![]() |
|
[wrzesień 1962] Nic ciekawego w Hogwarcie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [wrzesień 1962] Nic ciekawego w Hogwarcie (/showthread.php?tid=2825) Strony:
1
2
|
RE: [wrzesień 1962] Nic ciekawego w Hogwarcie - Brenna Longbottom - 28.03.2024 - Oj, oj, skrzydło szpitalne, jak tu takie rzeczy widzisz, koniecznie zbadać oczy - westchnęła Brenna, obserwując odchodzącego Ślizgona. Czy przejmowała się tym, co ten mógł powiedzieć kolegom? Ani trochę. Prowadzała się z kilkoma Ślizgonami i Ślizgonkami niewiele rzadziej niż z Gryfonami, więc nie za bardzo dbała o swoją "opinię" pod tym względem. Właściwie chyba w ogóle nie dbała o swoją opinię. - Hm? No ty może tak, ale kto wie, jak on by sobie poradził? - spytała, obracając się do Hollowa i obdarzając go beztroskim uśmiechem. Chociaż w istocie była gotowa zareagować, gdyby jednak wyciągnął tę różdżkę: ale wątpiła, by to zrobił. Jak dotąd w jej stronę wymachiwał nią tylko, kiedy chciał spróbować rzucić zaklęcie oszuszające. - I ja też nie jestem pewna, jakbym sobie poradziła? Wiesz, jakbyś trzasnął mu jakimś bardzo paskudnym zaklęciem, musiałabym go osobiście wlec do skrzydła szpitalnego, jesteśmy w lochach, on wygląda na trochę ciężkiego, straszliwie bym się przy tym zmęczyła, a już się dzisiaj okropnie nabiegałam - wyjaśniła. Uśmiech kontrastował z poważnym tonem, co w zestawieniu z doborem słów mogło utrudnić odgadnięcie, czy Brenna Longbottom znowu sobie żartuje, czy mówi stuprocentową prawdę. (W gruncie rzeczy, gdyby zaczął się tutaj pojedynek, faktycznie musiałaby go przerwać, a potem zabrać tego, który ucierpiał, do skrzydła szpitalnego... ewentualnie powłóczyć się tam sama, bo z dużym prawdopodobieństwem osobą, która by oberwała, byłaby ona sama.) - Twój śmiertelny wróg, czy jest taki złośliwy dla wszystkich? - zapytała, machając ręką w stronę schodów, którymi tamten Ślizgon odszedł. Kojarzyła go, owszem, ale głównie z widzenia. - Chyba że chodziło o mnie, w sumie to ostatnio zabijał mnie wzrokiem, jak podeszłam do stołu Slytherinu podczas śniadania... Wracasz do waszego Pokoju Wspólnego, czy idziesz na kolację? Ten drań, Irytek, a raczej wrzaski przez niego wywołane, ściągnęły mnie akurat, jak tam szłam. Ona sama postanowiła się powoli z lochów ewakuować - póki była jakakolwiek szansa na to, że dostanie jeszcze coś ciepłego w Wielkiej Sali. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jqSXQ5u.jpeg[/inny avek] @Felician Hollow RE: [wrzesień 1962] Nic ciekawego w Hogwarcie - Bard Beedle - 01.04.2024 Nie łudził się nawet, że wredny dzieciak przejął się ich wspólną obroną. Wręcz przeciwnie. Felician ani trochę nie czuł, by ten jakkolwiek żałował przyatakowania ich swoimi docinkami. A szkoda. Nie liczył na jakiś wielki efekt, ale może chociażby brak słów. Choć najchętniej chyba widziałby go zapłakanego w biegu do opiekuna Domu... Choć może lepiej nie, ale to nadal brzmiało jak gra warta świeczki. Zerknął na Brennę i prychnął cicho na jej odpowiedź. Nie był pewien, czy to miał być żart czy jakiś rodzaj poprawienia humoru, ale nie czuł się ani trochę przekonany. Udawanie, że ten by sobie nie poradził może i przyjemne, ale jednocześnie głupio nierealistyczne. I ta świadomość gryzła najbardziej. — Więc mogłabyś go tak zostawić. Skoro jest taki mądry, to niech sam sobie poradzi — odparł, zaplatając ręce na piersi. Ciężko było powiedzieć, czy mówił poważnie i faktycznie zostawiłby chłopaka na pastwę losu, łaski i niełaski woźnego czy innego przechodnia. Na pewno z całym przekonaniem by temu teraz przytaknął. Znowu zerknął na Brennę, kiedy zadała pytanie. Musiał się przez chwilę zastanowić, bo sam nie był pewien, jak miałby określić tę znajomość. Tę i w zasadzie wiele innych. — Złośliwy jak wszyscy. — Wzruszył ostatecznie ramionami. Może nie powinien tak mówić, ale tendencja do uogólniania mas ludzkich zakorzeniała się w nim coraz mocniej i miała ku temu sporo nieciekawych powodów. — Nie dziwię się... — wtrącił na jej nową teorię, a zaraz znowu się zawiesił, kiedy padła propozycja. Zupełnie nie spodziewał się takiej otrzymać, przez moment nawet zastanawiał się, czy dziewczyna nie robi sobie z niego żartów albo pyta dla samego gadania. A gadać to sobie lubiła, musiał to przyznać. — Em, chyba na kolację... Znaczy, no, tak, idę — odparł, w myślach już nienawidząc tego ułomnie złożonego zdania. Poczekał jeszcze moment, spodziewając się, że Brenna ruszy przodem, ale w końcu sam też poszedł w stronę Wielkiej Sali. [inny avek]https://i.ibb.co/mhkBF5m/9-14-lat-400.png[/inny avek] RE: [wrzesień 1962] Nic ciekawego w Hogwarcie - Brenna Longbottom - 02.04.2024 [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=jqSXQ5u.jpeg[/inny avek] Brenna uśmiechnęła się tylko, gdy Felician zasugerował, że mogłaby Ślizgona zostawić w takich warunkach: bo nie, nie mogłaby, po pierwsze przez odznakę (McGongall dałaby jej do wiwatu za niedopełnienie obowiązków!), po drugie... trochę nie leżało to w jej charakterze. Niestety. Mogła komuś rozbić nos, ale nie mogłaby zostawić osoby potrzebującej pomocy tak samej sobie. Nie wydawało się jej jednak dobrym pomysłem wyjaśnianie tego, zwłaszcza że eskalacji konfliktu udało się uniknąć. - Chyba jedną z cech, którą cenił Salazar, była złośliwość - przytaknęła bez oporów, kiedy Hollow zamienił "złośliwy dla wszystkich" na "złośliwy jak wszyscy". Brzmiało to… nie najlepiej. Ale nie zapytała, o co chodziło, bo jednak połączyć jego nazwisko z tym stwierdzeniem i zachowaniem tamtego chłopaka było dość łatwo. Najwyraźniej Felician w Pokoju Wspólnym miewał dość ciężkie chwile. Wielu konserwatystów trafiało właśnie do Slytherinu i o ile jeszcze osoby z tych bardziej szanowanych, starych rodzin półkrwi jako tako sobie radziły, to najwyraźniej nazwisko Hollow nie wzbudzało specjalnego szacunku. - Ale niektórzy Ślizgony są tak przyjaźnie złośliwi? Albo z natury wcale nie są tacy, tylko się adoptują do środowiska... - stwierdziła z pewnym zastanowieniem. Taka Cynthia na przykład nie wydawała się Brennie ani trochę złośliwa, taka Victoria złośliwa być umiała, ale dobre maniery przed złośliwością jej powstrzymywały, z Seraphiną całkiem dobrze było się przekomarzać, a Vincent Prewett bardzo starał się być złośliwy, tyle że Brenna nigdy nie wyłapywała w tych złośliwościach prawdziwie złej woli. Ruszyła w końcu w stronę schodów, rzecz jasna paplając dalej, i przy okazji co jakiś czas wtrącając pytania, w próbach wciągnięcia Feliciana w rozmowę. Nie tyleż przodem, co raczej obok niego, bo według rozumowania Brenny, skoro szli w tę samą stronę, dlaczego nie mogli pójść do Wielkiej Sali razem? Bo ona była Gryfonką, a on Ślizgonem? Ostatecznie przecież Gryffindor i Slytherin przez długie lata byli przyjaciółmi, nawet jeżeli potem poróżniło ich coś tak głupiego, jak krew płynąca w żyłach uczniów. Koniec sesji
|