![]() |
|
[22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [22.07.72 | Little Hangleton] Pierwsze życzenie (/showthread.php?tid=3002) |
RE: [22.07.72] Your wish is my command. First one. - Isaac Bagshot - 29.03.2024 Widząc zmieszanie Neila, doszedł do wniosku, że lepiej go nie zaczepiać. Isaac był gadatliwy i bardzo ciekawy ludzi. Zawsze powtarzał, że o każdym człowieku na świecie można napisać książkę. Pozostawała jedynie kwestia jego kolegi z biura - Boba. Poznając go nieco lepiej, przyzwyczaił się do smrodu kanapek z pasztetem, i zaczął go bardziej doceniać (Boba, nie pasztet). Doszedł więc do wniosku, że i o nim mógłby jednak coś napisać. Już nawet miał w głowie tytuł - “Bob bohaterem, czyli historia pasztetowego paladyna”! Jednak odłóżmy żarty na bok, Isaac był naprawdę wdzięczny koledze, że dzięki niemu może sobie nieco skracać czas pracy i chodzić na częstsze przerwy. W końcu Pasztetowy Paladyn od dobrych trzydziestu lat nie korzystał ze swoich przerw. -Oczywiście panie Shafiq, zaraz poddam to ekspertyzie moich wprawnych dłoni.- Uśmiechnął się jeszcze do Neila, poprawił kapelusz i podszedł do zamurowanej ściany z różdżką w dłoni. Już chciał zażartować: “Ło panie! A kto to panu tak spierdolił?”, jak to mawiano w Polsce, jednak powstrzymał się. Dotknął dłonią cegieł i spróbował przyjrzeć się zaprawie oraz cegłom. Dotykał ich, kucając nawet. Może zaprawa w którymś miejscu była źle położna i można było przesunąć cegłę? Percepcja - [roll=Z] Po chwili zdecydował, że powinien sprawdzić czy ktoś nie znajduje się po drugiej strony. Użyje uroku który wykrywa żywe istoty, oraz tkankę. Myśliwi używają często tego uroku, żeby sprawdzić gdzie uciekła zraniona zwierzyna, oraz czy dalej dycha, czy jednak nadal ucieka. Jeśli mu się udało, każdy z nich podświetlił się na chwilę na zielono. Jednak nie tylko od nich biła poświata. Morpheus mógł dostrzec, że bardzo blisko jego buta leżały szczątki szczura który zdechł jakiś czas temu, a teraz padał od niego delikatny blask wywołany zaklęciem Isaaca. Przez jedną ze ścian gdzie znajdowały się drzwi wejściowe, widać było leżące nieopodal truchło wilka, również podświetlone na zielono. Przez kopułę padała na nich poświata ptaków, które odważyły się wzbić do lotu w trakcie zacinającego deszczu. Jeśli coś żywego lub martwego znajdowało się za cegłami, powinni to zobaczyć. Zaklęcie działało na kilka metrów. Bagshot był naprawdę dobry z Zaklęć i Uroków. W tym temacie znał naprawdę bardzo skomplikowane czary. Rzut Zauroczenie [roll=PO] Jeśli mu się nie udało, no to cóż, nic się nie stało. Shit happens. Samopiszące pióro notowało w najlepsze. Notatnik lewitował teraz tuż obok Neila, który z łatwością mógł przeczytać co było w nim napisane: “Dwóch dzielnych wojowników próbowało wydostać się z lochów pełnych sklątek tylnowybuchowych. Musieli jednak chronić nie tylko siebie, ale również dwie dziewice które obronili przed potężnymi monstrami. Neil Niepozorny oraz Isaac Gadatliwy, zdecydowali się chronić je i wyprowadzić na światło dzienne. Nie wiedzieli jednak, jak marudne, kapryśne i niewdzięczne okażą się ich towarzyszki. Były to bowiem wszystkim znane bogaczki - Morpheusa Pompatyczna oraz Antonina Wiecznie-Niezadowolona…” RE: [22.07.72] Your wish is my command. First one. - Morpheus Longbottom - 29.03.2024 Na wspomnienie gangu, Morpheus zmarszczył zabawnie nos. Jeśli kogoś tutaj zamurowano, wolałby zdecydowanie, aby były to porachunki jakichś pomniejszych czarnomagów, niż takiego jednego konkretnego. Nie tylko przez wzgląd na powagę sytuacji, ale dlatego, że wtedy mógłby pożegnać się z posiadłością, bo zostałaby zaanektowana na czas śledztwa przez Biuro Autorów, a on już wiedział, jakie oni mają tempo działania. Zwłaszcza po ostatnim... — I przejście do wieży. Na pewno trzeba będzie to rozebrać. Zalśniły pięknie padły wilk (albo inny psowaty, Morpheus nie kojarzył czy w Anglii jeszcze jakieś zostały, musiałby zapytać Samuela), zalśnił gnijący szczur, od którego Morpheus się odsunął z obrzydzeniem na twarzy. Robactwo już zasiedliło jego ciało i czarodziejowi zrobiło się niedobrze. Zalsnili też oni, żyjący. Przez ścianę błysnęła mysz, która zaraz zniknęła z pola widzenia, poza zasięg zaklęcia. Żadnych trupów, martwych zwierząt, czarodziejów czy innych istot, które mogłyby ich zaatakować. Na duchy i zjawy ściany zaś nie działały i nie należało się ich obawiać. Longbottom wyglądał na niemal zawiedzionego tym faktem. Oczywiście kluczowe było stwierdzenie: prawie. Niesamowicie bawiły go dokumenty posiadłości, jej historii, które przygotował Anthony, ale nie chciał żadnego aktywnego śledztwa. Niechaj historia pozostanie w tle, jako groteskowa ciekawostka. Czy wiecie, że trzeci właściciel właśnie w tej sali zjadł swojego kuzyna? brzmiało dużo lepiej, gdy miało paść podczas wystawnej kolacji, niż jako odpowiedź na pytanie: Czy znał pan historię posiadłości? podczas przesłuchania w BUM-ie odnośnie okoliczności odkrycia zwłok. Zanim wyciągnął różdżkę i potencjalnie skompromitował się, jak na czarodzieja czystej krwi wcale tak dobrze nie czarował, nagły podmuch wiatru zatrzasnął drzwi, a gdy Morpheus ponownie sięgnął do klamki, ta nie chciała ustalić. — Neil, mógłbyś mi pomóc? — zapytał, wyrzucając peta na ziemię, depcząc go obcasem, aby zwolnić swoje ręce. Zamierzał dostać się do środka tamtego pomieszczenia z uporem typowym dla jego rodu. Jak nie subtelną magią, to taranem. Postanowione. RE: [22.07.72] Your wish is my command. First one. - Neil Enfer - 29.03.2024 Czemu tak się do niego uśmiechnął, mówiąc o swoich wprawnych dłoniach? To przypadek, na pewno przypadek. Nie ma co zwracać na to uwagi, nie ma co. Tak wyszło i tyle. Macanie cegieł się rozpoczęło, później czytanie aury... Lub czegoś innego. Tak czy inaczej bardziej i mniej żywe elementy natury zaczęły się świecić, co nie mógł powiedzieć, że go nie zdziwiło. Zadarł głowę na ptaki nad nimi. Dziwnie było wiedzieć, że coś tam siedzi w taką burzę. Trochę mu się żal zrobiło tych stworzeń. Gdyby mieszkał w takim zamku, na pewno wygospodarowałby piętro w wieży w której całe ptactwo mogłoby się chować, w końcu w zamiast za to miałby stały dostęp do piór, które są składnikiem wielu eliksirów. Opuścił szybko wzrok, wzdrygając się gdy drzwi zamknięte przeciągiem, trzasnęły. Tylko, nie było tu aż takiego przeciągu przecież, tak mu się wydawało. Gdyby miał mokre ubrania nadal czułby każdy lekki powiew, a teraz? W suchych ciuchach czuł się jak bez ręki! Popatrzył na Morpheusa, uniósł brew i skinął głową. Otworzyć drzwi? Przecież już przed chwilą je otworzył bez większych problemów, a teraz jak są jeszcze do tego rozruszane, to powinno pójść łatwo. Otóż nie poszło. Chwycił klamkę, pociągnął. Drzwi nie ustąpiły. Zastosował więc dobrze mu znaną technikę ojca, gdy drzwi do łazienki co chwila się zacinały i musieli razem ratować mamę spieszącą się do pracy. Zaprzeć się nogą o ścianę u dołu drzwi, naciśnij na klamkę i szarpnij obiema rękoma. Drzwi zajęczały, jak... po prostu drzwi wydały z siebie dźwięki i otworzyły się trochę, zostawiając szczelinę przez którą można było swobodnie zajrzeć do środka i do szczuplejsza osoba mogłaby się tam przecisnąć. -Oh...-jojknął, zaglądając za drzwi, które puścił i odsunął się o krok.-Problem muru się rozwiązał.-rzucił, teraz już kompletnie nie mając ochoty tam wchodzić. Co jeśli i ich zamuruje? Otwarcie drzwi [roll=Z] RE: [22.07.72] Your wish is my command. First one. - Morpheus Longbottom - 03.04.2024 Drzwi wydały z siebie przeciągły jęk, jakby otwierały się wrota piekieł, nie tylko jedno skrzydło na zardzewiałych zawiasach. Drzwi nie otworzyły się w całości, jednakże wystarczająco, aby czwórka mężczyzn mogła zobaczyć wnętrze pomieszczenia. Świeża, dziwna ściana zniknęła całkowicie, wyparowała wręcz. Magia zdecydowanie. Pomimo bluszczu, który wyrastał z posadzki i zajmował większą część południowej ściany komnaty i przy tym zasłaniał niczym kurtyna okno z powybijanymi szybami, nie było aż tak ciemno wewnątrz, jak powinno. Oczy całej czwórki jako pierwsze mknęły do przedmiotu, który zdawał się lekko iluminować w burzowym półmroku, chociaż mogła to być też iluzja wzrokowa odbijających się świateł różdżek. Pośrodku pomieszczenia stała cyrkowa Calliope. Błyszczała nowym lakierem, bez śladu kurzu ani rysy zużycia, jak spod igły, świeżo z fabryki, która ją wyprodukowała. Zdawało się niemal, że gdyby dotknęło się czerwonej farby w kolorze strażackim, opuszki odcisnęłyby swój ślad na świeżej powierzchni. Gwizdków, pomimo wilgoci przestrzeni, nie dotknął ząb czasu, żadna matowość ani rdza. Piękne rzeźby kwiatowe zachęcały, aby zajrzeć do tyłu i zobaczyć klawiaturę i precyzję wykonania, podejść bliżej. — Twoi koledzy z cyrku nie zgubili czegoś? — zapytał Antoniusza Morpheus, samemu rozjarzając swoją różdżkę światłem i unosząc ją lekko do góry, aby dojrzeć lepiej detal instrumentu. Chociaż sam czarodziej nigdy nie grał na żadnym instrumencie, tych kilku lat pianina pod okiem matki, kiedy miał jednocyfrową liczbę lat, przed pójściem do Hogwartu, nieszczególnie liczył, nic już nie pamiętał, takie obiekty pięknie wypełniały przestrzeń, nawet jeśli ich brzmienie nie należało do najbardziej subtelnych. Niewymowny wszedł do komnaty jako pierwszy, nieustraszony pracownik Departamentu Tajemnic. Neil właśnie widział, dlaczego Longbottom go ostrzegał, że pewnego dnia może po prostu zniknąć z tego świata, skoro nic nie wzburzało jego krwi tak, jak dziwne sytuacje. Wchodził w nie tak jak w codzienność dnia. Z rozwagą, ale i także potrzebą rozwiązania zagadki. Zbliżył się do niej na dwa kroki i przesunął na bok, aby nie zasłaniać sobą widoku reszcie. Nagle, pośród grzmotów burzy, zabrzmiała muzyka. Calliope, chociaż nie podłączona do żadnego źródła pary, zaczęła grać. RE: [22.07.72] Your wish is my command. First one. - Anthony Shafiq - 03.04.2024 [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/cf/bf/77/cfbf7700d68238fddf7fc37cc2afbf62.jpg[/inny avek] Entuzjazm przygasł niczym płomień w kominku, gdy ciągu zabrakło. Anthony ściągnął brwi, a jego twarz wyrażała pełnię niepokoju i troski.
– Tego nie było w dokumentach... – szepnął podchodząc niespiesznie do drzwi. Zatrzeszczała skóra, gdy poprawił chwyt na swojej różdżce i skupił się, aby wytworzyć tarczę wokół przyjaciela, który postanowił z wrodzoną sobie ciekawością wejść do środka i przyjrzeć się piekielnej machinie. – Bardzo chciałbym odpowiedzieć na Twoje pytanie twierdząco, ale zaiste jeżeli miałbym jakichkolwiek kolegów, wiedzieliby oni o tym, jakim brakiem szacunku obdarzam te rozstrojone rzęchy! Przecież to inkarnacja muzycznej abominacji. – westchnął ciężko unosząc brew, rozciągając zmarszczki żłobiące blade czoło, śledził uważnie zza progu kroki Morpheusa, gotowy w każdej chwili zareagować wzmocnieniem tarczy, gdyby raniąca uszy skrzynia zamierzała krzywdzić bardziej bezpośrednio. – Jeśli chcesz mieć w swojej rezydencji organy zrozumiem, zabuduje Ci nimi piwnicę i dam białą maskę upiora tylko zaklinam... pozbądźmy się tego tutaj jak najszybciej. – dodał jeszcze niepewny, czy to cokolwiek pomoże. Morpheus potrafił robić wobec niego bardzo miłosierne uczynki, by później dla równowagi torturować go latami pomyleniem postaci ze sztuk Ajschylosa. Cały czas jednak koncentrował się na tym, aby utrzymać barierę ochronną. Tak na wszelki wypadek... Rozpraszanie na rzecz tarczy Morpheusowej
[roll=PO][roll=PO] RE: [22.07.72] Your wish is my command. First one. - Isaac Bagshot - 03.04.2024 O? Czyli wszystko się udało i nikt nie ucierpiał. Wyglądało na to, że w budynku nie było nikogo oprócz nich, chociaż któż to może naprawdę widzieć? Isaac wszedł do pomieszczenia za Morpheusem i Anthony'm. Samopiszące pióro oraz notatnik, powędrowały tuż za nim. Zaśmiał się jedynie na widok "mebla". Nie rozumiał, dlaczego tak narzekali! Jemu się podobał! Jego wygląd odzwierciedlał dokładnie to, co miał w głowie, kiedy spędzał z nimi czas. - Panie Longbottom, z-zostawiamy...? - Zapytał, nadal się śmiejąc. Z jakiegoś powodu potrafił sobie wyobrazić Morpheusa siedzącego w fotelu i pijącego kawę tuż obok tego "dziadostwa". Isaac widząc jednak, że Anthony unosi różdżkę i próbuje czarować, sam wyciągnął swoją. Może mężczyzna zauważył coś, czego oni jeszcze nie dostrzegli? Jego zaklęcia zostały zniwelowane, więc czy to możliwe, że przedmiot w jakiś sposób utrudniał używanie czarów? Sam spróbował wyczarować więc panom tarcze. W końcu stali najbliżej i teoretycznie byli najbardziej narażeni. Anthony [roll=Z] Morpheus [roll=Z] Kątem oka zerknął, czy Neil był z nimi. Robiło się naprawdę ciekawie! Isaac miał nadzieję, że jego samopiszące pióro spisze się na medal! RE: [22.07.72] Your wish is my command. First one. - Neil Enfer - 03.04.2024 Oh... No tak... Straszny dom, straszna przeszłość, tajemnicze przejście i tajemniczy przedmiot, czy raczej cały mebel. Niech mu potem ktoś wypomni, że mugole są bez sensu. Otóż, przynajmniej nie mają przedmiotów co mają świadomość i zęby. Jak człowiek ma ochotę poczytać po jaszczurkach to nie musi ryzykować utratą dłoni. Był trochę martwy w środku i pokazywał to twarzą, gdy dostał chwilę swobody, bo dwaj panowie zaczęli pakować się do pomieszczenia, jak staruszki do autobusu, gotowe walczyć o wolne miejsce. Proszę bardzo, niech idą, śmiało, on sobie poczeka, bo za plecami obcego faceta nie bardzo chciał mieć. Trochę też go dziwiło, że nie szedł dziarsko przed siebie. Czyżby się bał? Zerknął tylko na niego, zaraz wracając spojrzeniem na szczelinę między drzwiami, a framugą, na swój sposób delektując się muzyką, jaka wywoływała w nim przyjemne odczucia. Lubił organy, uwielbiał je, a te były szalenie specyficzne i ich dźwięk był upiększany echem. Pewne wspomnienia wracały, gdy splótł ręce za plecami i przypatrywał się instrumentowi, zerkając luźno na towarzyszy. No dobra, cała otoczka i klimat były niepokojące, ale tak poza tym... Całkiem przyjemne miejsce. Duchy tu mieszkające miały specjalny rodzaj gustu i doceniał to. RE: [22.07.72] Your wish is my command. First one. - Morpheus Longbottom - 03.04.2024 Muzyka dalej płynęła, z instrumentu, który nie powinien wydawać dźwięków, ale w końcu była magia, więc mógł być zasilany w ten sposób, obieg powietrza dzięki zaklętemu generatorowi, nie takie cuda widział świat. To nie było niepokojące. Raczej melodia, nieco rozstrojona i absolutna czystość Calliope, sprawiały, że włoski na ramionach i karku Morpheusa stawały dęba. Nie była to tylko ekscytacja, ale również groza, wyuczony instynk, wytrenowany na Departamencie Tajemnic. Bez czarów ochronnych, za to z przygotowaną różdżką i myślą do teleportacji, poruszył się z prawej strony instrumentu, chcąc zobaczyć jego resztę i zamarł. Chociaż zaklęcie Bagshotaujawniło przed nimi żyjące (oraz martwe) istoty w pomieszczeniu, przy klawiaturze zdecydowanie siedział wysoki jegomość, wygrywający melodię. Palce poruszały się adekwatnie po białych i czarnych klawiszach, nieco mechanicznie, jak sama melodia. Jego ruchy również były szarpane. Mężczyzna miał na sobie czerwony strój cyrkowca, ze złotym warkoczem, pagonami, obcisłe białe bryczesy oraz wysoki kapelusz, wszystko to wyglądało na zupełnie nowe i pachniało... Plastikiem? Melodia się urwała. Mężczyzna spojrzał na Longbottoma twarzą... Morpheus jej nie znał i znał ją jednocześnie. — Jakże podoba się państwu występ? — rozległ się donośny głos, chociaż usta mężczyzny się nie poruszyły. Neil znał ten głos. Należał do jego ojca. Morpheus cofnął się o krok, ale jeszcze nie rzucił czaru. Tymczasem mężczyzna śmierdzący nowym plastikiem wstał, ukazując się reszcie czarodziejów. Jego twarz również wyglądała, jak twarz ojca Neila, ale w czasie, gdy był zdrowy. — Och, synku, ciebie się tutaj nie spodziewałem! Cyrkowiec wyciągnął ręce w stronę młodego wilkołaka, jak do objęcia. Wtedy właśnie Morpheus zareagował, rzucając szybko zaklęcie. Swoje ulubione, arresto momentum, chcąc zatrzymać istotę przed dalszym poruszaniem się. Kreatura zatrzymała się w miejscu, ze sztucznym uśmiechem i tylko gałki ocznej poruszały się to w stronę Morfeusza, to w stronę Neila. — Mniemam, że próbuje udawać twojego ojca, Neil... — podsumował myśli prawdopodobnie wszystkich na głos, odsuwając się dwa kroki i stanowiąc barierę pomiędzy czarodziejami, a wynaturzeniem. Jeszcze tylko nie widział, czym to jest, skoro nie jest człowiekiem. Rzut na Translokację (z)
[roll=Z]RE: [22.07.72] Your wish is my command. First one. - Neil Enfer - 03.04.2024 Koniec końców jednak trzeba było wejść do środka i nie było tam az tak znowu strasznie, ot ciemno i dziwnie, ale byli tu stadem prawda? Każdy z nich na pewno nie takie rzeczy w życiu widział i choć każdy miał inny szacunek do własnego życia, tak na pewno był gotów. Przechylił głowę na bok, zdziwiony słysząc znajomy głos. Jego brwi od razu się ściągnęły, a zmarszczka pomiędzy nimi pogłębiła się gdy zobaczył i twarz... tego czegoś. Odruchowo zmarszczył tez nos, cofając się o krok na widok dziwactwa. -Ta, tyle zdążyłem zauważyć.-fuknął oburzony na podróbę.-Ale idzie mu to słabo. Mój ojciec by się w takie paskudne ciuchy nie ubrał. I upadłby wstając tak szybko.-unosząc brew obrzucił marionetkę zdegustowanym spojrzeniem, splatając ręce na piersi. Przesłanek co prawda było jeszcze dużo, dużo więcej które mówiły, że ma przed sobą wszystko, ale na pewno nie swojego ojca. Szybko jednak zrozumiał, że był niemiły i czy stwór zasługiwał na takie tratowanie. Był straszny, owszem, ale brzyski pysk i zła aura jaką roztaczał nie były jego winą, czasami człowiek się taki rodzi i musi z tym żyć, w końcu nie każdy wygląda jak seksowny Bóg, nie każdy może być Morpheusem. -Ale ćwicz dalej, kiedyś się uda.-uśmiechnął się do stworzenia, starając się miłym głosem i kciukiem w górę pokazać swoje wsparcie dla rozwoju umiejętności potwory. RE: [22.07.72] Your wish is my command. First one. - Anthony Shafiq - 04.04.2024 Zaiste, jednym z największych koszmarów Anthony'ego Shafiq'a była utrata kontroli w niekontrolowanym otoczeniu.
I to właśnie się działo. Magia nie działała, może różdżka obraziła się na fakt, że od ponad miesiąca z zawzięciem ćwiczył magię bez jej użycia? Irytacja sięgała zenitu, gdy nieproszony gość ruszył w stronę Neila. Może i nie miał najwyższego mniemania o chłopaku, wiedział jednak, że dość już tragedii posypało się na głowę jego przyjaciela, by jeszcze tracił przypadkowo swojego pupila w miejscu, które Morpheus miał przecież kupić! –Cóż to za paskudztwo? – warknął. – Bogin? Niemożliwe, wszak to Ty wszedłeś pierwszy do pomieszczenia.– odchylił głowę unosząc z niechęcią podbródek, wypychając go do przodu jakby obecność stwora urażała go samym zaistnieniem w przestrzeni. Już wystarczyło to fałszujące pudło. Jeśli Anthony w przepastnej pamięci przypomniał sobie cóż to był za rodzaj doppelgangera, zamierzał natychmiast podzielić się tym z pozostałymi, sam tymczasem mocniej zacisnął dłoń na krnąbrnej różdżce i ponownie podjął próbę otoczenia tarczą przyjaciela i jeśli energii starczyło również Neila, jako cel ataku. Wiedza o świecie [roll=PO] Oczy Anthony'ego rozszerzyły się w nagłym zrozumieniu. Gdy tylko odpowiedź przyszła mu do głowy krzyknął: – To tylko zaklęty manekin, musiał przyjąć formę tego kto dostał się do pokoju skutecznie. Może to jakiś system antywłamaniowy? Nie ma co zwlekać, ridiculusem go nie zdeptacie, ale nie zrobi nam krzywdy bez kończyn. Rozproszenie tarcza na Morpheusa (przy dwóch sukcesach też na Neila) [roll=PO] [roll=PO] [inny avek]https://i.pinimg.com/564x/cf/bf/77/cfbf7700d68238fddf7fc37cc2afbf62.jpg[/inny avek] |