Secrets of London
[16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald (/showthread.php?tid=2632)

Strony: 1 2 3


RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Penny Weasley - 04.03.2024

Pokręciła przecząco głową, kiedy zapytał o to czy się przypadkiem nie zdążył czymś pobrudzić. Nie w tym był problem. A Penny nie miała powodu, żeby go okłamywać. Przynajmniej na ten moment. W zasadzie, to nie zdążył jej jeszcze niczym podpać. Tak naprawdę podpaść.

- Oczywiście. - nie polemizowała. Nie wchodziła w dyskusje. Skoro twierdził, że potrafił znaleźć sobie zajęcie, to cóż. Jego sprawa. Niech tam sobie Malfoy żyje w tej swojej błogiej nieświadomości. Ona nie czuła potrzeby sprowadzania go na ziemie. Wiedziała swoje. Wystarczyło.

Nigdy dotąd nie widziała ślimaków. To akurat prawda. Albo inaczej. Ślimaków przygotowanych do zjedzenia. Bo przecież te normalne, które dla kogoś kto wychował się poza miastem nie mogły być niczym zaskakującym - te miała okazje spotkać w swoim życiu wielokrotnie. Niestety, ani trochę nie przypominały swoim wyglądem tego, co znajdywało się na talerzu. Aż się odrobinę zarumieniła, speszona taką pomyłką! Czy aby na pewno nikt poza Malfoyem tego nie usłyszał? Nie minęło dużo czasu, a zaczerwieniły się nawet i jej uszu. Ot, uroki tego typu urody, jakim Weasley się odznaczała.

- I wy naprawdę to jecie? - mimo tego speszenia, tego lekkiego zawstydzenia, musiała zapytać. Z jednej strony o jadalnych ślimakach słyszała, ale z drugiej... nie była pewna czy sama dałaby się na coś takiego namówić. Brzmiało trochę przerażająco? Tak odrobinę. Przynajmniej odrobinę.

Im dziwniej się zachowywał, tym bardziej się martwiła. Byli przecież tutaj razem. Co jeśli blondyn zaraz zaniemoże? Co jeśli będzie czuł się tak źle, że koniecznością okaże się pilny powrót do domu? Nie chciała zostawać na tym przyjęciu sama! Zresztą... czy coś takiego w ogóle wchodziło w grę?

- Sypiesz komplementami jak z rękawa. Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że mnie lubisz. A może nawet trochę bardziej niż lubisz. - przy tych słowach przewróciła oczyma. Cały Regina! Ona się tu o niego prawdziwie troszczy, przejmuje jego stanem, a ten dupek nic, tylko się odgryza. I licz tu na takiego. Pewnie nawet powiedziałaby mu teraz coś więcej na temat tego, co myśli o takim zachowaniu, ale wtedy gestem wskazał jej dziennikarkę. Panna Larson była sama! Czy to był ten moment, na który czekała? Liczyła? Nawet jeśli nie, to nie zamierzała rezygnować. Była podekscytowana niczym mała dziewczynka. - Chodźmy, szybko! - dala mu znać, odkładając talerz na stół. Co za różnica? Zje czy nie zje? Nie po to tutaj przyszła. Pojawiła się tu tylko i wyłącznie po to, żeby porozmawiać z tą kobietą.

I może, ale tylko trochę, również po to, aby trochę poirytować Reginę. To zawsze było przyjemne. Stanowiło dobrą zabawę.




RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Renigald Malfoy - 05.03.2024

Nie był nigdzie brudny, ale też nie rozumiał dlaczego mu się tak przyglądała. I jeszcze to pytanie o dzisiejsze plany. Powinna się cieszyć, że poświęcił się dla niej i wziął ją na to przyjęcie. Dostała na pamiątkę ekskluzywne zaproszenie, które może sobie oprawić w ramkę i powiesić nad łóżkiem, albo na suficie.

Dyskretnie jej odpowiedział, co to jest, kiedy wspomniała o dziwnie wyglądających ziemniakach. Naprostował ją, że to były jednak ślimaki, jedna z popularnych potraw francuzów. Owoce morza. Nie miał jej za złe, że nie wiedziała. Nie wychowywała się w takich warunkach, wiedzy, pozycji, szlachectwie co on. Po to go miała, aby najwyraźniej uczył ją tej całej elity bogactwa, czego to nie jedzą. To nie były ziemniaki co zawsze przygotowywała babcia. To było danie jednego z najlepszych kucharzy w mieście. Dla pocieszenia, dodajmy że czarodzieja.

- Aż to takie dziwne? Jemy.
Zdziwiony jej pytaniem, odpowiedział prawdę. Dla siebie byli jak zderzenie dwóch przeciwnych światów. Biedy i bogactwa. Wychowywali się w innych warunkach. Zasadach, tradycji rodzinnych. Wrócił do obserwacji otoczenia. Ktoś go zauważył, uniósł mu kieliszek z szampanem na przywitanie. Renigald uczynił to samo, skoro wciąż trzymał Penny kieliszek.
Kolejne jej komentarze. Aż wywrócił oczami teatralnie i spojrzał na nią wprost dość poważnie.
- Jesteśmy w miejscu publicznym. Muszę udawać, że Cię lubię, że jesteśmy razem. Ludzie patrzą. Tutaj nie trudno o plotki. Rozejrzyj się. Biznesmeni, celebryci, dziennikarze, politycy, właściciele swoich interesów. Każdy kimś jest. Nie przyzwyczajaj się do tych komplementów, bo nie wiem, kiedy znów je usłyszysz.
Wypalił jej prawie szeptem, ale tak, aby słyszała to wyraźnie. Mógłby ją zranić tymi słowami. A może faktycznie ją zdążył polubić? Była ładna. Ale była Weasley. Rodzice jej nie zaakceptują. Wiedział o tym. Bo była biedna. Bo była z rodziny szlamolubców.

Po tych słowach wyjaśnienia, wrócił do dalszej obserwacji otoczenia. Penny pewnie pozwoliła sobie na spróbowanie przysmaku, kiedy dostała sygnał od Malfoya, że jej cel oddalał się od jego matki.
”Jakie chodźmy?” – zdziwił się nieco. Sądził pewnie, że pójdzie ona sama, ale nie z nim. Westchnął. Czy ona potrzebowała go przy sobie, ze względu na jego nazwisko? Odstawił kieliszek i ruszył za Penny, szybko ją doganiając. Podeszli wspólnie do Pani Larson.

- Pani Larson! Można prosić o chwilę uwagi?
Zawołał w kierunku kobiety, która po usłyszeniu swojego nazwiska, przystanęła i spojrzała w ich kierunku, z lekkim uśmiechem, pytająco.
- Moja… partnerka, chciała Panią poznać i zamienić kilka słów.
Wskazał na Penny, jeżeli stała u jego boku. On także uśmiechnął się życzliwie.



RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Penny Weasley - 05.03.2024

No i wrócił, oto on! We własnej osobie - Pan Maruda, Niszczyciel Dobrej Zabawy. Znany również jako Renigald Malfoy. Całe szczęście, bo już naprawdę zaczynała się o niego martwić. Na poważnie brała pod uwagę ten pechowy scenariusz, zgodnie z którym będzie musiała dostarczyć blondyna do jakiegoś medyka. Może nawet prosto do Szpitala Św. Munga? Byłoby to dla niej odrobinę problematyczne.

Nieszczególnie przejęła się jego słowami. Tym, że nagle poczuł potrzebę sprowadzenia jej na ziemię. To było... przy takim Reginie czuła się znacznie bardziej komfortowo. Nie zastanawiała się nad tym, jaki to numer wywinie jej już za chwilę. Za moment. Nie musiała być ciągle czujna. Ostrożna. W zasadzie to... mogła nareszcie odetchnąć z ulgą. I to też zrobiła.

A w chwilę później była już skupiona tylko i wyłącznie na pannie Larson. O ile bowiem dobrze jej się wydawało, o ile tylko była dobrze była zorientowana, to dziennikarka wciąż pozostawała niezamężna.

Zbliżając się do kobiety, dyskretnie przełożyła pierścionek z palca na palec. O ile nie patrzył jej w tym momencie na dłonie, Renigald nie byłby w stanie tego zauważyć. I całe szczęście. Jeszcze mógłby ją przed tym powstrzymać. Wybić ten głupi pomysł z głowy. O ile faktycznie był głupi. Ostatecznie przecież... przy Malfoyu była nikim. Musiała więc wymyślić coś, co sprawi, że ta dziennikarka faktycznie poświęci jej uwagę. A także Zaczarowanym Różnością, do których planowała ją zaprosić.

- Oh, Panicz Malfoy! Dopiero co rozmawiałam z pańską matką. Jej najnowsza kolekcja to arcydzieło. Ludzie będą zachwyceni, kiedy już wszystko trafi do butiku. - z tymi słowy przywitała się z blondynem, wyciągając w jego kierunku dłoń. Pozwalając aby przywitał się z nią w należyty sposób. Dopiero kiedy to było za nimi, odrobinę uwagi poświęciła również Penny. Zmarszczyła przy tym brwi. Ta sukienka? Buty? Hm... jedynie obecność Malfoya sprawiała, że nie potraktowała dziewczyny z góry. Jak kogoś, kto tylko niepotrzebnie zajmował właśnie jej cenny czas. Skoro jednak ta była tutaj z Renigaldem, należało zachować pozory. Przynajmniej w jakiejś części. - Pierwszy raz na takim przyjęciu? - zadała pytanie, bezbłędnie identyfikując Penny jako kogoś, kto w takich miejscach, na takich przyjęciach się nie pojawiał. Miała już w tym pewną sprawę. - Jeśli tak, to zadbałaś moja droga o najlepszego możliwego przewodnika. O czym chciałaś porozmawiać?

I właśnie w tym momencie ta pewna siebie, wyszczekana Penny... zdawała się zaniemówić. Nie wiedziała co powiedzieć. W jaki sposób się zachować. Lekko spanikowane spojrzenie posłała Malfoyowi. Ale zaraz! Na nim miała teraz polegać? No niedoczekanie! Przecież poradzi sobie. Ona akurat poradzi sobie ze wszystkim.

- Tak, mój kochany Renigald to najlepszy przewodnik jakiego mogłam sobie wymarzyć. - przytaknęła. I chyba właśnie w tym momencie dotarło do niej, jak głupi był to pomysł. Nazwała Malfoya swoim kochanym Renigaldem, a na dokładkę zaczęła bawić się pierścionkiem, który wcześniej umieściła na odpowiednim palcu! Co też jej strzeliło do głowy, aby w taki sposób załatwiać sprawy z dziennikarką? No ale skoro już powiedziała A, należało przejść do B. Kontynuować. Niezależnie od tego, jak na te słowa zareagowali inni. - Opowiadał mi o pani, bardzo dużo. Mówił, że Pani Larson to odpowiednia osoba, kiedy człowiek chciałby rozreklamować szerzej swój własny biznes. Zapewne nie słyszała pani jeszcze o tym miejscu, ale prowadzę od niedawna sklep Zaczarowane Różności. Zapraszam, na pewno się pani spodoba. I proszę wybaczyć moje maniery! - wypuściła powietrze. Posłała kobiecie szeroki, promienny uśmiech. Tak bardzo sztuczny, że można było się domyślić, iż coś musiało być na rzeczy. Tylko co? - Penelope Anne, mam nadzieję, że niedługo Malfoy.

Brzmiało to ciut lepiej niż Penelope Anne Weasley, prawda? Ot, prawdziwie szczwana z niej bestia.




RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Renigald Malfoy - 05.03.2024

Martwiła się o niego? Jakie to miłe z jej strony. Tak bardzo miłe, że aż strach było to zapamiętać. Wolałby puścić w niepamięć jej troskę. Bo jeszcze rozchoruje się od wspominania tej zatroskanej jej buźki. Wtedy będzie mogła zostawić go w Mungu i nigdy więcej nie oglądać.

Niestety, jak już nawet wcześniej ją uprzedził, mieli udawać, grać parę. Nie było mowy o czymś poważniejszym. Zwyczajna para. No chłopak i dziewczyna. Kolega i koleżanka. Na tym koniec i kropka.

Dogonili, a raczej podeszli do Panny Larson, która nie miała problemu z rozpoznaniem jego aroganckiej osoby. Uśmiechnął się uprzejmie, jak na syna swojej matki i ojca przystało.

- Moja matka jest najlepsza w tym co robi. Nie ma sobie równych. Bardzo cieszy nas Pani obecność.
Odpowiedział ze spokojem, uprzejmym tonem, ukrywając sztuczność, prezentując swoje słowa i czyny perfekcyjnie. Być celebrytą, bogaczem, trzeba być także dobrym kłamcą i aktorem. Ujął dłoń Panny Larson i ucałował jej wierzch. Innym słowy, przywitał ją odpowiednio. Niezależnie od tego, czy była tutaj zaproszona jako gość, czy jednocześnie wykonywała swój zawód.

Kiedy wspomniał o swojej partnerce, zauważył to badawcze spojrzenie na ubranie Penny. ”Wiedziałem, że tak będzie…” – pomyślał. Miał już jednak na ewentualne pytania, wytłumaczenie. Był w tym dobry. Babsztyl był spostrzegawczy. Jeżeli opisze w swoim artykule, że wśród takich osobistości, była żebraczka, oberwie mu się. Widocznie Penny ratowała od pośmiewiska jego osoba. Że była jego partnerką.

Penny dostała w końcu oczekiwane pytanie i miała okazję się wysłowić. Ale widząc, że nieco milczy, Renigald postanowił przejąć pałeczkę. Zdążył jedynie otworzyć lekko usta, uchylić je a wtedy panna Weasley przemówiła. Odzyskała głos? Wspaniale. ”Nie palnij nic głupiego. Nie palnij nic głupiego. Nie palnij nic głupiego... Zaraz, co?” – mówił w myślach jak mantrę, ale w pewnym momencie poczuł się jakby dostał w łeb. ”Kochany Renigald?” – powtórzył w myślach. Po sobie tego nie okazywał, bo nawet stał prosto z uśmiechem nadal tak uprzejmym jak przy rozmowie z Larson. Mieli przecież udawać. Udawali. Penny przecież nauczyła się grać. Ale mogła odpuścić z tym ”kochany”.

Przegięła trochę.

Słuchając jej dalej, liczył że skończy się tylko na temacie, jaki chciała z nią podjąć. Kto jednak odwiedzi ich lokal, który przyciągać mógł tylko produktami, a nie samym wyglądem? Nie jego problem. Było dobrze. Było chyba, za dobrze. Kiedy usłyszał kolejne słowa, jakby zachłysnął się powietrzem. ”Niedługo Malfoy?” – on się przesłyszał?

Przegięła dosłownie.

Z kulturą, zaciśniętą dłonią w pięść przystawił do ust, aby odkaszlnąć.

- Przepraszam.
Nieodpowiednio zwrócił na siebie uwagę. Mając ochotę posłać Penny chodne spojrzenie. Wręcz mordujące.
- Poważnie Malfoy?
Larson wydawała się być zaskoczona i oczekiwała od niego potwierdzenia. Zapytała unosząc brew ku górze. Utkwiwszy w nim spojrzenie, jakby niedowierzania?
- Oczywiście.
Odparł z uśmiechem. Na wszystkich demonów świata, objął ją w pasie przyciągając do siebie. Pochylił do niej i pocałował ją w policzek, dyskretnie szepcząc jej do ucha ostrzegawczo. A że miała rozpuszczone włosy, to pewnie zakryły część jego twarzy. Bowiem powiedział tylko jedno słowo.
- Przegięłaś.
Cofnął się aby uroczo na nią spojrzeć, jakby świata poza nią nie widział. W żołądku go aż skręcało. Ze stresu. Czemu jednak się stresował? Nie miała przecież od niego pierścionka. Nie potwierdzi się to, że są zaręczeni. Można rzec, że to jeszcze przed nimi. Nie ogłaszali tego oficjalnie. A pierścionek od niego powinien być drogi, najpiękniejszy. Kosztowny w galeonach. Nie miała przecież takiego. Nie uwierzą.



RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Penny Weasley - 07.03.2024

Ostatnim o czym myślała, były potencjalne konsekwencje. Skupiona na tym, aby podtrzymać to niewielkie zainteresowanie, którym obdarzyła ją kobieta, chwyciła się brzytwy. Dosłownie i w przenośni. Tyle tylko, że nie do końca była tego świadoma. Nie rozumiała popełnionego właśnie błędu. Nie widziała, że na dłoni pojawiło się rozcięcie, świeża rana, z której leciała krew.

Zareagowała uśmiechem na jego słowa. Szerokim. Zadowolonym? Mającym za taki uchodzić. Bo przecież oni dwoje mieli teraz uchodzić za szczęśliwą parę. Za dwoje młodych, zakochanych w sobie ludzi. Może takich, którzy nie widzieliby świata poza sobą? Choć może rzeczywiście warto byłoby w tym zachować pewien umiar i nie przeginać. Nie bardziej. Tyle tylko, że słowa Renigalda zachęcały do tego, żeby brnąć w to dalej. Bo ją ostrzegał. Bo próbował ją tu i teraz... przestraszyć? Jak ona, do jasnej cholery, miała to teraz odebrać?

- Wiemy, że to wszystko musi być dość zaskakujące, ale uczucie nie wybiera, prawda? - widząc zaskoczenie na twarzy kobiety, brnęła w to dalej. Wtulona w Reginę, odezwała się tuż po tym, jak ten pocałował ją w policzek. Od ciągłego uśmiechania się, chyba ją zaraz rozbolą policzki. - A nawet gdyby dało się tak po prostu wybrać, to nie zastanawiałabym się dwa razy. Dobrze wychowany, prawdziwy dżentelmen. Czego więcej może chcieć dziewczyna?

Komplementowała znajomego, licząc że ta ciut desperacka próba, pozwoli jej nieco dłużej utrzymać zainteresowanie pani Larson. Tyle tylko, że ta chyba niekoniecznie miała ochotę rozmawiać z nimi o Zaczarowanych Różnościach. O związku... też nie za bardzo. Wydawała się tym trochę zniesmaczona. Czyżby była jedną z tych, które uważały, że przedstawiciele różnych kręgów, nie powinni się ze sobą mieszać? Jeśli tak, to dla Penny był to spory zawód. Kogoś takiego nie potrafiłaby szanować. Ona sama wierzyła, że wszyscy są sobie równi i zasługują na taki sam szacunek. Tak ją nauczyli rodzice.

- Oczywiście. Przy takiej okazji, nie dziwie się, że musiałaś skorzystać, Penelope. Czy może Penelope Anne? - nie dało się nie wychwycić tego drugiego dna w jej słowach. Ukrytego przekazu. Niby z nimi rozmawiała, ale jednocześnie rozglądała się za kimś, kto mógłby stanowić wymówkę. Szukała lepszego towarzystwa? Bardziej odpowiedniego?

- Penny, po prostu Penny. A tutaj, tutaj jest moja wizytówka. Może jednak zechce pani odwiedzić moje Zaczarowane Różności. - próbowała, tyle można było o tym powiedzieć. Problem w tym, że próbowała niestety dość nieudolnie. A teraz, tak na dokładkę, wcisnęła kompletnie tym niezainteresowanej kobiecie, wyjętą pośpiesznie z torebki wizytówkę. Taką, na której widniało ruchome zdjęcie sklepu, jego nazwa oraz adres.

Larson przyjęła podaną wizytówkę. Uśmiechnęła się przy tym grzecznie, nie widać było w tym uśmiechu nawet grama sztuczności. Nie sposób było jej wychwycić. Co nie znaczy, że ta nie występowała. W chwilę później ich przeprosiła. Pożegnała.

- Przepraszam. Muszę porozmawiać z panem Black. - powiedziała, znikając gdzieś pomiędzy gośćmi. Wtapiając się w tłum.

Zostali więc sami. Tylko we dwoje. Renigald i jego Penelope Anne, jak to przed chwilą zostało powiedziane. I co mieli z tym wszystkim teraz zrobić? Co dalej? Bo wygląda na to, że mają poważnie do porozmawiania. Tylko czy to przyjęcie było odpowiednim miejscem na szczere rozmowy?




RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Renigald Malfoy - 08.03.2024

Ten błąd, jaki właśnie poczyniła, był bardzo poważny. Zrobiła coś, co nie było tylko skaleczeniem, ale mogło być głębszą raną. Ona tego nie widziała. On to widział bardzo dobrze. I jedyne co w tej chwili mógł DLA NIEJ zrobić, to grać dalej. Co prawda, mógłby się temu wyrzec. Zaprzeczyć. Powiedzieć, że to nieporozumienie, są tylko koleżeństwem, partnerstwem biznesu. Ale nigdy parą. Gdyby sto zrobił, postawiłby ją w sytuacji ośmieszenia. Poniżenia. Dla siebie, fali krytyki, jak traktuje kobiety. Bo może faktycznie byli tutaj tacy, co nie mieli problemu z mieszania się ze sobą statusów społecznych. Czy Penny Weasley była gotowa na atak psychiczny? Który, jeżeli nie dzisiaj, powstanie na dniach?

Renigald dostrzegał wszystkie detale zachowania Larson. Jej pytanie. Jej badawcze spojrzenia. Jej udawana gra. Jak każdego tutaj. ”Spaliłaś Penny… Cokolwiek chciałaś osiągnąć. Spaliłaś.” – rzekł w myślach, jakby chciał jej to przekazać do umysłu. Jej, umysłu.

Wtuliła się, kiedy ją objął. Zniósł to. W tym momencie czuł się zobowiązany ją chronić. Przed spojrzeniami. Zaciekawionymi, zainteresowanymi, chciwym, zazdrosnym, poniżającymi, krytykującymi, nawet od pozytywnej strony. Wszystkimi. Zrodzą się plotki. A tego chciał uniknąć. Nie uniknie.

Malfoy chciał przejąć dalszą konwersację z dziennikarką. W momencie, kiedy usłyszał słowa koleżanki odnośnie uczuć.
- Penny…
Chciał jej przerwać. Ale nie. Ona drążyła dalej. Wciąż udawał aktorsko uśmiechniętego jej ukochanego, widział po Larson, że to nie przejdzie.

Renigald widział, że granica została napięta. To nie wróżyło niczego dobrego. To się rozejdzie. Weasleyowa wyjmowała z torebki wizytówkę. Nie chciał jej tego zabraniać, gdyż była tutaj w tym celu. Doświadczała sama właśnie rozmowę i styczność z celebrytą innych wymiarów. Innej dziedziny. Wyniosłości. Rozejrzał się przy okazji, dostrzegając okoliczne spojrzenia. Oby ta informacja nie dotarła do jego rodziców. Będzie skończony.

Kobieta ostatecznie, przyjęła wizytówkę i przeprosiła, oddając się, że musi z kimś porozmawiać. Renigald skinął głową i podążył następnie wzrokiem za jej sylwetką, chcąc wiedzieć, gdzie się kieruje, jak daleko. Do Blacka. Wtedy Malfoy spojrzał na Weasley dość poważnie.

- Co. To. Było?
Zapytał dość poważnie, stając już przed nią. Mówił dyskretnie, ciszej, aby tylko ona słyszała.
- Zdajesz sobie sprawę z konsekwencji?
Zapytał, nie ukrywając przy niej tego, że popełniła chyba największy grzech swojego życia. Większy, niż zakup lokalu na granicy skrzyżowanych ulic Horyzontalnej z Nocturnem.
Czekał na jej odpowiedź. Ale czy się doczekał? Już ktoś do nich podszedł. Okoliczny, słyszał rozmowę.
- Renigald, poważnie? Zaręczyłeś się?
Skierował spojrzenie na dwie dziewczyny. Rosierowa i jej kumpela. Brunetka i blondynka. Kuzynka zlustrowała z zaciekawieniem jego partnerkę.
- Cóż… Nie planowałem tego ogłaszać, tutaj.
Kręcił dalej. Choć może widziała, to jednak nie skomentowała tego w co się wpakował. Pozwoliła sobie pociągnąć rozmowę z nimi.
- Jak się poznaliście? Jak się w sobie zakochaliście?
Brnęła dalej. Ciekawa. Choć może wyglądała na pindę, w drogiej pomarańczowej sukience, z fioletowymi dodatkami. Biżuterii pełnej złota. Jej koleżanka, kumpela też wystrojona bogato. Choć w ciemniejszych barwach sukience. Dłuższej, niż posiadała Rosierowa.
Renigald musiał przejąć tę rozmowę. Inaczej Penny znów coś schrzani. Jego mózg pracował w zawrotnych obiegach.
- Znamy się z Hogwartu. Może nie przepadaliśmy za sobą, to jak się mówi… Po latach to się zmienia? Jest pracowita. Odważna. Gotowa podjąć ryzyko.
Spojrzał na Penny. Jakby faktycznie mu na niej zależało. Nawet, jeżeli to była tylko gra. Udawana, gra.
- Nie zależało jej ani razu na moich pieniądzach. Ani nazwisku. Tylko żebym był obok i pomógł rozwinąć jej skrzydła. Nie istnieją między nami granice społeczne, majątkowe. Nie powinno się na to zwracać uwagi. Nie mógłbym znaleźć drugiej takiej jak Penelope.
Takimi słowami, mógłby chyba każdej zawrócić w głowie. Mówiąc prosto w oczy, przekonująco. Robił to po to, aby podtrzymać grę. A kiedy opuszczą to przyjęcie, uchleje się chyba na amen. Wyklinając ten dzień po wsze czasy.
- Urocze…
Odezwała się koleżanka kuzynki Renigalda. Spojrzenie zaraz przeniosło się na Weasleyową. Potwierdzi, czy zaprzeczy jego słowom?



RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Penny Weasley - 09.03.2024

Nie poszło to po jej myśli. Była aż nadto świadoma tego, że po prostu spierdoliła. Miała okazje, jedną na sto, może nawet na milion, i tak po prostu to spierdoliła. A teraz pozostało jej jedynie robić dobrą minę do złej gry. Bo jakby tego było mało, ich rozmowa, ten zaskakujący news, jaki wypłynął, musiały zwrócić uwagę innych osób, które były obecne na przyjęciu. Czy mogło być jeszcze gorzej? Jej oczekiwania zderzyły się niestety z szarą rzeczywistością. Rozbiły prosto o kamienny mur. W tym momencie brakowało już chyba tylko tego, żeby podeszła do nich sama Miranda Malfoy. Matka Renigalda, zaskoczona zasłyszanymi rewelacjami na temat swojego jedynego syna.

- Wyobraź sobie, że... - chciała udzielić mu odpowiedzi. Takiej z przekąsem. Takiej, która by dała blondynowi do zrozumienia, że przecież nie była skończoną idiotką. Nie zdążyła dokończyć. Obok nich pojawiły się kolejne osoby. Kolejne obce jej osoby, przy których nie bardzo wiedziała jak należało się zachować. Może udawanie niemowy nie byłoby najgorszym pomysłem? Albo mogłaby odkaszlnąć, raz i drugi, udać że nagle ten głos straciła. A do tego jeszcze zaczął się coraz bardziej pogarszać jej stan zdrowia.

Tylko czy byłoby to choćby trochę wiarygodne?

Pozwoliła, żeby to Regina mówił. Przynajmniej na początku. Sama potrzebowała chwili, żeby się pozbierać; żeby być w stanie do tej gry dołączyć i na równi z blondynem sprzedawać bajeczki. Tylko czy te bajeczki miały na ten moment jakikolwiek sens? Czy nie pogrążali się jeszcze bardziej? Nie pogarszali swojego położenia?

- Prawda? Nigdy nie myślałam, że Damien będzie potrafił być tak uroczy, a do tego jeszcze troskliwy. - wreszcie się odezwała, dołączyła do tej maskarady, mając zarazem nadzieje, że uda im się tych dwój dziewczyn pozbyć możliwie szybko. - Wiesz, kiedy jeszcze uczęszczaliśmy do Hogwartu, miałam go za kolejnego... nie wiem jak to inaczej ując, wybaczcie mi to słownictwo... - poslała im przepraszające spojrzenie. - ...dupka. Same pewnie musicie dobrze wiedzieć, jakie sprawiał wrażenie?

Starała się uśmiechać, starała się nie dać po sobie poznać, że najchętniej kazałaby tym dwóm zabierać stąd swoje cztery litery i dać im spokój. Wiedziała, że to nie był dobry pomysł. Ani też dobry moment na takie przepychanki. I pewnie jeszcze pani Larson by to zobaczyła, a dziennikarka już teraz zdawała się patrzeć na nią z góry! Czy mogła to jeszcze jakoś naprawić?

- Oh, tak! Dobrze się z Renigaldem znamy, prawda kuzynie? - zareagowała na te słowa jedna z dziewczyn. Rosierowa. Kuzynka. Wydawała się tym rozbawiona. Posłała Malfoyowi jedno z tych spojrzeń, które rozszyfrować było łatwo. Mówiło dokładnie: będziesz musiał mi się później ze wszystkiego wyspowiadać. Dokładnie mi opowiedzieć o tym, co się tutaj właśnie odpierdala.

Druga z dziewczyn uniosła ku górze jedną z brwi. Starannie wyregulowanych brwi.

- To dość zadziwiające, że ostatecznie z tym, jak go właśnie nazwałaś, dupkiem postanowiłaś się zaręczyć. - zauważyła. Tak jakby wcale nie wierzyła w jej dobre intencje. Całą tą bezinteresowność. Brak zainteresowania statusem oraz pieniędzmi Malfoyów. Może po trosze przemawiała teraz przez nią zazdrość?




RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Renigald Malfoy - 09.03.2024

Chciała mu to wyjaśnić. Bowiem na to czekał. Ale niestety ktoś musiał im przeszkodzić. Kuzynka w towarzystwie swojej kumpeli. Podążającej za nią jak służka za księżniczką. Odwalająca za nią zadania domowe. Nosząca zawsze jej zakupy. Piłująca paznokcie. I choć była ubrana również pod markę Rosierów, można było pomyśleć, że panna Rosier sama jej zafundowała taki prezent. Jego kuzynka lubiła jak inne damy jej zazdroszczą tego, co ona ma, ale one nie. Z charakteru może dosłowną pindą nie była, jak się na nią patrzyło. A może to były pozory?

Nie przedstawiał kuzynki ani jej koleżanki swojej partnerce. Uważając, że nie jest to konieczne i nie potrzebuje Ruda mieć dodatkowego problemu na swojej drodze. Przy okazji jednak była świadkiem różnego zachowania czarodziejów. Bogatych, w dodatku.

Przejął inicjatywę w rozmowie. Nie wiedzieć czemu, grał, udawał i ciągnął tę zasraną grę Penny. Ale tego co ona mu odpowiedziała, również się nie spodziewał. Nie zwróciła się do niego jego prawdziwym imieniem, a użyła jego drugiego. Takie sytuacje mógłby śmiało na palcach policzyć. Zwykle była upierdliwie czepliwa i specjalnie go przezywała, przekręcała jego imię. Dzisiaj, była jakaś, inna.

To zaskoczenie minęło w momencie, kiedy znów został nazwany dupkiem. Nieznacznie wywrócił oczami. To chyba wiedział każdy, kto z nim obcował, przebywał na każdej płaszczyźnie tej ziemi.

- Zdecydowanie, Isabell.
Odpowiedział z podkreśleniem jej imienia. Ale już nie było mu wesoło, gdyż nieco spoważniał. Rozszyfrowała ich? Najwyraźniej. Z jej spojrzenia wyczytał to, co będzie później musiał zrobić. Jak jej powie prawdę, to się kurde uśmieje ona na wszystkie strony świata.
- Wystarczy.
Wysunął nawet dłoń, jakby chciał uspokoić emocje. Zrobił to w momencie, kiedy koleżanka jego kuzynki Isabell, odezwała się zwracając uwagę na aspekt zaręczenia się z dupkiem. Przyzwyczajony był do obrażania jego osoby, ale nie chciał, aby Penny w tym uczestniczyła.
- Jeżeli mogę was prosić. Zachowajcie to dla siebie.
Dość poważnie do tego się odniósł, przeskakując wzrokiem od jednej, do drugiej. Ostatecznie zatrzymując się na Isabell.
- Daj mi tydzień.
Tym razem on posłał jej spojrzenie, mówiące że prosi o czas na odkręcenie tego całego cyrku, albo wyjaśnienie tego nieporozumienia? Tej komedii? Albo rozegrania tego w najbardziej odpowiedni sposób? Może i po tym tygodniu sam do niej przyjdzie wyspowiadać się.
- Zgoda. Tydzień.
Isabell nie odpowiedziała od razu, będąc nadal rozbawioną, zaistniała sytuacją, lustrując sobie z zaciekawieniem Weasleyową. Ale zgodziła się dać kuzynowi czas, jednego tygodnia, nim pójdzie to dalej w świat. Jaka jednak była gwarancja, że dotrzyma słowa?
Renigald usłyszawszy odpowiedź, nic więcej nie odpowiedział. Objął Penny, z zamiarem oddalenia się.
- Chodźmy.
Zarządził. Aby oddalić się od wszystkich. Uniknąć spojrzeń. Kontaktu z matką. Z dziennikarzami. Zaciekawionymi oczami każdego, kogo mijali. Po drodze musiał niestety uśmiechać się do każdego, kto ich dostrzegał.



RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Penny Weasley - 10.03.2024

Skoro Isabell nie zamierzała im wszystkiego utrudniać, mogli odsunąć się na bok. Oddalić w jakieś nieco bardziej ustronne miejsce. Spokojniejsze? O ile takie można było znaleźć na tym wieżowcu. Zwłaszcza teraz, kiedy zorganizowane zostało tutaj całkiem spore przyjęcie. Choć nie przyznałaby się do tego na głos, potrzebowała odetchnąć. Odpocząć. Nabrać powietrza w płuca. Nie tak to sobie wyobrażała. I kiedy jej oczekiwania rozpadły się niczym domek z kart... zaczynała mieć wrażenie, że spada. Renigald zaś, nie oszukujmy się, nie był w tym momencie kimś, na kim mogła polegać. Zaufać, że ją złapie. Uchroni przed bolesnym upadkiem. Nawet jeśli na ten moment zachowywał się nienagannie... Penny znała go zbyt długo, żeby się na to nabrać.

Wiedziała, że popełniła duży błąd i wszystko sobie skomplikowała.

Zdawała sobie sprawę, że konsekwencje tego z pewnością ją dopadną.

- Nie musisz mi tu teraz prawić kazania, Regina. - uprzedziła go, kiedy zatrzymali się niemalże samej krawędzi budynku. Zabudowania były tutaj na tyle wysokie, że mogli oprzeć się o murek okalający całą tą przestrzeń, na której odbywało się przyjęcie. A przynajmniej swobodnie mogła to zrobić sama Penny.

Pozwoliła sobie na to, żeby podziwiać widok. Panoramę Londynu, o której wspominała już wcześniej. Nieco ją to uspokajało. Pomagało poukładać myśli w głowie. Panował tutaj teraz całkiem spory chaos, ale czy powinno to kogokolwiek dziwić?

Przez dłuższą chwilę panowała pomiędzy nimi cisza. Może obydwoje potrzebowali jakoś to wszystko przetrawić? W końcu podobne rzeczy nie dzieją się na co dzień. A jeśli dzieją się w przypadku Reginy, to powinien rozważyć zmianę otoczenia. Znajomych. Dokładnie coś takiego by mu doradziła.

- Mam nadzieje, że nie będziesz miał z tego powodu większych problemów. - wreszcie zabrała głos. Nawet dało się wychwycić w jej tonie... jakąś taką szczerość? Było jej głupio, że rozegrała to wszystko w aż tak idiotyczny sposób. Zwłaszcza, że mogli próbować rozwiązać to na wiele innych sposobów. Bez pakowania się w problemy. Stało się jednak co się stało, nie było sensu rozpaczać nad mlekiem, które już się rozlało. - Poza tym... wiesz, nie w taki sposób wyobrażałam sobie własne zaręczyny? - tutaj nawet parsknęła śmiechem, choć był to jakiś taki nie do końca wesoły śmiech. Wychwycić dało się w nim coś na kształt rezygnacji. - No i nie obraź się, ale kompletnie nie wpisujesz się w obraz tego... po prostu nie masz nic, czego oczekiwałabym od swojego potencjalnego partnera. - pokręciła przy tym głową. Nie to, że Renigald był jakiś niesamowicie odrażający i inne takie, ale jak na młodą dziewczynę przystało, ona, Penelope Anne Weasley, miała swoje oczekiwania. Wyobrażenia, które najpewniej nijak miały się do rzeczywistości, ale... kto człowiekowi zabroni od czasu do czasu pobujać sobie trochę w obłokach? To bywało naprawdę przyjemne.

A że później prowadziło do bolesnych rozczarowań? Nieistotny szczegół.




RE: [16 czerwca 1972] Euston Tower, Penny & Renigald - Renigald Malfoy - 11.03.2024

Pewna część dachu pełniła rolę odosobnionego miejsca na odpoczynek, oddalenie się od całokształtu przyjęcia. Pozwalając na spokojniejsze rozmowy i podziwianie widoków. Tam też się udali, kiedy Renigaldowi udało się w miarę możliwości dogadać z kuzynką. Nie odpuści mu, jeżeli po tygodniu nie dostanie wyjaśnień. Bo najwyraźniej, nie tego się po nim spodziewała. A może jednak? Był skończonym dupkiem, że potrafiłby odwalić nawet taki numer na złość rodzinie?

Zabrał Penny właśnie w tę część dachu oddaloną od reszty celebryckiej społeczności. Aby i ona mogła odetchnąć. Nic nie mówił. Sam oparł się plecami o barierkę, chowając ręce w kieszeni, mając oczy na otoczenie dachu, żeby nikt nie próbował do nich znów podchodzić. Penny mogła podziwiać sobie widok na panoramę miasta.

- Wolałbym, żebyś mówiła mi Damien.
Odparł z grymasem. Drażniło go mocno jak przekręcali jego pierwsze imię. Na różne sposoby. Wcześniej Penny nie miała problemu zwrócić się do niego drugim członem imienia. A teraz? Nagle przestało to wszystko mieć znaczenia? Nie chciała kazań? Spojrzał na nią dość poważnie, jakby chciał naprawdę skarcić za to, co odwaliła.
- Gdybym zaprzeczył… Odciął od tego. Wyśmialiby Cię.
Wyjaśnił. Może nawet i wytłumaczył się z tego, dlaczego brnął w tę farsę dalej. Dał jej się nad tym zastanowić, samemu chcąc zebrać myśli. Czy będzie miał problemy? Możliwe.
- Ja sobie poradzę. Martw się o siebie.
Odparł jakoś tak bez emocji. Jakby chciał zapewnić, a może i ostrzec, żeby bardziej na siebie uważała. Jeżeli chciała rozgłosu w sprawie swojego sklepu, dostanie go ze zdwojoną siłą. Bardziej mogą zainteresować się jej osobą. Dziennikarze, redaktorzy, plotkary. W niemal każdej prasie znajdą miejsce aby o nich pisać. Bo on z Malfoyów. Szanowanej rodziny czystej krwi czarodziejów.

Wywrócił oczami na jej kolejny tekst.

- Nawet Ci się nie oświadczyłem.
Był przekonany, że tego nie zrobił. Już nawet nie chciał myśleć, że może był jakiś dzień, gdzie się zjebał alkoholem, albo prochami i nie wiedział co robił? Ale to wtedy już dawno by o tym pisano. I dostałby porządnej zjeby od ojca. 

Mimo tego, wysłuchał jej. Nie był ani obrażony, zawiedziony. On nawet to niej nic nie czuł poza zwyczajnym ”lubię Cię”. Traktował ją jak normalną koleżankę.

- Zdaję sobie z tego sprawę. Nie jestem ideałem. Kobiety jak się za mną oglądają, to najczęściej ze względu na nazwisko i majątek.
Spojrzał na nią, zlustrował od raz wzrokiem. Brzydka nie była. Umiała się ubierać, nawet jeżeli nie było ją stać na drogie rzeczy, jeśli spojrzeć choćby na to przyjęcie. Mógł jej kupić sukienkę, ale nie mieli czasu na to. Albo on wtedy nie pomyślał, gdy ją zobaczył. Czy faktycznie, nie było tak, że nie miał swojego ideału kobiety? Nie umiał się określić. Może dlatego, że nie szukał żadnej kandydatki na przyszłą żonę?
- Aidan lepiej się wpisuje?
Zapytał od czapy. Od tak. Może coś widział, wiedział, domyślał się, strzelał? Równie dobrze mógł zarzucić imieniem Terry’ego. Skoro z nim prowadziła sklep. Może jeden z tych dwóch, był wart jej uwagi?
- Skoro nie ja, to dlaczego wypaliłaś z tymi zaręczynami?
Zapytał. Może czegoś nie rozumiał. A próbował zrozumieć. Wiedzieć, jak mają się z tego później wykręcić. Jak zareagują kolejne osoby z ich otoczenia. Konsekwencje tego poniosą obaj. Jedno z nich, może nawet dotkliwiej to odczuć.