![]() |
|
[28.11.1966] Let's go | Millie, Aidan - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [28.11.1966] Let's go | Millie, Aidan (/showthread.php?tid=2884) Strony:
1
2
|
RE: [28.11.1966] Let's go | Millie, Aidan - Aidan Parkinson - 09.04.2024 Mille pobiegła - “wystrzeliła” tak szybko, że osoby jej nieznające naprawdę mogłyby się nabrać na tę całą szopkę. Długie nogi, rozwiane włosy, idealne ruchy ciała przyzwyczajonego do biegania i już Moody była za winklem. Mimo iż sama doskonale wiedziała, że to co z siebie dała to zaledwie połowa swojej prędkości, tak na niewtajemniczonych mogło to robić wrażenie. I chyba robiło, bo gdy wróciła tak artystycznie zziajana, to mężczyzna który rozmawiał z Aidanem tylko się skrzywił niezadowolony. Ale nie wrzeszczał już. Nie machał nawet rękami, jeno pokazywał na kierunek, z którego przyszła Moody. - Pan Oliver Baxton, właściciel sklepu ze słodyczami Czekoladowy Kociołek. Stał pan za ladą, gdy chłopak potrącił kosz ze skaczącymi czekoladkami i wtedy pan zobaczył, że chowa garść w kieszeni, tak? - Aidan kończył właśnie notować to, co zostało mu przekazane pod nieobecność koleżanki. Na piwie czy fajce raczej się nie skończy, bo każdy wiedział, że Aidan nienawidził papierkowej roboty. Nienawidził wypełniania raportów, nienawidził spisywania zeznań. Odkładał to w czasie, spychał zawsze na dalszy plan - najdalszy, jak się dało, dopóki któryś z jego kolegów nie decydował się zrobić tego za niego. Teraz jednak wyglądało na to, że się nie wykpi. - Niski, chudy, ciemne włosy ale nie czarne, zadarty nos i bure ubrania. Miał nowe buty. Dość szczegółowy opis jak na taką krótką chwilę kradzieży. Parkinson łypnął na Moody. Czy myślała o tym samym co on? Że Baxton obserwował chłopaka już wcześniej, od momentu wejścia do sklepu? A może go znał wcześniej i postanowił po prostu pozbyć się dzieciaka, wiedziony jakąś dziwną siłą, której napędem była nienawiść do wszystkiego co inne? - Znam go, włóczy się czasem po ulicach. Ale z tego co mówią, mieszka na Nokturnie - Olivier Baxter nie czytał w myślach, nigdy nie posiadł tej skomplikowanej sztuki wchodzenia innym do wspomnień. Nie był także zbyt domyślną istotą. - Wie pan, gdzie dokładnie? - A bo ja wiem? Jakoś w zachodniej części chyba. - Dobrze. W takim razie to wszystko, ktoś z Departamentu Przestrzegania Prawa się do pana odezwie - Aidan zerknął na Moody. Miała coś do dodania? Jakąś wymówkę, która by wyjaśniła dlaczego wróciła bez chłopaka? Bo Baxton już patrzył w jej kierunku pytająco. I oceniająco - krytycznie. RE: [28.11.1966] Let's go | Millie, Aidan - Millie Moody - 13.04.2024 Powodów mogło być wiele, Mildred szczerze nie znosiła takiego wyżywania się na charłakach, które swoje miały przejebane w życiu. Nienawidziła też takich zastanych sklepikarzy i z pewnością z wielką pewnością wjechałaby mu na sklep i zrobiła niezapowiedzianą kontrolę wszystkiego. Z drugiej strony... za mało znała się na przepisach, ale jakby tak go podpierdolić do odpowiedniego działu prawnego, jakby tak podjudzić jakiegoś gryzipiórka, który zna się na robocie? Wracała truchtając, z wywalonym jęzorem spektakularnie udając zadyszkę. – Cholera, żałuję, że nie wzięłam miotły... Mały był zaskakująco szybki, zniknął mi z oczu, ale no nic, mam nadzieję, że zdecydował się pan udostępnić nam swoje wspomnienie byśmy dysponowali wtedy jakże szczegółowym przebiegiem zdarzenia ORAZ szczegółowym rysopisem naszego NN? Nie, ojej no dobrze trudno, tak tak, będziemy w kontakcie, a teraz proszę wybaczyć, idziemy ruszyć tropem tego straszliwego złodzieja.– zbyła sprzedawcę i pociągnęła Aidana ze sobą. Gdy tylko znaleźli się poza zasięgiem oczu i uszu sflaczałego chuja, wyciągnęła z kieszeni papierośnicę i poczęstowała Parkinsona kolejną porcją nikotyny. – Jebani. I dla takich kurwa porządnych obywateli mamy się narażać. Nienawidzę kutasiarzy. Ale widzisz tak to właśnie jest w BUmie. Jednego dnia walczysz o życie z magopsycholem, a następnego ratujesz od linczu dzieciaka, który pewnie nawet nie dotknął tej pieprzonej czekolady. Muszę odezwać się do Adeline, żeby za tydzień ogarnęła kontrolę tego sklepiku i kurwa jak boga kocham... porzucę tam ze cztery magiczne szczury dzień wcześniej. – sarkała, nie dbając o to, czy Aidan na nią doniesie czy nie. Ale coś czuła głęboko w swoim kośćcu, że się dogadają i niejedno gówno będzie uchodzić im na sucho. Co dwie makówki to nie jedna! Koniec sesji
|