![]() |
|
[03.08.72, ranek, ruiny na wybrzeżu] Nawet poza śmierć - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [03.08.72, ranek, ruiny na wybrzeżu] Nawet poza śmierć (/showthread.php?tid=2869) Strony:
1
2
|
RE: [03.08.72, ranek] Nawet poza śmierć - Brenna Longbottom - 14.03.2024 Brennie było całkiem wygodnie z tym, że ludzie biorą ją za przygłupią. Pod pewnymi względami faktycznie durna bywała, pod innymi na durną wychodziła ze względu na charakter, a pod jeszcze innymi - pozwalała po prostu, żeby za taką ją brano. Nie musiała nawet specjalnie udawać, bo ogółem udawała bardzo rzadko, jej skłonności do gadulstwa i ogólny sposób bycia sprawiały, że wystarczyło kilka rzeczy ukryć, aby osiągnąć odpowiedni efekt. Ale w swojej pracy była całkiem dobra. Ołówek śmigał po kartce, kiedy odnotowywała podstawowe fakty: Alderton, Eryk, 1820 (tutaj jęknęła aż w duchu, do jasnej cholery, jak miała znaleźć coś, co zaginęło pieprzone sto pięćdziesiąt lat temu? „Nie uda się wam” powiedziała Jasmine i z dużym prawdopodobieństwem miała rację, Brenna przecież nie mogła dokonać cudu). Przeklęte klejnoty... - Hm... myślałam, że Jasie znalazła jakąś przeklętą fałszywkę? - mruknęła, unosząc głowę znad notatnika, by spojrzeć na niego z zastanowieniem. Zastanawiała się, dlaczego akurat ta sprawa go tutaj trzymała, dlaczego ich odnalezienie miało pomóc mu odejść - bo przecież dziewczyna ich szukała, by go uwolnić - i zakładała, że te klejnoty były z jakiegoś powodu dla niego ważne. Rodzinna pamiątka. Ukradł je i pragnął zwrócić. Coś w tym stylu. Ale to one go zabiły? Dlaczego to, że zginął od klątwy jakiegoś naszyjnika, trzymało go dalej po tej stronie? I dlaczego do cholery w tych ruinach? Dwa przeklęte naszyjniki? Zaraz jednak zganiła samą siebie. Nie rób założeń, Bren, same fakty. – W porządku, lecimy dalej. Nazwisko i imię kupca? – Eliasz Finney – odparł Dylan. Spoglądał na Brennę z trudnym do określenia wyrazem twarzy: może nie spodziewał się takiego przesłuchania, może dziwiło go, że to jest kontynuowane z takim oporem, a może zastanawiał się, czy w ogóle odpowiadać na te wszystkie pytania? – Czy wiedział, że naszyjnik jest przeklęty? Czy ten naszyjnik, który znalazła Jasmine, był jakoś z nim powiązany? I… przede wszystkim… dlaczego to te klejnoty trzymają cię po tej stronie? W teorii było to nieistotne wobec tego, żeby te klejnoty znaleźć, ale stanowiło element tej historii, element śledztwa RE: [03.08.72, ranek] Nawet poza śmierć - Olivia Quirke - 14.03.2024 - Myślałam, że jest prawdziwy - Jasie opuściła głowę, nieco garbiąc przezroczyste ramiona. - Potem, że to fałszywka. I musiały być dwa... Musiał go skopiować. Jęk, który nagle wypełnił jaskinię, był nie do zniesienia. Wżerał się w mózg, był przepełniony prawdziwą, niewypowiedzianą rozpaczą. Jednocześnie był tak krótki i piskliwy, że gdyby usłyszały go z góry, pewnie wzięłyby go za ryk jakiegoś rannego stworzenia. Olivia odruchowo zatkała uszy dłońmi, a Dylan tylko zamknął oczy. Nie powstrzymywał Jasie, która zniknęła w okamgnieniu, by za chwilę pojawić się za plecami Brenny. - Musiał jakoś odtworzyć klątwę lub rzucić łudząco podobną - dodała już spokojniej, ponownie przybierając bezemocjonalny głos. I tylko echo przypominało wszystkim o tym paskudnym krzyku. - Tak, to raczej nie był ten sam naszyjnik, chociaż wyglądał identycznie. Nie wiem, czy Eliasz wiedział, że jest przeklęty. Odebrał go normalnie, dokonał zapłaty. Obiecał przekazać komuś, kto rozpracuje tę starodawną, dziwną magię, którą emanował. Ale nie wspominał nic o klątwie. Być może nie wiedział, ale... Możliwe że wiedział - Dylan podpłynął bliżej Olivii, która właśnie opuszczała dłonie. - Mówiliśmy, że nie możecie nam pomóc.. Quirke spojrzała na Brennę, przestępując z nogi na nogę. To trochę komplikowało sprawę. Dwie z pozoru takie same klątwy... A może jednak nie? - Macie pewność, że to był fałszywy naszyjnik? Może jest szansa, że nikt go nie skopiował, tylko Eliasza okradziono? Przecież trzymają was tu dwie różne sprawy. Ciebie, Dylanie, naszyjnik sam w sobie, a ciebie, Jasie - miłość do Dylana - zapytała cicho, przenosząc wzrok na ducha kobiety. Ta nie odpowiedziała. Wpatrywała się w Olivię z tym samym zagadkowym spojrzeniem, co Dylan. - Nie dotrzymałem danego słowa - powiedział w końcu cicho, odpływając gdzieś poza krąg Lumos. - Miałem przywrócić świetność rodu razem z Erykiem. Naszyjnik miał zostać przekazany do muzeum w Wielkiej Brytanii, ale nigdy się tam nie znalazł. Eliasz pracował w nowopowstałym muzeum, mówiłem to? Nie, chyba nie. Olivia westchnęła. Ilu rzeczy im nie mówił? Czy duchy mogły zapominać? A może nie zwracał na te szczegóły uwagi? Quirke doczłapała się do schodków i usiadła ciężko obok Brenny. Patrzyła tępo przed siebie. Jak odeślą Dylana, odeślą też Jasie. Ale do tego potrzebowali naszyjnika. A miały tylko imię i nazwisko oraz jakieś dziwne muzeum w Anglii, które możliwe że już nie istniało. - Uznaliśmy, że to fałszywka, więc kazałam się go pozbyć - dodała cicho Jasie. Może to był błąd? RE: [03.08.72, ranek] Nawet poza śmierć - Brenna Longbottom - 15.03.2024 – Proszę nie mówić hop, póki się nie przeskoczy, panie Alderton… rzeczy niemożliwe załatwiamy w trzy dni, na cuda potrzeba około miesiąca – powiedziała Brenna, unosząc wzrok znad notatnika i obdarzając mężczyznę uśmiechem. Bo sprawa była bardzo trudna i niekoniecznie osiągną tutaj z Olivią sukces, ale w miarę, jak pojawiały się nowe informacje, przybyło jej odrobinę optymizmu. Widziała tutaj przynajmniej kilka punktów zaczepienia. – Jeśli to nie byłaby fałszywka, mamy trochę możliwości na jego namierzenie, żyją jeszcze krewni pani siostry… a poza tym można spróbować skontaktować się z duchami… – dodała, zawieszając się na moment na tym zagadnieniu. Znała parę osób, które potrafiły skontaktować się z drugą stroną. Laurent Prewett – chociaż jego średnio chciała w to wciągnąć, pamiętając, w jaki sposób wpłynął na niego ostatni seans. Jamil Anwar? Egipcjanin pewnie chciałby sobie dorobić. A może Effimery Trelawney? Ona też nie pogardziłaby pewnie zleceniem. A jeżeli to by się nie udało, mogła poszukać dalej. Siostra Jasie albo ten kupiec… Albo Eryk. Chociaż Brenna wolała na razie nie dzielić się swoimi planami z tą dwójką, mogliby zareagować gwałtownie na pomysł próby wyciągania ich krewnych z Limbo. A i nie było pewne, czy to się uda – czy dusze pozostawały w Limbo na stałe? Chociaż… babka czekała na wuja… – Muzeum mugolskie czy czarodziejskie? W końcu ile czarodziejskich muzeów, otwartych mniej więcej w tej dacie, mogło być w Wielkiej Brytanii? Nawet jeżeli je zamknięto, w Ministerstwie na pewno został jakiś ślad po zezwoleniach i tym podobnych. - Było przeznaczone dla czarodziejów, ale miało być połączone z dostawą dostępną dla mugoli. – Dobrze, lecimy dalej. Problemem jest przywrócenie świetności rodowi czy konkretnie ten naszyjnik? Czy gdyby, hipotetycznie rzecz ujmując, do jakiegoś muzeum trafił jakiś cenny naszyjnik, przekazany w imieniu braci Alderton i panny Jasmine, to by wystarczyło? Albo… w imieniu potomków Eryka, jeśli jakichś miał? – zasugerowała, bo być może dokonanie takiej darowizny mogłoby załatwić sprawę. I byłoby znacznie mniej problematyczne dla Brenny niż wywoływanie duchów, szukanie w archiwach za muzeami oraz tym podobne. Po tym pytaniu zerknęła jeszcze na Olivię – jakby chciała wiedzieć, czy ta ma jakieś dodatkowe pytania do pary duchów. RE: [03.08.72, ranek] Nawet poza śmierć - Olivia Quirke - 17.03.2024 Olivia uśmiechnęła się lekko i pokiwała energicznie głową. Jeżeli chodziło o Brennę, to faktycznie - niemożliwe stawało się możliwe w dwa, trzy dni. A cudów potrafiła dokonać, tylko nie była pewna, czy to była kwestia miesiąca, czy może dwóch. A może i krócej? To wszystko było bardzo skomplikowane i czuła, że zaczyna boleć ją głowa. Miała także okropną ochotę zapalić, ale nawet ona wiedziała, że palenie w miejscu, gdzie praktycznie nie ma jakiegokolwiek przepływu powietrza, było dość głupie. Powstrzymała się więc, milcząc i przeskakując wzrokiem z Jasie na Dylana i z powrotem. - Myślę, że powinno wystarczyć, ale najpierw trzeba by sprawdzić, czy Muzeum w Beamish. Jeżeli to była fałszywka, to po prostu nie zadziała. A jeśli jest prawdziwy, w końcu znajdziemy spokój. Olivia chrząknęła, przenosząc wzrok na Brennę. To wszystko brzmiało naprawdę dobrze, bo przecież wystarczyło zapytać Jasie, gdzie poleciła pozbycie się naszyjnika, i tyle. Odnajdą go, znajdą to muzeum. A jeśli już nie istnieje, to mogą spróbować z innym, tak jak Brenna sugerowała. Może to wystarczy. Tylko... - W jaki sposób przetransportujemy ten naszyjnik? Jeśli oczywiście powiecie nam, gdzie się go pozbyliście - tutaj spojrzała na Jasie. - Niekoniecznie chciałabym udawać się na tamten świat już teraz. Czy wzięcie naszyjnika przez chusteczkę podziała? Bo co, jeśli nie da się go podnieść zaklęciami, bo jest jakoś na nie odporny? Absolutnie nie chciałaby go dotykać, bo przecież nie chciała umierać. Miała jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia tu, na ziemi. RE: [03.08.72, ranek] Nawet poza śmierć - Brenna Longbottom - 21.03.2024 Brenna bardzo by chciała, aby w jej żartobliwrej deklaracji kryła się szczypta prawdy. W istocie jednak niemożliwe niemożliwym pozostawało, a ona wcale nie miała dużo większych możliwości niż przeciętny człowiek - poza szeroką siatką kontaktów i dużą ilością złota w rodowym skarbcu. To, co zapewniało jej przewagę, w ogóle nie zależało od niej. Po prostu znalezienie tego naszyjnika uważała tak naprawdę za trudne, ale nie niemożliwe. Główną przeszkodą był czas, dostały jednak dość danych, aby móc przynajmniej spróbować. W najgorszym razie mogła przekazać coś cennego do muzeum w imieniu braci i zadbać o stosowne ogłoszenia w prasie - być może to wystarczy, aby Dylan został uwolniony. Muzeum w Beamish. Brenna dopisała tę informację, a potem zamknęła notatnik. - Nie wolno go dotknąć gołą ręką. Jeśli zetknie się że skórą, klątwa zadziała - powiedział Dylan, a Brenna westchnęła. Szukała już przecież podobnie działającego, przekletego naszyjnika. Tego, który na dziesięciolecia uwięził Zoyę pod warstwą kamienia. - Zakopane go gdzieś na terenie naszej dawnej posiadłości. W woreczku, pudełku, zabezpieczony zaklęciami, kartką informującą o zagrożeniu. Głęboko, by nie został odkopany przy zwykłych pracach ogrodowych - dodała Jasmine. Brenna przygryzła końcówkę rysika: włości siostrzeńca kobiety nie były jakieś bardzo duże, ale już widziała, jak ucieszy się na prośbę pozwolenia na przekopanie całego ogródka... trzeba będzie zastanowić się, w którym zakątku ten naszyjnik mógł zostać pogrzebany, i może pomyśleć, jakie zaklęcie ujawni jego obecność mimo tego, że spoczął głęboko pod ziemią. Może coś wymyślą. I mogli zacząć od sprawdzenia muzeów, nazwiska kupca oraz rodziny Dylana. - Chyba nie mam więcej pytań. Nic nie obiecuję, a na pewno nie szybko, ale będzie się działać - powiedziała, wrzucając notatnik do kieszeni. A potem spojrzała na duchy: i po raz kolejny pomyślała, że chyba nic nie przeraża jej tak bardzo jak myśl o tym, że mogłaby skończyć tak, jak one. Szybko odwróciła więc wzrok, tak naprawdę niechętna do pytań wykraczających poza tę sprawę i skupiła spojrzenie na Olivii: czy chciała tu załatwić coś jeszcze, czy może wolała już wracać? RE: [03.08.72, ranek] Nawet poza śmierć - Olivia Quirke - 21.03.2024 Olivia kiwała głową i słuchała uważnie. Brenna notowała, ale ona starała się i tak zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Nie wolno dotykać gołą ręką... To była już konkretna, przydatna informacja. Mogły przecież założyć rękawiczki lub przenieść naszyjnik w woreczku, w którym został zakopany - nic trudnego. Odrobina nadziei wypełniła serce Olivii, a jej twarz odrobinę się rozjaśniła. W świetle lumos może nie było to tak dobrze widoczne, ale wydawało się, że odrobinę jej ulżyło. - Zrobimy wszystko, byście odzyskali spokój - powiedziała żarliwie, wstając ze stopnia schodów. Ona nie myślała tak, jak Brenna. Głównie dlatego, że nie myślała o tym za bardzo. Po prostu nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby skończyć podobnie. Jakoś tak jej to do głowy nie przychodziło, a więc i nie obawiała się tego aż tak bardzo. Kiedyś co prawda się nad tym zastanawiała, ale jakoś tak nie doszła do żadnych sensownych wniosków, więc po prostu olała temat. Tak było wygodniej. Ruda spojrzała na Brennę i pokręciła głową na znak, że więcej pytań nie ma. Normalnie pewnie by o coś jeszcze podpytała Jasie i Dylana, ale nie bardzo chciała im zawracać głowę. No i miały naprawdę masę pracy. Musiały znaleźć ten naszyjnik, sprawdzić czy muzeum wciąż istniało, czy należało do czarodziejów czy może mugoli. Czy ktokolwiek będzie chciał ten naszyjnik, czy mają go po tylu latach w rejestrach. Naprawdę masa roboty, dobrze że były we dwie. Skierowała się więc ku górze schodów, bo już nie mogła wytrzymać tego zaduchu - potrzebowała zapalić, co zrobiła dopiero gdy znalazła się na powierzchni. Od razu wyciągnęła z kieszeni kurtki paczkę papierosów i odpaliła jednego przy pomocy zapalniczki. - To od czego zaczynamy? W posiadłości chyba już nikt nie mieszka, nie? Ale może najpierw dobrze by było sprawdzić to całe Beamish. Coś mi ta nazwa mówi, ale nie jestem pewna, czy dobrze pamiętam. To chyba jakieś stare miasto, które nazywają żywym muzeum? - zastanowiła się głośno, wciągając dym w płuca. RE: [03.08.72, ranek] Nawet poza śmierć - Brenna Longbottom - 22.03.2024 Nie obiecywała, że zrobi wszystko. Nie lubiła składać obietnic bez pokrycia, a chociaż parę lat temu może wygłosiłaby taką bez wahania, to ostatnie dwa lata nauczyły ją, że wszystko to bardzo, bardzo dużo. Mogła wydawać się zawsze wesoła i pozytywnie nastawiona, ale z nich dwóch to Olivia była większą optymistką, bo za pogodą ducha Brenny, choć wcale nie udawaną, kryły się chłodna kalkulacja i świadomość tego, że nie zawsze wszystko idzie tak, jak sobie tego życzysz. Nie była więc skłonna zrobić wszystkiego. Ale całkiem wiele. * Ruszyła za Olivią po schodach na górę, a gdy słońce padło na jej twarz, odetchnęła z ulgą. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak zimno było w podziemiach: nie była pewna, czy chodziło o temperaturę i wilgoć, czy może o obecność duchów, wionący od nich chłód limbo i coś jeszcze. Ten dreszcz wynikający nie z chłodu zewnętrznego, a z myśli o ich historii i o uwięzieniu po tej stronie istnienia. Brenna w tej chwili bardzo doceniała, że żyje. Że czuje to ciepło, zapach róż z pobliskiego krzewu, nierówność potrzaskanego bruku dziedzińca pod stopami. Tutaj i teraz. Jakby właśnie otarła się o śmierć, chociaż przecież nie zrobiły absolutnie nic niebezpiecznego i przynajmniej w tej sprawie nie planowały niczego groźnego. Choć... w pewnym sensie padł na nie przecież cień śmierci. - Posiadłość wciąż należy do siostrzeńca Jasmine, więc można spróbować się z nim skontaktować. Albo od razu spróbować w Beamish lub w archiwach Parkinsonów: na pewno mają tam informację, czy otworzono tam jakieś muzeum, i coś o tych rodzinach, kupca i Dylana - powiedziała, gdy Olivia przywołała ją do rzeczywistości pytaniami. - Mam jeszcze jakieś... dwie, trzy godziny - mruknęła, zerkając na zegarek. Potem musiała wracać do Doliny i zabrać się za szykowanie jutrzejszej imprezy, bo jutro rano nie zdąży przecież ze wszystkim. W dwie godziny dało się jednak zrobić całkiem sporo. - Możemy razem skoczyć do biblioteki albo ja napiszę do syna Mercy, a ty zajmiesz się biblioteką? Czy od razu odwiedzamy Beamish? RE: [03.08.72, ranek] Nawet poza śmierć - Olivia Quirke - 23.03.2024 - Skoro mamy dwie godziny, to możemy skoczyć do Beamish - powiedziała w końcu, zaciągając się papierosem. Nie lubiła teleportacji - po absolutnie każdej jej żołądek protestował i wyginał się, skręcał a potem zmuszał ją do zwrócenia zawartości. Wiedziała jednak, że Brenna była bardzo zajęta, więc nie było teraz czasu na mitrężenie się. - Sama nie wiem, wydaje mi się, że najlepiej będzie sprawdzić to muzeum. Aportujemy się w Beamish, sprawdzimy co trzeba, a potem możemy odezwać się do siostrzeńca Jasie. Tylko nie jestem pewna, co mu powiemy. Olivia podrapała się po skroni, robiąc zamyśloną minę. "Hej, słuchaj, znalazłyśmy wspomnienia Jasie i tak w ogóle to jest duchem bo zakochała się w duchu, chcemy pomóc im przejść do Limbo. A tak w ogóle gdzieś na terenie twojej posiadłości zakopany jest przeklęty naszyjnik i jeśli go znajdziesz i dotkniesz, to umrzesz" nie brzmiało zbyt dobrze. Zerknęła więc na koleżankę niepewnie. - Ale chyba będzie trzeba wyłożyć wszystkie karty na stół, co? Z siostrzeńcem. Żeby nie przyszło mu do głowy, żeby nas przepędzić. Może się wkurzyć że chcemy mu zniszczyć trawę w ogródku - podejrzewała, że na przekonanie siostrzeńca Jasie będą musiały poświęcić dużo więcej czasu niż na szukanie informacji o Dylanie i kupcu, a także na teleportację do Beamish. Dlatego uznała, że najlepiej było to właśnie zostawić na sam koniec. RE: [03.08.72, ranek, ruiny na wybrzeżu] Nawet poza śmierć - Brenna Longbottom - 24.03.2024 - Byłaś kiedyś jakoś w okolicy, czy najbliższy punkt Fiuu i dalej stamtąd? - spytała Brenna, spoglądając na Olivię. - Ja najbliższej mogę nas zabrać do Newscastle upon Tyne - powiedziała, bo pechowo nigdy nie była bliżej Beamish, nie mogła więc aportować się nigdzie w pobliżu. - Siostrzeniec... pojutrze, jeśli dziś nie damy rady, jutro niestety nie wyrobię - westchnęła. Nie miała nic przeciwko temu, żeby zrealizować plan Olivii, ale dziś po Beamish musiała pędzić do Doliny, potem do pracy, a jutro już wszystko będzie kręciło się wokół tańców. Duchy czekały tak długo, że poczekają jeszcze parę dni. b] - Mówiąc szczerze, nie mam pojęcia, co mu powiedzieć. Będę improwizowała?[/b] - stwierdziła, nieco bezradnie. Nie mogła powiedzieć, że w ogrodzie jest jakiś skarb, bo przecież chciałby te klejnoty obejrzeć. A w historię uwięzionych duchów mógł nie uwierzyć... Poza tym... bogowie, jeżeli nawet je znajdą, jak miały umieścić w muzeum przeklęty naszyjnik? Będą najpierw potrzebowały dobrego klątwołamacza! Na samą myśl o tym wszystkim Brennę zaczynała koszmarnie boleć głowa. I wszystko przez to, że koniecznie, ale to koniecznie musiała zobaczyć, co jest nie tak z tym posągiem na cmentarzu. Wpakowała się w kłopoty. Znowu. Ale czy na swój sposób to nie były piękne kłopoty? Poza tym Dylan i Jasmine naprawdę nie zasługiwali na to, aby spędzać wieczności w tym miejscu. Brenna obróciła się na moment w stronę wejścia do podziemi, a potem spojrzała na Olivię, znów z pogodnym uśmiechem na ustach. - No to... cel: Beamish - oświadczyła w końcu, niezależnie od tego czy miał je czekać przeskok do Newscastle i sieć Fiuu, czy też aportacja bezpośrednio do Beamish. Wyciągnęła do Quirke rękę, a potem znikły z cichym trzaskiem. Koniec sesji
|