystko. – Ryba w cieście? Serio nie mają się czym innym pochwalić? – co w tym mogło być takiego super? Nie rozumiała. Bo też nie próbowała. – Piwo tak, jest pyszne. O fasolkach tylko obiło mi się o uszy. Czemu niby tylko dla wielbicieli? – zainteresowała się od razu, Cathal miał jej pełną uwagę, można to było zauważyć od razu. Prawie jak kot, który obrócił uszy niczym dwa radary, by lepiej słyszeć, i zastrzegł wibrysami, które nagle skierowały się do przodu pyska. Ginewra była skomplikowaną kobietą i jednocześnie bywała bardzo łatwa w obsłudze, jeśli tylko wiedziało się gdzie nacisnąć, albo co powiedzieć… Od razu zapomniała o głupim, przegranym konkursie. O czekoladowych żabach oczywiście słyszała, nawet zaczęła w tajemnicy zbierać sobie karty, niczym prawdziwy gówniarz, a miała przecież skończone od nie tak dawna trzydzieści dwa lata. Lubiła czekoladę, może nawet aż za bardzo. – Mam lepszy pomysł – stwierdziła po prostu. – Nie będziesz znał dnia ani godziny – być znowu ocenianym przez mugoli… nie ma mowy. Ewidentnie nie mieli gustu! RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Cathal Shafiq - 01.03.2024 Cathal też ani myślał tańczyć z kimś więcej – nie było mowy, aby nagle zaczął krążyć po klubie i podrywać jakieś przypadkowe mugolki. To po pierwsze. Po drugie, pozostawienie czarodziejki z Egiptu samej sobie na środku mugolskiego klubu byłoby co najmniej niegrzeczne. Nie, żeby Ginewra nie mogła po prostu sobie pójść, dałaby sobie radę, ale nie robiło się takich rzeczy osobom, które darzyło się sympatią. – Jestem człowiekiem, który lubi wygody – oświadczył Cathal z powagą, jakby nie spędzał całych miesięcy w obozie na środku pustyni, i nie czołgał się przez tunele pod piramidami, tylko dlatego, że koniecznie chciał poznać historię egipskiej królowej – czarownicy i dumnie umieścić artefakt, którego używała zamiast różdżki, w jednym z angielskich muzeów. Obrócił Ginny w tańcu, a potem znów ułożył dłoń na jej talii. Gdy piosenka się zmieniła i on postarał się dostosować do nowego rytmu. Nie obejmował jej zbyt nachalnie, ale też wyraźnie nie czuł się niepewnie, trzymał jedną ręką jej palce, a drugą otaczał talię, w przeciwieństwa do Petera chyba niezbyt bojąc się, że kobieta poczuje się z tym jakoś niekomfortowo. – Fish and chips, ryba smażona w cieście z frytkami właśnie – potwierdził Shafiq, uśmiechając się półgębkiem. Każdy kraj miał swój lokalny koloryt, który obejmował także napoje, słodycze oraz potrawy, a on chętnie ich próbował, bo zawsze było to coś nowego – obejmując wręcz przeciwną taktykę wobec takiego Ulyssesa na przykład, który nie chciał „zaśmiecać” sobie pamięci niepotrzebnymi nowościami. On ich z kolei potrzebował i może po części też dlatego był tutaj, w wybuchowej chemii, w której nie pojawił się nigdy wcześniej. – Nie mów z takim sceptycyzmem przy angielskich mugolach, mogą poczuć się urażeni, że obrażasz ich danie narodowe. Większością czarodziejów nie musisz się przejmować, większość z nich raczej nie odwiedza mugolskich fast foodów… Może bardziej spodobałby ci się pudding Yorkshire, w nim nie ma żadnej ryby – powiedział. Ten dość często pojawiał się na stole w Hogwarcie w grudniu, zwłaszcza w okresie przed świętami. – Albo pudding świąteczny, o ile nie jest jedną z tych, które nienawidzą rodzynek… Parsknął lekko, kiedy zaczęła zastanawiać się, dlaczego fasolki są tylko dla sympatyków. Nie odpowiedział od razu, pochłonięty wspomnieniem kolegi z roku, który, jak się okazało, zjadł taką o smaku bardzo ostrej papryczki chili. Sam Cathal tego przysmaku unikał – obawiał się, że trafi na przykład na taki o smaku starych skarpet i zapamięta to już do końca życia. Tak było z fasolką mydlaną. Nie chciał powtarzać tego doświadczenia. – Kiedy mówią „wszystkich smaków” naprawdę mają to na myśli. Możesz trafić na truskawkową, jabłkową albo anansową. Ale możesz też dostać taką o smaku herbaty, mydła, gałęzi świerku, wątróbki, trawy, pieprzu albo, jak głosi fama, starych skarpet. Jeśli ktoś cię nimi poczęstuje, nigdy nie bierz całej garści i zawsze nadgryzaj sam czubek. Podejrzewam, że Nell jest gotowa podsunąć je Jamilowi bez ostrzeżenia, ale tobie pewnie by tego nie zrobiła… RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Guinevere McGonagall - 02.03.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3QlvQgv.png[/inny avek] – Naprawdę? Aż dziwne, że potrafisz się wyspać w namiocie i nie potrzebowałeś dla siebie ściągnąć takiego łóżka z baldachimem – jak dla Lety (i Jamila) powiedziała z błyskiem w oku, nie wspominając jednak imion kolegów z ekipy, bo ten żart rozumiał się sam przez się. – Albo, że wszędobylski piasek w Egipcie nie przeszkadzał ci tak bardzo, jak wysypywałeś go później z butów i z… – zawiesiła się sugestywnie i przysunęła do Cathala odrobinę, by ciszej, a jednocześnie nie za cicho, dokończyć to jakże ważne dla ludzkości zdanie: – majtek – i wtedy parsknęła i odsunęła się na odpowiednią odległość. Oboje doskonale wiedzieli, że żadna księżniczka, która to spała na ziarnku grochu, nie miałaby lekkiego życia na wykopaliskach i to nie była praca dla ludzi, którzy mogli żyć bez wygód. Magia wiele rzeczy upraszczała i ułatwiała, zgoda, ale nie dało się jej używać zawsze i wszędzie. Gdyby czuła się niekomfortowo, obejmowana przez Cathala, to ten taniec wyglądałby zupełnie inaczej. Ale jego obecność i dotyk jej nie wadziły, nie byli osobami, które widzą się pierwszy raz na oczy i są zmuszone do kontaktu ze sobą, jak to miało miejsce na tym (jakże głupim) konkursie. Lubiła jego obecność i czuła się swobodnie, nic nieodpowiedniego się więc nie działo (to znaczy przegrana w konkursie była nieodpowiednia, ale o niej Ginewra starała się nie myśleć). – Nie jestem przesadną fanką ryb – znaczy zjeść – zje, ale nie był to jej pierwszy wybór. Właściwie to w Egipcie dużo się jadło ryb, warzyw i owoców, natomiast ryba w cieśnie… Takiego cuda to nie jadła, to musiała przyznać. – Ale jak to taki przysmak, to mogę spróbować – stwierdziła, choć raczej nie była na ten pomysł pełna entuzjazmu… Ale była w niej pewna ciekawość, to na pewno. – Nie obrażam, nigdy go nie jadłam, to co tu obrażać. Po prostu… Wolę… inne rzeczy? – na przykład nadziewane gołębie, hamam mahshi. Albo shawarma – takie rzeczy lubiła. – Chyba jadłam kiedyś ten pudding. Któraś ciotka chyba zrobiła, albo może nawet moja babcia… Jak kilka lat temu przyjechaliśmy tu na Yule – przekopywała właśnie pamięć w poszukiwaniu tych detali i było to widać, ale ostatecznie wzruszyła ramionami, bo nie była do końca przekonana. – Mówisz, że taki dobry? – zaś pudding świąteczny… – Rodzynki są wspaniałe. Tak jak suszone daktyle – i słodkie jak cholera, zwłaszcza te drugie. Czy ktoś taki jak ona, wychowany na kuchni egipskiej, mógł nie lubić suszonych owoców? Słuchała tego wywodu o fasolkach i Cathal, pomiędzy jednym obrotem a drugim, mógł widzieć, jak zmieniają się jej emocje – jak w kalejdoskopie. Od skonsternowania, przez umiarkowane zainteresowanie, przez zaintrygowanie, przez pełną atencję, po pewność. – Oszalałeś? Bez ryzyka nie ma zabawy. Teraz to już muszę ich spróbować. Całą garść! – przecież wiedział z kim ma do czynienia. I to nie tak, że ryzykowała i rywalizowała z każdym o wszystko wszędzie. Ale te fasolki… To brzmiało jak kupa wspaniałej zabawy, a ona nie miała oporów przed próbowaniem nowych rzeczy. Szczególnie jeśli to była taka ruletka. – Gdzie to dostać?! – ależ się podekscytowała… Aż oczy jej zabłysły i na moment zmieniły się w kocie. Szybko jednak wróciły do normalności, gdy zorientowała się, co robi i gdzie są – ale była pewna, że nikt prócz Cathala i tak by tego nie zauważył. RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Cathal Shafiq - 04.03.2024 – Skąd wiesz, że nie upchnąłem żadnego zaklęciami w kącie namiotu i nie wyciągam go, kiedy robi się ciemno? Takiego różowego, z dużą ilością koronek, w kolorze tego gustownego światła, które mnie tutaj ścigało? – spytał Cathal, lekko unosząc kąciki ust na wspomnienie dowcipu Nell i plotek, jakie zaczęły potem krążyć, że pani Crouch planuje wkrótce zostać panią Anwar. Ciekawe, czy ktoś z rodziny wysłał jej już list grożący wydziedziczeniem? - Może po prostu lubię piasek – stwierdził z uporem, ciągnąc tę nieco absurdalną wymianę zdań czy to w ramach żartu, czy dlatego, że skoro już zaczął w coś brnąć, to jak to on: brnął dalej. Magia była pomocna. Im nigdy nie brakowało chłodnej wody do umycia, w namiotach mogli wyczarować sobie lód albo chłodny powiew, oczyścić ubrania zaklęciami. Ale że pracowali tuż koło mugolskiej ekipy, rzeczywiście pewne rzeczy musieli znosić, by nie wzbudzać podejrzeń. Palące słońce, piasek, podziemne korytarze pełne kurzu, to wszystko stanowiło zaledwie początek. W porównaniu do warunków w Egipcie, obóz w Walii pełen był luksusów. – Anglicy to zwykle flegmatyczny naród, ale bywają drażliwi, gdy chodzi o herbatę, królową oraz rybę z frytkami – powiedział z poważną miną na jej zapewnienia, że nie obraża. Wiedział przecież o tym doskonale. I tak naprawdę wątpił, aby ktoś miał wpaść we wściekłość, bo nie smakowała jej ryba. Ale czasem lubił powyolbrzymiać. Pokręcił tylko głową i westchnął teatralnie – choć to westchnienie utonęło w dźwiękach kolejnej już piosenki, do której tańczyli – na jej reakcję na ostrzeżenia. Powinien dokładnie tego się spodziewać. Tak jak on i Leta niekiedy z uporem maniaka ignorowali niektóre sprawy tylko dlatego, że na coś się uparli, tak Ginewra po prostu lubiła od czasu do czasu zaryzykować. Chociaż i tak dobrze, że nie szła w tym aż tak daleko, jak Jamil, który gotów był zastawić choćby samego siebie, byle dalej grać. – Całą garść? Powiedziałbym, że to czyste szaleństwo, ale pewnie jeżeli to powiem, zjesz całej opakowanie – skwitował, obracając ją w tańcu po raz ostatni, nim dźwięki piosenki zaczęły powoli cichnąć. – Kupisz je właściwie w każdym sklepie z artykułami spożywczymi na Pokątnej i w Hogsmeade. Mają je też na pewno w jakimś sklepie w Dolinie Godryka, bo to tam mieszka ich twórca. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale podobno wynalazł je, kiedy przypadkiem dodał parę skarpet do jednego ze swoich wyrobów… Ja od czasu usłyszenia tej historii raczej unikam słodyczy Bertiego Botta, ale skora masz ochotę ryzykować, kim jestem, aby ci zabraniać. Podejrzewał, że po tej pierwszej garści się jej odechce. Bo o ile takie truskawkowe czy wiśniowe fasolki smakowały dużo lepiej niż zwykłe cukierki, tak Cathal wciąż krzywił się na samą myśl o tej o smaku mydła, którą ugryzł w przeszłości. RE: [lipiec 72] To słowo, które słyszałeś, ma rytm, ma znaczenie - Guinevere McGonagall - 07.03.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=3QlvQgv.png[/inny avek] - Bo nie znamy się od wczoraj i widziałam, jak rzucasz zaklęcia. Brakuje ci pewnej lekkości przy iluminacji – znaczy przy transmutacji, ale Ginewra czasami z rozpędu mówiła o tej dziedzinie tak, jak mówi się w Afryce i Uagadou. Czasami, gdy trzeba było szybko myśleć, łatwo się było zapomnieć. W każdym razie jeśli w tajemnicy chciał takie różowiutkie łóżko zainstalować w swoim namiocie, to raczej musiał to zrobić sam, a choć nie było to całkowicie niemożliwe, to jednak jak na jej oko, musiałby dużo ćwiczyć, by mu się udało tego faktycznie dokonać. - Na pewno lubisz, w to nie wątpię – inaczej nie znosiłby prażącego, egipskiego słońca, i warunków, jakie panowały na wykopaliskach w Egipcie tak długo i z taką klasą. - Ale nie sądzę, że akurat tam – zakończyła niemalże tryumfalnie i się roześmiała na koniec. Prawdą było jednak, że tutaj, w Walii warunki były o niebo lepsze. Wystarczało, że mugole nie pałętali się pomiędzy nogami i już człowiek nie musiał się aż tak pilnować, a mnóstwo rzeczy można było zrobić dużo prościej niż męczyć się na około, albo gdzieś się chować przed ich wzrokiem. W Egipcie było to bardzo irytujące, a dodając jeszcze warunki pogodowe – tym trudniejsze. - To pewnie przez tę pogodę. Jak tyle pada to nic dziwnego, że są tacy nerwowi – rzuciła zaczepnie, odnosząc się do stereotypów. Wcale tak nie myślała, ją na przykład szarość dnia nie przygniatała, ani nie sprawiała, by miała się zacząć robić opryskliwa albo drażliwa. Chociaż z drugiej strony nie żyła cały czas w miejscu, gdzie prawie zawsze jest szaroburo. - Może powinni być obowiązkowo wysyłani na kilka tygodni do ciepłych krajów – parsknęła, prawie już zapominając o tym, że ta rozmowa wzięła się w ogóle od ryby i to w dodatku w cieście. - No jasne, że zjem całe. Nie na raz oczywiście, jeszcze nie oszalałam – ale z powodu ciekawości, chcąc wiedzieć jaki smak będzie kolejny i tak dalej. I nie, z pewnością nie była tak zdeterminowana jak Jamil, ceniła sobie swoje życie i swoją wolność, nie postawiłaby siebie w kartach ani w żadnym innym zakładzie. Grałaby nieczysto… czasami jej się zdarzało, ale istniały pewne granice. Czasami na całe szczęście zdrowy rozsądek był dużo głośniejszy od chęci, by wygrać albo coś udowodnić. Tym niemniej z Jamilem tak często grała w karty i kości… kiedyś przeciwko sobie, a później by zdenerwować i pokazać innym, co potrafią. Uroczy duet. - Co to w ogóle za pomysł dodawać skarpety do czegokolwiek innego niż pranie – i to w ostateczności, bo można było przecież to samo osiągnąć zaklęciami. - Możemy się założyć, że zjem całe opakowanie – rzuciła całkiem pewna siebie. |