Secrets of London
[16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine (/showthread.php?tid=2815)

Strony: 1 2


RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Erik Longbottom - 09.03.2024

Oh, tak. Restauracja była bardzo ładna. A jedzenie jeszcze lepsze — przyznał, uśmiechając się pod nosem. — Myśleliśmy nawet nad zamówieniem karocy jako transportu. Wiesz, żeby jeszcze bardziej uderzyć w ludzi kasą.

Udzielenie wywiadu tuż po Beltane postrzegał jako swego rodzaju obywatelski obowiązek. Ktoś musiał zrobić pierwszy krok i odezwać się bezpośrednio do społeczeństwa. Ministerstwo Magii było zbyt pochłonięte próbami przywrócenia porządku w Dolinie Godryka po ataku, a wiele osób na wyższym szczeblu zapewne najchętniej przemilczałaby sytuację. Po co komentować, po co piętnować, może to będzie ostatni raz i wszystko rozejdzie się po kościach?

Nie rozumiał tej opieszałości, podobno jak przed paroma tygodniami nie rozumiał, czemu nie mścili się na Śmierciożercach za zamordowanie Derwina. Z tym drugim z czasem się pogodził, gdy rany w jego sercu powoli się goiły, ale to pierwsze? Był zbyt blisko tego konfliktu, żył nim zarówno w pracy, jak i poza nią. Nie żałował tego, co zrobił, chociaż wiedział, że w ten sposób zrobił z siebie cel.

Naprawdę? — Uśmiechnął się krzywo, kręcąc powoli głową. — Bo mam wrażenie, że szacunek sprawdza się wszędzie. W pracy, w domu, na ulicy, a nawet w więzieniu. — Przygryzł lekko dolną wargę. — Poza tym, śmiesznie jest słuchać gości, którzy zupełnie nie rozumieją kobiet. Przysięgam, dla niektórych to jest nie do przeskoczenia.

Kompletnie nie potrafił tego zrozumieć. Czy to przez to, że sam wychowywał się z mnóstwem kuzynek i miał bardzo mocną więź z siostrą? A może winny był temu fakt, że w swej arogancji uważał się za bardziej empatycznego? Chociaż co poniektórzy z radością przyjęliby za prawdę to, że kobiety kierują się emocjami, a nie rozumem, tak fakt był jeden: każdy kierował się emocjami, bez względu na płeć. Wystarczyło wczuć się w drugą osobę, spróbować postawić się na jej miejscu, a można było wówczas zdziałać cuda. Chociaż... Może nie dla wszystkich było to takie łatwe?

Dzięki za zdradzenie całej fabuły — obdarzył Geraldine zjadliwym uśmieszkiem, chociaż w gruncie rzeczy nie miał jej tego za złe. I tak w gruncie rzeczy trafił tu przypadkiem, więc... nie doceniał do końca zaszczytu jaki go właśnie spotykał. — Bo sztuka jest schematyczna, Ger. Większość ludzi w tym środowisku nie wymyśla koła od nowa, bo wyjdzie im kwadratowe i nie ruszą się z miejsca. Oni po prostu... przystrajają je według własnego widzimisię.

Mimowolnie wrócił myślami do długich wieczorów, kiedy to z braku laku, czekając na powrót Selwyna do hotelu czy mieszkania, czytał przysyłane mężczyźnie scenariusze. Spora część z nich bazowała na popularnych lub wręcz oklepanych motywach. Tajemnica polegała na tym, że pewne niedoróbki można było ukryć dobrym pisarstwem. Innym razem parszywe dialogi odciągały uwagę od innych minusów. W trakcie swojego wewnętrznego monologu Longbottom mimowolnie zwrócił uwagę na jednego z aktorów, który wypoczywał pod rozłożystym, kartonowym drzewem, a na jego kolanach leżała jego żona. a może kochanka. Nie był pewny.

Zawsze twoja ''czasami'', nigdy twoja na zawsze — wymamrotał pod nosem, gdy nieoczekiwanie z ust aktorki wypłynęły bardzo podobne słowa, jednak w nieco innej, bardziej teatralnej i łatwiejszej do zrozumienia wersji.

Na czole Erika pojawiła się zmarszczka, gdy w pierwszej chwili sam nie załapał, czemu rzucił akurat tym cytatem. Nawet nie potrafił namierzyć ich autora, dopóki... Oh. To wszystko wyjaśniało. Selwyn. Ścisnął usta w cienką linię, starając się trzymać w ryzach nieprzyjemny grymas, pragnący wedrzeć się na jego twarz. Teraz już wiedział. Gdy patrzył na scenę, czuł się tak jak podczas tych niezliczonych nocy, gdy pomagał Laurencowi ćwiczyć role, doskonalić dykcję, poprawiać rozmieszczenie pauz w dialogach. To była żmudna praca, ale pozwoliła im się do siebie zbliżyć. Widział, jak Laurence wkłada całe serce w swoją grę, otwierając w ten sposób przed Erikiem swoje wnętrze w sposób w jaki... Prawdopodobnie nie doświadczył poza tymi zamkniętymi w czasie momentami. To był ten czas, gdy na własne oczy mógł dostrzec, przeanalizować co czai się pod skórą starszego partnera, zobaczyć ułamek jego prawdziwego ja, które pokazywał w swojej grze autorskiej. Łatwo było temu ulec. Zbyt łatwo.


Widzisz? Mówiłem! — Uniósł nerwowo szklaneczkę z alkoholem do ust, aby pociągnąć duży łyk. — Schemat na schemacie. Proszę teraz ty. Skoro tak łatwo zgadnąć jeden dialog, to z resztą musi być podobnie
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/fdb2609f21309da9738414ceca6a4647/a7fa85f530512e1e-96/s500x750/179fa8ba1351a858c55e85e4b6d0da8cde89a33c.pnj[/inny avek]


RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.03.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/c6984ce953108eb71f2084cbf992f747/01fe254639400a15-3f/s250x400/9b4717dcab26157fde9b2f54eb190df1d9230744.pnj[/inny avek]

- To najważniejsze, że jedzenie było w porządku. - Odparła z uśmiechem na twarzy, Ger lubiła dobrze zjeść, chociaż najczęściej żywiła się konserwami, bo nie potrafiła gotować, a nie miała czasu, aby chodzić do restauracji. - Karoce są zajebiste, wiesz, w ogóle chciałabym się nauczyć jeździć konno, taka moja chwilowa fanaberia, ciekawe, czy mogłabym wtedy zrobić prawko na karocę, nigdy się nie interesowałam tematem. - Od jakiegoś czasu chodziła za nią chęć nauczenia się tej tajemnej sztuki. Mogłaby konno poruszać się po lasach, kupienie konia nie było w jej przypadku praktycznie żadnym wydatkiem, musiała tylko znaleźć sobie jakiegoś nauczyciela i odrobinę czasu, aby zacząć brać regularne lekcje.

- Zgadzam się z tobą, ale mam wrażenie, że wiele osób myśli inaczej. Wiesz, z racji na to, że bywam w różnych miejscach spotykałam się naprawdę ze skrajnymi reakcjami. Często patrzyli na mnie z pogardą tylko przez to, że jestem kobietą i nie mam kutasa między nogami, jakby to miało cokolwiek wspólnego z tym w jaki sposób trzymam kuszę. Na całe szczęście mam świadomość, że jestem dobra, ktoś inny mógłby się zniechęcić, ale mój stary zawsze powtarzał, że mam talent i nie mogę go zmarnować. - Była ojcu za to niesamowicie wdzięczna, bo gdyby nie on, to pewnie nigdy nie odważyłaby się podążać tą ścieżką, wspierał ją od maleńkości. Widział w niej potencjał, zapewne dlatego, że urodziła się w rodzinie łowców, genów nie da się oszukać, jednak matka zawsze miała do tego sceptyczne nastawienie i próbowała ukierunkować ją w inny sposób, na całe szczęście Gerard miał ostatnie zdanie i widział w niej swojego następcę. - To jest chyba zakorzenione gdzieś głęboko, jak te zjebane poglądy na temat czystości krwi. - Miała wrażenie, że próbowali w ten sposób podbudować wyższość swojej płci nad kobietami. Wkurwiało ją to niesamowicie, ale z Ger była wojująca feministka i mogłaby o tym opowiadać godzinami.

Nie uważała że płeć definiowała sposób zachowania, sama zresztą zachowywała się bardziej jak facet, także nie widziała w tym żadnych powiązań. Ludzie byli różni, bez względu na to, w jakiej postaci się urodzili i tyle.

- Polecam się na przyszłość. - Wyszczerzyła się do niego zadowolona. - Dlatego tego nie rozumiem, jak można ciągle podniecać się tym samym? To jest NUDNEEEEE - Starała się mówić cicho, aby nie zwracać na ich lożę szyderców niepotrzebnej uwagi.

- Już to gdzieś słyszałeś? - No, to było kolejne potwierdzenie ich słuch, czyżby korzystali z dialogów użytych gdzieś wcześniej? Myśleli, że nikt nie zauważy. Na Yaxley zdecydowanie nie robiło to wrażenia. Nie miała pojęcia, skąd Erik to wszystko wiedział, wolała też w to nie wnikać.

- Nie sądzę, aby kolejnym użytym dialogiem było, czy masz kurwa jakiś problem, a to jedyne, na co mnie stać w tej chwili. - Bardzo rzadko zapamiętywała jakieś piękne przesłania, nie miała do tego głowy, w przeciwieństwie do swojego towarzysza.




RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Erik Longbottom - 10.03.2024

Może powinnaś spróbować u Prewettów — zasugerował jej, zerkając na nią z ciekawością. — Po coś mają tą stadninę, twoja rodzina też ma sporo do czynienia ze zwierzętami... Na pewno chętnie ci pomogą. A jak nie będą mieli nikogo dostępnego na miejscu, to może wskażą kogo szukać. — Wzruszył lekko ramionami. — Jeśli u nich ci nie wyjdzie, to zawsze zostają gazety.

Chociaż pomagał parokrotnie Elliotowi w kwestiach związanych z ratowaniem koni z gorszych hodowli, tak sam nigdy nie wyrażał dużego zainteresowania jeździectwem. Może przez ten wzrost? I tak był ogromny, więc dopasowanie do niego żywego zwierzęcia byłoby jeszcze trudniejsze niż dobranie odpowiedniego modelu miotły w sklepie sportowym.

Odnoszę wrażenie, że problem tkwi w wyższych sferach, nie zaś w całym społeczeństwie — wtrącił się nieco poważniejszym tonem, jaki rezerwował na dysputy dotyczące polityki i zmian zachodzących w świecie czarodziejów. — Aranżowane małżeństwa to relikt przeszłości, który dalej ma się dobrze wśród niektórych rodzin, a to rodzi sporo problemów. Władza w tych rodzinach często spoczywa w rękach mężczyzn, a ci czasem są odległymi krewnymi. Taki ktoś widzi dziewczynę raz przy chrzcie, a kilkanaście lat później ma decydować o tym, za kogo wyjdzie za mąż.

Skrzywił się. Czarodziejska arystokracja miała obsesję nie tylko na punkcie czystości krwi, ale także dziedzictwa, czy to finansowego, czy kulturowego związanego z ich statusem. Tutaj też można było się dopatrywać powodów gorszego traktowania kobiet. Jeśli w danym rodzie urodziło się więcej kobiet niż mężczyzn, jak okropnie by to nie brzmiało, mogły stać się walutą w wojenkach o wpływy, swoistym zabezpieczeniem części rodzinnej fortuny i inwestycją w to, że współpraca dwóch połączonych rodzin przyniesie obopólne korzyści.

W tej sprawie, wydaje mi się, że jesteśmy w tyle za mugolami. Oni szybciej się zmieniają, łatwiej adaptują — kontynuował, krzywiąc się lekko na swoje własne słowa. — Postęp zachodzi szybciej, pewnie dlatego, że jest ich więcej, więc muszą brać pod uwagę więcej czynników, a u nas idzie to zdecydowanie wolniej. Czysta krew ma dużo do powiedzenia i próbując chronić to, co mają, wszystko spowalniają.

Przynajmniej taka była jedna z teorii. Arystokracja nie chciała ryzykować, że do upadku rodowego dziedzictwa dojdzie za ich wachty. Woleli kąsać i rzucać się rękami i nogami, byleby tylko postawić na swoim. Co tam społeczeństwo, co tam cierpienie młodszych pokoleń, ważne, żeby historia nie wskazała ich jako tych, którzy pozwolili na upadek tradycyjnych wartości i doprowadzili do upadku familii. Świat mógłby płonąć, ale na podanie wiadra z wodą czekaliby do ostatniej chwili... a może wcale by go nie podali, tylko kopnęli, wylewając zawartość na popioły.

Bo nie każdy człowiek chce, aby jego życie było niekończącą się przygodą? — podsunął przymilnie, uśmiechając się pod nosem. — Gdybyś codziennie polowała na giganty czy trytony, w końcu by ci się to znudziło. Łatwiejsze zlecenia pomagają ci docenić wagę poważniejszych łowów, bo są trudniejsze, a dzięki temu i wyjątkowe. Dla nich jest podobnie. — Uniósł szklaneczkę z alkoholem, wskazując na scenę. — Przez większość roku mogą grać w tanich szmirach, ale gdy już dostają rolę w czymś, co zwiastuje sukces, ekscytują się jak małe dzieci. — Przesunął szklankę, wskazując na widownię na niższym poziomie sali. — A oni... Cóz, dla nich to wyjście do teatru to też jakaś odskocznia. Kiedy dziesięć razy pójdziesz na bankiet, a raz do teatru, to sztuka bardziej zapada w pamięć, niż niezobowiązujące rozmowy z damami i dżentelmenami.

Na pytanie Ger, skinął niespiesznie głową, jednak jeśli kobieta bliżej mu się przyjrzała, mogła zauważyć, że jego oczy były zaszklone. Raczej trudno byłoby jej jednak określić, czy był to efekt alkoholu, czy też wspomnień i myśli targających obecnie jego biedny umysł. Upił nieco whiskey, z błogością przyjmując kolejną falę ciepła, która rozlała się po jego ciele.

Tak. Inna wersja. Bardziej... Dokładniejsza. Ktoś tu musiał popełnić plagiat. — Zaśmiał się krótko, rozglądając się na prawo i lewo. — I w sumie taki dialog mógłby paść. Po prostu nieco ugrzeczniony, na przykład... Uprzejmie proszę panienkę o poinformowanie mnie, jeśli pojawią się jakiekolwiek problemy lub wątpliwości w związku z obecną sytuacją panienki. — Pokręcił głową rozbawiony. — Myślisz, że mają tu jakieś przekąski?
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/fdb2609f21309da9738414ceca6a4647/a7fa85f530512e1e-96/s500x750/179fa8ba1351a858c55e85e4b6d0da8cde89a33c.pnj[/inny avek]


RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.03.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/c6984ce953108eb71f2084cbf992f747/01fe254639400a15-3f/s250x400/9b4717dcab26157fde9b2f54eb190df1d9230744.pnj[/inny avek]

- Oni za mną nie przepadają, wiesz, dla nich jestem mordercą biednych zwierzątek. - Nawet jakoś specjalnie po niej nie było widać, żeby się przejęła tym, co mówiła. Miała świadomość, że w oczach wielu osób wygląda właśnie w ten sposób, szkoda, że dopiero jak im się paliła dupa, a trolle stawały się problemem to zmieniali zdanie. Przywykła do tego. - Gazeta, to w sumie nie jest zły pomysł. Ty to jednak zawsze doradzisz. - Na pewno będzie o tym pamiętać, wypadałoby wreszcie zająć się spełnianiem marzeń, chyba to był dobry moment na takie aktywności, bo dni były długie i faktycznie znalazłaby chwilę, żeby móc się tym zająć.

- To jest straszne, nie sądzisz? - Sama myśl o tym, że jej rodzice mogliby ją sprzedać jak jakieś zwierzę strasznie ją przerażała. Na szczęście nie byli, aż tak bardzo zainteresowani tematem. Może i Jen pytała, kiedy wreszcie się ustatkuje, jednak nie zmuszali jej do żadnych, radykalnych poczynań. Ogromnie była im za to wdzięczna. Bawiło ją nawet to, że sugerowali jej, żeby dla świętego spokoju wyszła za Theseusa, który był jej przyjacielem. W tym przypadku nie przeszkadzała im jego średnio czysta krew. To musiała być prawdziwa desperacja. - Dobrze, że nasze rodziny nie są aż tak zafiksowane na tym punkcie, ciebie też nie cisną jakoś specjalnie, co nie? - W końcu Erik był w podobnym wieku do niej, jechali tak naprawdę na tym samym wózku, chociaż facetom i tak było łatwiej, o nich nie zaczynano mówić jako o starych pannach, kiedy skończyli ćwierćwiecze.

- Tak, dokładnie tak jest, te fanaberie czystokrwistych wszystko utrudniają, dziwi mnie to, że wolą krzyżować się między sobą, niż korzystać z nowej, magicznej krwi. Dzięki temu przecież będzie mniej chorób, oni są tak strasznie zacofani, że aż mnie to odrzuca. Znaczy, oczywiście doceniam to, że pochodzimy z rodzin, które są szanowane. Nie ma też co ukrywać, że dzięki temu jest nam łatwiej, sam masz świadomość, jak to działa. - Ich rodziny budowały swoje fortuny od lat, dzięki temu też mieli poszanowanie wśród innych czarodziejów, jednak to nie było najważniejsze w życiu. Ona by nie miała problemu z tym, aby związać się z mugolakiem, ba nawet znalazł się taki jeden, o którym częściej myślała. Nie widziała w tym nic nietypowego, bo krew zupełnie nie miała dla niej znaczenia.

- Tak mugole radzą sobie świetnie, mam wrażenie, że dużo lepiej od czarodziejów. Są do tego trochę zmuszeni, ale mimo wszystko, jestem dla nich pełna podziwu, nie boją się zmian. - Imponowało jej to w pewien sposób, nigdy też nie wstydziła się swoich poglądów związanych z niemagicznymi. Uważała, że magiczny świat mógłby się od nich wiele nauczyć.

- Nie? Nie każdy człowiek tego chce? - Yaxley marzyła o tym, żeby jej życie nie było nudne. Najchętniej ciągle by podróżowała i polowała na prawdziwe bestie, tyle, że próbowała wyważyć jakoś to wszystko. W końcu musiała też poświęcać czas rodzinie i przyjaciołom, aby na starość nie obudzić się samotnie w jakimś obskurnym mieszkaniu. Nie chciałaby tak skończyć, zdecydowanie, dlatego właśnie coraz więcej czasu spędzała w Londynie i zajmowała się tymi prostymi zleceniami. - Dzięki za to porównanie, w ogóle nie znam się na tych artystycznych sprawach, chociaż nie wiem, jakbym zagrała w czymś niesamowitym, to chyba nie chciałabym wracać do szmir. - Tyle, że ile głównych, wyjątkowych ról był w stanie zagrać jeden aktor? Czasem przecież kariera opierała się na zagraniu jednej roli.

Ger sięgnęła po szklankę, zdziwiła się, bo była pusta. Bardzo szybko więc zadbała o to, aby w jej dłoni znalazło się kolejne szkło pełne bursztynowego trunku. Kochała whisky, od bardzo dawna był to jej ulubiony trunek, to nim upiła się pierwszy raz, na jednym z przyjęć w jej rodzinnej rezydencji. Ukradła ojcu butelkę i wypiła ją z jednym z przyjaciół. Wspaniały czas. Na samo wspomnienie zrobiło jej się przyjemnie.

Zauważyła, że Erik miał zaszklone oczy, czyżby ta sztuka go wzruszyła? Nie spodziewała się, że jest tak bardzo emocjonalny, najwyraźniej przygody kapłana i jego nowej miłości zrobiły na nim wielkie wrażenie. Nie zamierzała tego komentować w żaden sposób.

- Ech, ugrzeczniona, nie znoszę takiej poprawności politycznej na siłę, wiesz, że ludziom bardziej by się podobało, gdyby ten język był przystępny, taki normalny? - Przynajmniej wszyscy byliby go w stanie zrozumieć.

- Przekąski! - Odparła z nieukrywanym entuzjazmem. Erik nadal nie przestawał jej zaskakiwać swoją błyskotliwością. - Na pewno mają, Eriku, mój drogi przyjacielu. - Może nad wyraz używała tych słów, jednak w pewien sposób traktowała go jako swojego przyjaciela. - Czy masz chęć uciec stąd ze mną i wyruszyć na łowy, zapolujemy na jakieś jedzenie, a przy okazji nie będziemy musieli tutaj dalej siedzieć. - Nie byłaby sobą, gdyby przy okazji nie wzięła do ręki całej butelki alkoholu, przecież był im potrzebny do tego, aby lepiej trawili to co przyjdzie im zjeść. - To propozycja nie do odrzucenia. - Dodała jeszcze, jakby się wahał.




RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Erik Longbottom - 10.03.2024

Gdyby mógł, to podzieliłby się z kobietą kontaktami, jakie uzyskał pośród hodowców w ramach dotychczasowej współpracy z Elliotem, jednak wątpił, aby było to coś, na czym zależałoby Yaxley. Większość ludzi, jakich znał Erik z tego środowiska, przesiadywała w niedofinansowanych stadninach, które nie potrafiły lub nie były w stanie należycie zadbać o swoich podopiecznych. Geraldine chciała się nauczyć jeździć, a nie włóczyć się po bezimiennych wioskach i oglądać konie, które wymagały sporego zaplecza finansowego, aby wrócić do zdrowia. Chociaż obie kwestie dotyczyły koni, tak poza tym punktów wspólnych było tu dosyć mało.

Pokusiłbym się nawet o określenie niepokojące — przyznał machinalnie, wypuszczając powoli powietrze z płuc. — Może nie wszystko stracone. Wiesz... Nawet do aranżowanych małżeństw można podejść w dwojaki sposób.

Uśmiechnął się słabo, gdy na scenie padł w międzyczasie jakiż żart, po którym salę wypełniły śmiechy widowni.

Niektórzy będą wymuszać i traktować to, jak transakcję, nie dając narzeczonym nawet dojść do słowa, a w innych rodzinach takie zapoznanie młodych będzie okazją do tego, aby poznali kogoś na podobnym poziomie. — Gdyby tak ująć całą ideę, to nie brzmiała ona tak strasznie. Problem w tym, że nikt nie dawał gwarancji, że jednej ze stron nie skończy się w końcu cierpliwość. — Wtedy nie różni się to za bardzo od wyjścia na kolację ze znajomymi rodziców i ich dzieckiem. Wiesz, kiedy słyszysz coś w stylu ''oh, jak cudownie razem wyglądacie, po prostu jak z obrazka''!

Skinął głową, bo w gruncie rzeczy Geraldine miała rację. Erik był w bardzo dobrej sytuacji w porównaniu do swoich rówieśników o podobnym pochodzeniu. Godryk nie nalegał zbytnio na to, aby w rodzinie pojawiła się kolejna fala potomstwa i chyba jedynie matkę Brenny i Eryka kłuło w oczy to, że jej dzieci nikogo sobie jeszcze nie znalazły. Jednak chyba nawet Elise Longbottom wiedziała, że lepiej było zbytnio nie naciskać, bo podobne akcje mogły przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.

Jeszcze nie. Poza tym na obowiązki dziedzica Warowni i tak będę musiał jeszcze poczekać z co najmniej dwie lub trzy dekady — stwierdził z wymuszonym uśmiechem, bo nie przywykł zbytnio do rozmowy na takie tematy. Podejrzewał, że kwestia tego, jak będzie wyglądało przekazanie hmm władzy w rodzinie, zostanie poruszona dopiero za parę lat, aby wyklarować pewne szczegóły. — Rodzina jest dobrze zabezpieczona. Nawet jeśli dziadek... odejdzie, to jego obowiązki przejdą na mojego ojca, a dopiero potem na mnie. Do tego czasu rodzina na pewno się rozrośnie, więc pod tym względem jestem czysty. Na ślub-niespodziankę nie ma co liczyć.

Erik widział sporo różnic w tym, jak był zarządzany świat mugoli, a jak pewne sprawy wyglądały od kuchni na ich własnym podwórku. Na pewno sporą rolę odgrywało to, że czarodzieje byli mniej liczni. Poza tym magia zdawała się funkcjonować w sprzeczności z wieloma wynalazkami mugoli. Ich światy mieszały się, jednak trudno było znaleźć punkty styku, które zaraz nie odpychały ich od siebie nawzajem. Westchnął cicho. Longbottom naprawdę miał nadzieję, że potencjalne konflikty na linii czarodzieje - mugole nie rozegrają się za jako życie. Mieli już tyle kryzysów na głowie, że nie potrzebowali kolejnego.

To nie sztuka, a życie — odparł niemalże nabożnym głosem, aby zaraz parsknąć śmiechem. Pokręcił kategorycznie głową, gdy Geraldine wypowiedziała się na temat swoich preferencji. — Mi nie, gdzie tu niuanse, niedopowiedzenia, walka jednego umysłu z drugim? Chociaż... Jak tak o tym myślę, to gdyby to przełożyć na życie, to bazowanie w każdej rozmowie na tym, czy uda ci się odkryć drugie dno, szybko mogłoby stać się irytujące.

Zamilkł na moment, gdy Yaxley zaproponowała mu ulotnienie się. Zerknął z loży na widownię na niższym poziomie. W dobrym guście byłoby zostać do końca, żeby chociaż wiedzieć, jak ta cała farsa się zakończyła, jednak... Zawsze mógł postawić na swoją niezastąpioną charyzmę, czyż nie?

Wygrałaś. Ale uważaj z tym alkoholem, proszę. Chcę jeszcze zahaczyć o stolik ze słodkimi przekąskami.
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/fdb2609f21309da9738414ceca6a4647/a7fa85f530512e1e-96/s500x750/179fa8ba1351a858c55e85e4b6d0da8cde89a33c.pnj[/inny avek]


RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.03.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/c6984ce953108eb71f2084cbf992f747/01fe254639400a15-3f/s250x400/9b4717dcab26157fde9b2f54eb190df1d9230744.pnj[/inny avek]

Słuchała uważnie tego, co miał jej do powiedzenia, niby było to rozsądne, jednak gryzło się z tym, co uważała za słuszne. Czy faktycznie dorośli ludzie potrzebowali pomocy rodzin, aby poznać kogoś z kim mieliby spędzić życie? Może w ogóle nie powinni się za to zabierać, skoro nie umieli znaleźć sobie partnera. - Jak dla mnie obie wersje są słabe. - Nie byłaby sobą, gdyby nie podzieliła się z Erikiem swoją opinią. - Skoro ktoś sam nie jest w stanie nawet zapoznać się z kimś, to jakim cudem miałby wejść w relację? Może warto by było dorosnąć, dotrzeć do momentu, w którym jest się w stanie nawiązywać znajomości, jeśli potrzebujesz do tego rodziców, to w moich oczach nadal jesteś dzieciakiem. Wybacz mi takie podejście, ale to mi się nie klei. Rozumiem o co ci chodzi, czasem może to niby ułatwić pewne sprawy, ale kurde, nie, nie uważam, żeby to było potrzebne. - Zdecydowanie zupełnie nie przemawiała do niej wizja aranżowanych małżeństw na żadnej płaszczyźnie.

- Och, prawda, bo ty masz jeszcze tę niesamowitą przyjemność zostania dziedzicem. Jest czego zazdrościć. - Wiedziała, że to ogromne brzemię. Miała jednak szczęście, że nie była mężczyzną, do tego była środkowym dzieckiem, nie mogło być lepiej, chociaż miała chętkę przejąć po ojcu ich rodzinny biznes, szczególnie, że żaden z jej braci się do tego nie kwapił. - Myślę, że jeśli o ciebie chodzi, to na pewno tłum kobiet stanąłby w kolejce, każda by chciała mieć takiego męża jak ty. - Nie było w jej słowach ani odrobiny złośliwości, ba nawet potrafiłaby wytłumaczyć dlaczego był widziany jako idealna partia na męża. Niewielu znała mężczyzn, którzy mogli mu dorównać urokiem, czy kulturą, do tego był całkiem przystojny, chłopiec jak malowany. Na pewno spora część kobiet marzyła o takim mężu. Na szczęście marzenia Geraldine były zupełnie inne, nigdy nie spoglądała na niego w ten sposób. Był jej dobrym kumplem i tyle. Jej gust jeśli chodzi o mężczyzn, cóż był trochę inny.

- Nie znam się na życiu Erik. - Odparła z nieukrywaną szczerością. - Tak samo, jak nie znam się na sztuce. - Nie bała się nawet mówić o tym na głos, była z nim bardzo szczera. - Niedopowiedzenia, po co to komu? Zdecydowanie łatwiej się dogadać, kiedy ktoś wprost ci mówi o co mu chodzi, tak to można wszystko opacznie zrozumieć, co przynosi niepotrzebne komplikacje. - Prosty był z niej człowiek i wcale się tego nie wstydziła. W ten sposób została wychowana, zawsze była bardzo bezpośrednia, co czasem przynosiło jej problemy, ale uważała, że tak jest naprawdę wygodniej.

- Nie bój się, alkohol nie zrobi ci krzywdy, już ja się nim zajmę. - Dodała z uśmiechem. Najwyżej ona będzie piła, a Erik będzie jadł ciastka, każdy znajdzie coś dla siebie. Uniosła tyłek z krzesła, po czym ruszyła w stronę wyjścia. Rzuciła jeszcze okiem na scenę.

Aktorka stała przed lustrem i trzymała w dłoni list, czytała go kilka razy. Zgubiła wątek, więc nie wiedziała, kto go do niej napisał i o co właściwie chodziło w tej scenie. Wyglądała na przejętą. Przypomniała sobie, jak w czasie nauki w Hogwarcie zostawiały sobie z dziewczynami tajne liściki, w różnych miejscach. Kiedyś znalazł je któryś z chłopców, i zaczął grać z nimi w grę dopisując do tego swoje słowa. Gerry natrafiła na jeden z nich, właśnie w podobnej sytuacji, znalazła go za lustrem w pokoju wspólnym, co za zbieg okoliczności.

To krótkie wspomnienie jednak nie spowodowało, że zostali na dalszej części przedstawienia. Bardzo dyskretnie wyszła na zewnątrz, żeby nikt nie zwrócił na nich uwagi (na pewno nie było to proste zważając na wzrost tej dwójki). - Nareszcie wolni. - Odparła, kiedy znaleźli się na zewnątrz.




RE: [16/06/1972] this theatre of memories and thoughts || erik & geraldine - Erik Longbottom - 11.03.2024

Nie mówiłem nic o potrzebie — zauważył ze spokojem Erik. — Jak sama widzisz, niektóre rodziny są zdeterminowany, aby trzymać się tej tradycji. Wolę wierzyć, że osoby, które są w to wplątane, mają przynajmniej coś do powiedzenia i nie są zdane na łaskę jakiegoś pijanego stryjka, który przypadkiem odziedziczył rodową fortunę. — W niektórych przypadkach rozpad stosunków rodzinnych oznaczał po prostu brak kontaktu przez długi czas i życie na własny rachunek, jednak niektóre familie mogły sprawić, że człowiek dosłownie przestawał dla nich istnieć. I to chyba było w tym wszystkim najgorsze; sprzeciw nieraz oznaczał kompletne wykluczenie. — Mamy szczęście, że w naszych rodzinach patrzy się na te sprawy inaczej. Chciałbym, żeby inni mieli tę wolność.

Rozumiał swą towarzyszkę. Gdyby przyszło im zmierzyć się na własną rękę z narzuconym im z góry małżeństwem, Geraldine była na dużo gorszej pozycji od Erika. Zwłaszcza gdyby w ich rodzinach odezwały się stare geny tradycjonalistów, a ich dotychczasowe poglądy na temat aranżowanych związków zrobiły fikołka. Nic dziwnego, że wolała się nawet nie zastanawiać, jak wyglądała ta ''lepsza'' wersja tego scenariusza. Lepiej było nie kusić losu.

Nie spieszy mi się do tego — przyznał z markotną miną. — Gdyby to ode mnie zależało, to mógłbym poczekać do siedemdziesiątki i wtedy łaskawie przejąć tę rolę.

Wizja nagłego zostania głównym reprezentantem rodu Longbottomów niesamowicie go martwiła. I wbrew pozorom nie przez to ile obowiązków na niego spadnie czy to, że skupi na sobie ponownie uwagę wszystkich mediów. Dostanie tytułu, było równoznaczne z tym, że co najmniej dwie ważne w jego życiu osoby, czyli dziadek i ojciec, funkcji tej pełnić nie mogły. A w tych czasach, zwłaszcza biorąc pod uwagę los wuja Derwina, można było śmiało spodziewać się w takim wypadku najgorszego.

Pytanie tylko, czy ja chcę mieć żonę spośród nich, czyż nie? — Uniósł brew z krzywą miną. — Nie chcę ubliżać żadnej z kandydatek, ale uważam, że byłoby to wyjątkowo smutne, gdybym wybrał pierwszą osobę z brzegu, tylko dlatego, że była chętna. — Arogancja czy chęć, aby chociaż raz to siebie postawić na pierwszym lepszym, skoro miałby potencjalnie związać się z kimś na resztę życia? — W tych czasach ludziom zbyt łatwo przychodzi zadowolenie się czymkolwiek, byle tylko móc powiedzieć, że coś mają w swoim życiu.

Niektórzy stawiali swych partnerów na piedestale, czyniąc ''bycie w związku'' nierozerwalnym aspektem swojej osobowości, który miał rekompensować słaby charakter. Inni po prostu nie radzili sobie z samotnością. Chociaż Erik był nad wyraz sympatycznym człowiekiem i w gruncie rzeczy dosyć spolegliwym, tak chyba nie wytrzymałby długo z osobą, która przyklaskiwałaby każdemu jego słowu. Nie chciał jednak też walczyć na każdym kroku i trzymać się non stop na baczności. Na dłuższą metę stałoby się to męczące. Potrzebował kogoś, kto byłby w stanie przemówić mu do rozsądku, gdy za bardzo się zapędzał.

Niektórzy uważają, że to ekscytujące. — W gruncie rzeczy, każdy miał swój pogląd na tę kwestię. Niektórzy lubili takie zabawy, balansowanie na krawędzi sugestii a otwartego wyrażenia swoich uczuć. Odwaga ukryta pod płaszczykiem niepewności wyszytego z pożądania. — A czasem to po prostu strach. Przed reakcją drugiej osoby, przed samym sobą, przed światem, który nie zrozumie. Niedopowiedzenie łatwiej zbyć żartem niż otwartą deklarację. A ze szczerością też różnie u ludzi bywa.

Uciekł wzrokiem w bok, mimowolnie wracając myślami do Selwyna. Może gdyby ten człowiek znał definicję szczerości, to wszystko potoczyłoby się inaczej. Samo wspomnienie o mężczyźnie sprawiło, że nagle wizyta w teatrze jeszcze bardziej mu zbrzydła. A jeszcze nie miał okazji porozmawiać z nikim z jego rodziny. Ugh, Geraldine chyba jednak miała rację, że sięgnęła po butelkę. Cóż, teatr ma przecież wyciągać na wierzch ludzkie uczucia, pomyślał przekornie, tylko bardziej dobijając się tą refleksją.

Tak. W końcu. — Odezwał się, kiedy opuścili lożę i po cicho przekradli się na niższe piętro, aby następnie wymknąć się do sali, gdzie później miał odbyć się bankiet dla gości i twórców sztuki. Teraz nikogo tam nie było i jedynie samotna kelnerka dokładała sztućce przy bufecie. Przedstawienie pewnie miało skończyć się dopiero za dłuższy czas. — Cóż, zdrowie naszych kochanych aktorów. Oby połamali nogi.

Nie chcąc od razu sięgać po alkohol, Erik zadowolił się żółtym makaronikiem, uderzając nim lekko o butelkę przyniesioną przez pannę Yaxley. Cóż, przyszli na miejsce, pokazali się, a teraz po prostu... Sprawdzali catering. To na pewno zapewni im znaczącą przewagę, kiedy z sali wyleje się reszta gości. I tak to właśnie wyglądali ''wybrańcy'' z rodów Longbottom i Yaxley. Po prostu chluba rodzin czystej krwi. Wyżej to już chyba nikt nie podskoczy.

Koniec sesji
[inny avek]https://64.media.tumblr.com/fdb2609f21309da9738414ceca6a4647/a7fa85f530512e1e-96/s500x750/179fa8ba1351a858c55e85e4b6d0da8cde89a33c.pnj[/inny avek]