Secrets of London
[17.07.972] Ależ ty wyrosłaś, Ziemniaczku! Brenna i Isaac - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [17.07.972] Ależ ty wyrosłaś, Ziemniaczku! Brenna i Isaac (/showthread.php?tid=3008)

Strony: 1 2


RE: [17.07.972] Ależ ty wyrosłaś, Ziemniaczku! Brenna i Isaac - Isaac Bagshot - 18.04.2024

Isaac wysłuchał słów Brenny i prawdą było, że dziewczyna nie mogła widzieć, jakie naprawdę miał intencje. Dla niego czas jakby trochę się zatrzymał. Wyjechał zaraz po szkole, a o ludziach których zostawił w Anglii, miał cały czas takie samo zdanie jak jedenaście lat temu. Podświadomie wiedział, że się zmienili, ale skoro w głowie nadal darzył ich zaufaniem, to był pewien, że myślą o nim podobnie. W pierwszej chwili więc do głowy mu nie przyszło, że Brenna może mu nie ufać. Mimo że rozmawiali na poważne tematy, to czuł się jak za dawnych lat, kiedy mogli powiedzieć sobie wszystko i żadne z nich nie oceniało tego drugiego.
-Tak, formowanie się takich grup ludzi jest bardzo ważne. Dobrze, żeby sąsiad pilnował drugiego sąsiada, a przyjaciele dbali o siebie nawzajem. Trzeba by… jakoś zachęcić do tego ludzi, jeśli wiesz co mam na myśli. Przydałaby się jakaś seria artykułów w Proroku Codziennym, ale nikt się pod tym nie podpisze swoim nazwiskiem... - Odstawił pustą szklankę. Miał w głowie pewien pomysł, jednak wymagał on bardzo dużo przygotowań. Nie było to do końca legalne, więc musiał to wszystko dobrze zaplanować. Dlatego właśnie był tak rozdarty. Z jednej strony chciał wykonywać swoją pracę, a z drugiej nie potrafił być obiektywny tak jak chciał. Raz wstawał rano i był pewien, że to udźwignie, a po śniadaniu zastanawiał się, co mógłby zrobić żeby pomóc i był bardzo przejęty.
Słowa Brenny nie pomogły. I chyba nie spodziewał się, że wprost wypali z takim pytaniem. Dla niego odpowiedź była logiczna, jednak z jakiegoś powodu trochę ciężko przeszła mu przez gardło.
-Ponieważ to moja praca... - Spojrzał na nią lekko zmieszany. Poczuł się winny? Chciał być historykiem, poszedł na uniwersytet, przez wiele lat podróżował i pisał na tematy które uznawał za ważne. Jeśli teraz nagle porzuci swoją pracę, to kim wtedy będzie? Z drugiej jednak strony, w głowie kotłowało mu się mnóstwo pomysłów jak sabotować rozprzestrzenianie się niezdrowej ideologii Czarnego Pana. Czy mógł robić obie te rzeczy na raz?
- Trzeba obiektywnie przedstawić obie strony sporu, żeby przyszłe pokolenia mogły nas rozliczyć. Ważny jest kontekst społeczny, żeby mogli zrozumieć, jak do tego wszystkiego doszło i dlaczego. Nie wolno przy tym zostawiać swoich subiektywnych komentarzy, bo to zakrzywia obraz czytelników. Potrzebne są suche fakty.- Odpowiedział, wpatrując się w Ziemniaczka.


RE: [17.07.972] Ależ ty wyrosłaś, Ziemniaczku! Brenna i Isaac - Brenna Longbottom - 20.04.2024

Brenna miała to do siebie, że lubienie innych ludzi przychodziło jej łatwo. Naprawdę mało kogo darzyła antypatią, a przywiązywała się szybko i zależało jej mocno – może nawet trochę za szybko i za mocno. To nie zmieniło się od czasów hogwarckich. Jednocześnie jednak, choć zawsze gadała dużo, i nigdy nie miała oporów wobec opowiadania o sprawach, które większość ludzi chciała zostawić dla siebie, to pewne rzeczy ukrywała odruchowo już jako dzieciak – bolące kolano, paskudny sen podsunięty przez widmowidzenie, obawa o brata.
Z czasem ukrywała ich więcej.
I w miarę jak pęknięcie w ich świecie stawało się coraz głębsze, jak działy się coraz dziwniejsze rzeczy i jak wreszcie Voldemort ogłosił swoją wojnę, nieufność na stałe wrosła w jej charakter. Czy sądziła, że Isaac sprzyja śmierciożercom? Nie. I nie chciała tak sądzić. Czy musiała brać pod uwagę, że mógł w jakiś sposób być pod ich wpływem lub że właśnie w ramach pracy zrobi coś, co zaszkodzi ruchowi oporu? Jak najbardziej. Jak wobec każdego niemalże, nawet osób, które kiedyś były najlepszymi przyjaciółmi. Musiała być ostrożna: chodziło przecież nie tylko o jej życie. Teraz zaś, po maju i czerwcu… analizowała wszystko i wszystkich o stokroć bardziej.
Tak jak Isaac Bagshot starał się zdobyć informacje od niej, tak ona starała się wybadać jego.
– Nie jestem pewna, czy artykuły w Proroku Codziennym skłonią kogoś do czegokolwiek. To znaczy… hm, jeżeli ktoś się za bardzo boi, by to robić, to czy taka zachęta coś da? – spytała, po czym upiła jeszcze łyk wody, zanim też odstawiła szklankę na blat. – Mam wrażenie, że więcej dają pewne… relacje. Na przykład Beltane całkiem nieźle pokazało, że ktoś czystej krwi wcale nie jest obecnie bezpieczny. Chociaż z drugiej strony to podsyca i strach.
Tak naprawdę nie wiedziała – nie miała pojęcia – czy to przynosi więcej pożytku i szkody. Jej brat udzielił wywiadu dla Proroka. I z jednej strony to pokazywało ludziom, że ktoś ma odwagę mówić o pewnych rzeczach głośno, z drugiej wystawiało go na cel. Opowieść o Beltane była częścią narracji o tym, że Voldemorta obchodziła tylko potęga, nie dobro czarodziejskiego świata i mogła sprawić, że straci zwolenników. A mogła też sprawić, że ludzie zaczną się bać za bardzo, aby pomóc tym sąsiadom. Która droga była właściwa? Tak naprawdę… wybierali na ślepo.
Uśmiechnęła się do niego lekko, kiedy wspomniał, że to jego praca. Do pewnego stopnia to rozumiała. Schwytany po czyimś morderstwie naśladowca miał prawo do obrony i ktoś go bronił, bo to jego praca. A ona nie mogła po prostu zabić takiego drania, bo to była jej praca.
Ale tylko… do pewnego stopnia.
– Muszę przyznać, że dla mnie istotniejsze jest to, aby przyszłe pokolenia w ogóle istniały. W tej chwili to wcale nie jest takie pewne. Droga Voldemorta może wieść cały czarodziejski świat drogą Gauntów... albo ku wielkiej katastrofie, patrząc po tym, co stało się podczas Beltane.


RE: [17.07.972] Ależ ty wyrosłaś, Ziemniaczku! Brenna i Isaac - Isaac Bagshot - 28.04.2024

- Dla wielu czarodziejów Prorok Codzienny to jedyne okno na świat. Uwierzą we wszystko, co będzie tam napisane. Propaganda wpływa na opinię i postawę społeczeństwa. Może ty jesteś na to odporna, ale możesz mi wierzyć, że gdyby lord Voldemort zagarnął dla siebie Proroka, to mógłby narobić ogromnego zamieszania. Dezinformacja to potężne narzędzie.- Wyjaśnił i sięgnął po swoją szklankę z ognistą, ale okazała się pusta. Nie było jednak czasu, żeby iść do baru, trzeba było rozmawiać. Isaac był wyraźnie zaangażowany we wszystko co mówił i uważnie słuchał Ziemniaczka.
- Brenna, myślisz, że w ogóle mamy jakieś szanse? - Isaac miotał się pomiędzy swoimi pragnieniami, a tym co słuszne. Każde z nich patrzyło na "przyszłe" pokolenie z innej perspektywy. Bagshot chciał je edukować, a Brenna bronić.
- I słyszałem co nieco o Beltane, ale od nikogo kto tam był. Opowiesz mi...- Zawiesił głos, przyglądać się dziewczynie. - ... to co możesz mi opowiedzieć? Czy ktoś kogo oboje znamy, mocno tam ucierpiał? Wiem, że Milly jest w lecznicy.


RE: [17.07.972] Ależ ty wyrosłaś, Ziemniaczku! Brenna i Isaac - Brenna Longbottom - 29.04.2024

- Wierzę w moc propagandy - zapewniła Brenna. Propaganda sprawiła, że przez chwilę wielu ludzi wierzyło, że Grindewald nie jest taki zły. Propaganda mogła skierować ku wsparciu wobec Voldemorta albo ku odwróceniu się od niego. Dlatego nie wrzeszczała na brata, kiedy udzielił tamtego wywiadu: naraził się, ale też być może to, co powiedział, trafi przynajmniej do kilku osób. - Można pisać o wielu rzeczach, które mogą obrócić przeciwko śmierciożercom: relacjach ofiar, czystokrwistych, którzy ucierpieli, i tak dalej... Ale nie od końca wierzę, że ktoś, kto bał się narazić życie, zrobi to tylko dlatego, że Prorok Będzie do tego zachęcać - stwierdziła.
Może czasem miała trochę za mało wiary ludzi.
A jednak, kiedy Isaac spytał, czy jest dla nich nadzieja, uśmiechnęła się do niego znad nietkniętej filiżanki z herbatą, i to był bardzo szczery uśmiech, podobny tym, jakie posyłała na lewo i prawo w czasach Hogwartu.
- Oczywiście, że tak - odparła, bez choćby chwili wahania. Musiała w to wierzyć, bo inaczej nic nie miałoby już sensu. I musiała jasno dawać temu wyraz, bo jeżeli nawet ona by zwątpiła, jak miałaby oczekiwać, że inni nie będą wątpić? - To mroczne czasy, Isaac, nie ma co się oszukiwać, i wcale nie będzie łatwo, ale Voldemort nie jest wszechmocny, a główna przewaga śmierciożerców to ich maski... oraz koneksje - mruknęła, ostatnie słowo dodając nieco ciszej, po chwili przerwy.
Voldemort w końcu wiele mówił o czystości krwi. A to oznaczało, że pójdą za nim trzy kategorie ludzi. Czystokrwiści, podzielający tę ideologię. Półkrwi ze starszych rodzin, które również niekoniecznie lubiły mugolaków i widziały w tym nadzieję na ugranie coś dla siebie.
Oraz męty, lubiące przemoc.
- Nie jestem pewna - przyznała. Ciężko było jej powiedzieć po latach, z kim Isaac wciąż był blisko. Mavelle stała się Zimną, ale nie widzieli się od lat, jej wuj zginął, ale z nim pewnie się nie znał, w lesie zabito kilka osób, większość jednak Brennie była obca... – Mavelle Bones była w złym stanie, ale żyje. W lesie znaleziono parę ciał i sporo rannych, ale nie wiem, czy kogoś z nich znasz. A co tam się stało… Chyba więcej przeczytasz w prasie niż dowiesz się ode mnie. Tam panował chaos, było ciemno, wokół wirował piasek, walczyliśmy ze śmierciożercami, a potem zaczęła się wichura.


RE: [17.07.972] Ależ ty wyrosłaś, Ziemniaczku! Brenna i Isaac - Isaac Bagshot - 07.05.2024

Isaac odpowiedział Brennie uśmiechem, kiedy potwierdziła, że mają szanse. Nie był jednak pewien, czy powiedziała tak żeby dodać mu otuchy, czy naprawdę sprawy wyglądały na tyle dobrze, żeby tak sądzić.
- No tak - maski. Ludzie bez honoru, robiący podłe rzeczy i chowający przy tym twarze. Dlaczego to zawsze Ci źli muszą mieć przewagę, Ziemniaczku? Dlaczego nie pokażą twarzy, skoro tak bardzo stoją za Czarnym Panem? Tchórze. - Westchnął i opadł na oparcie krzesła, tak jakby uszło z niego całe powietrze.
- Relacje czystokrwistych czarodziejów to by było coś, ale kto Ci się podpisze pod tym swoim imieniem i nazwiskiem. Wielu siedzi cicho z nadzieją, że kiedy sytuacja się wyklaruje, to po prostu dołącza do wygranej strony.- Odmruknął i przygryzł kciuk, zawieszając na chwilę wzrok gdzieś ponad ramieniem Brenny. Spotkanie z nią sprawi, że znowu zacznie zastanawiać się nad sensem swoich planów na najbliższe miesiące. No trudno, w życiu zmarnował już sporo czasu, kolejne tygodnie przeznaczone na przemyślenia, nie zrobią większej różnicy. Zawsze robił wszystko swoim tempem.
- Brenna, jesteś bardzo dzielna i mówię to naprawdę szczerze. Milly tez. Powinienem ją odwiedzić i zobaczyć jak się czuje. - Powiedział, z powrotem przenosząc wzrok na koleżankę.- Właśnie dlatego, że są tacy ludzie jak ty, to jest jeszcze nadzieja. - Im więcej ludzi, którzy będą zmotywowani żeby walczyć, tym większe szanse będą mieli. Zawsze tak to działało, sam widział to na własne oczy kiedy mieszkał w Europie i sam nawet trochę pomagał, chociaż niby nie powinien. Nie na tym miała polegać jego praca.
-Przepraszam, że zacząłem Cię tak nagle przesłuchiwać. To takie... zboczenie zawodowe.- Uśmiechnął się już bardziej po swojemu, pokazując trochę zębów.-Chodźmy na lody albo najeść się słodyczy, i opowiesz mi jakieś śmieszne historie z pracy. Miałaś jakieś dziwne albo absurdalne wezwania? - Zaproponował, chcąc oczyścić trochę atmosferę. Wiedział, że szła odwiedzić krewnego, ale skoro nie leżał na łożu śmierci, to mógł jeszcze chwilę poczekać, prawda?


RE: [17.07.972] Ależ ty wyrosłaś, Ziemniaczku! Brenna i Isaac - Brenna Longbottom - 08.05.2024

Wierzyła - musiała wierzyć - bo inaczej jaki w ogóle sens miałoby jej życie? Trzymała się nadziei kurczowo, bo inaczej zabrakłoby Brennie sił na cokolwiek. Po co w ogóle żyć w Anglii, nad którą władzę miałby przejąć Voldemort?
– Bo, niestety, nie wszyscy są zupełnymi głupcami i wiedzą, że wtedy nic nie osiągną – skwitowała. Tchórze? Niektórzy na pewno. Ale nie wszyscy. Najwięcej w służbie Voldemorta mogli zdziałać w Ministerstwie Magii, więc oczywiste, że się maskowali. - Mój brat na przykład, zrobił to równie odważnie, co głupio, ale nie to miałam na myśli. Podczas zamieszania na polanie, wichury, potem w lesie, zginęło sporo osób. Nie wszystkie były mugolakami. Właściwie większość z nich nie była – skwitowała. Wiatr nie wybierał kogo porwie na podstawie statusu krwi, tak jak widma nie zastanawiały się, czy dopadając mugolaka czy czystokrwistego.
A wszystko wiązało się z działaniami Voldemorta.
To był początek i koniec.
– Wykonuję jedynie moją pracę, a nadzieja istnieje, bo jednak większość ludzi wolałaby nie żyć obecnie pod rządami morderczego tyrana – powiedziała, uśmiechając się do niego lekko. Nie była tchórzem, ale nie była też jakoś niesamowicie odważna: po prostu świata pod władzą Voldemorta bała się dużo bardziej niż samej walki z nim.
Czasem człowiek nie miał wyboru.
– Mocno oberwała. Klątwa wpłynęła nie tylko na ciało – mruknęła Brenna, starając się ostrożnie dobierać słowa. Martwiła się o Millie: chociaż prawdopodobnie nie tak mocno, jak powinna, pochłonięta najpierw przygotowaniami do pogrzebu, potem mordercą z koszmarów i widmami, zamieszaniem związanym z rytuałem i wreszcie sprawami dotyczącymi Zakonu oraz codziennej pracy. – W tej chwili dochodzi już do siebie.
A przynajmniej mam taką nadzieję.
Sięgnęła po bukiet kwiatów i podniosła się po prostu. Nawet jeśli ciut się spieszyła, mogła poświęcić Bagshotowi jeszcze kwadrans, w ramach wspominania starych, dobrych, nieskomplikowanych czasów – gdy jeszcze życie zdawało się proste i nie zastanawiałeś się, kto z twoich znajomych wspiera morderców. Zwłaszcza, że on zdawał się bardzo podobny do wesołego chłopca z Hogwartu, który planował swoją wielką karierę.
– Nic dziwnego, że chcesz wiedzieć, co dzieje się w kraju, skoro byłeś długo za granicą – odparła lekko, czekając aż Bagshot też zbierze się ze swojego miejsca. – To chodź, przejdziemy się. A jeśli chodzi o wezwania… To myślę, że znajdzie się parę dziwnych opowieści.

Koniec sesji