Secrets of London
[15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert (/showthread.php?tid=2972)

Strony: 1 2 3


RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie - Richard Mulciber - 26.03.2024

Kiedy usłyszał jej stanowcze "nie", poczuł przez moment, jakby cofnął się w czasie. Mimo wszystko, pozwolił jej mówić. Może miała przekonujące argumenty, żeby pozwolił jej na produkcję alkoholu? Nie widział tego co prawda tutaj. Potrzebowałaby na to innego miejsca. Bardziej, odpowiedniego. Coś jak piwnica? Potrzebny byłby do tego także odpowiedni lokal.

Zabawnie brzmiało z ust dziewczyny, mówiącej o swojej dorosłości, Co przeczyło momentami jej dziecięcemu zachowaniu. Może to był ten etap, że musiała wyjść z jednego okresu w drugi?

Część przedmiotów najwyraźniej odkupiła od rodziców swojej koleżanki. Resztę dokupowała z otrzymywanych kieszonkowych? Co więcej, miała nawet dokumenty? Tym bardziej się zainteresował, aby sprawdzić jak dobrze była do tego przygotowana. Biznes legalny. Kiedy oni działali nieco inaczej. Czy znała podstawy? Wiedziała jak funkcjonować w tym świecie? Jak rozmawiać z ludźmi? Jak nie sprzedać się dosłownie? Mieć również korzyści dla siebie? Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi?

Odebrał teczkę, otworzył przeglądając wszystko dokładnie. Poza pokwitowaniami, miała też umowę z winiarnią?

- Masz w ogóle pojęcie o biznesie?
Zapytał wprost. Dla niego, na pierwszy rzut oka, mogła wydawać się naiwna. Ktoś zainteresował się jej przepisem na cytrynówkę, a że jest młoda może to dla siebie wykorzystać. Uważnie, zdanie po zdaniu czytał jej umowę. Szukając haków. Luków. Wymagania. Czas realizacji i dostawy. Uwagę przykuwał na nazwisku osoby i adresie stacjonowania ów wspomnianego baru, z którą chciała zawrzeć umowę, chyba że widniał już jej podpis. Czy były warunki negocjacji? Przejrzał także dokumenty dotyczące jej biznes planu? W końcu taki musiał powstać, jeżeli chciała założyć coś swojego i musieli jej dać na to zgodę, aby wiedzieć, co chce otworzyć.

Pytanie zadał od razu, podczas przeglądania dokumentacji. Richard pamiętał swoje początki. Nie były łatwe, kiedy ojciec narzucił również i jemu ten obowiązek. Musiał nauczyć się rozmawiać z ludźmi inaczej, niż jako brygadzista a później auror. W końcu jego zadaniem było pozyskiwanie kontaktów o klientów z zagranicy. Nie było to od razu zaraz po Hogwarcie. A kilka lat później. Nawet kurs odbył związany z biznesem, aby nie zawalić sprawy.

- Nie zarejestrujesz tego jutro. Chyba, że powiesz o tym Robertowi dzisiaj.
Jeżeli była bystra, mogła zrozumieć, że Richard nie pochwalał działania za plecami Roberta i w swoich słowach był zdecydowanie stanowczy. Sam podobnie podstępował względem swojego ojca, tyle, że Francis wiedział o jego drodze kariery, której nie akceptował. Robert najwyraźniej nie miał pojęcia, co kombinuje jego córka. Skoro tak zapierała się, aby mu nic nie mówić. Już wystarczająco mieli problemów na głowie, aby jeszcze do nich dołączyła nieostrożność Sophie.



RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie - Sophie Mulciber - 26.03.2024

Dokumenty które podała mu Sophie, wyglądały jak najbardziej w porządku. Umowę miała podpisana z winiarnia rodziców przyjaciółki, i cena za czysty alkohol który jej sprzedawali była naprawdę niska. Prawdopodobnie chcieli jej pomóc wystartować. Nie miała jeszcze podpisanych żadnych innych umów.
-Wujku, uczę się o biznesie. Na razie chciałam zarejestrować moją produkcję i sprzedawać lokalnie po kilka butelek. Muszę iść do pracy na pół etatu, żeby odłożyć pieniądze na lokal. Nie chce robić tego w pokoju. To może zająć nawet rok, wiem o tym. Ale jeśli uda mi się sprzedawać lokalnie po kilka butelek na tydzień, to zawsze jest to jakiś zarobek. - Wyjaśniła już spokojnej. Z drugiej strony doceniła, że wujek chce jej najwyraźniej pomóc i tak się tym zainteresował.
-Będę to robić powoli i tak sobie pomyślałam… bo… tata powiedział, że mogę pomagać z naszym rodzinnym biznesem. Mówi, że będę jeździła z Tobą na spotkania z klientami, że nauczysz mnie co mamy w katalogach i pokażesz sklep. I tak sobie wtedy pomyślałam, że to od ciebie będę się uczyła i dzięki temu będę wiedziała jak prowadzić swój własny biznes. - Powiedziała. Pytanie tylko, czy Robert uprzedził o tym Richarda. Czyżby zrzucił na brata zajmowanie się jego własna córką?
Sophie przeszła już złość, chociaż nadal była trochę czerwona. Podeszła do stołu i schyliła się po jedna z zamkniętych butelek. Otworzyła ją.
-Mówiłam tacie już pierwszego dnia jak tu przyjechałam, że rozkręcam swój biznes. - Powtórzyła. Nie kłamała, naprawdę tak było. Robert po prostu nie zapytał jej co dokładnie będzie robiła. To przecież nie jej wina.
-Chciałabym żebyś spróbował i ocenił, wujku. - Powiedziała. Sięgnęła po kielich i nalała do niego żółtego płynu mniej więcej na dwa łyki. Pachniał cytrynami, był bladożółty i pływały w nim drobne kawałeczki obranych cytryn, które osadzały się na dnie naczynia. Trunek miał czterdzieści procent, jednak pijąc go, nie dało się tego odczuć. Był lekko słodki a zarazem kwaskowaty, przez co orzeźwiający. Nie miał posmaku taniego alkoholu. Zostawiał na języku przyjemny posmak cytrusów. Był na tyle wyważony, że można było wypić i pół butelki i nie zasłodzić się.


RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie - Richard Mulciber - 27.03.2024

Dokumenty wyglądały w porządku. Czy aby nie za dobrze to wszystko wyglądało? Pomogli jej wypełnić, rodzice koleżanki? Jeszcze ta umowa, podpisana także przez nią. Spojrzał także na nazwisko osoby, z kim. To była kluczowa sprawa, żeby nie doszło do jakiejś nieprzewidzianej współpracy przez nią z choćby, Rookwoodami.

Jedna z umów jaką trzymał, była zawarta z Icarusem Prewettem. Jeszcze tragedii nie było. Ale nie widział tego dobrze w dalszej części tego, co następne słuchał.

Richard próbował zrozumieć jej tok myślenia. Dziewczyna uczy się o biznesie, ale najpierw zakłada swoją działalność? To chyba nie w tej kolejności powinno się robić. O ile dobrze pamiętał, wcześniej wspomniała o oczekiwanym liście w sprawie zatrudnienia się u Blacka jako asystentka. Teraz, przypomniała mu, że miał wziąć ją pod swoje skrzydła i wprowadzić ją w podstawy zarządzania biznesem rodzinnym. Robert wspomniał mu o tym. Ale chyba nie był świadomy tego, co robi jego córka.

Wyjaśniała, a on już w połowie zamknął teczkę, lecz jej nie oddawał. Drugą dłonią rozmasował sobie nasadę u nosa zamykając oczy, próbując poukładać sobie jej informacje.

- Chwileczkę. Nie zapędzasz się?
Opuścił dłoń i spojrzał na nią naprawdę poważnie.
- Rozkręcasz biznes, dopiero skończywszy szkołę. Podpisujesz umowy z nieznanymi sobie osobami. Chcesz zatrudnić się na pół etatu u Blacka. Ja mam Cię wprowadzić w nasz rodzinny interes. Jak chcesz to wszystko ze sobą pogodzić? Biznes to nie jest zabawa Sophie.
Nie był już taki łagodny w swoich słowach. Dość poważnie zwrócił jej uwagę na to, co robiła, według niego nie przemyślała wszystkiego Podsumował jej w swojej wypowiedzi to, co do tej pory zrobiła i jemu przekazała. Czy brała pod uwagę konsekwencje, jakie mogą wyniknąć, z nie wywiązania się z umowy? Że ktoś może ją wykorzystać? Z kim rozmawiać, kogo unikać? Co zrobi, jeżeli ktoś zacznie ją zastraszać? Narzucać nierealne możliwości wykonania zlecenia? Miała jakiekolwiek pojęcie jak rozmawiać z klientami, nawet trudnej kategorii?
- A powiedziałaś, czym chcesz się zajmować? Co sprzedawać?
Zapytał. Jeżeli Robert nie zapytał. Mogła spróbować sama od siebie powiedzieć. Co szkodziło? Może zwróciłaby na siebie tym pomysłem uwagę? Albo otrzymałaby od ojca poparcie, olałby ją albo wyraził się krytyką. 
- Nie Sophie…
Chciał ją powstrzymać przed nalewaniem trunku do naczynia. Ale chyba go nie posłuchała. Nalała mu trochę stworzonej przez siebie cytrynówki, czuć było zapach cytryny, ale jeżeli był nawet słodki, Richarda zaraz skręci w żołądku.
- Nie dzisiaj.
Zaprotestował, odmawiając przetestowania jej wyrobu. Mdłości po spotkaniu z Delacour jeszcze go trzymały. A teraz jeszcze miała dojść niesprawdzona mieszkanka alkoholowa. Może też nie chciał w chwili obecnej ryzykować.

Przeniósł spojrzenie na te dwie butle, fermentujące odpowiednio płyn. Niezbyt przychylnie na to patrząc. Z punktu bezpieczeństwa, powinno to zniknąć stąd jak najszybciej.

Jako że drzwi do pokoju pozostawały otwarte, wszedł do środka skrzat Belenos z paczką, którą miał dostarczyć na to piętro dla panienki Sophie. Postawił ją przy ścianie, komodzie, gdziekolwiek w tym pomieszczeniu. Spojrzał na Richarda, a ten tylko gestem głowy go odprawił. Bez zadawania pytań. Skrzat oddalił się, zostawiając ich samych.
Właściwie to powinno zadać się jej inne pytanie.

- Dlaczego akurat produkcja cytrynówki?
Spojrzał na nią, zadając pytanie. Jakie będzie miała argumenty przekonujące, że chce to właśnie robić? Dlaczego nie nic innego, tylko właśnie to?



RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie - Sophie Mulciber - 29.03.2024

Sophie stała z butelką cytrynówki w jednej dłoni i kielichem w drugiej. Jej opowieść faktycznie była nieco chaotyczna, ale ciężko ją winić skoro Richard odkrył jej sekret i najpierw musiała mu naściemniać a potem wszystko wyjaśniać.
-Wujku… - Wyglądała na nieco dotknięta, kiedy odmówił spróbowania.
-Chciałam pracować u pana Blacka dwa dni w tygodniu. W resztę jeździłbym z tobą. A cytrynówka robi się sama. - Butelką którą trzymała w dłoni wskazała na baniaki.-Wystarczy dodać składniki i poczekać aż wszystko sfermentuje. A potem przelać do butelek i sprzedać. Chciałam zarejestrować firmę żeby wszystko było legalne. A pan Icarus kupił ode mnie sporo butelek. Muszę mu je dostarczyć i chciałam to zrobić dzisiaj. - Na wspomnienie o właścicielu baru zrobiła się lekko czerwona i odwróciła na chwilę wzrok, jakby się zawstydziła. Odstawiła naczynia na biurko.
-Mój przepis jest naprawdę dobry. Pracowałam nad nim od roku, za każdym razem jak byłam u Mandy. - Wyjaśniła. Wyglądała na bardzo zmieszaną. Słowa oraz postawa Richarda sprawiły, że czuła jakby robiła coś złego.
-Powiedziałam tacie, ale on nie zapytał. Wujku, wiesz jaki on jest… - Wyglądając jak zbity pies, czekała na decyzję Richarda. Powiedziała mu prawdę i tylko prawdę. Zrobi jednak to, co będzie jej kazał. Przyzwyczaiła się, że słowo mężczyzny jest u nich w domu ostateczne i decydujące.
-To dobry biznes, ponieważ nie jest pracochłonny. Jak zarobię na wynajem jakiegoś pomieszczeń to kupie więcej butli. A może... moze mogłabym wykorzystać jakiś pusty pokój który mamy w domu? - Spróbowała się uśmiechnąć.


RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie - Richard Mulciber - 29.03.2024

Źle się czuł, to nie będzie sobie poprawiać jej cytrynówką. A jak się zrzyga to będzie miała wystarczający powód do tego, żeby zakończyć swój biznes? Nie przebadany odpowiednio napój, zaszkodził członkowi rodziny? Może wtedy przemyślałaby jeszcze ze sto razy za co się bierze.

Jej plan działania nie miał szansy zostać zrealizowany. Black może wyznaczyć jej każdy dzień stażu, bo od razu o pracy nie było mowy, skoro nie posiadała doświadczenia. Dni jej pracy jak i umawianie się z klientami rodzinnego interesu, często mogą się pokrywać. Z ich strony, to oni powinni być elastyczni z czasem do klienta i dopasować z terminami. Nie zawsze to działało w odwrotną stronę. Chyba, że zaproponowany przez klienta termin ma się już zajęty, wtedy wychodzi z alternatywą.

To, że cytrynówka sama się robi, pozostaje kwestia znalezienia czasu przelania wszystkiego do butelek. Oznaczenia etykietą i zabezpieczenia przed wylaniem podczas transportu. I właśnie, transport. To też musiałaby załatwić. Opłacić. Ogarnąć. Przy własnym biznesie jest bardzo dużo papierologii. Nad tym przecież siedzi non stop Robert w swoim gabinecie.

Tak to w sumie w osobistej analizie wyglądało z punktu widzenia Richarda, który już swoje lata pracuje w interesie rodzinnym. Sam sporo nauczył się przez te lata. Wyciągał wnioski, uczył na błędach, te później naprawiając.

- Black może narzucić Ci terminy pracy z góry. Nie zawsze wpasuje się to, w terminy ustalone z klientami przeze mnie lub Roberta, jeżeli miałabyś towarzyszyć mi podczas rozmów. Możesz nie znaleźć czasu na zajmowanie się swoim biznesem, choćby w sytuacji, jeżeli dostaniesz zbyt duże zlecenie i co gorsza, przyjmiesz je. Nie masz doświadczenia, porywasz się na nieznane, szczerze powiedziawszy.
Wyjaśnił na tyle prostym językiem jak potrafił. Jej mina zbitego psa nie działała na niego. Rozumiał, że wciąż broniła swojego przepisu. Może faktycznie było to takie wspaniałe, że zyskała zaufanie jednego czarodzieja. Ale co dalej? Rejestrowanie firmy to jedno. Najgorzej, jeżeli zawali sprawę, wejdzie jej kontrola to jeszcze zaczną i ich biznes prześwietlać. Bo rodzina. Oby do tego nie doszło. Może już przez jej numer miał czarne myśli, obawy. Odrzucił je od razu.
- Ja nie wyrażam zgody na produkcję alkoholu w tym domu. To jest zbyt niebezpieczne. Jeżeli coś pójdzie nie tak, może dojść do tragedii.
Straszył ją? Bardzo możliwe. Więcej nie miał nic do powiedzenia. Wyraził się jasno. Stanowczo. Richard wiedział jaki jest jego brat. A skoro i sama Sophie nie zamierzała powiedzieć nic więcej swojemu ojcu na temat prowadzenia biznesu, Richard będzie ich musiał wyręczyć.

Chwilę jeszcze na nią patrzył dość poważnie, po czym spojrzał na dokumenty, jakie trzymał w dłoni. Nie oddał ich. Opuścił jej pokój, zmierzając do gabinetu Roberta. Po prostu rzuci mu to na biurko przed nos, dając mu może w ten sposób do zrozumienia, żeby tym tematem się zainteresował. Czy Sophie będzie chciała go zatrzymać?




RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie - Sophie Mulciber - 29.03.2024

-Porozmawiam z panem Blackiem, żeby dał mi stałe dni. I skoro się dopiero uczę, to w te dni byłabym niedostępna, a przez kolejne pięć na twoje zawołanie wujku… potrzebuje pieniędzy żeby znaleźć lokal.- Sophie miała łzy w oczach. Jeżeli wuj i ojciec nie pozwolą jej produkować cytrynówki, to wszystko stracone! Przecież nie będzie tego robiła za ich plecami, nie miałaby nawet gdzie. Nie rozumiała też, dlaczego wuj Richard miał takie czarne myśli.
-Nie przyjęłabym zbyt dużego zlecenia, chciałam sprzedawać to, co mam już wyprodukowane. Tak jak w przypadku mojej pierwszej umowy… - Mówiła słabym głosem, patrząc na teczkę z dokumentami którą trzymał. Nie wyrywała mu jej i pozwoliła mu wyjść z pokoju. Podeszła jednak do drzwi i wyszła na korytarz, żeby zobaczyć co zrobi. No cóż, teraz pozostało jej czekać...


RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie - Richard Mulciber - 29.03.2024

Być może nie do końca zrozumiała o co Richardowi chodziło. Być może udałoby się pogodzić jej pracę u Blacka z rodzinnym interesem. Ale nie kiedy ona z marszu, po szkole już zakłada biznes. Za plecami ojca ucząc się ważenia alkoholu. Istniała też obawa, co sobie inni o niej pomyślą? Nawet, jeżeli wyrobi sobie reputację, zdawała sobie sprawę z tego, że mogą zdarzyć się sytuacje, gdzie ktoś będzie chciał rozmawiać z jej rodzicem, a ten nie ma pojęcia o tym, co ona wyczynia? Może i z Robertem byli wychowani inaczej względem kobiet. Uświadamiać, czym powinny się zajmować. Ale tutaj. Pozwolono Sophie na samowolkę?

Potrzebowała pieniędzy. To najczęstszy problem młodych ludzi po szkole. Dlatego lepiej gdzieś na początek się zatrudnić, zarobić, zebrać doświadczenie a potem myśleć o własnym biznesie.

Ta biedna mała ruda dusza nie zdawała sobie widocznie sprawy, w jakim zagrożeniu społecznym przyszło jej żyć. W okresie wojny, trzymana od tego z daleka.

- Robert to oceni.
Zakończył dyskusję tymi słowa. Nie miał już sił na to. Wychodząc z pokoju, zaszedł jeszcze do siebie po dokumenty potwierdzające finalizację umowy i zapłatę za zlecenie od Delacour. Dopiero wtedy zszedł i skierował się do gabinetu brata. Nie pukał. Znany był już w tym domu z tego, że jak jest u siebie, nie musi tracić na to czasu. A skoro zastał brata za biurkiem, bliźniak mógł dostrzec, że był z czegoś niezadowolony.

Richard podszedł do biurka i po prostu rzucił dwiema teczkami na to, nad czym pracował obecnie Robert. O ile siedział za nim nadal.

- Umowa sfinalizowana. W drugiej teczce znajdziesz to, czym zajmuje się Twoja córka. Radzę mieć nad tym kontrolę, skoro chce zawierać umowy. Ponoć, wspomniała Ci o biznesie.
Pierw, poinformował o sprawie, w jakiej był dzisiaj przed południem, a następnie przeszedł do sprawy Sophie. W jej teczce były podobno jakieś umowy na zakup przedmiotów do produkcji cytrynówki. A także umowa na jej sprzedaż, pewnie też i dokumenty w celu zarejestrowania swojej firmy.

Richard obejrzał się jeszcze w stronę, drzwi, jakby może oczekiwał, że dziecko za nim podąży. No chyba, że wolała zająć się sprzątaniem pokoju. Będzie im na rękę.

Od tych nerwów, aż wyjął w końcu papierośnicę, z niej papierosa i po prostu zapalił. Mdłości z poprzedniej wizyty z francuską klientką mu jeszcze nie minęły, ale czy się tym przejmował? Później pójdzie odpocząć.




RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie - Sophie Mulciber - 29.03.2024

Sophie nie posprzątała szuflady która w nieładzie leżała na ziemi. Widząc, że wuj Richard zszedł na dół, poszła za nim. Stanęła w drzwiach gabinetu Roberta, jednak nie zdecydowała się wejść do środka. Wyglądała na przerażoną. Czuła, jak poci jej sie czoło, a policzki miała bardziej czerwone niż swoje włosy. Richard wszczepił w nią poczucie winy i wiarę w to, że zrobiła coś naprawdę złego. Wpatrywała się w ojca siedzącego za biurkiem.


RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie - Robert Mulciber - 31.03.2024

Dopalał właśnie cygaro, przeglądając jednocześnie gazetę. Ostatnie wydanie Proroka Codziennego, jakie wpadło mu w ręce. Chwila odpoczynku, poprzedzająca powrót do innych zajęć. Tych dużo bardziej poważnych. Każdy czasem tego potrzebował. Robert Mulciber nie stanowił pod tym względem żadnego wyjątku. Oderwał wzrok od lektury, kiedy do jego uszu dotarł odgłos otwieranych drzwi. Do gabinetu wszedł Richard, trzymający jakieś papiery. Coś było na rzeczy. Coś się działo. Ciężko było tego nie zauważyć. Nie zarejestrować. Odłożył Proroka na biurku. Cygaro oparł o popielniczkę. Nie zgasił.

- ... - zrezygnował z wypowiadania jakichkolwiek słów. Zmarszczył jedynie brwi, słysząc coś o biznesie. Wspominała? Rzeczywiście tak było? Spojrzenie z teczek przeniósł na rudowłosą, która czaiła się zaraz za drzwiami. Nie odważyła się wejść? Sam Robert jej nie zaprosił. Wrócił do teczek. Zajął się przeglądaniem dokumentów. - hmm... - padło, kiedy zaczął czytać pierwszą stronę. - ahm... - pojawiło się przy kolejnych zapiskach. - ...interesujące... - skomentował, natrafiając na kolejne informacje. Zajęło mu to wszystko dłuższą chwilę. Ton głosu mówił niewiele. Podobnie jak wyraz twarzy.

Kiedy skończył, starannie odłożył wszystko do odpowiednich teczek. Zamknął je. Odchylił się w swoim fotelu. Przez kolejnych kilka chwil po prostu myślał. Naprawdę aż tyle umknęło jego uwadze? Aż tyle zrobiła? W którym momencie popełnił błąd, w kontekście wychowania własnego dziecka? Własnej córki?

- Co o tym myślisz, Rick? - zamiast powiedzieć coś od siebie, zamiast wyrazić własną opinię, zadał pytanie bratu. Nie znaczyło to jednak, że zdania nie miał. Nie znaczyło to, że był w tym przypadku po stronie Sophie. Po prostu pytał, oczekiwał że brat powie mu, co o tym myślał. Może pomoże mu upewnić się w tym, że sam podejmował w tym aspekcie właściwą decyzję? O ile ta właściwa decyzja istniała. Bo przecież zawartej umowy nie dało się tak po prostu odkręcić. Zerwać bez żadnych konsekwencji. Chociaż...

...ponownie wyciągnął ręce w kierunku teczek. Raz jeszcze zaczął przeglądać dokumenty, tym razem skupiając się na pewnych szczegółach. Z kim została zawarta umowa? W jaki sposób zdefiniowano strony? Jak wyglądały terminy? Jakiej wysokości kary umowne uwzględniono? Kiedy wszystko zostało podpisane? Czy w odpowiednim terminie Sophie planowała zgłosić to do właściwego Departamentu Ministerstwa Magii? Tak wiele pytań. Tak wiele odpowiedzi, z których część będzie musiała udzielić im ona.

Dlatego też skierował wreszcie swoje spojrzenie ponownie w stronę córki. Gestem dał jej znać, żeby weszła; żeby weszła i czekała.




RE: [15.07.1972r.] Co tam chowasz? | Richard & Sophie & Robert - Richard Mulciber - 31.03.2024

Nie musiał nic mówić. Wystarczyło, że poświęci odpowiedni dla siebie czas, żeby zapoznać z zawartością jednej, ważniejszej teczki. W której znajdowały się działania jego córki. Być może to czas, aby zacząć skupić na nią większą uwagę? Mieć lepszą kontrolę? Gdyby sytuacja była zwyczajna, nie wymagająca natychmiastowej interwencji, najpewniej Richard nie zawracałby bratu głowę. A zostawił co najwyżej temat na odpowiedni moment. Przy posiłku? Albo i jak będą w innym pomieszczeniu, niż gabinet.

Sophie jednak postanowiła iść za nim. Ale nie weszła. On sam nie zapraszał jej, pozostawiając to decyzji bratu. Pozwalając mu tym samym w milczeniu i skupieniu na spokojnie się zapoznać z zawartością materiałów. Mieli przecież czas.

O ile sam Richard wyczytał z dokumentów i dowiedział od Sophie, znajdowała się tam podpisana umowa z Icarusem Prewettem. Na jakieś ponad dwadzieścia butelek? Co więcej. Miała przygotowane dokumenty na zarejestrowanie swojej działalności, ale nie dokonała tego jeszcze. Nie było pieczęci czy podpisu? Nie było dokumentu potwierdzającego, że ów działalność założyła? Nie mógł niczego przeoczyć, jak przeglądał papiery. Sama mu powiedziała, że chce iść jutro tego dokonać.

Czekając na jakiekolwiek słowa Roberta, Richard palił sobie papierosa. Aż usłyszał pytanie. Co znaczyło, że brat zapoznał się zawartością teczki.

- Być może nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby nie to, że robi to w ciemno. Nie mając doświadczenia. Jest młoda i łatwo mogą ją wykorzystać. Co więcej...
Westchnął. Mówiąc to, patrzył na brata. Dzięki tytoniowi, opanował swoje nerwy i mówił spokojniejszym tonem.
- W pokoju ma produkcję. Co według mnie nie jest bezpieczne warzenie alkoholu. W takiej ilości. Coś pójdzie nie tak i stracimy wszystko.
Spojrzał na Sophie, która może weszła do środka gabinetu, albo jeszcze tego nie zrobiła. Spojrzał na nią krótko. Ale poważnie. Może badał jej reakcję? Zachowanie? Bała się? Wrócił spojrzeniem na oblicze brata.
- Czeka na list od Perseusza Blacka. Chce się u niego zatrudnić jako asystentka. Jak mi to wyjaśniła. Potrzebuje pieniędzy na swój lokal aby móc prowadzić swój biznes. Zakładam, że o tym też nie wiedziałeś?
Dodał, zadając przy tym pytanie. Kolejna rzecz, o której powinien wiedzieć Robert, jeżeli i o tym nie miał pojęcia. Od niego w sumie zależała decyzja, czy na którekolwiek z jej działań, wyrazi zgodę. Richard nie wspominał nic o tym, że przecież chciała im pomagać i uczyć się tutejszego, rodzinnego biznesu. Czy w taki wypadku, ma to jakikolwiek sens?