Secrets of London
[19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley (/showthread.php?tid=2796)

Strony: 1 2


RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Aidan Parkinson - 14.03.2024

Cóż... Stanley niewiele się pomylił w swoich rozważaniach, bo kurde - faktycznie to był pomysł Aidana. Co prawda nie zakładał on, że Penny wysadzi drzwi i kilku ludzi, a jednego prawie zabije, ale fakt był jeden: to on powiedział dziewczynie, żeby zabezpieczyła sklep. W końcu była w tym dobra, czyż nie? Być może pokładał w niej zbyt wielkie nadzieje. Albo się po prostu nie zrozumieli, bo chyba coś wspominał ostatnio, żeby nałożyła takie zaklęcia, które by z impetem odrzucały nieproszonych gości. No ale odrzucanie a wybuchanie to zupełnie dwie różne rzeczy, prawda?

Stanley gadał całkiem do rzeczy, chociaż Parkinson nie był pewny, czy to z runami przejdzie. Odwrócił się w jego stronę z miną wyrażającą wątpliwość i naprawdę nadludzki wysiłek, gdy próbował poskładać to do kupy.
- Nie wiem, czy mieszanie do tego run byłoby rozsądne, je chyba trzeba wcześniej wyrysować, nie da się tak o sprawić, żeby... Kurwa! - gdyby nie to, że patrzył na Borgina, Penny nie zdążyłaby wyjąć mu papierosa z ręki. To oni jej pomagają, a ona tak?! - Oddawaj to.
Nie zdążył wyciągnąć dłoni, bo ta już zgasiła peta. Gdyby wzrok mógł zabijać, to nie Pan Włamywacz leżałby teraz na ziemi, a Penny. I by z pewnością nie oddychała. Nie zabiera się palaczowi jego papierosa, nigdy. To była jedna z pierwszych i najważniejszych zasad.
- Zrób to jeszcze raz, a zapomnę co mówiłem i cię zamkną - sięgnął do paczki i wyciągnął kolejnego ćmika. Tym razem jednak odsunął się od Penny na kilka kroków. Bezczelna ruda fląra. Oni z sercem na dłoni kombinują, jak by tu zakręcić tak, żeby Weasley wyszła z tej całej sytuacji obronną ręką, a ta zaczyna wracać do swojego normalnego zachowania. - Zabezpieczyłaś sklep, zasiedziałaś się z książką. Włamali się, zaklęcie zadziałało nie tak, jak powinno. Spiszemy zeznania, wezwiemy zaraz kogo trzeba żeby zabrał szczura do Munga. Postawią mu zarzuty, ty tylko potwierdzisz wersję, w której mówisz, że to był wypadek. Od razu wezwałaś Brygadę, więc tym zaplusujesz. I nikt nie powie, że próbowałaś zatuszować sprawę, a przecież typ żyje. Tylko ani słowa o tym, że wiedziałaś, że mają przyjść, jasne?
Ach tak, bo tego chyba nie powiedział wcześniej na głos - oni wiedzieli, że ktoś tu przyjdzie. On wiedział i poinformował Weasley o tym fakcie. Nie wiedzieli kiedy, wiedzieli jednak że to nieuniknione. Tym razem uważał, żeby Penny nie zabrała mu papierosa. Spojrzał na Stanleya, czy taka zmieniona wersja mu pasowała. W końcu to on będzie pisał raport, bo Borgin musiałby być kompletnym naiwniakiem licząc, że Parkinson mu jakkolwiek w tym pomoże. Nienawidził raportów, a gdy już jakiś musiał pisać, to był tak niechlujny, że naprawdę lepiej było, żeby robił to za niego ktokolwiek inny.
- Spiszemy co trzeba, przeczytasz i zapamiętasz - powiedział, zerkając na Borgina, czy ten nadal miał przy sobie ten swój śmieszny notes. On swój pewnie gdzieś miał po kieszeniach, ale nigdy nie miał niczego do pisania. Zawsze gubił długopisy i rysiki. A może po prostu mu je kradli? Nie zdziwiłby się, to towar deficytowy. - A jak wrócą... Cóż, może tym razem nałóż zabezpieczenia, które nie rozwalą ci drzwi?
Innej opcji nie było. On tu spać nie mógł, miał swoje sprawy. Aidan zaciągnął się papierosem i spojrzał na nieprzytomnego mężczyznę w zamyśleniu.
- Dowiem się, kto go wysłał i najwyżej złożę mu wizytę - wzruszył ramionami. To akurat trudne nie będzie, znał kilka osób z Nokturnu, a wybuch był słyszalny pewnie i tam. Podpyta kogo trzeba i złoży mu wizytę. Sam albo z kimś, jeszcze nie miał planu. - I wybiję mu ten pomysł z głowy.
Najpewniej dosłownie.


RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Stanley Andrew Borgin - 18.03.2024

Kątem oka widział jak Penny rozprawia się z Aidanem. Skomentował to tylko krótkim he, he pod nosem. Fajną miał tą koleżaneczkę, taką dbającą o ich małego Parkinsonka. Taki słodziutki był teraz, kiedy to eksplodująca dama dbała o to, aby i on tutaj nie zakończył swojego żywota. Coś wspaniałego po prostu, aż się łezka kręciła w oku.

Jeszcze potrafił się postawić! Tak szybko dorastał. Już się nawet potrafił postawić dziewczynie! Stanley nie dowierzał w to co widzi. Tak się pięknie przekomarzali. Tak chciał ją zamknąć, a jak to Borgin sugerował zwinięcie Rudej na dołek, to zgrywał bohatera. Będą musieli się rozmówić w Ministerstwie - bo albo grają do jednej bramki albo on smoli cholewki do jakiejś dziewoi z Horyzontalno-Nokturnowskiej dzielnicy. Nie mógł nic na to poradzić.

Słuchał tego, jak tą całą sprawę widział jego serdeczny druh. W zasadzie to kurwili na siebie wzajemnie pod nosem, ale potrafili się dogadać i sobie pomagali. Te "szpileczki" były po prostu częstą ich jestestwa.

Stanley kiwał głową na zgodę, miał jednak jedno 'ale'. Pozwolił dokończyć Parkinsonowi i dopiero zabrał głos - Mała poprawka. Nie wezwałaś, a zawołałaś. My akurat byliśmy nie daleko, więc podjęliśmy interwencję. Będą mogli sprawdzić, że nikt taki jak Penny, nie wzywał tego wieczoru brygadzistów - zauważył - Stwierdzenie, że nas zawołała, daje nam większe pole do popisu w kwestii późniejszego raportu. Mamy większą szansę na ułożenie go w taki sposób, w jaki byśmy chcieli. Zaufaj mi - uśmiechnął się pod nosem do partnera. W końcu z ich dwójki, to Stanley klepał te raporty. Tym razem miało być przecież tak samo.

- Bardzo ciekawie mówisz spiszesz - zwrócił uwagę, chociaż zawsze dzielili się "chwałą" za swoje raporty na spółkę. Pisali je razem, czyż nie? Na samym dole zawsze były dwa podpisy - Borgin i Parkinson - Ale z tymi zabezpieczeniami to fakt. Nie zawsze mamy dyżur w tej okolicy - spojrzał wymownie na Aidana. Nie mieli wcale tutaj dyżurów, ponieważ siedzieli na dupie w Ministerstwie. Zawsze byli pierwszymi chętnymi do papierkowej roboty, którą wypełniał Stanley, a Aidan mu miał dotrzymywać towarzystwa.

- No dobrze, dobrze. Zrobisz to jak już wrócimy i złożymy potrzebne raporty - zgasił jego zapał do pomszczenia swojej koleżaneczki, a w międzyczasie przełożył stronę w notatniku. Był gotowy do przyjęcia zeznań Rudej, chociaż część już sobie zanotował - Dobrze. Panno Penny, co tutaj miało miejsce? Przypomnę tylko, że wszystko co teraz pani powie, będzie zamieszczone w raporcie - wytłumaczył, kiwając głową do jednego i drugiego. Parkinson mógł podpowiadać, a Borgin by zignorował to co on mówi, biorąc to jako słowa ich ofiary.




RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Penny Weasley - 22.03.2024

Nie przejmowała się Aidanowymi pogróżkami. Nie zamierzała też zwracać mu papierosa, którego przecież z miejsca zgasiła. Pozbyła się. Wszystko to w trosce o zdrowie przyjaciela, który kompletnie o swój organizm nie dbał. Nie słyszał o tym, jak to świństwo wpływa na ludzi? Miał szczęście, że był tu z nimi Stanley, bo inaczej po tym proteście, po tym jak odpalił sobie kolejnego papierosa - zapewne wygłosiłaby w stosunku do Parkinsona nie taką krótką tyradę. A tak to, zostało jej jedynie spiorunować chłopaka wzrokiem. I może do tego zrobić też tą minkę mówiącą - naprawdę mi to będziesz robił, Parkinson?

Nabrała powietrza i wypuściła. Pokiwała powoli głową. Chyba zaczynała wszystko rozumieć. Wiedziała, co należało powiedzieć, zrobić. Albo tylko jej się to wydawało. No cóż, jakkolwiek by nie było, to i tak nie mogli sobie pozwolić na dalsze odciąganie wszystkiego tego w czasie. A sama Penny, to nawet nie chciała tego robić. Marzyło jej się o tym, żeby wreszcie wrócić do mieszkania i położyć się w swoim własnym łóżku.

- Dobrze. - nadal trochę przerażało ją, że wszystko znajdzie się w oficjalnym raporcie, ale jakie mieli wyjście? Trzeba było się tym wreszcie zająć i zostawić sprawę za sobą. Skupiła się więc na tym, żeby poprawnie wszystko przekazać. Zgodnie z tym, co chwilę temu udało im się ustalić. - Zajmowałam się przez cały dzień sklepem, planujemy na dniach otworzyć tutaj Zaczarowane Różności, no i zeszło mi na tym do późna. Ze zmęczenia mi się przysnęło. Jako, że byłam tutaj sama, współwłaściciel sklepu nie miał tego wieczoru czasu, żeby mi pomóc, dla pewności zabezpieczyłam wcześniej wejście. Nie do końca wiem jak to się stało, możliwe że coś pomieszałam z tymi zabezpieczeniami, ale w nocy obudził mnie dość głośny wybuch. Lokal został odwiedzony przez dwóch włamywaczy, z których jeden zdołał uciec, drugi trochę oberwał przy okazji aktywacji zabezpieczeń i stracił przytomność. Przestraszyła się, wiedzą panowie jak to jest? Ja sama, dwóch włamywaczy? A co gdyby było ich więcej, gdyby nie przestraszył ich wybuch? - na chwilę się zatrzymała. Nabrała i wypuściła powietrza. Spojrzała na Aidana, jakby chcąc się upewnić, że nic nie miesza. Jakieś skinięcie głową? Uśmiech, żeby trochę ją zachęcić do kontynuowania? Naprawdę by się o taki drobiazg nie obraziła! - Chciałam wezwać pomoc i tak się na szczęście złożyło, że akurat byli panowie w okolicy. Zawołałam, wyjaśniłam sprawę. Całe to zajście to wypadek.

Skończyła? Coś pominęła? Ta bajeczka rzeczywiście brzmiała dość wiarygodnie. Prawdopodobnie dlatego, że spora część tej historii była zwyczajnie prawdziwa. Nałożyli na nią jedynie drobne poprawki, która miały pomóc jej uniknąć ewentualnych konsekwencji. Problemów wynikających z tego, że z tymi włamywaczami poradziła sobie o dziwo całkiem skutecznie. Sama się tego po sobie nie spodziewała. Bo i  dlaczego spodziewać się miała?

- Powinnam powiedzieć coś jeszcze, coś więcej, panie Borgin? - skupiła się na tym drugim, zakładając że podczas pracy to raczej Stanley musiał być tym, który odgrywał pierwsze skrzypce. Może błędnie, może nie. Kto by się tym przejmował.




RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Aidan Parkinson - 23.03.2024

Gdyby tylko słyszał jego myśli, to by go trzepnął w ucho. Chociaż kto wie, czy akurat do niego byłby taki chętny, by wystartować z łapami. Akurat w kwestii Stanleya ograniczał się do słownych złośliwości - z jakiegoś powodu. Być może go lubił, być może nawet jeśli go denerwował, to nie na tyle, by faktycznie wyprowadzić z równowagi. A być może po prostu Aidan nie był aż takim debilem i zdawał sobie sprawę z tego, że Stanley mógł być po prostu silniejszy? Któż to wie.

Gdy Borgin wspomniał o tym, że to jego czeka spisywanie Penny, westchnął ostentacyjnie. Mieli już jako taką wspólną wersję, więc po prostu machnął metaforycznie ręką i sięgnął do kieszeni kurtki. Na jego szczęście Stanley go ubiegł, więc mógł po prostu przestąpić z nogi na nogę i dopalić w spokoju papierosa numer dwa. Bo numer jeden ta cholernica mu wyrwała z ręki i brutalnie zakończyła jego żywot. Słuchał uważnie, układając sobie wszystko w głowie jeszcze raz. Dopasowywał wersję wydarzeń do tego, co usłyszeli wcześniej.
- Będzie trzeba powiadomić Terry'ego. Terrance Trelawney, współwłaściciel - to drugie dodał już w kierunku Stanleya, bo dałby sobie rękę uciąć, że będą o niego pytać. Być może go wezwą po to, by upewnić się, że faktycznie nie było go w sklepie lub czy domyśla się, kto mógł być odpowiedzialny za próbę włamania do sklepu. Potem wyśle Penny sowę, żeby przedstawiła mu oficjalną wersję wydarzeń. Chyba że nie zdążyła mu powiedzieć o tym, że ktoś faktycznie planował włam do sklepu, o czym przecież i on, i ona wiedzieli. To by wszystko ułatwiło, bo Terry nie musiałby wcale kłamać.

Gdy Penny mówiła, on co jakiś czas kiwał głową. Na ten moment wszystko wyglądało dobrze i logicznie. Nie było nieścisłości, nie było żadnego ale. Parkinson zaciągnął się papierosem w zamyśleniu.
- I oczywiście nie domyślasz się, kim mogli być niedoszli włamywacze, prawda? - skupił wzrok na rudej. Zmrużył lekko oczy. Miała na tyle oleju w głowie, by się domyślić, że w tej chwili powinna przytaknąć. Dodać, że nigdy ich nie widziała. Zerknął na ciało szczura, które wciąż leżało na podłodze. Westchnął. - Wezwę kogo trzeba, bo czas nam się kończy i jeszcze typ wyzionie ducha, a nam się czasowo nie poskleja.
W zasadzie to w normalnych warunkach powinni od tego zacząć, a nie od przesłuchania rudowłosej. Ale to nie były normalne warunki - co nie znaczyło, że powinni zwlekać z zawiadomieniem innych. Zwłaszcza że wybuch był słyszalny. Dla pewności sprawdził jeszcze, czy mężczyzna nadal ma puls, a potem użył fal, żeby powiadomić kogo trzeba. Przymknął oczy i zamilkł na kilka chwil.
- Zaraz będą. Macie minutę - albo nawet mniej.


RE: [19/20.03.1972] Wcale nie chciałam go zabić, Aidan! | Penny & Aidan & Stanley - Stanley Andrew Borgin - 24.03.2024

Ustalanie wersji wydarzeń z poszkodowanymi było czymś wspaniałym. Pozwalało wyeliminować niepotrzebne pytanie czy niepewności. Można było też ułożyć odpowiednią treść, tak aby brygadziści mieli mało pracy, a Penny miała to co chce. Wilk syty i owca cała.

Stanley tylko wskazał gestem głowy na Aidana po jego słowach. Niech się tym zajmie jego szanowany koleszka po fachu. Czemu wszystko miał robić Borgin? Wystarczyło, że musiał zebrać zeznania, a później napisać z tego raport. Parkinson mógł się też przydać, a dodatkowo znał chyba tego całego Terrance'a. Nawet jeżeli nie - niech to po prostu zrobi.

Kiwał głową ze zrozumieniem kiedy to ich Rudowłosa koleżanka podawała swoje zeznania. No straszna tragedia ją spotkała - taki wniosek się nasuwał na usta, gdyby nie fakt, że sami jej kazali to w ten sposób opowiedzieć. Ich przełożony czy sędzia w Wizengamocie, będą na pewno ronić łzy na taką tragedię. A oni? Po prostu sobie stali, palili papierosa i robili to co muszą. Służyć, chronić.

- No i proszę. Gotowe. Wszystko zrobione. Zanotowane - skwitował - Wszelkie niedogodności czy uwagi odnośnie interwencji, proszę zgłaszać bezpośrednio do biura interesantów Brygady Uderzeniowej Ministerstwa Magii. Kwitek A237 można pobrać w tym biurze. W razie konieczności złożenia zawiadomienia na brygadzistów, którzy podejmowali w dniu dzisiejszym interwencję, proszę podać następujące nazwiska: Borgin, Parkinson. Obydwoje w stopniach brygadzistów. - kiwnął głową do Penny, recytując jej ostatnią formułkę tego wieczora - No i... to tyle - wzruszył ramionami. Ta cała szopka była konieczna? Nie mogli siedzieć w Ministerstwie i pić kawki? Zagrać w statki? Ehh.. czego to człowiek nie robił dla swojego kompana.

- Nie, starczy. Dowodów jest aż nadto. Chłopak posiedzi swoje i wszyscy będą zadowoleni - stwierdził. Pokiwał też głową do swojego partnera w zrozumieniu. To była sprawa niecierpiąca zwłoki. Musieli najpierw pomóc Penny w ustaleniu jej zeznań, zebrać je i teraz do pracy mogła wejść reszta.

Tak też było. Przybyła ekipa od sprzątania, zabrani chłopaka, a Borgin odpowiadał na ich ewentualne pytania. Aidan był zbyt zajęty "opieką" nad ich ofiarą i pilnowaniem, aby Rudowłosa nic przypadkiem nie powiedziała. Była przecież wielce roztrzęsiona tym co się tutaj wydarzyło, czyż nie?

A jak minęła reszta wieczoru? Spokojnie - dla Parkinsona. Pracowicie - dla Borgina. Przynajmniej mogli się cieszyć wzajemną obecnością, ślęcząc nad ich wspólnym raportem. Tym samym, gdzie najważniejszym zadaniem Aidana było złożenie podpisu w odpowiednim miejscu.

Koniec sesji