![]() |
|
[29 czerwca 1972] Kości zostały rzucone | Robert & Richard & Stanley & Rodolphus - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [29 czerwca 1972] Kości zostały rzucone | Robert & Richard & Stanley & Rodolphus (/showthread.php?tid=2880) Strony:
1
2
|
RE: [30 czerwca 1972] Kości zostały rzucone | Robert & Richard & Stanley & Rodolphus - Richard Mulciber - 16.03.2024 Pilnowanie, utrzymywanie kontaktu i zapewnienie dobrego spędzania ze sobą czasu, na pewno Rodolphusowi pasowało. Przecież był w tym dobry. Nie wyszło z narzeczoną, to wyjdzie mu z sekretarkami Biura Aurorów. Ma najprostsze zadanie do wykonania. Przynajmniej nie będzie dobierał się do jego brata, a uwagę skupi na tym co konieczne. Tak więc było już wiadomo, co Rodolphus miał dalej robić. Większą sprawę mieli Richard ze Stanleyem. Pomysł z tablicą, nawet i młodszemu Mulciberowi się nawinął w głowie, kiedy tak sortował zdjęcia na stole. To przypominało czasy rozwiązywania spraw aurorskich, takich poważniejszych. I proszę, brat o tym otwarcie wspomniał. Richard nie ukrywał zadowolenia z tego pomysłu, ukazując swój lekki uśmiech w stronę brata. Po czym wrócił dalej do analizy zdjęć. W sytuacji panny Lestrange, dzięki Rodolphusowi było można bez problemu ją przypisać do odpowiedniej grupy, czyli niemożliwej do współpracy. A bardziej pod obserwację. Na polecenie Roberta, zdjęcia braci Rookwood, Richard odłożył dalej od całego kluczowego zestawienia. Jednak nie był za tym, aby ich dosłownie usuwać. - Jeżeli mamy o nich jakieś informacje w teczkach, to ja chętnie je poczytam. Nawet, jeżeli nie bierzemy ich w ogóle pod uwagę, obserwacja byłaby wskazana i zachowanie czujności.Miał nadzieję, że wiedzieli do czego w tym temacie Richard zmierzał. A chodziło szczególnie o zachowanie i możliwe działania tego starszego Rookwooda. Nie wiadomo co mu odwali i kiedy. Zaznaczył nie tylko w kwestii jego pracy w biurze aurorów, ale i przede wszystkim jako śmierciożercy. Następnie Robert przeszedł do przedstawiania swoich działań, przy okazji przekazując informacje dotyczące zatrudnienia się do pracy w Ministerstwie Richarda. To, o czym ostatnio rozmawiali. Tutaj z kolei potwierdził. Pozostać na bazie badania gruntu. Richard przyjął to do wiadomości, skinieniem głowy. Nie chcąc mu przerywać. Ze szpitala Robert zdecydował się zrezygnować na ten moment. Jaka szkoda. Nie będzie dane posłać tam na sygnale Lestrange’a, aby szybko to odbębnił. Może kiedy indziej spełni to życzenie. Kolejny cel, Ulrich Greyback. Tutaj były ciekawe informacje na jego temat. Nawet jak na trupa przystało, skoro jego głową odbyła swoisty spacer kurierski do Ministerstwa Magii. Richard był w sumie pod wrażeniem tego działania. Skoro nikt nie wpadł, musiało zakończyć się z sukcesem, ale bez echa? Widząc spojrzenie brata na sobie, a potem to powędrowało na Stanleya, co i Richard na sekundę spojrzał w kierunku bratanka, doszło widocznie dla nich zadanie zbadania terenu i domu tego zdrajcy. W poszukiwaniu cennych informacji. - Jeżeli iść w dobrej kolejności. Pierw musielibyśmy mieć widmowidza, a dopiero później zająć się przeszukaniem domu Greybacka.Stwierdził. Jakby chciał od siebie to dla siebie też podsumować. O ile pozostali byli tego samego zdania. Do Minsiterstwa na razie nie będzie wchodził. Za bardzo będzie rzucał się w oczy, jeżeli zacznie o pewne sprawy wypytywać. Mógł działać poza tą instytucją społeczności czarodziejskiej. - Tak. Ale mam w kwestii Harper.Odparł na słowa brata, odnośnie pytań. - Poza szczegółową charakterystyką poszczególnych brygadzistów i aurorów, wiemy coś o ich relacjach z Harper Moody? Nie chodzi mi o prywatne, ale o zawodowe. Kto ją lubi, szanuje, nienawidzi i tak dalej. Nawet, jeżeli ta grupa… Wskazał na tych, co na współpracę nie ma szans ale zostają pod obserwacją. - Nie podlega pod żadnym względem współpracy z nami, to czy jest ktoś, kto może ma nieprzychylne zdanie o szefowej biura? Zapytał, od tak z ciekawości. Patrząc na Stanleya, Rodolphusa i Roberta. Każdy kogoś znał z tego zestawienia. Richardowi chodziło po prostu o informacje, jakiekolwiek. Nawet chodzące plotki do zweryfikowania. Niektórzy potrafią chwalić się tym, jakiego szefa szanują, kto się podlizuje, jak jest traktowany. Możesz się starać i nie być docenianym. Możesz nic nie robić, ale szefowi to nie przeszkadza. Różne bywają przypadki, relacji pracownika z przełożonym. Jak było tutaj? Otwarcie to widać, czy raczej nie jest okazywane? Jeżeli tutaj nie było nic wiadomo, trudno. RE: [30 czerwca 1972] Kości zostały rzucone | Robert & Richard & Stanley & Rodolphus - Stanley Andrew Borgin - 17.03.2024 Chyba wszyscy Mulciberowie byli uczuleni na punkcie porządku, ładu i składu. Jeszcze kilka lat temu, Stanley, nie miał pojęcia, że jest Mulciberem, więc de facto nie mógł wiedzieć o takim schorzeniu. Teraz jednak, im dłużej przebywał w towarzystwie Roberta i Richarda, łapał się na tym, że i on uwielbiał jak wszystko ma swoje miejsce. Jak każdy ma swoje miejsce. Kiedy wszystko działa jak w Szwajcarskim zegarku. Borgin doceniał, że wuj podał mu pomocną dłoń i zaczął segregować zdjęcia według kategorii. Było to bardzo pomocne i pozwalało w prosty sposób podzielić ich wszystkich "kandydatów". Im dłużej opowiadał i im więcej zdjęć lądowało w odpowiednich grupach, tym coraz bardziej ta sprawa wyglądała źle. Po prostu tragicznie. Mało kto nadawał się do większej współpracy. Wcale się nie zdziwił, kiedy Robert kazał usunąć Rookwoodów, Stanley się uśmiechnął. Alea iacta est, kości zostały rzucone, a los tej dwójki przypieczętowany. Ojciec nie musiał mówić nic więcej, ponieważ Borgin zrozumiał przekaz podprogowy. Sam usunąłby wiele innych osób z tej listy, a tak? Cóż. Nie on tutaj podejmował decyzje. Miał zebrać informacje, więc to zrobił. Wysłuchał tego co wuj ma do powiedzenia. Kiwnął porozumiewawczo głową w jego kierunku. Trochę na zrozumienie, że porzucił już Norweskie Ministerstwo, a trochę, aby dać znać, że rzeczywiście już na ten temat rozmawiali. Odbyli przecież bardzo przyjemną pogawędkę w Brytyjskim Ministerstwi... chociaż ta sprawa Juliusa, nie napawała optymizmem w kwestii Richarda w Biurze Aurorów czy Brygadzie. Przemówiła też głowa ich planu, którą Borgin, mógł dumne nazywać swoim ojcem. Wracali do podstaw, ale i od nich musieli zacząć. Wszystko musiało mieć ręce i nogi. Musieli działać powoli, ostrożnie. Jeden nie właściwy ruch i lądowali na dnie. - Mogę spróbować załatwić widmowidza. Sądzę, że zatroszczony Simon Greyback, mógłby się trochę martwić o swojego krewniaka, czyż nie? - wzruszył ramionami. Pewnia wizja właśnie zagościła do jego głowy. Nie musi iść na spotkanie z widmowidzem jako Stanley Borgin. Może mu się przedstawić jako dosłownie każdy. Ze względów bezpieczeństwa było to chyba najlepsze podejście do sprawy. - Szczerze? To raczej każdy ją tam szanuje. Trzyma to bagno w swoich rękach i nikt inny się raczej nie kwapi, aby ją zastąpić - stwierdził na słowa Richarda - Z osób, które jej nienawidzą to chyba tylko wiadomo kto - spojrzał wymownie w kierunku dwóch zdjęć, które zostały dzisiaj odrzucone z całej puli - Jestem święcie przekonany, że Aurorzy są całkowicie za nią. Większość brygadzistów też ją ceni i takie tam - westchnął - Jeżeli nie mają o niej pozytywnego zdania, to mają neutralne. Nie spotkałem się z tym, aby ktoś mówił o nie negatywnie - pokręcił głową. Takich rzeczy nie mogli się dowiedzieć od samych pracowników Ministerstwa. Nie mówiło się o takich tematach podczas pracy czy przerwy na kawę. Tego mogli się dowiedzieć tylko i wyłącznie podczas prywatnych spotkań. - Przypomniało mi się też, że mam jeszcze jedną zaufaną osobę, jeżeli potrzebowalibyśmy kogoś, kto potrafi się zamienić w kogoś innego - dodał - Może to być bardzo przydatne w naszej sprawie. Stawiam swoją prawą dłoń za nią. Sprawdzona i zaufana osoba - zapewnił, unosząc wspomnianą dłoń - Niejaka Maeve Chang. Zwana również Mewką - rozejrzał się po zgromadzonych, chcąc wybadać ich reakcję na swoją propozycję. Według Stanleya to była odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu z bardzo przydatnymi umiejętnościami - Ja nie mam pytań. Wszystko klarowne. RE: [29 czerwca 1972] Kości zostały rzucone | Robert & Richard & Stanley & Rodolphus - Robert Mulciber - 19.03.2024 Nie protestował, kiedy Richard wspomniał, że chciałby się zapoznać z informacjami dotyczącymi Rookwoodów. Chestera oraz Michaela. O ile nawiązywanie z nimi współpracy nie wchodziło w grę, to zapoznanie się z zebranymi materiałami - o ile było tutaj cokolwiek interesującego, przydatnego - było mile widziane. Człowiek przezorny zawsze dba o swoje bezpieczeństwo. O własne interesy. Poza tym obydwaj z Richardem byli świadomi tego, że konflikt z Chesterem może w pewnym momencie ściągnąć im nad głowy ciężkie i ciemne chmury. Nie mieli jedynie pojęcia, kiedy to konkretne szambo wreszcie wybije. - Zatroskany Simon Greyback mógłby działać razem ze swoim ojcem, powiedzmy Tiberiusem. Tiberiusem Greybackiem. - zareagował na propozycje przedstawioną przez Stanleya. Komu konkretnie przyjdzie wcielić się w role Tiberiusa? To się zapewne dopiero okaże. Robert nie miałby nic przeciwko, żeby ruszyć w tej sprawie swoje własne cztery litery. Rzecz jasna, o ile tylko faktycznie zajdzie taka potrzeba. Zanim podejmą na tym polu jakiekolwiek decyzje, konieczne będzie jednak dopracowanie szczegółów. Zadbanie o to, żeby cała ta przykrywka wydała się innym odpowiednio wiarygodna. I nie ściągnęła później uwagi na nich. Na Roberta Mulcibera oraz Stanleya Andrew Borgina. - Będzie trzeba zadbać o odpowiedni kamuflaż. Pozwolił, żeby mówili. Pozwolił na to, żeby dzielili się swoimi uwagami, obawami, wątpliwościami. Zadawali kolejne pytania. Od tego było to spotkanie. Mieli na to wszystko wystarczająco dużo czasu. Interesujące wydawało się w tym momencie to, że aurorzy zdawali się Harper popierać. Należeć do jej teamu? Brzmiało to wręcz niewiarygodnie. Każdy szef przecież musiał kiedyś dać się podwładnemu we znaki. Każdy szef musiał przecież popełnić kiedyś jakiś błąd. - Nie wierzę w ideały, tak samo jak nie wierzę w zbiegi okoliczności. Harper Moody, tak jak każdy inny człowiek, posiada wrogów, posiada jakieś słabe punkty i popełnia błędy. Naszym celem jest do tego wszystkiego dotrzeć. - wyraził swoją opinię tuż po tym, jak Stanley przedstawił to, jak wyglądała jej pozycja w Ministerstwie. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. - Być może niedawne Beltane mogłoby posłużyć nam jako podstawa do przedstawienia jej oraz szefa Brygady Uderzeniowej jako ludzi, którzy nie byli w stanie podołać swoim obowiązkom, pozwalając tym samym, aby doszło do tej tragedii. Przerażającej tragedii, nieprawdaż? - uśmiechnął się. Szczerze. Prawdziwie. Jakby to wszystko, jakby ta możliwość działania, snucia planów, zarządzania tą całą akcją... jakby to wszystko go zwyczajnie cieszyło. I może rzeczywiście tak było? - Będziemy musieli przyjrzeć się temu, w jaki sposób sabat został zabezpieczony przez Ministerstwo. A następnie wszelkie znalezione błędy innym. Zaufany człowiek, w tym konkretnym przypadku kobieta, będąca na dokładkę metamorfomagiem? To było coś, przy czym warto było się pochylić. Z czego warto było skorzystać. Rzecz jasna przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności. Maeve Chang wyglądała na kogoś, kogo warto byłoby wziąć pod uwagę. - Musiałbym się z nią spotkać i osobiście ocenić czy to ktoś, z kim możemy współpracować. - podjęcie tej decyzji zajęło mu chwilę. Razem z Richardem z pewnością byliby w stanie określić na ile można było tej Changównie zaufać. Na ile mogła okazać się dla nich przydatna. - Jeśli więc faktycznie uważasz, że jest to gra warta świeczki, zorganizuj takie spotkanie i poinformuj mnie o tym listownie. W najbliższych dniach terminy nie grają roli. RE: [29 czerwca 1972] Kości zostały rzucone | Robert & Richard & Stanley & Rodolphus - Rodolphus Lestrange - 20.03.2024 Rodolphus głównie przysłuchiwał się tej wymianie zdań. Wodził wzrokiem od jednej do drugiej postaci i po prostu zapamiętywał informacje, które wychodziły z ich ust. Nie bardzo miał co dodać poza jednym szczegółem, który rzucił mu się w uszy. - Jeśli chodzi o przemianę w kogoś innego, mogę z tym pomóc - odezwał się w końcu, gdy nastąpiła dłuższa przerwa w wypowiedziach pozostałych. - Potrafię trwale transmutować wygląd innych osób, a potem przywrócić go do poprzedniego stanu. Jest to o wiele praktyczniejsze od ewentualnego eliksiru wielosokowego, bo nie ma ryzyka, że nagle przestanie działać. Jeżeli jednak Robert będzie chciał rozmawiać z tą całą Mewką, nie będzie się wtrącał czy go przekonywał, zwłaszcza jeśli Stanley za nią ręczył. Doskonale zdawał sobie sprawę, że w kwestii transmutacji wyglądu lepiej było polegać na kimś, kto potrafił sam się przemienić - bo nie naruszy to wyglądu samych pozostałych. Z drugiej strony to zawsze było ryzyko wprowadzania kogoś innego do tego całego skomplikowanego planu, komu być może nie do końca tak bardzo zależało na jego wykonaniu, jak im samym. RE: [29 czerwca 1972] Kości zostały rzucone | Robert & Richard & Stanley & Rodolphus - Richard Mulciber - 21.03.2024 Póki Rookwoodowie, a szczególnie ten starszy, nie wchodzili im w drogę, wypadałoby mieć ich na oku. Dla Richarda zapoznanie się z ich teczkami dodałoby większej nad nimi kontroli. A być może znajdzie się coś, co można by wykorzystać przeciwko im, na wszelki wypadek, gdyby ten jeden z nich zaczął znów podskakiwać. Richard przedstawił krótki swój raport, który bardziej o pewne aspekty poszerzył Robert. Jeżeli definitywnie nie uda się nic załatwić tak, aby mógł w miarę bezpiecznie dostać się do środka Ministerstwa, bez jakichkolwiek obaw o podejrzenia, szczególnie przez nazwisko, Richard będzie musiał poszukać tutaj i tak innej roboty. Tym jednak martwić się będzie później. Spoglądając na całokształt informacji na stole, było widać, że nie prezentowało się tutaj nic pozytywnego od strony wewnętrznej biura aurorów. Dlatego trzeba było zacząć od innej strony. Widmowidz. Stanley zaoferował chęć załatwienia takiej osoby już kombinując o podaniu się za kogoś innego. Tu jednak nie musiałby iść sam, słysząc po chwili ze strony Roberta zaakceptowanie pomysłu. Podpięcie pod to drugą postać. Czy to znaczyło, że poszliby razem? Jak ojciec z synem. Brzmiało pięknie, ale jak brat wspomniał, potrzebny byłby im odpowiedni kamuflaż. W grę na ten moment wchodził eliksir wielosokowy. Nietrwały, ale skuteczny. Ograniczony czasowo, chyba że pilnowałoby się jego systematyczne spożywanie. W tym momencie odezwał się Rodolphus, na którego po chwili uwagę zwrócił Richard. Lestrange pochwalił się, że posiada niezwykłe umiejętności trwałej zmiany wizerunku drugiej osoby. To by im pomogło z tym kamuflażem, ale pytanie tylko czy obaj panowie, jego brat i bratanek by na to poszli? Bo on, Richard Mulciber, kategorycznie odmówi. Nie pozwoli sobie zmienić twarzy, czy czegokolwiek innego tylko po co, aby Lestrange miał z tego satysfakcję szczerząc japę, robiąc z niego najohydniejszą postać. Nie ufał mu. W dalszej części Richard poprosił o opinię, jaki pracownicy brygady i biura aurorów mają stosunek do samej szefowej. Co było również bardzo istotne wiedzieć, czy mimo uwag o nich samych, da się coś z tej większej grupy kogoś jednak wyciągnąć. Odpowiedź Stanleya nie brzmiała zachwycająco, skoro wychodziło na to, że kobieta jest szanowana. Co aż dziwne. Zaskakujące. Może i rzadko spotykane? Wysłuchał w spokoju Stanleya, a następnie Roberta, odnoszącego się do tych wypowiedzi, w między czasie pozwalając sobie na zapalenie papierosa. Lepiej się myślało. - Nie potrzebowalibyśmy także kogoś z uprawnieniami dziennikarskimi? Aby publikował artykuły w jakikolwiek sposób ukazujący "prawdę" podejmowanych działań przez Harper?Rzucił pytanie propozycję, co też wpadło mu do głowy, jak brat wspomniał o przedstawieniu jej w nieprzychylnym świetle dla społeczności magicznej. Na pewno posiadała słabe punkty. W powietrzu jednej dłoni nakreślił cudzysłów, przy tym jednym słowie. - Żeby dowiedzieć się, jak sabat był zabezpieczony, przydałaby się dokumentacja z działań w terenie Brygady czy Aurorów. Albo same pisma, co zadecydowano. A także raporty osób, które były oddelegowane do zabezpieczenia miejsca. Nawiązał jeszcze do sprawy z Harper. Przyznając rację Robertowi, ale też spojrzał na Stanleya. Czy coś takiego było stworzone w Biurze Aurorów? Jeżeli tak, to czy znajdowało się w biurze samej Harper Moody? Przy okazji Borginowi przypomniała się kolejna osoba do współpracy. Metamorfomag. "No proszę. Ten to ma znajomości." – przyznał w myślach Richard, będąc pod wrażeniem tego, w jakim gronie obraca się chłopak. "Może Stanley umie lepiej dobierać ludzi." – dokończył myśl. Nie, żeby miał krytykować brata, kątem oka spoglądając na Rodolphusa, wracając zaraz skupieniem na ich wymianie zdań. Pozwolił sobie w tym czasie pozostawić papierosa w ustach i sięgnął po swoją teczkę z dokumentami, z której wyjął długopis i papier. Za dużo informacji się nazbierało, a ktoś w sumie powinien to dodatkowo zanotować. Położył przed sobą papier, teczkę odkładając na bok. W lewą dłoń ujął długopis i zapisywał, kogo w sumie potrzebują do współpracy o wyjątkowych umiejętnościach. Zapisał więc: Richard napisał(a):WidmowidzO ile Robert wyrazi zgodę, że ktoś taki będzie im potrzebny. Richard charakter pisma miał bardzo czytelny i ładny. Wyuczony przez lata pisania raportów i tłumaczenia materiałów dla Roberta, oraz podrabiania podpisów. Jeżeli się okaże, że kogoś nie potrzebują z tej listy, po prostu się wykreśli. RE: [29 czerwca 1972] Kości zostały rzucone | Robert & Richard & Stanley & Rodolphus - Stanley Andrew Borgin - 24.03.2024 Był zatroskany krewniak Simon. Był też zatroskany ojciec Simona, które zwał się Tiberiusem. Proste jak budowa cepa. Może powinni zacząć pisać książki o takim temacie? Bajkopisarstwo? Fanfiki? Może w tym by się odnaleźli? Istniała na to szansa. Dobrze jednak, że współpracowali, a we dwójkę - zawsze było raźniej. Zawsze też była dodatkowa para rąk, gdyby coś poszło nie tak. - Świetnie - skwitował słowa Rodolphusa. Jego umiejętności były teraz na wagę złota. Tylko dzięki niemu byli w stanie być jedną osobą w kilku osobach... zupełnie jak Mulciberowie... ale to też bardziej skomplikowane, niż mogłoby im się wydawać. Grunt był taki, że chłopak wiedział co mówił. Brzmiał jakby wiedział o czym mówi, a to już było wystarczające. Zwłaszcza, że przyprowadził go tutaj Robert - musiał mu ufać w jakimś stopniu. - Prawda - zgodził się z ojcem - Straszna tragedia. Do końca życia tak będę uważał... - udawał skruchę przez moment. Nie trwało to jednak dłużej, niż sekunda, może dwie. To była tylko i wyłącznie wina Ministerstwa, że nieodpowiednio się przygotowali to tego typu wydarzenia. Co zrobili ludzie spod ramienia Czarnego Pana? Perfidnie to wykorzystali. Czy można było im się dziwić? Nie - to wszystko było winą Harper Moody i jej zarządzania. - Tutaj, niestety, mógłby być przydatny Rookwood - rzekł. Stanley zdawał sobie sprawę z wagi swoich słów. Pamiętał jednak jak ten składał jakieś raporty do swojej przełożonej, którą była ta podła zołza. Może mogliby po prostu wykraść ten dokument? To też była opcja. Może nawet lepsza, niż konfrontacja z Corvusem? No tak. Robert Mulciber i jego zaufanie do ludzi. W jaki sposób on w ogóle ufał swojemu rodzonemu bratu? Też go sprawdzał co tydzień, czy ten aby przypadkiem nie został zwolennikiem jasnej strony mocy? Miał jakąś serię pytań, które mu zadawał co poniedziałek, oceniając jego przydatność? Cóż... to brzmiało bardzo prawdopodobnie. Przeniósł zainteresowany wzrok w kierunku Richarda. Dziennikarz, który zdyskredytowałby Harper na podstawie dokumentów, które dostarczyliby oni? To też był dobry plan. Bardzo dobry plan. Stanley nie znał za bardzo ludzi z tej branży, więc temat musiał zejść na kogoś innego. Nie mniej jednak był zwolennikiem tej myśli. - Oczywiście. Załatwię - zgodził się. Maeve była odpowiednią osobą z dobrym podejściem. Jak to mawiał klasyk - potrzebujemy cię w naszym składzie. Tak też było - metamorfog był im bardzo na rękę. Dodając do tego umiejętności Lestrange'a? Byli niezniszczalni. Rzucił okiem na to co pisał jeden z Mulciberów. Nie zasłaniał jakoś szczególnie swoich notatek, więc wykorzystał to. Nie sądził jednak, aby był z tym jakiś problem. - Odnośnie spotkania z widmowidzem... - spojrzał na ojca - Najpierw się z nim rozmówię, a później ustawimy z nim spotkanie w domu Greybacka, tak? - zapytał, aby się upewnić - Uprzednio jednak wymaga to konsultacji z Rolfem, aby zrobił nas na bóstwo - parsknął pod nosem, a następnie pokręcił głową. W życiu by nie pomyślał o wizycie w SPA czy u kosmetyczki, a tu proszę. Wizyta premium i to w słusznej sprawie. Niedorzeczne. RE: [29 czerwca 1972] Kości zostały rzucone | Robert & Richard & Stanley & Rodolphus - Robert Mulciber - 24.03.2024 Na temat ludzi, z którymi współpracował, starał się posiadać możliwie najszerszy zakres informacji. Nie znaczyło to jednak, że wiedział wszystko o każdym. To nie było możliwe - niezależnie od tego ile przeznaczyłby na to czasu, sił, coś zawsze mogło umknąć. Trzeba było ten stan rzeczy zaakceptować. - Wezmę to pod uwagę. - na dłużej zatrzymał spojrzenie na Rodolphusie. Musiał to sobie na spokojnie przemyśleć. Nie chciał decydować tu i teraz. Zwłaszcza, że czas ich nie gonił. A przynajmniej nie bardziej, niż to miało miejsce do tej pory. Czy aby na pewno mógł zaufać Lestrange w tej materii? Kwestia dziennikarza... tak, to był pewien problem. Wiele kontaktów, które Robert niegdyś posiadał, nie przetrwało próby czasu. Czy był więc w stanie znaleźć kogoś, kto mógł im w tej konkretnej sprawie pomóc? Pojawiały się schody. Strome. Cholera wie ile było ich do pokonania. Tak całościowo. Łącznie. Będzie musiał znaleźć tutaj jakieś sensowne rozwiązanie. Może to wcale nie powinna była być gazeta? Gdyby tak postawić na inne rozwiązanie? Na razie jednak nie chciał dzielić się tym, co zdawało się kiełkować. Tym niedopracowanym jeszcze pomysłem. Bardziej nawet zarysem czegoś, co pomysłem mogło się dopiero okazać - z biegiem czasu. - Zastanowię się nad tym. Nad kwestią dziennikarza lub jakiegoś innego rozwiązania, pochylimy się za jakiś czas. Może przy kolejnym spotkaniu. - poinformował. Dokumentacja związana z sabatem, sposobem zabezpieczenia tego wydarzenia - to nie było coś, co dało się łatwo zdobyć. Robert to rozumiał. Doskonale zdawał sobie z tego faktu sprawę. Nie znaczyło to jednak, że zamierzał odpuszczać. Nie było tak, że istniały zadania niemożliwe do realizacji. Kompletnie niewykonalne. Na te znacznie trudniejsze potrzeba było po prostu więcej czasu. Lepszego przygotowania. Mogli sobie na to wszystko pozwolić. Nic nie stało na przeszkodzie. Albo o niczym takim na ten moment nie wiedział. - Nie dałoby rady jakoś... Rookwooda pominąć? Może niezbędne informacje wyciągnąć od ludzi, którzy zabezpieczali teren? - zastanowił się. Dał jednak Stanleyowi znać, żeby już na to nie reagował. To też nie był temat na teraz. Gdyby mieli się nad każdą jedną kwestią pochylić podczas tego spotkanie, nie opuściliby tej piwnicy najpewniej przez najbliższy rok. A może nawet i dłużej. na to pozwolić sobie nie mogli. Trzeba było wyznaczyć priorytety i się ich trzymać. To podstawa. Widmowidz. Ostatnia kwestia. Tym razem faktycznie priorytetowa. Kiedy Stanley skończył, nie odnosił się już bezpośrednio do jego słów. Zamiast tego przeszedł już do końcowego podsumowania. Trzeba było powoli to wszystko zamykać. Kończyć. - Stanley i ktoś z nas, w ciągu powiedzmy około tygodnia, może trochę mniej, załatwią sprawę z widmowidzem. Następnie wizyta w domu Greybacka. Postaramy się pierw sprawdzić czy teren jest bezpieczny. W międzyczasie warto powęszyć wokół tej sprawy w Ministerstwie. Być może pozwoliłoby to nam zebrać dodatkowe informacje o naszym nieszczęsnym Ulrichu. - na chwilę urwał, spoglądając po zebranych. Czy wszystko było dla każdego zrozumiałe? Wreszcie kontynuował. - Kiedy ogarniemy te kwestie, spróbujemy powęszyć wśród jego bliskich, znajomych, rodziny. O ile uda nam się do nich dotrzeć. - był tutaj dobrej myśli, mieli przecież jakieś tropy, wskazówki. Wiedzieli, w którym miejscu należało szukać. Węszyć. - Zebrane informacje omówimy... - chwilę się zastanawiał. Liczył? Starał się ogarnąć, kiedy sam mógł sobie na kolejne takie spotkanie pozwolić. Bo przecież to nie tak, że tylko sobie siedział we własnym gabinecie, nóżki trzymał na biureczku. Nic z tych rzeczy. - ...wstępnie 20 lipca, nie wykluczam jednak, że termin może zostać przesunięty. O wszystkich odkryciach informujcie mnie na bieżąco. Wymienili jeszcze kilka uwag. Kilka zdań. Słów. Zajęło im to kolejne minuty. Wreszcie jednak pożegnali się. Rozeszli. Opuścili piwnice, swoistego rodzaju centrum operacyjne, wracając do swoich spraw, zajęć, szarej rzeczywistości? Każdy wiedział, co należało zrobić dalej. Sprawy były jasne. Koniec sesji
|