Secrets of London
[20.04.1972] Do not go gentle into that good night - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night (/showthread.php?tid=3013)

Strony: 1 2


RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - Ambrosia McKinnon - 28.04.2024

Blondynka położyła pierwszą kartę na stół i z miejsca uśmiechnęła się perfidnie, marszcząc przy tym nos. Co tu dużo mówić, była zachwycona tym, co wyskakiwało z jej talii. To była jej specjalna kompozycja, która mimo że dla niektórych stanowiła abominację, dla niej w znakomity sposób oddawała jej własny charakter i sposób bycia. Była pełna złudzeń - jej złudzeń - które ulegały w zatrważającym stopniu wpływom Alexandra, bo przecież to z nim wymieniała się kartami w jakiejś przewrotnej, dla nich tylko zrozumiałej konwersacji. Zwykle stawiała nią rozkłady tylko dla siebie i ewentualnie dla Mulcibera, jeśli nadarzyła się ku temu okazja, dla innych sięgając po talie kompletne, ale teraz zwyczajnie nie mogła się powstrzymać.

- Mills, no co ty - wywróciła teatralnie oczami, wzdychając przy tym boleściwie, ale w zaistniałej sytuacji długo poważnej zgrywać nie umiała i zaraz zarechotała wrednie.

- Mmm, kochana, tylko sześcioraczki? Mogę ci to w sumie pomnożyć, bo to aż trzy szóstki. Mugole coś pierdolą, że to nieprzyjemna liczba, więc bardziej ci się tu jakieś diabelskie nasienie zagnieździ. Może osiemnaście? - zacmokała na nią, absolutnie zadowolona z tego rozkładu. - Ale no słuchaj, po co ci w ogóle ta cała agresja, co? Myślę, że Alek to by wolał jakbyś nie była w takiej gorącej wodzie kąpana - pokręciła głową, niby to rozczarowana. - Skup się może na swoim własnym szczęściu, zamiast próbować zagryźć wszystko, co się do niego zbliży, nie mówiąc już o tym, że co to w ogóle jest??? Co ty masz w ogóle w głowie kobieto? - wskazała na dwóch Króli Pucharów, odwróconych jak jeden mąż. - Pojebało cię - zawyrokowała, trzymaną w dłoni talię wyrównując powoli o stolik i uśmiechając się przy tym z obrzydliwą życzliwością. - Cokolwiek zrobisz, będzie dokładnie tak samo. Wiesz, kręcenie się w kółko to nie jest za dobra taktyka, ale KIM JA JESTEM, żeby oceniać - tylko profesjonalistką na tym polu. - Ja już widzę, jak mi się tutaj unosisz dumą i robisz dokładnie to, czego ci przed chwilą powiedziałam, żebyś nie robiła - wskazała na Szóstkę Buław. - A wiesz co jest kurwa najgorsze, że pewnie myślisz, że masz rację - skrzywiła się na moment, na końcu pukając palcem w Cesarza. - Wiesz, za każdym razem jak go wykładam, to myślę o Morpheusie. Może powinnaś go poprosić o jakieś zbawienne rady? - sięgnęła po bimber i upiła go, krzywiąc się przy tym koszmarnie. - Przynajmniej... - zaskrzeczała, bo przełyk palił, a ona przecież nigdy mistrzem popijawy nie była - Wszystko będzie dobrze. Tylko zacznij już myśleć nad imionami, bo to dużo strasznie. Kurwa, wiesz tak sobie myślę, jak się zmiesza bimber z... na wora Merlina, nie pamiętam, ale wychodzi różowe. Bardzo dobre, nazywa się Wróżkowy Pył, bo się uroczo mieni, ale ja to nazywam Pizdą Wróżki, bo zmiata cię z planszy na inny plan egzystencjalny prawie. Przydałoby ci się teraz.


RE: [20.04.1972] Do not go gentle into that good night - Millie Moody - 30.04.2024

Mildred nie miała łatwego losu. Prawda była też taka, że odkąd dowiedziała się jak działają aurowidze i niciowidze żyła w permanentnym stresie. Zwłaszcza kiedy Alastor uznał, że czas się ustatkować i ściągnął do ICH życia Bones. JEJ Bones. Teraz, po rozstaniu było nieco prościej, chociaż paranoiczny umysł Milie wyczuwał pismo nosem. Znała brata jak własną kieszeń i wiedziała kiedy to jest max drugie ruchanie tej samej laski, a kiedy coś było na rzeczy.

Martwiło ją to.

Martwiła ją świadomość własnych myśli, snów, koszmarów uciekających zawsze ku niemu. Pierwszy raz w życiu martwiła ją jej własna obsesja, choć może nie samym faktem istnienia i próżnych szans na rozładowanie tego napięcia, ale faktem istnienia jebanych niciowidzów, którzy wiedzieli. A teraz eksponowały ją perfidnie karty, punktując relację, która miała w jej odbiorze zdecydowanie więcej barw niż czystość i niewinność pudrowego różu.

Myślę, że Alek to by wolał jakbyś nie była w takiej gorącej wodzie kąpana

Szpila wbita w znajome tereny, ileż razy to słyszała? Wycierali sobie imieniem jej brata ryje, za każdym razem kiedy coś odpierdalała. Cóż Alek by powiedział?, Och, jakże współczuję Alastorowi takiej siostry, Skaranie boskie ma z tobą ten Moody, nie chcesz zejść mu z głowy? Nie chcesz się w końcu wyprowadzić?. Igła wbijana była w to miejsce przez tak wiele osób i tak wiele razy, że miejsce dawno było twardym, nieprzejednanym zrostem pozbawionym koniuszków nerwowych.

– Morpheus siedzi w Grecji i moczy dupę w ciepłych źródłach sztachając się pierdami Apolla. – sarknęła. – Ale nie omieszkam pójść do niego po powrocie i zapytać czy może zechce wyciągnąć to gówno z przerębla i zająć się mną tak, żebym przestała popełniać te same błędy. – Cedziła rozlewając bimber do kieliszków. Powinna od razy poprosić o dwa dla siebie, łatwiej jej by się liczyło, co by nie kuleć. Nie kuleć jak Alastor, który jednego dnia wypił nieparzystą ilość wódy i od tego czasu zawsze już jego chód był doskonały w swojej niedoskonałości. – Niech mnie namaści swoją światłą mądrością i latami doświadczenia, on wielki cesarz siedzący na tronie, niech wciągnie mnie do swojego dworu i założy na ten głupi łeb czapkę trefnisia z dzwoneczkami, bo z pustego bejbe i Salomon nie naleje. – wypiła bez toastu, bez radości, ale też nie odpuszczała walki.

– To jest pozycja nadziei i obaw, nie chciałaś mi powiedzieć, że potrzebuję w swoim życiu Cesarza, kogoś kto założy mi obrożę i w końcu ogarnie moją dupę, żebym przestała odpierdalać, skoro Alastorowi tak kiepsko idzie wychowywanie mnie? – oczy jej się zeszkliły, ale to przecież od nadmiaru procentów. Cmoknęła, oblizując wargi – Dobre to gówno, będę od Ciebie znowu wychodzić na czworaka. Masz jakąś dobrą nutę czy same marsze pogrzebowe?

Tak to było z ich spotkaniami. Zawsze z kartami, chociaż obie wiedziały co było w talii. Tym razem było tak samo, a jednak inaczej. Tym razem słodka Rosie wiedziała coś o czym nie wiedziała Millie, pomimo słów ostrzeżenia, które kuzynka starała się jej wtłoczyć do postrzelonej głowy. To miało być ich ostatnie spotkanie przed Beltane i było... było dobre. Czy jednak niosło słodki, czy gorzki posmak, gdy gruchnęła wieść o śpiączce Moody? A może oba, jak zawsze, gdy interesy mieszały się ze sprawami prywatnymi. Pozostało tylko czekać, aż gwiazdy znów zalśnią nad ich kolejnym spotkaniem, z ostrym bimbrem i dwoma taliami wprawianymi w ruch przez szczupłe palce swych własnych negatywów: Ambrosie i Mildred.

Koniec sesji