![]() |
|
[19.07.72] Viorica i Cedric | Zdarzało ci się wyglądać lepiej - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18) +---- Wątek: [19.07.72] Viorica i Cedric | Zdarzało ci się wyglądać lepiej (/showthread.php?tid=2823) Strony:
1
2
|
RE: [19.07.72] Viorica i Cedric | Zdarzało ci się wyglądać lepiej - Viorica Zamfir - 13.03.2024 Ciekawym było to, że to właśnie słowa Viorici tak dotknęły Cedrica. Słowa osoby, która była jedną z mniej empatycznych według własnego mniemania istot na świecie, choć tak naprawdę dla bliskich potrafiącą poświęcić więcej, niż ktokolwiek się spodziewał. Tylko no właśnie, dla bliskich. Wyzbyła się pewnych zahamowań lata temu, przez to patrzyła na świat z trochę innej perspektywy niż zapewne większość osób. I nie oszukiwała się, że jest inaczej. Posiadała w tej kwestii pewien praktyczny tok rozumowania. Nie dawała od siebie zbyt dużo komuś, kto nie zrobiłby dla niej tego samego. Wiedziała, że ludzie z natury byli większości samolubni, mimo tego, jak bardzo zaprzeczali. Potrafili, tak jak ona, kłamać, wykorzystywać i stawiać siebie na pierwszym miejscu, byle by uzyskać to, czego chcieli. Nie ważne, czy to lekarstwo na przeziębienie, pieniądze, czy gwarancja bezpieczeństwa. Nawet najbliżsi potrafili wbić człowiekowi nóż w plecy, z którym potem musiał sobie radzić sam. Brutalny to był obraz, Vior jednak doświadczyła nieraz na własnej skórze, że wcale nie przesadzony. Miała w sobie ostrożność i dystans, którego widocznie brakowało Cedricowi. Idealizował swoje poświęcenie, które według niej i tak zapewne zostanie niedocenione i wykorzystane do krańców jego wytrzymałości. Wtedy zapewne przyjdzie zrozumienie, które mogłoby do końca zniszczyć. Stawiając granice mógłby sobie tego oszczędzić, miała więc zamiar mu to uświadomić. Nawet jeśli miał ją za to ukarać ciszą. Wiedziała, że jej słowa były mocne, Lupinowi należał się jednak zimny prysznic racjonalności. Widząc, że odwrócił wzrok, sama postanowiła spojrzeć gdzieś w bok, dając mu czas na przetrawienie tego, co powiedziała. Nie musiał sobie brać tego do serca, nie zamierzała go dalej teraz tym męczyć. To do niego należała decyzja, co teraz zrobi, choć liczyła, że jednak się jej posłucha. To był naprawdę dobry człowiek, którego łatwo można było zniszczyć, jeśli się nie zahartuje. Widziała podobne obrazy. Nie darowałaby sobie, gdyby chociaż nie spróbowała go trochę uświadomić. Ucieszyła się jednak, że pomimo jej wykładu, który zapewne nie był zbyt na miejscu, nadal chciał z nią rozmawiać. Trochę głupio byłoby jej kończyć na tym rozmowę. Uniosła kąciki ust, gdy Cedric tak entuzjastycznie zareagował na jej aktualny zawód. O reakcji na poprzedni wolała na razie nie myśleć. - Może myślała, że wiesz. Chyba średnio się orientuje, że nie z każdym z roku miałam jakiś ścisły kontakt. - A jeśli miała być szczera, całkowicie porzuciła stare znajomości dla szajki i paru osób z półświatka, którzy byli do niedawna jej całym życiem. Dziwnie się życie układało. - I tak, zawsze lubię mieć przy sobie coś swojego. - Szczególnie teraz, gdy ograniczała noszenie rzeczy, cóż, pożyczonych. Wyciągnęła przed siebie rękę, na której widniało kilka mosiężnych pierścionków, jeden z nich układał się w winorośl oplatającą palec i mały zoisyt, drugi posiadał oczko z różowego kwarcu w kształcie serca, trzeci zaś, już bez kamienia, wyglądał jak zrobiony z malutkich różyczek, świecił się też lekko inaczej, jakby wykonany był ze złota. Na nadgarstku błyszczała mosiężna bransoletka o podobnym jak ostatni pierścień wzorze. Jeśli Cedric się przyjrzał, mógł też zauważyć, że w uszach Vior miała także małe różyczki, które zapewne tworzyły komplet z wyżej wspomnianymi błyskotkami. Ten co prawda stworzyła już w jako część swojej pracy u jubilera, pożyczyła jednak na parę dni, zanim odda je na wystawę jako skończony projekt. O tym jednak nikt nie wiedział. - Wszystko moje wykonanie, choć na różne cele, jeśli mogę to tak ująć. Próbowałam trochę się zareklamować na Beltane, ale chyba przerosło mnie ile musiałam wydać na surowce i chyba nie wyszło tak jak chciałam, choć losowanie pierścionków wygadało na całkiem popularne - mówiła, z lekko zmarszczonymi brwiami. Cóż, ludzie nie uderzali po tym festiwalu do niej drzwiami i oknami, spodziewała się jednak, że mogło to wynikać z faktu tego całego zamieszania, które na nim wybuchło. Głupie pierścionki nie były wtedy już takie ważne. Choć teraz już nie była pewna. Spojrzała na Cedrica z udawanym przerażeniem, gdy okazało się, że wydał tajemnice jej mamy. - Teraz musisz uważać, jeśli się dowie, że rozpowiadasz za nią plotki, zamiast zostawiać jej całą przyjemność, może próbować usunąć cię z interesu - mówiła cicho, konspiracyjnie nachylając się w stronę mężczyzny, na koniec mrugając do niego, podkreślając fakt tego, że sobie z niego żartowała. - I teraz czekam na moment, w którym będziesz uganiał się za mną po całym Londynie z czapką. Podejrzewam, że zebralibyśmy niezłą widownię - pokręciła, głową, przez chwilę wyobrażając sobie to widowisko. Choć mogłoby być zabawnie. Tak samo jak reakcja Cedrika na zwykłe zaproszenie do spędzenia razem czasu. Jednak chyba szybko jej się to nie znudzi. - Zarówno drink jak i moje towarzystwo w drodze do domu to propozycje nie do odrzucenia. Wybieraj powoli datę na nasze spotkanie, na przykład taką, podczas której nie weźmiesz dyżuru dyżuru. - Minę miała niewinną, szpila jednak została wbita z rozmysłem i zamiarem uświadomienia, że nie zapomniała kompletnie o wyznaniach anonimowego pracoholika. Uniosła brwi na wzmiankę o braku tak przydatnej umiejętności jak teleportacja. Nie, żeby sama potrafiła, będąc szczerą. Dwanaście galeonów piechotą nie chodzi, a jej zwykłe accio czasem potrafiło przygrzmocić przedmiotem w głowę. - No to jest nas tak naprawdę dwoje. Zawsze chciałam iść na kurs, ale był za drogi, a potem cóż, nauczyłam się żyć bez tego. Wiesz, przemieszczanie siebie i rzeczy nigdy mi dobrze nie szło - wzruszyła ramionami, zastanawiając się, czy jednak nie powinna tego nadrobić. Podczas skoków w większości mogła liczyć na to, że ktoś ją ze sobą teleportuje, teraz jednak nie miała swojej szajki, a pewne zagrożenia nadal prawdopodobnie się za nią ciągnęły. Podniosła się z kozetki, zabrała leki, które zostały jej przepisane i przeciągnęła się lekko, przez co jej krótka bluzka odsłoniła kawałek brzucha, szybko wracając na miejsce. A potem znów kichnęła. Miała powoli tego dość. Sytuację co prawda ratował widok Cedrica, który nadal nie ściągał fartucha, przez co wyglądał całkiem seksownie, choć pewnie nie miała się tym długo cieszyć. - Tak, to wszystko, możemy ruszać… Gdzie, ty w ogóle mieszkasz? Bo nie mów mi, że zabieramy się na drugi koniec Anglii? - zapytała, przypominając sobie, że przecież dzięki sieci Fiuu też istnieje taka opcja. RE: [19.07.72] Viorica i Cedric | Zdarzało ci się wyglądać lepiej - Cedric Lupin - 16.03.2024 Viorica nie była pierwszą osobą, która zwracała uwagę na to, w jaki sposób podchodził do życia. Rodzice nie zwracali na to większej uwagi, ale znajomi połamali sobie zęby, próbując przemówić mu do rozumu. Było to jednak trudne, jeśli nie niemożliwe. Cedric wiedział, że branie na siebie zbyt dużo odpowiedzialności może być nierozsądne, ale mając do wyboru pomoc potrzebującym, a kilka godzin snu, wolał wybrać to pierwsze. Silna, niezachwiana bezinteresowność. Nigdy nie czuł potrzeby bycia znanym czy bogatym. Chciał po prostu pomagać ludziom i właśnie tym się zajmował. Jeśli akurat nie pracował, pomagał przy różnego rodzaju akcjach i wydarzeniach, które miały pomagać biednym, praktycznie zawsze miał ręce pełne roboty. Bo przecież odespać mógł zawsze, a potrzebujący wymagali uwagi tu i teraz. Nikogo raczej nie zdziwi fakt, że takie podejście do życia kosztowało go całkiem sporo. Zmęczenie i lekkie wychudzenie były poważnymi, aczkolwiek dość oczywistymi objawami takiego zachowania. Były jednak też takie, których nie dało się dostrzec na pierwszy rzut oka. Lista jego znajomych była coraz krótsza. Powody były różne. Brak czasu na spotkania, zlewanie umówionych wypadów. Lupin przedkładał pracę ponad wszystko inne, co nie każdemu się podobało. Jasne, nie każdy zniknął, ale byli tacy, którzy dali sobie spokój. Podobnie było z dziewczyną, z którą był jeszcze kilka miesięcy temu. Oczywiście bolały go takie sytuacje, ale nie starczyło mu odwagi, żeby coś z tym zrobić. Odwagi i czasu. Gdzieś z tyłu głowy wiedział, że żeby coś zmienić, musiałby ograniczyć działalność w innych dziedzinach. Pogłębiającą się samotność topił w kolejnych nadgodzinach. Zmęczonej głowie trudniej było zastanawiać się nad tym, co mógł zrobić inaczej. Zresztą, nigdy nie był dobry w relacjach międzyludzkich. Tym razem jednak się przejął. Chyba pierwszy raz naszła go jakaś refleksja i chociaż daleko było mu do wprowadzenia zmian — już samo to było całkiem sporym krokiem naprzód. Jej słowa wciąż odbijały się w jego głowie, nawet wtedy, gdy byli już w gabinecie. Czy chciał krzywdzić innych? Nie, zdecydowanie nie. Fakt, że tak celnie go wypunktowała, był nawet nieco irytujący. Nie był w stanie się z nią kłócić, a nie chciał też składać pustych obietnic. Jasne, czasem zdarzało mu się naginać prawdę, ale miał dziwne wrażenie, że ona przejrzałaby go niemal natychmiast. No i nie chciał jej kłamać. Czułby się z tym źle, niekomfortowo. Pozostawało mu więc... no właśnie, co? Zrezygnowanie z brania nadgodzin było pewnie tą właściwą odpowiedzią, ale chciał tego uniknąć, jeśli byłaby taka możliwość. Pozostawało więc pociągnąć rozmowę dalej i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Kto wie, może uda mu się ją jakoś udobruchać gdzieś po drodze? Z ciekawością zerknął na biżuterię, którą postanowiła mu zaprezentować i całkowicie szczerze — był pod wrażeniem. Wiedział, że Vio była uzdolniona w tym kierunku, ale jej dzieła były naprawdę imponujące. Ładne i zgrabne, naprawdę imponujące. — Jestem pod wrażeniem, serio. Spokojnie mogłyby stać na wystawach sklepów, przyciągając tłumy zainteresowanych. Nie myślałaś, żeby poszukać współpracy z jakimiś sprzedawcami biżuterii? Jestem przekonany, że nie przeszliby obojętnie wobec takich rzeczy — rzucił, przyglądając się jej towarom z lekko błyszczącymi oczami. Jego spojrzenie przyciągnęła również biżuteria, którą nosiła na sobie, ale gdy dotarł do kolczyków i ich oczy się spotkały, speszony odwrócił wzrok. — Powinnaś podrzucić kilka mamie. Jestem przekonany, że sprzedałaby je znajomym z Munga w jedno popołudnie — zasugerował, zerkając jeszcze na pierścionki w jej dłoni. — Ile sobie za nie liczysz tak w sumie? Może wziąłbym jeden — dodał jeszcze, ciekaw ceny. — Jeśli usunęłaby mnie z interesu, straciłaby jednego ze swoich głównych słuchaczy. Większość ucieka, a ja grzecznie słucham do końca. Także uważaj sobie, bo jeszcze się jej poskarżę — odparł z mimowolnym uśmiechem. — Mówię oczywiście o grożeniu. Czapką zajmę się sam. Skoro nie zadziała prośbą, spróbujemy groźbą. Od jutra zacznę trenować zakładanie czapek trudnym pacjentom — skwitował, kręcąc przy tym lekko głową. Wizja takiej gonitwy była może nieco absurdalna i nierealna, ale jednocześnie całkiem urocza. Nie utrzymywali bliższych kontaktów od czasów szkoły, ale i tak czuł się komfortowo, gdy tak sobie żartowali. Może to fakt, że po prostu dawno z nikim nie rozmawiał ot tak, ale czuł się przyjemnie zrelaksowany, nawet mimo kilkunastogodzinnej zmiany. — Nie wydaje mi się, żebym był w stanie cię przegadać, także przyjmuje do wiadomości oba fakty. Co do daty... tak w zasadzie to najbliższy weekend mam wolny. Miałem co prawda wziąć nadgodziny, ale... podejrzewam, że pewne źródła o nazwisku podobnym do Ciebie mogłyby na mnie donieść. Wolę nie ryzykować — odparł po krótkiej chwili zastanowienia. Fakt, że mieli razem wyjść, wciąż był trochę krępujący i nieco dziwny, ale z drugiej strony czuł się trochę podekscytowany. Dawno już z nikim nie wychodził na miasto. Zerkał w jej stronę, gdy się zbierała, chcąc się upewnić, że weźmie ze sobą leki. Z racji na to był mimowolnym świadkiem tego, jak się przeciągała. Tak, jego oczy mimowolnie zleciały w dół, gdy odsłoniła nieco brzucha, ale gdy tylko zdał sobie sprawę z tego co robi, odwrócił się w stronę drzwi. Czuł, że teraz nie tylko uszy, ale i policzki robią mu się czerwone. Wspaniale. Dopiero po chwili dotarły do niego jej słowa, przez co zareagował nieco nerwowo. Gwałtownie oderwał się biurka i ruszył w stronę drzwi, wciąż w fartuchu. — Mieszkam z rodzicami, nad apteką. W sumie to nie mamy jakoś bardzo blisko, także nie będziesz musiała długo mnie niańczyć — rzucił, nerwowo przełykając przy tym ślinę. Opieprz, którego nie mógł wyrzucić z głowy, zniknął jak za dotknięciem różdżki. Niby spoko, ale teraz w jego głowie tkwił obraz jej odsłoniętego brzucha, co raz za razem wprawiało go w falę zawstydzenia i skrępowania. —Gdzie Ty mieszkasz? Może ja odprowadzę Ciebie. Do domu trafię nawet w takim stanie, jestem wytrenowany. Nie chciałbym za to, żeby coś stało się Tobie, bo będziesz wracała później niż zazwyczaj — Zerknął na nią, ale sytuacja sprzed chwili momentalnie stanęła mu przed oczami, przez co szybko odwrócił wzrok, skupiając się na podłodze. Tak, ta fuga była niesamowicie fascynująca. Ktokolwiek ją kładł, był niezły w tej robocie. RE: [19.07.72] Viorica i Cedric | Zdarzało ci się wyglądać lepiej - Viorica Zamfir - 18.03.2024 Czasami branie odpowiedzialności za samego siebie było wystarczająco trudne. Nawet trudniejsze od brania jej za innych, choć, to już tak naprawdę zależało od osoby. Ktoś, kto wychował się w środowisku takim, jak Viorica, nie bardzo mógł zrozumieć podejście tych dobrych duszyczek które uchowały się na tym świecie. Widziała w nich ogromne pokłady naiwności, której gdzieś tam zazdrościła. Czy i ona mogłaby do nich należeć, gdyby nie została wepchnięta w brutalny świat półświatka? Czy jednak nawet mimo to byłaby inna? Mogła jedynie gdybać, a i to nie przyniosłoby pewnie nic dobrego. Była naznaczona na całe życie przez swoją przeszłość. I to nie tylko poprzez drobne blizny, o których łatwo było skłamać. Nie tylko przez zawsze niezwykle krótkie paznokcie, które przycinała, by uniknąć swojego tragicznego nawyku obgryzania ich ze stresu, którego miała niegdyś aż za nadto. Najgorzej ucierpiała jej dusza, wepchnięta w nałogi i sieć kłamstw oraz zachowań, z których dumnych nie była. Jednocześnie chciałaby się ich pozbyć, z drugiej strony bała się, że bez nich nie byłaby sobą. O ile w ogóle kimś była. Może była jednak dla niej jeszcze jakaś nadzieja. Uwielbiała ten moment, gdy inni zachwalali jej dzieła. Czuła się dowartościowana i miała poczucie, że to do czego dąży ma sens. Uśmiechnęła się jakoś bardziej szczerze, widząc reakcję Lupina, na swoje wyroby, które zresztą nie były jednymi z jej najlepszych wyrobów, ot, biżuteria stworzona raczej jako prototypy. Nie licząc zestawu z różyczkami, który musiał wrócić do sklepu. - Część ma szansę zostać ukazana u jubilera, u którego pracuję - oczywiście w żaden sposób nie sygnowane jej nazwiskiem, raczej nazwą jej zakładu - ale pozostałe raczej muszę ewentualnie sprzedać na własną rękę. Wiesz, to nie takie łatwe, jeśli już ktoś prowadzi sklep z biżuterią, woli sprzedawać własne wyroby, niż kupować je od innych, a jeśli chodzi o innego rodzaju lokale - nie wiem, czy byłyby zainteresowane osobą bez konkretnej renomy. Trochę o nią walczę, ale czuję, że jeszcze trochę srogi przede mną - ukryła wszystkie swoje zmartwienia, za pewnym siebie uśmiechem, który pewnie trochę mógł zgrzytać z jej słowami. Liczyła jednak, że to wystarczy. Była w pewien sposób dobrą aktorką. Choć śmiech a wspomnienie o mamie był już mniej fałszywy. - Przestań, pewnie skończyłoby się na tym, że zaczęłaby je dawać za darmo z dobroci serca, choć na pewno jest dumna z tego, co robię. Kultywowanie rodzinnej tradycji i tak dalej. Pewnie powinnam zrobić z niej zamiast tego moją główną modelkę, ale zaraz bym usłyszała, że będzie jej niewygodnie pracować. - Pokręciła głową. A potem, słysząc zapytanie o cenę, zaczęła szybko kalkulować. Coś, w czym naprawdę była dobra. - Hmm, zestawu nie mogę niestety sprzedać, ale reszta powiedzmy - zatrzymała się na chwilę, patrząc na Cedrica, zastanawiając się, po co mu pierścionek i dla kogo - myślę, że ten z liśćmi dla ciebie dwa galeony, ten z serduszkiem galeon i dziesięć sykli - odpowiedziała, ciekawa który by wybrał. I gdzie później by go zobaczyła. W końcu słodko się z nim rozmawiało, nie chciała jednak pchać się w jakąś większą dramę, nie było to ostatnio na jej nerwy. - Możesz zmówić się z moją matką i trenować razem z nią, skoro się tak przyjaźnicie, myślę, że byłaby cię w stanie nauczyć tego i owego - założyła ręce na piersi, patrząc zabawnie na Cedrica. Kto by się spodziewał, że jej rodzicielka miała takie znajomości, o których jej nie wspominała. - Najbliższy weekend brzmi dobrze. Spotkamy się gdzieś na Pokątnej? Nora, albo Kocioł? - nie, żeby miała zwykle jakieś większe plany niż odwiedzanie barów i praca. Przemieszczała się pomiędzy jednym i drugim, z krótszymi lub dłuższymi przerwami na sen, co w sumie było zapewne smutne. Tak, może nie powinna tak wjeżdżać wcześniej na Lupina, patrząc na swój żywot. On był chociaż przydatny społeczeństwu. Trochę odetchnęła, gdy okazało się, że czeka ich najwyżej drobny spacerek. Lubiła chodzić po mieście, chłonąc barwny świat pełen życia, który wtedy ją otaczał. Skinęła głową, by zaraz unieść lekko brwi na pytanie o jej miejsce zamieszkania. Spróbowała spojrzeć na Cedrica, ten jednak jakby trochę jej unikał. Powód był tym ciekawszy, że nie mógł ukryć swoich nadal lekko purpurowych uszu, co lekko Vior rozbawiło. Kto by pomyślał, że ktoś mógł tak na nią reagować. - Na rogu Horyzontalnej i Nokturnu, ale spokojnie, wracałam już tam o późniejszych godzinach. Chętnie jednak skorzystam z tego, że i tak idziemy w tę samą stronę. - Uśmiechnęła się psotnie, wskazując nagle palcem na swojego rozmówcę. - Masz zamiar wracać w fartuchu? - zwróciła w końcu jego uwagę, bo o ile jej to nie przeszkadzało, tak podejrzewałaby, że inni zaczeliby się patrzeć na nich z powątpiewaniem. RE: [19.07.72] Viorica i Cedric | Zdarzało ci się wyglądać lepiej - Cedric Lupin - 22.03.2024 Zdawało mu się, że ją zna, aczkolwiek im dłużej rozmawiali, tym mniej był tego pewny. Jasne, wciąż widział w niej tę intrygującą, zdolną i nieco tajemniczą dziewczynę ze szkoły, ale dzisiaj pokazała mu się również z innych stron. Takich, których zdecydowanie się nie spodziewał. Bo chyba nic nie było w stanie przygotować go na taki ochrzan. Nawet matka nie była w stanie przemówić mu do rozsądku, a tutaj proszę, udało się za pierwszym razem. Ciężko stwierdzić, czemu uderzyło to w niego aż tak mocno. Zmęczenie, dobrze dobrane argumenty, a może prosty fakt, że miała o nim niezbyt przychylne zdanie? Całkiem możliwe, że była to mieszanka całej trójki. Vior zaskakująco dobrze trafiła w czułe punkty, a przy okazji była... sobą. Jasne, od czasów szkolnych nie mieli za dużo kontaktu, ale to nagłe spotkanie obudziło w nim sporo wspomnień. Wśród nich znalazły się też emocje i uczucia, które lata temu zakopał. Bo przecież nie miało to sensu. Bo przecież i tak by nie chciała. Tak, podobała mu się, ale nigdy jej o tym nie powiedział. Nie, żeby było to czymś wykraczającym poza normę. Cedric rzadko kiedy był na tyle odważny, żeby dzielić się ze światem przemyśleniami czy uwagami. Był przekonany, że stare dzieje ma już za sobą, ale to nagłe spotkanie kazało mu kwestionować własne poglądy. Bo przecież jej uśmiech był taki ładny, a kosmyki zachodzące na twarz tak bardzo urocze. W przypływie chwili chciał ją nawet skomplementować, ale gdy poruszyli temat sprzedaży, czar prysł. Znowu stał na korytarzu szpitala, a wyrzuty sumienia na spółkę ze wstydem zajmowały większą część jego świadomości. — Och?! To świetnie. Jestem przekonany, że to dużo więcej niż szansa. Ta biżuteria jest zbyt ładna, żeby przejść obok niej obojętnie — odparł pewnym głosem, posyłając jej przy tym lekki, ciepły uśmiech. Był przekonany, że kobieta naprawdę odniesie sukces, bo chyba tylko skończony idiota przeszedłby obok takich rzeczy obojętnie, a przecież mówili o specjalistach. — Hmm. Jak tak właściwie działa wyrabianie swojej marki? Twój szef daje ci rekomendacje? Sprzedajesz swoje towary na jakichś imprezach? W sumie, mogę jakoś pomóc? — dodał jeszcze, rzucając jej pytające spojrzenie. Nie znał się na biżuterii i całym tym biznesie, ale kto wie, może akurat znajdzie się coś dla niego. — Nie wpadło mi to do głowy, ale gdy tak o tym mówisz, brzmi to w sumie dość prawdopodobnie — Uśmiechnął się przy tym niezręcznie. Tak, takie zachowanie zdecydowanie brzmiało jak pani Zamfir. Mógł o tym pomyśleć, ale oczywiście, że tego nie zrobił. Znowu. Irytujące. — Hmmm. Ciężki wybór, ale powiedzmy, że skuszę się na ten z liścmi — rzucił po chwilowym namyśle, wyciągając z kieszeni umówioną kwotę. Czy były to prawie wszystkie pieniądze, które aktualnie przy sobie miał? Tak, ale nie przejął się tym jakoś szczególnie mocno. — Proszę, miło mi być pani klientem — Zadeklarował, z zadowoleniem odbierając swój nowy nabytek. Tak właściwie to nie do końca miał komu go ofiarować, ale naprawdę chciał wspomóc kobietę w jej dążeniach i marzeniach. No i kto wie, może w przyszłości pojawi się ktoś, komu będzie mógł sprawić ładny i kunsztowny prezent. — Może skorzystam z tej rady, może nie. Zobaczymy. Nie będę ci przecież zdradzał moich planów, miałabyś za łatwo — odparł, uśmiechając się przy tym przekornie. Czy faktycznie miał zamiar zmuszać ją do noszenia czapek w chłodniejszym okresie roku? Zdecydowanie. Gdy chodziło o zdrowie i dobro ludzi, jego nieśmiałość schodziła na drugi plan. Cieszył się na wspólne wyjście, ale gdzieś z tyłu głowy wciąż brzmiało mu to nieco dziwnie, nie na miejscu. Lupin naprawdę rzadko chodził do barów, a jeśli już to raczej z kimś z małego, określonego grona ludzi. Towarzystwo Viorici budziło w nim falę emocji, spośród których przeważały stres, lekkie skrępowanie, ale i ekscytacja. Chociaż ten jeden raz postanowił zrobić ze sobą coś więcej. Bo co złego mogło się stać? — Może Ty zdecydujesz i dasz mi znać? Wydaje mi się, że z naszej dwójki Ty lepiej oceniasz, gdzie można się rozerwać — rzucił nieco nieśmiało, co zaraz pociągnęło za sobą falę wstydu, gdy miał okazję nieco lepiej przyjrzeć się jej ciału. Jasne, nie było to nic wielkiego, ale jak już wspominano, Cedric nie był królem towarzyskim. Nie spodziewał się, że dziewczyna mieszka w takim miejscu. Brzmiało to groźnie, niebezpiecznie. Co skłoniło ją do takich decyzji? Miał ochotę ją podpytać, ale nie chciał być aż tak wścibskim. Dzisiejszego wieczoru i tak pozwolił sobie na więcej, niż zazwyczaj robił przez tydzień. — Hmm. Wierzę ci i absolutnie nie chcę się narzucać, ale Nie jest daleko, także to prawie tak, jakbyś mnie odprowadziła. Nie próbuj mnie przekonać do zmiany zdania, potrafię być uparty — zadeklarował, posyłając jej przy tym uśmiech, który szybko się urwał, gdy przypomniał sobie o powodzie, przez który jeszcze nie tak dawno temu jego uszy i policzki przybrały purpurowy kolor. No tak, świetnie. Na szczęście kilka chwil później znowu zrobiło mu się głupio, dzięki czemu głowa miała coś nowego, na czym mogła się skupić. — Masz rację, zapomniałem o nim. Noszę go tak często, że jest dla mnie niczym druga skóra — Zaśmiał się lekko, po czym szybko wrócił do gabinetu, zostawił tam fartuch i wrócił do Viorici, którą następnie odprowadził do domu. Oponowała, ale ten jeden raz nie dał sobie wejść na głowę. Gdy był już pewien, że kobieta jest bezpieczna w swoich czterech ścianach, sam ruszył do domu. Co prawda dotarł do apteki, ale do własnego pokoju dojść nie zdołał, zasypiając na krześle za ladą. Koniec sesji
|