Secrets of London
[06.06.72 | Londyn] Daj mi swoją lojalność, a ja dam ci swoje zaufanie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Wątek: [06.06.72 | Londyn] Daj mi swoją lojalność, a ja dam ci swoje zaufanie (/showthread.php?tid=2907)

Strony: 1 2


RE: [06.06.72] You would not spill the tea, would you? - Anthony Shafiq - 29.03.2024

Anthony słuchał tego wywodu w wygodnej pozycji, ćmiąc sobie cały czas fajkę i obserwując młodego piskorza, jak wił się pomiędzy własnymi słowami, mówiąc dokładnie to co chciał powiedzieć i milcząc w sprawach, które pozostały dlań niewygodne. To zabawne, jak wiele osób skupiłoby się na tym alkoholu, narkotykach i seksie, jak mało zahaczyło o fakt, że poza tym było coś, czego się wstydził.

Były zaiste dwa rodzaje kłamstwa – wysublimowane, ażurowe zdania w których gładkie arabeski łagodziły przekaz, mydliły oczy, dawały pole do popisu wyobraźni współrozmówcy. Był też drugi rodzaj pięknego wodolejstwa, z którego ciężko było oddzielić ziarno od plew, rozeznać w którym miejscu był fałsz, skoro przy końcu wypowiedzi można było mieć problem ze spamiętaniem co było na jej początku. Isaac był jak noworoczne widowisko, pełne barwnych, rozświetlających wybuchów. Pytanie, czy pozostanie po tym smród spalenizny i mnóstwo zagracających miasto szczątków opakowań?

– Widzisz Isaaku, – podjął Anthony bardzo spokojnie, ale też poważnie, bez cienia rozbawienia tym mało subtelnym popisem. – Mam kilkudziesięciu stażystów na stanie i każdy z nich perfekcyjnie rachuje, kopiuje dokumenty bez najmniejszej nawet skazy, tłumaczy, spisuje raporty, wyjaśnia reklamacje i zażalenia, ale żaden... powtórzę żaden nie byłby w stanie z taką otwartością i bezczelnością zachęcać do aktu płciowego, który tu, w Wielkiej Brytanii jeszcze pięć lata temu był traktowany i ścigany jako przestępstwo i zrobić to w taki sposób, żeby nie stracić dyscyplinarnie swojej pracy.– pociągnął znów z fajki, enigmatyczny i niespieszny. Brakło mu tylko wielkiego grzyba na którym mógłby zasiąść i nieco zzieleniałej skóry, aby z powodzeniem móc odgrywać pana gąsienicę z poczytnej książeczki udającej literaturę dla dzieci pewnego oxfordzkiego matematyka. – Zadanie, o którym pomyślałem w kontekście Twojej osoby, w żaden sposób nie było nielegalne, wszak reprezentujemy interes magicznej społeczności na arenie międzynarodowej. Ale...chyba, chcesz bym Cię uwolnił od obowiązku pracy, dał ministerialny wilczy bilet i nigdy więcej, dla Twojego dobra, nie wracał do tej rozmowy. Cóż, kim jestem żeby Cię zmuszać do pracy na rzecz dobra kraju i tłamsić Twoje ambicje... Świat z pewnością zasługuje na Twoją trzecią książkę, będę temu kibicował. – w końcu Anthony uśmiechnął się, nieco gadzio, ani na moment nie odwracając wzroku od dziecka, które tak bardzo chciało mu zaimponować, a wyciągało tak mało interesujące go na ten moment zabawki.



RE: [06.06.72] You would not spill the tea, would you? - Isaac Bagshot - 30.03.2024

Isaac, rozwalony na swoim miejscu jak król, uśmiechał się bezczelnie. Nawet nie pokusił się o to, żeby z powrotem zapiąć koszulę. W oczach zapaliły mu się ogniki ekscytacji. Teraz to się rozkręcił! Dawno nie bawił się tak dobrze! Zaśmiał się głośno, kiedy Anthony mówił o zachęcaniu do aktu płciowego.
-Uznam to za komplement. Ale tak zupełnie szczerze, panie Shafiq, to powinniśmy się wstydzić za karanie kogoś, kto po prostu kocha. Każdy chce być kochany i każdy chce mieć kogoś, kogo będzie mógł kochać. Każdy kocha inaczej i powinniśmy to szanować. - Cała wesołość jakby na chwilę z niego wyparowała. Przez cały czas patrzył na Anthony’ego. - Dzielenie ludzi ze względu na orientację powinno być surowo zakazane i karane. Nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym.- Skwitował. Anthony może i był ekscentryczny, ale Isaac nie wiedział jakie ma poglądy na temat homoseksualizmu. Chciał jednak żeby była jasność, że w razie czego nie będzie z nim o tym dyskutował.
-A co do mojej trzeciej książki...- Tu już uśmiechnął się kącikiem ust, nieco bezczelnie. -Myślę, że to będzie dzieło mojego życia. Ta książka zostanie zapamiętana, panie Shafiq. A jeśli chodzi o dwie poprzednie, to polecam tę drugą. O nazizmie. Dowie się pan z niej rzeczy, o których nie ma pan pojęcia. Dowie się pan, co jeden człowiek jest w stanie zrobić drugiemu, tylko dlatego, że jest innego wyznania albo innej narodowości. A w ramach ciekawostki dodam, że w wolnej Polsce w przeszłości nigdy nie karano za inną orientację. A wydawać by się mogło, że polscy czarodzieje tacy zacofani, prawda? - Sięgnął po wężyk i pociągnął z shishy. Cieszył się, że wyraźnie wzbudzał w mężczyźnie jakieś emocje.
-Wilczy bilet? Panie Shafiq, jak zwykle zdam się na pana. To pan tu rozdaje karty. - Stwierdził nieco bezczelnie. Praca w Ministerstwie na pewno mu się przyda do napisania swojej książki. Łatwiej jest pozyskiwać informacje będąc wewnątrz. Isaac jednak był na tyle wykształcony, że mógł spokojnie darować sobie pracę biurowa i robić wiele innych rzeczy. Ta rozmowa i to spotkanie, poszło w bardzo złym kierunku. To nie było coś, czym mężczyzna mógł go szantażować.
- Proszę mi powiedzieć, jak się panu podobał mój występ? Powinienem jeszcze popracować? Odniosłem wrażenie, że mógł się pan poczuć nieco urażony, grożąc mi tym biletem. Ale ja pana ostrzegałem, że będę mówił prosto z serca. Nikt nie lubi być wodzony za nos, a płynie we mnie również krew Lockhartów, którzy wolą rozkładać karty, a nie dostawać resztki ze stołu. Albo będzie pan ze mną w końcu szczery, albo zejdźmy na inny temat, zjedzmy i rozstańmy się w miłej atmosferze. - Powiedział. W tym momencie ciężko było stwierdzić jaki miał humor, o czym myślał, czy zaraz się zaśmieje lub będzie poważny.


RE: [06.06.72] You would not spill the tea, would you? - Anthony Shafiq - 02.04.2024

– Ach te karty karty... Czasem chłopcze trzeba przyjąć istnienie krupiera i grać tym co się dostaje. – skomentował tylko, gdy zasłony się rozsunęły, a przed nimi zalewitowały dymiące misy, uzupełniające woń shishy o przyprawy i mięsiwa. Sosy o głębokich barwach czerwieni, żółci i zieleni przeplatane były parującymi misami lepkiego ryżu oraz koszami ociekającego czosnkowym masłem lekko nadpalonych naan. W koszyczkach pojawiły się ociekajace tłuszczem warzywne pakory i słodkie, polane lepkim syropem różanym gulab jamun'y – przypominające pączki kulki z dodatkiem zsiadłego mleka. Gnący się w pas mężczyzna polał im z tykwy jasnego choć mętnego figowego wina i odszedł równie nagle jak się pojawił.

Anthony nawet nie odwrócił twarzy w kierunku potraw, ćmiąc tytoń i patrząc na młodego Isaac'a, jak ten gotuje się przed nim, myśląc że gadulstwem i gwałtem cokolwiek osiągnie. Cóż, w szlachetnych żyłach Shafiqua znajdowała się również domieszka krwi Parkinsonów, a Ci z założenia odporni byli na ogień. Również ten wynikający z młodości i temperamentu.

– Jest mi rzeczywiście przykro, skoro założyłeś, że moje intencje nie są szczere. Ot, jesteśmy na drugiej części rozmowy kwalifikacyjnej, czy to grzech uznać, że przyjemniejszą okolicznością byłby wspólny lunch, aniżeli nużąca pogadanka w Twoim ulubionym biurze? – woda bulgotała w przerwach, a srebrzyste oczy obserwowały mowę ciała swojego rozmówcy, mimowolne drganie mięśni, to co kontrolował, co wymykało mu się brakiem doświadczenia, a co chciał pokazać. Kłamca w końcu pozna kłamcę, a Anthony nie rozmawiałby z nim tego dnia wcale, gdyby nie dostrzegł potencjału. W końcu jednak odłożył ustnik i sięgnął do wewnętrznej kieszonki swojej niemalże mugolskiej marynarki, która rychło dała odczuć na sobie swoje czarodziejskie spowinowacenie – kieszeń okazała się o wiele, wiele większa niż zakładałaby na to poszewka i w dłoni Anthony'ego ukazał się numer wczorajszy numer Proroka Codziennego. Przekartkował go z podobną nieznośnie flegmatyczną manierą, by w końcu położyć przed Isaac'iem właściwą stronę z - jak szybko mogło się okazać - bardzo niepochlebnym artykułem na swój temat w związku z rozpoczętymi pertraktacjami z Kambodżą i związaną z tym wizytą tamtejszej dyplomatki.

Anthony dał czas i przestrzeń swojemu stażyście na zapoznanie się z jego treścią i z pewną niechęcią ujął naan aby oderwać sobie kawałek i pomoczyć go w pomidorowym sosie pachnącym koziną. Jedzenia było przed nimi jak dla 6 osób, zapewne był to zestaw degustacyjny, choć sądząc po zasuszonej sylwetce dyplomaty, można było założyć, że nie zje nawet dziesiątej części tego co zostało podane.



RE: [06.06.72] You would not spill the tea, would you? - Isaac Bagshot - 03.04.2024

Isaac nie uważał, że ugra cokolwiek gadulstwem. On po prostu BYŁ gadułą, o czym Anthony pewnie dopiero się przekona. Jeśli oczywiste zdecydują się razem pracować. A czy się gotował? Było kilka tematów, które powodowały u niego chęć uniesienia głosu. Wtedy się nakręcał i bardzo dużo mówił. Zresztą, on nigdy nie potrzebował powodu żeby otwierać buzię.
Bagshot również nie patrzył na unoszące się przed nimi potrawy, wbijając uważne spojrzenie w swojego rozmówcę. Przestał na niego patrzeć, dopiero kiedy ten rzucił na stół gazetę.
-Ludzie mający szczere intencje, nie bawią się kosztem innych. - Mruknął. Chyba miał mu nieco za złe to całe przedstawienie.
Wyprostował się, żeby sięgnąć po gazetę. Zagłębił się w lekturze artykułu, jednak po jego minie ciężko było stwierdzić, co myślał. Spojrzał na Anthony’ego z nad Proroka Codziennego.
-Czy chciałby pan, żebym napisał sprostowanie? W polityce moje nazwisko się nie liczy. Chyba, że chce pan żebym znalazł haka na autorkę artykułu. Najlepiej, żeby to ona napisała, że nie miała racji. - Westchnął, odłożył gazetę i ponownie opadł na siedzenie. Przyglądał się Shafiq’owi. Isaac był bardzo dobry w przepytaniu ludzi, wyszukiwaniu informacji oraz zdobywaniu ich. Starał się jednak nie wykorzystywać tego, żeby szkodzić innym. Czy artykuł mówił prawdę? Nie wiedział. Czy Anthony by się przyznał, gdyby Bagshot zapytał go o to wprost? Przekonajmy się.
-Panie Shafiq, czy ten artykuł mówi prawdę?


RE: [06.06.72] You would not spill the tea, would you? - Anthony Shafiq - 04.04.2024

Oskarżenie spłynęło po nim jak po kaczce z St. James Parku. Więcej, jego mina, ze wszech miar rozbawiona wskazywała jasno na swoiste rozczulenie sytuacja. Jeśli myślisz, że się Tobą bawię, to wiedz, że jeszcze nie zacząłem chłopcze – zdawały się mówić srebrzyste oczy drapieżnika, który teraz leniwie rozkładał się przy wodopoju, spoglądając na płochliwą gazelkę, która miała do niego wyrzuty za nieistniejące polowanie.

– Dróg jest wiele. Możesz niczym Hamilton zalać pod pseudonimem prasę esejami wychwalającymi rozpoczęcie pertraktacji. Możesz zdyskredytować pannę Stanhope, albo też stać się jej nowym cennym źródłem informacji – nakierować ostrze jej ciętego języka na naszych politycznych przeciwników, rozpalić wyobraźnię wokół interesów innego departamentu, lub obrażając moją osobę, sprzedawać informacje dotyczące postępujących sukcesów tego przedsięwzięcia – tu oczywiście po mojej autoryzacji, część z nich nie może rzeczywiście przedostać się do opinii publicznej, mimo że leży w jej interesie. Możesz w końcu zainteresować się jej źródłami, ktoś z Twoich kolegów zdecydowanie ma za dużo wolnego czasu, z chęcią dowiem się kto. – urwał na moment, aby kolejny kawałek chlebka, tym razem z towarzyszeniem innego dipu, wylądował w jego ustach. – Mm.. ten jest wybitny, chyba mój ulubiony, dobrze, że nic nie zmienili w przepisie – wtrącił Anthony, któremu nieodmiennie towarzyszył dobry humor, a niedawna groźba zdała się przebrzmiałym gromem burzy, z której szczęśliwie nie spadł żaden deszcz. Przeszła bokiem.

– Ostatecznie też możesz zrobić zasłonę dymną, rozniecić kontrtemat, który będzie zajmował umysły dziennikarzy i obywateli, tak żeby nie kłopotali się Kambodżą. Opcji jest wiele, a decyzja... należy do Ciebie. To w końcu drugi etap rozmowy kwalifikacyjnej, nie mogę narzucić Ci rozwiązania. – tym razem jego długie palce sięgnęły po pałeczki, w które ujął słodkiego, ociekającego różanym syropem pączka. Ach, była jeszcze jedna sprawa. Westchnął z udawaną dezaprobatą, podbitą tak teatralnie, że Isaac nie miał wątpliwości co do pozy nakładającej się na pozę. Wystudiowanym, na wskroś nonszalanckim ruchem wyjął mu z rąk gazetę i odsuwając głowę nie znacznie do tyłu zaczął metodycznie spowiadać się młokosowi, skoro tego potrzebował do szczęścia, zamiast na przykład gwarantu dodatkowego wynagrodzenia:

– Nie powiedziałbym, że jestem ekscentryczny, są gorsze ode mnie przypadki. Córka antymaga na dniach pojawi się w Anglii, nie znam dokładnego terminu. Społeczność magiczna Kambodży ma do zaoferowania zdecydowanie więcej niż mugole, o czym panna Stanhope nie ma zielonego pojęcia. W pierwszej kolejności zioła, które nie występują w naszej strefie klimatycznej. Specyfiki pozyskiwane z gruczołów tamtejszych zwierząt. Po drugie – i tajne – wykopaliska w sektorze świątynnym, niedostępnym mugolom, tu rzeczywiście będziemy podejmować współpracę z przedstawicielem Departamentu Tajemnic. Kobieta istnieje i podejmie kluczowe decyzje dla kształtu umowy. Od jej kaprysu zależy czy w ogóle zostanie podpisana. Niestety, ponieważ jej ojciec zgodził się dość spontanicznie na to rozwiązanie, czego nie byłem w stanie przewidzieć rozmawiając z nim, rzeczywiście nie znajduje się w terminarzach lokalnych dygnitarzy. Arcymag i gildia która za nim stoi nienawykła do tradycji marnotrawienia czasu na bezmyślnych bankietach, na których ludzie z którymi nie negocjują próbują zbić swój kapitał polityczny. Będę ją oczywiście namawiał do zmiany zdania kiedy już będzie na miejscu, ale – jak sam rozumiesz – wolę mieć podpisane dokumenty, aniżeli zadowolonych kolegów z innych departamentów. Co jeszcze... – zamyślił się na moment skanując finalne akapity paszkwilu. – Och, nie prowadzimy wojny z Kambodżą, ciężko więc nazywać księżniczkę branką, nie ukrywam się w swoim domu, nie mam na to czasu i cóż... patrząc na długość życia czarodziei ośmieliłbym się stwierdzić, że nadal jestem młody. – Odłożył gazetę i powrócił zainteresowaniem swoim do słodkości, którą trudno było zjeść w sposób gentelmeński. Stanowczo zbyt trudno.



RE: [06.06.72] You would not spill the tea, would you? - Isaac Bagshot - 06.04.2024

Isaac czuł, że zaczyna go boleć głowa. Bardzo chętnie zapaliłby papierosa, napił się ognistej i przestał brać udział w przedstawieniu Anthony’ego. Westchnął i odchylił głowę nieco do tyłu, poza oparcie siedzenia. Spojrzał w sufit i podrapał się po roznegliżowanym obojczyku. Czy nie mogli od razu przejść do rzeczy? Kambodża. Co wiedział o Kambodży? Niewiele, tak po prawdzie. Nie był to jednak problem.
-Nie będę nikogo szantażował, ani szukał na nikogo brudów. Nie będę podpisywał się pod czymś takim moja twarzą, oraz nazwiskiem. - Zaczął, prostując się i szukając wzrokiem czegoś co miało procenty.
-Napiszę artykuł o urokach Kambodży oraz niekompetencji autorki w kwestiach podróżniczych i kulturowych. W miły, zadziorny sposób. A potem się z nią spotkam i zapytam, co myśli o tym, co napisałem. Nie wiem co pan sobie o mnie pomyślał, kiedy pierwszy raz mnie zobaczył... - Westchnął i spojrzał na Anthony’ego.- … ale nie jestem cwaniakiem, który zrobi wszystko dla pieniędzy. I pragnę przypomnieć, że niewolnictwo zostało zniesione ponad sto lat temu, więc również mam swoje warunki, zanim rozważę naszą dalszą współpracę. - Powiedział spokojnie. Czy wierzył Anthony’emu? Cóż, miał przeczucie, że kryje się za tym wszystkim coś więcej. Nie wydawało mu się jednak, żeby mężczyzna kupczył zdrowiem i życiem innych ludzi, więc nie czuł potrzeby grzebania w temacie.
- Moim pierwszym warunkiem jest pytanie, na które chciałbym, żeby pan odpowiedział. - Nalał sobie trunku i napił się. Milczał chwilę, jakby nad czymś się zastanawiał. Patrzył na Anthony’ego, ale wydawało się jakby jego myśli na dwie, trzy sekundy, powędrowały zupełnie gdzie indziej.
-Czy ma pan przyjaciół, panie Shafiq? Jednego przyjaciela, o którym pomyślał pan właśnie w tym momencie. Proszę mi powiedzieć za co, i dlaczego pan tę osobę lubi.


RE: [06.06.72 | Londyn] Daj mi swoją lojalność, a ja dam ci swoje zaufanie - Anthony Shafiq - 06.04.2024

Było coś dziwnego, w jaki sposób Anthony patrzył na dąsającego się Isaaca. Można było uznać ów błąkający się po twarzy uśmiech potraktować bardzo cynicznie, wręcz jako jawne okazywanie lekceważenia. W żaden sposób Shafiq nie próbował zrobić na młokosie dobrego wrażenia, podlizać mu się, pokazać od jak najlepszej strony. On nawet nie był krupierem, on był kasynem, który patrzył na dziecko wkraczające do jaskini zepsucia i hazardu z pierwszą wypłatą. Nie potrzebował w żaden sposób podkupić młodego, zyskać jego sympatię z tego prostego względu, że mu na niej nie zależało. Bagshot miał w sobie iskrę, ale zasięgi Anthony'ego nie ograniczały się do angielskiego społeczeństwa. Podróżował, miał kontakty, mógł takich Isaacow mieć na pęczki, ściągniętych chociażby ze Stanów, których jałowa ziemia przynosiła wielu idiotów, ale za to użytecznych idiotów łatwych do zmanipulowania.

Kto znał Anthony'ego rozpoznałby błysk w szarym oku, gdy buńczuczny stażysta po raz kolejny zarzekał się, że nie będzie zastraszał biednej panny Stanhope, ani też szukał na nią teczki. Rozpoznałby drżenie lewego kącika ust, które dyplomata zwykł mieć na widok małych, obślizgłych smoków, które właśnie opuściły bezpieczną strefę wzmacnianej wapniowej skorupy jajka.

Znali się za krótko, ale kto wie, być może Isaac z czasem dokopie się do tego, dlaczego akurat jemu została przedstawiona propozycja Bardzo Szybkiego Awansu, dlaczego mimo uciążliwego gadulstwa nadal ze sobą rozmawiali.

Anthony nadgryzł tłuste ciastko, pozwalając na krótki moment rozlać się po języku otulającemu go słodkiemu syropowi, nim wytarł go chusteczką.
– Jak wspomniałem, wybór i realizacja prawie w całości złożona jest w Twoje ręce. – nawet nie wspomniał o tym, że Isaac ma być skuteczny, ani choćby o własnej opinii na temat tego na ile to jest istotna sprawa. Pewne działania już były zaplanowane, pewne wizyty, pewne punkty pobytu dyplomatki do zrealizowania.

Próba wymuszenia rozbawiła go niepomiernie. Stawianie warunków w wykonaniu Isaaca rozczulało go jak pierwsze próby polowań norweskich kolczastych.
– To jest zabawne, że moja ochota na w ten sposób zadane pytanie jest natychmiastowo zerowana, jeśli dajesz mu ramę żądania. Miękko, subtelnie Isaac, czasem nie trzeba wyważać drzwi. Czasem wystarczy nacisnąć klamkę. – instruował go. Był daleki do tego, żeby widzieć w nim substytut własnego potomstwa, nigdy by nie dopuścił aby jego dziecko było tak bestialsko rozbestwione, puszczone samopas, marnujące swój potencjał. Wciąż jednak chciał aby sprowadzony z Włoch scyzoryk był skuteczny w tym do czego miał zamiar go użyć.

– Pozwolę sobie zapomnieć więc ten szorstki wystrzał "warunku" na rzecz przyjemnego pytania, jakie dwoje wspólnie pracujących na rzecz Anglii pracowników Ministerstwa może sobie zadać, przy smacznym, jeszcze ciepłym lunchu – to mówiąc podsunął Isaacowi pod nos koszyk z naan, aby mógł skosztować wybranego przez siebie dipu. Nie czekając jednak na jego reakcję podjął dalej: –Jest pewna osoba, która przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o przyjacielu. Powodów są tysiące, tyleż samo ile sekund oddychaliśmy tym samym powietrzem, tyleż księżyców ile rozmyślałem jak mógłbym skrócić czas oczekiwania na kolejne spotkanie. Mógłbym powiedzieć, że najbardziej cenię w nim to, jak mimo upływu lat potrafi wciąż mnie zaskakiwać i rozbawiać. Prawdą jednak jest fakt, że to jedyna osoba, której mogę zaufać w pełni. To cenny i bardzo rzadki przywilej w dzisiejszych czasach. Niewielu może się takowym pochwalić.

Mimo, że sam zachęcał chwilę temu Isaaca do jedzenia, a stół wciąż uginał się pod ciężarem degustacyjnych mis, Anthony odsunął się od blatu i powrócił do shishy, ćmiąc brzoskwiniowy tytoń. – Pismo mówi, że kto przyjaciela znalazł ten skarb znalazł, i choć lubię gromadzić różne artefakty, wiem, że najcenniejszy z nich kroczy wolno, gdzieś tu, w naszej okolicy. A Ty Isaacu? Miałeś tyle szczęścia, żeby znaleźć skarb podczas swoich wypraw?



RE: [06.06.72 | Londyn] Daj mi swoją lojalność, a ja dam ci swoje zaufanie - Isaac Bagshot - 07.04.2024

Dla Anthony’ego jego słowa mogły być przejawem buntu, jednak dla Isaac’a wcale tym nie były. Miał swoje powody, swoją pokrętną moralność, która nie pozwala mu działać na szkodę innych. Nawet jeśli zaglądał w ich umysły i widział najgorsze grzechy oraz zbrodnie, starał się nie oceniać. Gdyby nie postawa jaką prezentował Anthony - osoby, której wydaje się, że może robić z ludźmi wszystko, lekceważyć ich, oceniać i szufladkować, to może i by mu to wyjaśnił. Najwyraźniej jednak obaj nie potrzebowali czuć do siebie sympatii, więc Isaac po prostu przestał reagować na jego miny, spojrzenia oraz drgające zmarszczki. Na początku traktował go jako “gracza”. Jednak “gracze”, zdaniem Bagshota, powinni mimo wszystko darzyć się szacunkiem. A miał wrażenie, że tego szacunku do innych Anthony’emu brakowało. A już zwłaszcza w gestach.
Isaac nie próbował również niczego wymuszać. Normalnym było, że przy zawieraniu jakiejś umowy, dwie osoby stawiają pewne warunki. Może w świecie Anthony’ego Shafiqa tak to nie działało, ale w świecie Isaac'a już tak. Nie czuł się gorszy od mężczyzny, ale doszedł do wniosku, że on tak właśnie o nim myśli. Nie lubił ludzi, którzy innych mieli za nic. Ta rozmowa nie była już ani miła, ani przyjemna, więc może faktycznie Anthony miał rację, że jego ton zrobił się nieco szorstki?
-Mam przyjaciela, ale niestety daleko. Mieszka w Polsce. A to, że ma pan kogoś bliskiego, dobrze o panu świadczy. - Powiedział i faktycznie w końcu poczęstował się jedzeniem. Pachniało ładnie, a on był głodny. Usiadł wygodnie i miał zamiar spróbować wszystkiego. Skupił się więc i na jedzeniu, i na rozmowie.
-Dobrze, napiszę ten artykuł i spotkam się z panną Stanhope… albo nie! - Zaprzeczył nagle sam sobie i spojrzał na kawałek chlebka który trzymał w dłoni.- Zrobię wywiad z Khmerem, który mieszka w Londynie i zapytam go, co o tym wszystkim sądzi i jak się z tym poczuł. Poproszę, żeby opowiedział trochę o Kambodży, i potem spotkam się z panną Stanhope. A jeśli chodzi o mój drugi szorstki warunek, to jednak zmieniłem zdanie. - Uznał, że nie poprosi go o to, o co poprosić zamierzał. Tym razem spróbował sosu, który smakował jak Butter chicken. Był nieco łagodniejszy niż poprzednie dipy.
-Co do wykopalisk o których pan wspomniał,  chciałbym wziąć w tym udział jeśli będzie taka możliwość. Pracowałem już przy ruinach i mam odpowiednią wiedzę. O jaką świątynie chodzi? Angkor Wat?


RE: [06.06.72 | Londyn] Daj mi swoją lojalność, a ja dam ci swoje zaufanie - Anthony Shafiq - 10.04.2024

Anthony przypatrywał się Isaacowi przez moment nie kryjąc już wcale uśmiechu pomiędzy kolejnymi zaciągnięciami się shishą. Zjadł bardzo bało, choć z drugiej strony stół degustacyjny starczyłby dla czterech osób co najmniej. Niemniej to nie jedzenie interesowało go w tym spotkaniu, a młodzik, który nie wiedział kiedy przestać mówić. To było zabawne, zdać sobie sprawę, że Isaac Bagshot był rówieśnikiem Erika. Ten drugi jednak od lat szarpał się z brudną policyjną robotą, może to nadgryzło prostotę wypowiedzi, bezpośredniość, twardość moralnego kręgosłupa. Ministerstwo niszczyło ludzi. Anthony westchnął lekko zasmucony, choć w ogóle nie chodziło o słowa rozmówcy. Skupił się więc na swoim stażyście i podjął odkładając ustnik. Tego dnia zaciągnął się już ostatni raz.

– Owszem to ten kompleks, ale nie jego część dostępna mugolom. Pięć ósmych kwadratowej mili, kawał przestrzeni w której arcymag ma wiele do powiedzenia. Rób co chcesz, jedyną tajemnicą pozostają wykopaliska w trakcie wyjazdu, na którym będziesz oczywiście, jako pracownik departamentu, lub mój gość, zgodnie z Twoją prośbą. – niespiesznie podniósł się ze swojego krzesła. Dla niego spotkanie było już zakończone. Zastygł jednak na moment rozważając kilka spraw w swojej głowie w czasie, gdy wycierał i tak czyste koniuszki długich zwinnych palców o pozostawioną serwetkę.

–Powodem dla którego zaprosiłem Cię do pracy, z powodu którego liczyłem, że przyjmiesz to zaproszenie jest Twoja dusza. – w czerni, z łagodnym uśmiechem, który tak bardzo nie pasował do wychudzonej twarzy o ostrych kościach policzkowych, brakło mu tylko cyrografu do podpisania ludzką krwią. – Otóż, uważam idealistów za bardzo szlachetny i piękny, acz kruchy gatunek człowieka. Widziałem zbyt wiele razy, jak świat przeżuwał a potem spluwał takim idealistą, pozostawiając go cynicznym, pustym w środku, nazywającym to dorosłością. Bardzo zależy mi na tym, żebyś napisał swoją trzecią książkę. Bardzo zależy mi na tym, aby mieć gdzieś w swojej okolicy człowieka, który będzie mi przypominał dlaczego warto mieć serce po właściwej stronie. albo takiego, któremu panna Stanhope uwierzy bez zawahania to już dodał w myśli, prawda była taka, że autentyczność była w cenie bardzo, zwłaszcza po kulturowej rewolucji. Za moment ulicami mugolskiego Londynu miała przejść pierwsza parada równości. Nie zamierzał Bagshota wysyłać do rozmów z kimkolwiek z wyższych sfer, od tego miał Lisę. Ale pospólstwo? Będzie nim oczarowane. Będzie prosić, żeby wpływał na Shafiqa, będą przez niego próbowali załatwić swoje brudy. – Tylko proszę, pij i współżyj w sprawdzonych miejscach. – dorzucił jako żart na koniec i skłonił mu się w ramach pożegnania. Nic więcej, żadnych słów, żadnych obietnic.

To w końcu drugi etap rekrutacji, a nie decyzja o małżeństwie na całe życie.


RE: [06.06.72 | Londyn] Daj mi swoją lojalność, a ja dam ci swoje zaufanie - Isaac Bagshot - 19.04.2024

-Miłego dnia, panie Shafiq. I będę uważał. - Przyjął “ojcowska radę” kwitując ją lekkim uśmiechem. Miał dzisiaj rollercoaster emocjonalny i była to wina tego ekscentrycznego jegomościa. Czy ostatecznie uwierzył więc w jego słowa? Chyba tak, chociaż miał dziwne przeczucie, że chodziło o coś więcej.
Anthony spotkał Isaac’a kiedy ten był w nie najlepszym stanie. Nie chodziło o jego stan psychiczny, ponieważ we Włoszech bawił się naprawdę świetnie. Spędził prawie rok wykładając na uczelni, a potem trochę czasu ginąć w czasie i przestrzeni. Umysł miał zamroczony alkoholem i narkotykami od których nie stronił. Nie pamiętał nawet do końca o czym rozmawiali z Shafiq'iem, jednak miał to do siebie, że nawet przy urwanym filmie trzymał jako taki poziom i potrafił się wysłowić. Co mu wtedy powiedział? Czy opowiadał o swoich przygodach? O tym, jak pisał książki? Jakich ludzi spotkał? Co myśli o życiu i otaczającym go świecie? Skoro został nazwany “idealistą mającym serce po właściwiej stronie”, to prawdopodobnie tak właśnie było. Isaac bowiem zawsze widział światełko w tunelu i dobro otaczającego go świata. Nawet w najmroczniejszych czasach, spotykał ludzi którzy dokonywali niezwykłych czynów pełnych miłości i odwagi. Od zapewnienia schronienia prześladowanym, po przeciwstawianie się niesprawiedliwosci w czasach wojny i wszechobecnego terroru. Wiedział, że nawet w najciemniejszych czasach światło dobroci i solidarności nigdy nie zgaśnie. Dlatego właśnie był, jaki był - z głową pełną niewypowiedzianych marzeń oraz nadziei na lepsze jutro, która zawsze będzie w nim silna.
Koniec sesji