![]() |
|
[30.07.72] Haven't Had Enough - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [30.07.72] Haven't Had Enough (/showthread.php?tid=2671) Strony:
1
2
|
RE: [30.07.72] Haven't Had Enough - Brenna Longbottom - 13.05.2024 Mogłaby zmienić twarz w taki sposób, że ta pozostałaby zmieniona albo na zawsze, albo przynajmniej dopóki nie dopadłby jakiegoś członka jej rodziny i nie wybłagał pomocy w powrocie do własnych rysów - ale nie przyznawała się do tej umiejętności przed nikim, kto nie był członkiem Zakonu. Poza tym po prostu nie chciała wprowadzać głębokich modyfikacji tego typu bez przygotowania, bo potem siedziałaby i się męczyła, aby odtworzyć stan początkowy. Kwadrans zresztą tu w zupełności wystarczył, by sprawdzić, czy to odpowiedni mężczyzna i... właściwie to nie była pewna, czy chciał tylko zweryfikować miejsce przebywania czy od razu go aresztować, ale jeśli już wyciągną różdżki, to nagła zmiana koloru włosów nikogo nie zaskoczy. Czyli stawało na bajeczce o zabłądzeniu. – W kwestii długiej linii upartych idiotów na pewno cię przebijam, więc dobrze, że tym razem nie obstawiasz przy swoim – oświadczyła z odrobiną rozbawienia. Jakby nie było, oni podobno wiedli swój ród w prostej linii od Ravenclaw, a Longbottomowie od Godryka Gryffindora, i ta pierwsza słynęła z mądrości i trzeciego oka, a ten drugi z uporu i odwagi graniczącej z głupotą, przekazywanej wśród jego potomków z pokolenia na pokolenie. – Hm... w porządku, jeśli to będzie on, to zacznę bardzo dużo gadać i bardzo głośno powiem coś o siódemce, żebyś mógł wyjść i sobie na niego popatrzeć. A jeśli zapukam do drzwi przypadkowego nieznajomego, serdecznie przeproszę i się wycofam – powiedziała, wybierając jako hasło numer ich pokoju. Nie była w końcu pewna, ile pomieszczeń przyjdzie jej po drodze sprawdzić, w przypadku pierwszej pomyłki nie zamierzała więc krzyczeć na cały korytarz od razu. Kilka machnięć różdżką wyprostowało i przyciemniło jej włosy, a potem nos zmienił kształt. Brenna wprowadzała takie modyfikacje tak często, że nie musiała nawet patrzeć do lusterka - kilka drobiazgów, które utrudniały rozpoznanie na pierwszy rzut oka. Jeżeli on życzył sobie skorzystać tutaj ze wsparcia w kamuflażu, to potrwało odrobinę dłużej, ale też ograniczyła się głównie do zmiany koloru włosów i jakiegoś drobnego akcentu - w końcu jeśli nie znał tamtego człowieka osobiście, to aby rozpoznać Atreusa, musiałby trzymać jego zdjęcie nad łóżkiem i codziennie tęsknie mu się przyglądać. A chyba nie miał jednak niczego wspólnego z kowenem Macmillanów, i już na pewno nie był przebraną za mężczyznę kuzynką Sary Macmillan, więc takie ryzyko było stosunkowo niskie. Drzwi pokoju została odrobinę uchylone, by nie było to widoczne, ale dało się słyszeć, co dzieje się na korytarzu, a potem po prostu nacisnęła klamkę najbliższego z pomieszczenia: na piętrze poza tym ich było po tej stronie jeszcze cztery. To okazało się zamknięte, nikt też nie odpowiedział na pukanie, po drugiej stronie panowała cisza. Z kolejnym postąpiła więc dokładnie w ten sam sposób, i ku jej zdumieniu klamka ustąpiła pod naciskiem. Brenna spojrzała na mężczyznę, który w środku właśnie kończył dopinać guziki koszuli, pewnie po przebraniu się. Oczy miał niebieskie, nos jak kartofel i tak ogólnie to pasował do opisu, ale cholera, czy to naprawdę był ten sam gość? On też spojrzał na nią. Otworzył usta… – Ojej! Pan nie jest moim mężem? – zdumiała się Brenna, przysłaniając usta dłonią, a potem zaczęła… gadać. Jak katarynka, bardzo, bardzo szybko, i zupełne głupoty, korzystając z naturalnego talentu do wygadywania… nie, nie kłamstw. Głupot właśnie. – To znaczy, oczywiście, że nie jest pan moim mężem, przepraszam, głupia jestem, spodziewałam się męża, to znaczy spodziewałam się go, bo myślałam, że to nasz pokój, ale chyba mamy jednak numer SIEDEM, nie wiem czemu, zdawało mi się, że osiem, nigdy nie miałam pamięci do cyfr, tak bardzo pana przepraszam, i powinien pan chyba zamykać drzwi, w takich miejscach nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi, mógłby próbować panu wejść do pokoju jakiś zboczeniec, czytałam kiedyś w gazecie, że takie rzeczy się zdarzają. A tutaj rzut na pana RE: [30.07.72] Haven't Had Enough - Atreus Bulstrode - 24.05.2024 Zabawne, bo jeśli biorąc pod uwagę rodowe kryteria, to Bulstrode chyba niechcący wrodził się w nie te rodzinę co powinien. Im więcej na przestrzeni ostatnich miesięcy spędzał z Longbottom czas, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że właściwie to mógłby z nią trwać w jakiejś niekończącej się rywalizacji co do tego, kto mógłby popełnić większe głupstwo. Jeśli jakąś mądrość dawało mu jego trzecie oko, to raczej umiejętność tkwienia tu i teraz, bez spoglądania na ewentualne konsekwencje podejmowanych akcji. Ważne, żeby działało, a jeśli przy okazji w ogólnym rozrachunku coś okaże się korzystne? Tym lepiej dla niego. - Brenna... - rzucił, ewidentnie próbując być w tym momencie śmiertelnie wręcz poważny. - Ty zawsze bardzo dużo gadasz - dokończył, już bardziej rozbawiony, tak jakby miała nie być tego świadoma. - Ale dobrze, siódemka brzmi okej. Z pewnym zainteresowaniem przyglądał się, jak macha różdżką i zmienia kolejne elementy twarzy. Zawsze ciekawie było patrzeć, jak ktoś przekształca swój wygląd, nawet tylko nieznacznie wcielając się tym samym w kogoś zupełnie innego. Kiedy jednak patrzył teraz akurat na Brennę, pierwszą rzeczą która przyszła mu do głowy po zakończeniu przez nią transformacji była myśl, że wolał ją w oryginalnej wersji. Zwykle nie zastanawiał się nad tym jak ktoś wyglądał przed i po; to była praca i liczył się efekt końcowy, ale teraz przyciemnione włosy czy zmieniony profil nosa zaburzały mu całą percepcję. Nie pasowały do jej charakteru, co potraktował z pewnego rodzaju rezerwą, czym prędzej wlepiając wzrok, niby to od niechcenia, w ekran telewizora, który wciąż katował jakiś czarno biały film. Kiedy skierowała się do drzwi, sam zamachał różdżką. Może i obserwowany przez nich mężczyzna wyglądał, jakby wcześniej nie zwrócił na nich uwagi, ale kto go tam wie. Nie zamierzał sobie sam zmieniać nosa, ale takie zmienienie koloru włosów, już mógł sobie na szybko sprawić. Na tyle sprawnie, by jednocześnie nasłuchiwać czy zza lekko uchylonych drzwi dochodzą wzmianki o siódemce. [roll=O] [roll=O] Brenna zaczęła gadać, nawijając jak przysłowiowa katarynka i pewnie gdyby nie fakt, że zamienił z nią w swoim życiu więcej jak trzy słowa, to teraz zastanawiałby się, czy posiadała gdzieś jakiś wyłącznik tego trybu. Schował różdżkę, odczekał chwilę, aż bardzo długi wywód odrobinę zbije z tropu mężczyznę w pokoju obok, a potem otworzył drzwi. Tak, jakby się na tę klamkę właśnie rzucił, słysząc rozgadaną bez sensu żonę. - Anne, czy ty sobie ze mnie żartujesz? ZNOWU? - zagrzmiał, jakby to nie był pierwszy raz, kiedy jego droga małżonka zapukała do nie tych drzwi. - Czy gdzieś tam za tą twoją twarzą kryje się mózg, kochanie? Siódemka na ósemkę ci się zamieniła, tak? No ciekawe bardzo. Może jeszcze mi powiedz, że pan to całkiem do mnie podobny? - żachnął się, bezwstydnie powtarzając w tym momencie słowa, które wcześniej sama wyrecytowała w pokoju. Podszedł do niej energicznym krokiem, zaraz stając obok i spoglądając na faceta, który krył się wewnątrz, a który ewidentnie wyglądał, jakby ta sytuacja była ostatnim co mogło go tego dnia spotkać. Słomiane włosy, błękitne oczy i nos jak kartofel. Wszystko się zgadzało. Po przelotnym spojrzeniu posłanym w kierunku faceta, zerknął na Longbottom, łapiąc ją za rękę. - Idziemy. Bo najwyraźniej musimy poważnie porozmawiać. Przepraszam pana, ale wie pan... Kobiety - rzucił w kierunku poszukiwanego na odczepkę, chociaż biorąc pod uwagę fakt, jak ten niechętnie przyglądał się całej scenie, tylko czekał na to żeby zamknąć im drzwi przed nosem. Bulstrode pociągnął do siebie Brennę, kierując się w stronę pokoju numer siedem, jakby faktycznie miał się z nią zaraz kulturalnie pokłócić za zamkniętymi drzwiami. RE: [30.07.72] Haven't Had Enough - Brenna Longbottom - 24.05.2024 Brenna bardzo dużo myślała o konsekwencjach i wbrew pozorom lubiła mieć plan A, B, C, D i jeszcze na wszelki wypadek E, a także przygotować się na wszystko, co jej zdaniem mogło pójść nie tak (brat uważał, że przesadza, ona od Beltane miała wrażenie, że chyba jest nadmierną optymistką). Tyle że absolutnie nie umiała przy tym usiedzieć na miejscu, a kiedy już zaczynało się dziać, to miewała skłonności do polegania na instynkcie bardziej niż na rozsądku, zwłaszcza jeżeli chodziło o nią, a nie o innych. Robienie głupich rzeczy? W tym była świetna, trafiła się jej mieszanka chyba tych najgorszych genów Longbottomów i Potterów, którzy też bywali rozrabiakami – kuzyn James na to żywym dowodem. – Naprawdę? – zdziwiła się, pewnie nieszczerze, bo chyba nie była aż tak durna, by się nie zorientować, że jednak mówi trochę więcej niż przeciętna osoba. – Człowiek ciągle uczy się o sobie czegoś nowego. Brenna lubiła mówić, zwłaszcza że często sprawiało to, że inni też zaczynali się rozgadywać – bo zwykle dawała im jednak dojść do głosu. Ale teraz mężczyźnie z pokoju numer osiem nie planowała pozwolić się odezwać. Jeśli był czarodziejem, ba, czarnoksiężnikiem, z dużym prawdopodobieństwem zapewne żałował właśnie w duchu, że potraktowanie avadą tej wkurwiającej mugolki mogłoby ściągnąć na niego uwagę Ministerstwa Magii. – No przecież to nie moja wina, miesiąc temu mieszkaliśmy w ósemce, mogło mi się pomylić, a jak byliśmy na tych ostatnich wakacjach, to pomyliłam szóstkę z dziewiątką tylko dlatego, że jedna była przechylona! – oburzyła się, gdy Atreus wypadł z pokoju i stanął u jej boku. – No przecież całkiem podobny, oczy ma takie same, jak twoje, mógłby być twoim kuzynem… – wymamrotała, a potem, pociągnięta już w stronę pokoju, obejrzała się jeszcze przez ramię. – Bardzo pana przepraszam, naprawdę! A ty przecież wcale nie musisz mnie tak ciągnąć, każdemu może się zdarzyć, trochę się pomyliłam, ale przecież nic złego się nie stało, to był ten facet? Jej monolog, wyrzucany z siebie faktycznie z dużą prędkością i nieco marudnym tonem, bardzo płynnie zamienił się w pytanie, wypowiedziane już głosem zupełnie normalnym, ledwo zamknęły się za nimi drzwi pokoju. – Chcesz go ujmować teraz, czy tylko dać cynk do Ministerstwa? – dopytała jeszcze, bo sama akurat tego listu gończego jeszcze nie widziała, nie miała pojęcia, kim był ten mężczyzna i co planowali. Na całe szczęście, Atreus mógł rzucić informację na dyżur za pomocą fal. RE: [30.07.72] Haven't Had Enough - Atreus Bulstrode - 29.05.2024 Coś w tym było, bo był w stanie się zgodzić, że jej gaworzenie katarynki było w stanie zachęcić do rozmowy i rozsupłać języki. Jeśli ktoś nie czuł się w ten sposób zachęcony i rozluźniony, to zalewany taką falą słów równie dobrze mógł zwyczajnie poczuć się w obowiązku, żeby powiedzieć cokolwiek. To też czasem bywało przydatne. Katarynka grała i grała, a stojący w drzwiach mężczyzna miał niezmiennie tak samo głupią minę. Brenna pewnie trafnie myślała, że w głowie mielił przekleństwa, bo nie mógł rzucić jej prosto w twarz avadą, albo chociażby skleić jej ust, żeby się wreszcie zamknęła. Nie, jeśli chciał pozostać niezauważony. Na słowa Atreusa uśmiechnął się tylko krzywo, jeszcze raz spoglądając na Brennę i kiedy tylko dwójka funkcjonariuszy zrobiła krok w stronę swojego pokoju, zamknął im drzwi przed nosem. Atreus puścił Brennę, kiedy zamknęły się za nimi drzwi ich własnego pokoju - z taką samą manierą, jak robił to zazwyczaj, a na którą chyba nie zwracał w tym momencie najmniejszej uwagi. - Tak, to on - rzucił w odpowiedzi, kiwając do tego głową. - Nie wyglądał też chyba, jakby się czegoś domyślał. Zirytowany, ale nic się nie zmieniło, kiedy mnie też zobaczył... - odsunął się od drzwi, na moment jeszcze spoglądając w kierunku przysłoniętego firanką okienka. - Teraz nie. Dam znać i będziemy go obserwować. W sensie ktoś z biura - jak powiedział, tak zrobił, falami zgłaszając informację o poszukiwanym do odpowiednich osób. Informacja zwrotna przyszła niemal natychmiastowo, wzywając obydwoje do stawienia się w Departamencie Przestrzegania Prawa, by złożyli dokładniejsze zeznania w tejże sprawie. Na ich miejsce została wysłana dwójka innych aurorów, a Brenna i Atreus mogli już na spokojnie zniknąć z motelu i wrócić do pracy. Koniec sesji
|