Secrets of London
[10 lipca, Głębina] Te Chińskie bajki || Stanley & Maeve - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+---- Dział: Podziemne Ścieżki (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=49)
+---- Wątek: [10 lipca, Głębina] Te Chińskie bajki || Stanley & Maeve (/showthread.php?tid=2927)

Strony: 1 2


RE: [10 lipca, Głębina] Te Chińskie bajki || Stanley & Maeve - Stanley Andrew Borgin - 13.12.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/31/29/3a/31293aa7e14d007eb2e242f87306a0ee.jpg[/inny avek]

Był jeden problem. Maeve strasznie mieszała w zeznaniach. Najpierw mówiła coś o wyjściu za jego ojca, aby dać mu syna, które pokocha, a później się z tego wycofywała, kiedy tylko otrzymała Boskie błogosławieństwo do tych celów. Potem zaczęła coś o jakichś męskich przyrodzeniach. Masakra. To jak to z nią już było? Wolała Atreusa czy Lorraine? Naprawdę, szalona była ta Mewka. Co jednak gorsze, nie potrafiła się zdecydować. Szkoda.

Może taka była teraz moda? Bo jeżeli tak, czemu miałby im zabraniać szczęścia? Stanley nie zamierzał ich oceniać, a co więcej, miał zamiar być dobrym dla swoich podwładnych.

Z tym akurat miała rację. Stanley był Bogiem. Musiał to sobie tylko uświadomić. Jestem Bogiem. Uświadom to sobie, sobie... odbijało się w w wnętrzościach czaszki. [/i]O rany, rany... Jestem niepokonany[/i] Przekaz prosty i wszystkim dobrze znany - najebany to do spania.

Problem z tym, że właśnie Borgin nie chciał. To nie był jeszcze czas na drzemkę. Borgin musiał wytrzymać jeszcze chwilę. Jeszcze kwadrans. Jeszcze jedną bajkę.

- Słusznie zrobiłaś - pochwalił takie zachowanie - Też bym Ci pomógł gdybym był na Twoim miejscu - zapewnił - W-S-P-Ó-Ł-P-R-A-C-A - przeliterował capslockiem, aby mieć pewność, że dobrze go zrozumie. To właśnie była przyszłość - praca w grupie. Na nieszczęście to właśnie Mewka była dziewczyną w ich grupie i musiała wykonać cały projekt jeżeli mieli go zamiar oddać w terminie. Cóż - peszek?

- A to Wy ze sobą śpicie? - spojrzał na nią, kiwając głową - Fiu, fiu. Elegancko - pokazał jej kciuka w ramach uznania - Nie powiem nic ojcu. Nie musisz się bać - zakomunikował. Mogła przecież na nim polegać, a on nie chciał skazać swojej młodszej siostry na jakieś kary za to, że nie śpi w domu po nocy.

- I słusznie, bo ja też nie. Robię to, aby chronić Waszą wspaniałą relację - postanowił stanowczą granicę - Lorraine tu bywa, więc wiesz... Może akurat na siebie traficie... - dodał. Dało się zauważyć, że moce przerobowo-władcze Cesarza, powoli się kończyły, a ta rozpędzona maszyna zdawała się gasnąć w oczach.

- Zapamiętam, że nie chodziło o kutasa - nie miał prawa tego zapamiętać. Jutrzejszy cały dzień był dla niego jednym, wielkim znakiem zapytania.

Usmiechnął się pod nosem na kredki świecowe. Wspaniały prezent. Nie chcąc, aby doszło do rękoczynów, a trzeba było przyznać, że Maeve miała teraz miażdżącą przewagę nad nim, usiadł na krześle. Oparł się wygodnie, spoglądając na drzwi.

- J-Jasne... - stwierdził, ziewając - Odpocznę tu sobie chwilkę - ostrzegł ją, zupełnie jakby wcale jej na tym nie zależało.

Prawda była taka, że jak chciał - potrafił się postarać. Nie rzucał słów na wiatr w tej chwili, ponieważ jak powiedział, tak zrobił - mineła może minuta, a Stanley wydał z siebie lekkie chrapnięcie, który mogło sugerować jedno. Zasnął. Tylko czy to, aby na pewno było pomocne? Będąc prawie nieprzytomnym ważył zapewne z dwa razy tyle co teraz. Cóż, to nie był problem Borgina, a Francisa i Mewki, którzy musieli go gdzieś przenieść.

Fakt. Nie musieli, ale wypadało i tego powinni się trzymać, czyż nie?




RE: [10 lipca, Głębina] Te Chińskie bajki || Stanley & Maeve - Maeve Chang - 19.12.2024

No popełniła błąd, zrobiła głupio. Zapomniała, że Stanley nawet na trzeźwo miał jakiś problem z łapaniem metafor, styki mu się przegrzewały, jak ktoś nadużywał sarkazmu, więc co dopiero teraz, kiedy był pijany jak kukułka i naszprycowany czymś zdecydowanie gorszym od alkoholu. Mogła sobie darować te insynuacje o rzekomym inceście, zamiast tego zwracając się doń jak do pięciolatka, wtedy byłaby większa szansa, że przekaz dotrze do odbiorcy. No ale, jak to się mawiało, Chińczyk jest zawsze mądry po szkodzie.

Zaklaskała w dłonie, kiedy przeliterował współpracę. Staszka trzeba było chwalić za każdym razem, kiedy nie przegrywał z dysleksją, zwłaszcza w momentach sążnego upojenia. Zadarła wręcz głowę, przyjmując wyraz wielkiej dumy.
- A kto to tak pięknie literuje? - Zadroczyła, ale tylko troszeczkę, nie chcąc, żeby wyszło, że się nabija. Czasami krążyły jej myśli zwątpienia po głowie, czy aby na pewno dobrze zrobiła, pomagając im wszystkim przejść z klasy do klasy, ale prawda była taka, że ani by się w ten sposób nie pozbyła ich z życia, ani nawet tego nie chciała. Może Borgin był gałganem, ale takiego kumpla to ze świecą szukać. Poza tym, nikt z nich nie robił też w życiu niczego, do czego potrzebne było im wykształcenie - Mewa odstawiała szarlatana, Sauriel bawił się w lokalny postrach, a Stanley... nadal nie rozumiała, jakim cudem przyjęli go wtedy do tego BUMu bez grupy inwalidzkiej. Może wyczytali z oczu, że pod pewnymi względami jest lekko upośledzony.

Popatrzyła na niego jak na debila, trochę skołowana w sumie kwestią Lorraine.
- Nie wiedziałam, że to jest jakaś nowość - odezwała się, marszcząc przy tym brwi. - Gdzie ty masz oczy? Przecież ślinię się do niej od czasu Hogwartu - przyznała się bez bicia, choć uciekła wzrokiem mówiąc to, bo mimo wszystko jakoś niezręcznie mówić takie rzeczy facetom. - A staremu możesz mówić, mogę mu dać korki z tego, jak zadowolić kobietę tak, żeby z nim została. - Wzruszyła ramionami. W sumie nie miała żadnej pewności, że faktycznie spłodził ich ten sam Mulciber, ale jeśli wierzyć słowom matki, ten co się przyczynił do powstania Maeve, za bardzo się nie popisał.

Uśmiechnęła się wręcz podniecona, kiedy usiadł na krześle. W końcu jakiś sukces w tej walce z wiatrakami, w końcu ofiara wpadła w pułapkę. Opanowała się jednak, nie chcąc zdradzić podstępu - zwłaszcza wtedy, kiedy spostrzegła, że Stanleyowi kleją się oczka i zaczyna odpływać.
- Jasne, Cesarzu. Ja pobruszę, a ty poczywaj - rzekła łagodnie, głaszcząc go po plecach, licząc, że zezgonuje prędzej niż później. Rzuciła tym tekstem, choć nie do końca pojmowała znaczenie, ale wydawał się wpasowywać w brednie, które ostatnią godzinę do niej wygadywał. Po chwili nachyliła się nad Stachem, słysząc lekkie chrapnięcie. Chciała się upewnić, że nie udaje.
War is over. Spał jak zabity.

Mewa wydała z siebie niemy okrzyk zwycięstwa, zacisnęła pięść w geście radosnej glorii, a potem cichutko czmychnęła na zewnątrz, aby przywołać Francisa. Trzeba było teraz ich Cesarza gdzieś umościć, żeby spał smacznie i nic mu tej alkoholowej śpiączki nie przerwało.

Koniec sesji