![]() |
|
[04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą (/showthread.php?tid=2676) Strony:
1
2
|
RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Brenna Longbottom - 16.02.2024 Uśmiechnęła się tylko z satysfakcją na jego dramatyczne westchnienie: to była przecież jedna z tych gierek pomiędzy rodzeństwem, w których celowali od wielu lat. Poza tym była młodszą siostrą, a zadaniem młodszych sióstr było dręczenie starszych braci przynajmniej od czasu do czasu. – W porządku, gdyby przyjechał tutaj na białym koniu, w zbroi najlepiej, jestem pewna, że faktycznie mogłoby to trafić do prasy – stwierdziła w końcu. Może mu ustępując. A może wręcz przeciwnie, tylko w ten sposób we własnym mniemaniu przynajmniej wygrywając dyskusję oświadczeniem, że potrzeba by konia, aby informacja faktycznie dostała się na pierwsze strony gazet… Bo przecież naprawdę nie próbowała promować tej potańcówki i wątpiła, by pośród gości był ktoś, kto pójdzie później zdać relację reporterom. Żadnego dziennikarza Brenna nie zapraszała. Ludzie mieli czuć się swobodnie, a nie martwić, że ktoś zrobi im niekorzystne zdjęcie. – Tak, jesteśmy już dla tych ludzi tak okropni: muszą znosić moje gadanie, wybuchy, ilekroć wchodzisz do kuchni, wykłady taty o szermierce, i te wszystkie surowe spojrzenia mamy, kiedy nie uczeszą włosów… że okazujemy to minimum litości, nie prosząc, żeby przybrali to straszne nazwisko – podchwyciła Brenna, chociaż rzecz jasna nigdy tak na to nie patrzyła. Do licha, nie sądziła, że litują się nad kimkolwiek. Litość była paskudnym uczuciem, tą brzydszą, głupszą siostrą współczucia. Litość pojawiała się tam, gdzie nie miałeś już nawet siły na nienawiść i pogardę. A ich postępowanie nie było nigdy aktem dobroci. Było czymś, co należało zrobić. Poznała Samuela sporo przed tym, jak Erik poznał Selwyna – na samym początku wakacji w roku 61. Ale nie było wykluczone, że gdy już otwarcie spędzała z chłopakiem czas rok później, Erik nie zauważył tego, pochłonięty własnym życiem i romansem. O którym Brenna zapewne nie wiedziała, bo gdyby wiedziała nawet mając siedemnaście lat poszłaby skopać tyłek Selwyna za uwodzenie tak młodego i naiwnego chłopaka, jakim był jej brat mając te dziewiętnaście lat. – Uczenie Łatka aportować? Myślałam, że zażądasz czegoś bardziej kreatywnego. Na przykład weź ten pierścień i idź wrzucić go wulkanu. Albo… hm… znajdź mi najładniejszą kamizelkę w Wielkiej Brytanii. Nuda Brennie raczej nie groziła. I nie chodziło nawet o to, że była zajęta – po prostu umiała zorganizować sobie czas i zawsze znaleźć do zrobienia coś ciekawego, jeżeli akurat nie było niczego, co zrobić po prostu musiała albo uważała, że powinna: tak jak uznała, że powinna zorganizować tę potańcówkę. Na jego lustrujące spojrzenie odpowiedziała własnym, równie uważnym. Zastanawiała się, czy mówił prawdę i jego chmurna mina była po prostu jedną z tych, jakie przybierał niekiedy półżartem, półserio, aby pokazać światu, jak okrutnie cierpi z tą straszną młodszą siostrą. Czy było to po prostu coś, o czym mówić nie chciał i nie mógł – a może coś, czym wolał jej nie obciążać. I chociaż na słowa, że może czegoś potrzebować, pomyślała, że tak, potrzebuje, zetrzeć ten mars z jego czoła, pozostawało jej tylko uszanować udzieloną odpowiedź. Zwłaszcza, że sama miała dla niego bardzo podobną. W tych chwilach, w których nie była silna i odważna, udawała po prostu taką i nikt zwykle nie umiał dostrzec różnicy: zamierzała się tego trzymać. Poza tym wcale nie było tak źle. Podeszła więc po prostu do brata, wspięła się na palce, by ucałować go w policzek, a potem… wepchnęła mu w ręce lampę, która uruchomiona miała roztoczyć wokół błękitny blask. – To świetnie, bo potrzebuję, żeby ktoś rozstawił lampiony w roślinach wokół jeziora. Ja umieszczę resztę przy drzewach i na stolikach. RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Erik Longbottom - 17.02.2024 Złożył ręce jak do modlitwy i skłonił się przed młodszą siostrą, gdy ta w końcu przyznała mu rację. Nie można było tak od razu? On tylko chciał, aby oddała jednemu z gości należyty szacunek. Poza tym Erik mógł się założyć, że gdyby rozpytała o Blacka na mieście, to całkiem wiele osób by kojarzyło.
— I tak całkiem dobrze to wypada. Chociaż to raczej dlatego, że omijamy tych wszystkich przyjaciół z pracy, którzy na co dzień pakują się z nami w jakieś czarnomagiczne gówno — rzucił w przestrzeń, kręcąc z niedowierzaniem głową. Byli przedziwnym towarzystwem. — Wrzucenie pierścienia do wulkanu będzie dla ciebie przygodą samą w sobie, a szukanie kamizelki zrzucisz na ekspertów, którzy się na tym znają, więc ty tylko im zapłacisz i będziesz działać jako pośredniczka — odparł z miną znawcy, zupełnie jakby zawczasu dokładnie sobie wszystko przemyślał. — Ucząc Łatka aportować, sprawisz, że będzie lepszym psem, nauczy się czegoś nowego, a przy tym zobaczysz co to cierpliwość. Kreatywność poćwiczysz, myśląc o tym, co mogłabyś robić, gdyby pies szybciej łapał twoje komendy. W tym przypadku niechęć do zwierzenia się wynikała z chęci uzyskania, chociaż minimalnego poczucia kontroli nad tym, co działo się wokół niego. Raz stracił panowanie, poddał się emocjom i posłał jedną z sówek Longbottomów w ciemną noc z listem nakreślonym po zbyt wielu kolejkach domowego bimbru... A teraz się to za nim ciągnęło. To czy się przed kimś otworzy, czy też nie było zależne tylko i wyłącznie od jego woli. Strzegł kwestii Selwyna jak przeklętego skarbu, którego podzielenie mogło tylko wyrządzić więcej szkód. Tylko on mógł decydować, kto będzie miał do niego dostęp, kto zobaczy niezliczone kłódki i łańcuchy utrzymujące przeszłość w ryzach. W tym chaosie, jaki zatrząsł w posadach jego życiem, milczenie na ten temat było sposobem na ukrycie skaz i zachowanie resztek godności. A może naiwnie trzymał się przekonania, że jeśli zignoruje problem, to ten rozpłynie się w powietrzu? — Za taki wysiłek w moim stanie powinienem jeszcze dostać jakieś łakocie, wiesz? — Wybałuszył na nią oczy, gdy wsadziła mu do rąk lampę. Zamachnął się nią; powietrze zaświszczało. Pokręcił głową. — Jestem w szoku, że tak bardzo mi ufasz. Może jeszcze powiesz, że nie skontrolujesz tych latarenek, jak już skończę? Marzenie ściętej głowy, pomyślał z przekąsem, ciesząc się jednak, że udało mu się uniknąć konfrontacji z siostrą. Nie raz widział jak wytrwała była w dążeniu do prawdy. Gdy w grę wchodzili jej bliscy, granice między chęcią pomocy a czyjąś prywatnością potrafiły się szybko zatrzeć. Nie wiedział, czy były to efekty wieloletniej pracy w Brygadzie Uderzeniowej, czy też jej naturalnej osobowości. Miał jednak świadomość, jak to jest stać z nią po jednej stronie barykady w takim ''śledztwie''. Nie chciał stanąć naprzeciw niej. I Selwyn też nie chciał. Nie, żeby jego preferencje były jakieś szczególnie istotne... Chyba? — Dobra, biorę się do roboty. Westchnął przeciągle i ruszył w stronę zaklętego parkietu. W sumie większość dekorowania była już za nimi. Latarenki, parę dodatkowych świeczek i ewentualnie kolejne pudło zastawy i wszystko będzie na swoim miejscu. A wtedy jeszcze tylko szybka wizyta w domu, wypad do Nory i zostało tylko przeżyć imprezę bez jakiegoś strasznego incydentu. Dla chcącego nic trudnego, czyż nie? RE: [04.08.72, ranek] Wszystko jest pod kontrolą - Brenna Longbottom - 18.02.2024 – Do licha, za dobrze mnie znasz. I czy próbujesz sugerować, że za mocno wyręczam się innymi, hę? A co jeżeli dla Łatka zatrudnię profesjonalnego tresera? – spytała kapryśnym tonem. Prawda była jednak taka, że chociaż Brenna bardzo chciałaby móc ze wszystkim poradzić sobie sama, to znała swoje ograniczenia: przynajmniej tam, gdzie brakowało jej wiedzy i umiejętności. I potrafiła znaleźć osoby, które mogły z tym pomóc. Po kamizelkę gdzieś do Francji faktycznie kogoś by posłała. Mogłaby nalegać. Mogłaby go dręczyć i stosować wszystkie siostrzane sztuczki oraz te, których nauczyła się od ojca, by były przydatne w Brygadzie Uderzeniowej. Próbować go podejść, wziąć podstępem, grać zmartwioną miną, wypytywać, i tak dalej, i tak dalej. Istniało wiele strategii, które Brenna mogłaby zastosować. Ale tak naprawdę, nawet jeżeli się martwiła, potrafiła czasem zrobić krok w tył, gdy widziała, że ktoś naprawdę nie chciał mówić. Sama w końcu skrywała pilnie bardzo wiele rzeczy za wiecznym uśmiechem i zbyłaby Erika tak jak dzisiaj w każdej innej sytuacji, w której dopytywałby, czy wszystko w porządku. Odpuściła nawet wypytywanie o to, o co miała zamiar pytać najpierw: gdzie do licha był z Perseusem Blackiem, że to taka wielka tajemnica? – Na dzisiejszy bal mamy jakieś trzysta ciasteczek od Nory, a Malwa piecze ciasto i szykuje sałatki. Ja zrobiłam kanapki, a właściciele mają dostarczyć pieczone placki z mięsem. Jestem pewna, że znajdziesz na stole dość łakoci, nie chciałbyś się do nich dobrać trochę za wcześnie, a? – spytała i dźgnęła lekko palcem Erika w ramię. A potem przyjrzała się mu z cierpiętniczą miną, gdy zapytał, czy może nie skontroluje tych latarenek. Jak mogłaby nie sprawdzić, czy na pewno są dobrze rozmieszczone? – Może się umówimy, że ty skontrolujesz, czy ja dobrze rozstawiłam moje? – spytała, wciąż z tym samym, nieszczęsnym wyrazem twarzy, a potem ruchem różdżki wprawiła kilka latarni w ruch i pociągnęła je za sobą w stronę stołów, by zacząć rozstawiać je na blatach. I bardzo starała się nie zastanawiać nad tym, czy dziś coś może pójść nie tak. Koniec sesji
|