Secrets of London
[13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai (/showthread.php?tid=2928)

Strony: 1 2


RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.03.2024

- Może trochę? - Wyrzuciła niedopałek na ziemię i zdeptała go swoim butem. Nie miał pojęcia ile ma szczęścia, chociaż chyba zaczęło to do niego docierać. Dobrze, bardzo dobrze. Może następnym razem będzie mniej lekkomyślny, kiedy postanowi pobiegać sobie po lesie w futrze. Ktoś inny mógłby zareagować na niedźwiedzia inaczej, zdecydowanie szybciej go zabić.

To nie tak, że ona strzelała do ludzi. Zdecydowanie wolała mordować zwierzynę, ale łączyło się to zawsze z ryzykiem. Sama z siebie nie zaatakowałaby człowieka, bo po co? To nie było coś, czym się zajmowała, tyle, że skąd mogła wiedzieć, że pod niedźwiedzim futrem kryje się mężczyzna. Nie była wróżką. Miała tą swoją ukrytą umiejętność, tyle, że działała ona w inny sposób. Potrafiła dostrzec bestie, które kryły się pod ludzką postacią.

- Cieszę się, że zapamiętasz, może ci się to przydać na przyszłość. - Lekcja chyba miała jednak jakiś sens, dobrze, że coś z tego spotkania wyniesie, a przynajmniej tak się pannie Yaxley wydawało.

Nie zrozumiała nic z tego, co sobie mruknął pod nosem, Ger nie przywiązywała specjalnej wagi do nauki języków obców, nie mogła się przecież skupić na jednym, gdy podróżowała po całym świecie, to nie miało żadnego sensu.

- Nie wiem dlaczego mówisz o liczbie mnogiej, urządzam sobie polowania wtedy, kiedy mam na to ochotę. - Nadal stała przed nim, zupełnie niewzruszona. Ton jej głosu był spokojny, ale wzbudzał respekt.

- Czy mógłbyś mi oddać grot, jak ogarniesz ten burdel? - Zapytała jeszcze grzecznie, wolałaby, aby nie trafił w niepowołane ręce.

- Daleko mieszkasz? - Może trochę ogarnęły ją wyrzuty sumienia, bo mogłaby mu pomóc się teleportować nawet pod dom, gdyby wyraził taką potrzebę.




RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Nikolai Petrov - 20.03.2024

-W takim razie bardzo dziękuję, że nie celowała mi Pani w głowę - powiedział i nawet pochylił głowę, może trochę wyniośle, bo chociaż nie ujmował sobie winy, to nie miał zamiaru się kajać. -Chociaż niektórzy pewnie byliby za to wdzięczni - znowu wymamrotał.

Mam nadzieję, że twoje strzały nie są nasączone jakimś paskudztwem? - spytał z krzywą miną, bo jeżeli faktycznie łowczyni używała jakichś dziwnych specyfików, które mogłyby jeszcze działać z opóźnieniem tylko po to, by kobieta mogła pobawić się jeszcze ze swoją ofiarą, to wolał wiedzieć wcześniej i przygotować się na "ciekawy" wieczór.

A więc chciała grot z powrotem, tak? Czy nadawał się jeszcze do czegoś, jeśli strzała była złamana? W sumie można było ją naprawić prostym Reparo, o ile łowczynie zabierze drugą część strzały. Chyba że lubiła sobie oznaczać groty i wieszać nad kominkiem, żeby potem chwalić się swoją kolekcją.

Och, a tą strzałą ubiłam takiego wielkiego... i zaczęłaby się opowieść o spotkaniu z jakimś przeogromnym, rzadkim zwierzem, czego dzieciaki pewnie słuchałyby z wybałuszonymi oczami i szczękami na podłodze, a dorośli ze znużeniem.

-Pewnie. Wyślę ci go sową, tylko podaj adres - przyzwyczajał się do bólu.

Tak, zdecydowanie dałby radę dojść do domu, chociaż trochę kulał. Powinien się deportować? Mimo irytującego bólu w ranie powinien być w stanie skupić się na tyle, by przenieść się pod dom stryja bez rozszczepienia.

To byłby dopiero bolesny pech. Najpierw ustrzelony przez łowcę, bo mu się zachciało wałęsać w futrze, a potem rozszczepiony po nieudanej deportacji. Tego już chyba nawet nie można by nazwać "pechem".




RE: [13.07.1972] We're all of us haunted and haunting | Gerry & Nikolai - Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.03.2024

- Tak zdecydowanie lepiej. - Wcześniej niewzruszona teraz uśmiechnęła się do niego pierwszy raz. Dobrze było widzieć, że dzieciak szybko się uczy. Lubiła, kiedy ktoś słuchał jej ze zrozumieniem.

- Pewnie znaleźliby się i tacy, który chcieliby zakończyć swój żywot, ale ja nie jestem mordercą. - Dodała jeszcze. Nigdy dotąd nie zdarzyło jej się zabić człowieka, chociaż wiele razy było blisko. Podczas swoich wypraw wdawała się w różne bójki, z których ona jak i oni wychodzili w różnym stanie.

- Nie, akurat te nie. - Nie do końca przepadała za korzystaniem z trucizn, czasem było to konieczne, szczególnie z bardziej wymagającą zwierzyną, jednak nigdy nie był to jej pierwszy wybór. - Zresztą powiedziałabym ci, przecież mówiłam, że nie poluję na ludzi, nie musisz się bać, że umrzesz w łóżku, czy coś. - Wolała wyjaśnić mu to całkiem jasno, żeby nie musiał się głowić.

Nie chodziło o to, czy by się jej do czegoś jeszcze przydał ten grot. Po prostu po nitce, można było dojść do kłębka, w tym przypadku po grocie do tego, kto z niego korzystał. Wolałaby się nie musieć tłumaczyć z tego, że strzeliła jakiemuś dzieciakowi w nogę. Ostrożność przede wszystkim, bo i tak już nie lubili jej w ministerstwie.

- Albo dobra, odpuść sobie ten grot, zachowaj na pamiątkę, żeby przypominał ci, żeby nie włóczyć się w tutejszych lasach w formie niedźwiedzia. - Za duże zamieszanie było z tym grotem, a wolała też, żeby nie znał jej danych osobowych. - Skoro sobie poradzisz, to ja spadam. - Mruknęła jeszcze i po prostu się stąd deportowała zostawiając chłopaka samego sobie w środku lasu.



Koniec sesji