Secrets of London
[09.08.72, po południe] Granice ciemności - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [09.08.72, po południe] Granice ciemności (/showthread.php?tid=3022)

Strony: 1 2


RE: [09.08.72, po południe] Granice ciemności - Brenna Longbottom - 24.04.2024

– Myślę, że wydaję się raczej mało groźna – stwierdziła Brenna. Była uparta i była wyszkolona, ale była też tym pajacem z BUM i nie tylko jej to nie przeszkadzało, lecz wręcz w tej chwili pozostawało wygodne. Wcale nie chciała, aby ktokolwiek po ciemnej stronie mocy się jej bał – niechęć, owszem, niech jej nie lubią, nic dziwnego, że jej nie znosili, ale niech traktują z lekceważeniem. – Gdybym miała wskazać, kto z nas robi większe wrażenie… to bylibyście ty i Mavelle.
Ale Mavelle tutaj nie było. Od paru dni szukała odpowiedzi za granicą, u jednej z ciotek ze strony ojca, i Zakon przynajmniej na razie stracił jedną ze swoich bojowniczek, Brenna nie miała już pod ręką jej nosa i umiejętności zastraszania, a poza tym martwiła się o kuzynkę szaleńczo. Ale to było oczywiste, że musieli chwytać się każdego tropu, a Brenna mogła wyrwać się do Afryki na parę dni, ale już nie na trzy miesiące do Nowego Orleanu.
– Ogłuszyłbyś mnie, wujku i zaciągnął tam siłą? – zapytała z pewnym rozbawieniem, chociaż z „nie mam czasu” przeszła całkiem płynnie do „może mają tam nekromantów?”. W końcu nie mogli liczyć tylko na to, że Bones uda się coś uzyskać. Nie upierała się więc, że nie, absolutnie, wcale. – Dlaczego właśnie Kambodża? Nawet nie jestem pewna, gdzie ona leży – przyznała, nim cofnęła się, by zacząć tkać swoją magię.

[roll=W]
[roll=Z]

Więcej ognia z magii kształtowania - i wlanie w niego i innego rodzaju magii, przeciwnego mu właściwie, takiego, który magię niszczy, rozproszenia. Szkatułka, obłożona przecież zaklęciem zabezpieczającym, stopiła się, i pośród płomieni przez moment widzieli rękojeść...
A potem ogień zabarwił się na czarno i czerń prysnęła na boki, zderzając się z tarczami, które wyczarował Morpheus.
Kolejny ruch różdżki, więcej magii: wlanie światła w płomienie, bo skoro broń żywiła się ciemnością, ogień musiał być nie tylko gorący i niszczący, ale także dawać blask, by nie było cienia, w którym schroni się ciemność tej broni.

[roll=W]
[roll=W]

Tarcze rozprysły się, ale nie były już potrzebne. Ogień znów był tylko ogniem, tak gorącym, że płonącym na niebiesko, a rękojeść częściowo się stopiła.

- Nie wiem - odparła Brenna cicho, dopiero teraz, gdy nie musiała się już skupić na magii, choć śledziła topiącą się broń podejrzliwym spojrzeniem. - Ale mam wrażenie, że on w jakiś sposób działał na nas bardziej niż na innych. Zwłaszcza na ciebie. Może ten, dla którego pierwotnie go wykonano, też był jasnowidzem.


RE: [09.08.72, po południe] Granice ciemności - Morpheus Longbottom - 26.04.2024

Może to rzeczywiście tylko aura, projektowanie tego, jak widzę cię, a sądzę, że jesteś naprawdę utalentowaną czarownicą. Duży potencjał. — Powiedział to tonem, który jednocześnie wyrażał pochwałę do jej zdolności, ale również obawę. Jakoś tak się składało z Longbottomami, że brawura i odwaga kierowały ich działaniami, żyli mottem, że wielka moc, to wielka odpowiedzialność. Nawet gdy z natury woleli pozostać głupcami. Pajacami z cyrku Długich Tyłków. —  Mam nadzieję, że to wrażenie bawidamka i trefnisia, wolę, aby nikt nie pamiętał, że poza rozkładaniem kolorowych kartoników i patrzeniem w gwiazdy, potrafię coś jeszcze.

Wyraźna satysfakcja jawiła się na obliczu Morpheusa, gdy nóż niszczał, kruszył się, topił, dezintegrował. Anihilacja, może nie całkowita, ale miał nadzieję, że udało mu się uczynić artefakt realnie bezużytecznym. Mógł mieć predyspozycje czarnomagiczne, a sam temat stanowił kolejną ciekawostkę dla niego; jednakże nienawidził, gdy coś miało nad nim władzę i kiepsko znosił nadmiernie kontrolujące siły nad sobą. Nie przepadał za przywództwem per se, ale lubił mieć wolną rękę w jak najszerszym zakresie.

Gdybm musiał, owszem Brenno. Złote więzy, leżak i bezalkoholowe darqini na tarasie z widokiem na dżunglę i dzikie tygrysy. — W jego głosie brzmiało rozbawienie. Oczywiście, on nie uciekłby się do przemocy, ale sprytnego fortelu kłamstwa oraz odpowiednich koneksji, aby Brenna myślała, że wcale nie jest na wakacjach, chociaż na nich była. — Tak po prawdzie, nie wiem dlaczego akurat Kambodża, ale albo pod koniec miesiąca, albo na początku będę mieć tam delegację. I leży w Azji. Byłem przekonany, że to Afryka. Zresztą był z tym skandal, pisali w Proroku, że Shafiq sprowadza sobie Kambodżańskie księżniczki na koszt podatników.

Czarodziej założył rękawiczki, które zwykle nosił w Komnacie Artefaktów, podniósł kolejne pudełko, o właściwościach anty magicznych i podszedł do noża. Resztek noża. Nadal świeciły się i parowały, więc nawet nie próbował ich dotykać.

Teraz już nie ma to znaczenia. Niechaj śpi słodko w ramionach destrukcji, nie moich własnych. Ukryję resztki, poza departamentem oczywiście.




RE: [09.08.72, po południe] Granice ciemności - Brenna Longbottom - 28.04.2024

- To miłe, że tak sądzisz - powiedziała Brenna po prostu, bo nie zamierzała przecież kłócić się, byleby nie przyjąć ewidentnie szczerego komplementu. - Chyba więc tu nie mogę się wypowiadać, bo nie widzę trefnisia, chociaż lubisz kolorowe szatki, ale może znam cię troszkę za długo.
Całe swoje życie: może nie dość, by poznać go do głębi, bo różnica wieku stanowiła tu pewną barierę, stawiała Morpheusa pomiędzy dwoma pokoleniami, tak że z oboma mógł dobrze się dogadać, ale też z żadnym nie utożsamiał się pewnie w stu procentach. Morpheus był dla niej kimś, kto kochał tajemnice i przepowiednie, kto lubił życie i jego uroki, i kto szukał w nim nieustannie czegoś więcej. Kto bywał trefnisiem jak ona, bo trochę leżało to w jego charakterze, a trochę było wygodne. Kto lubił odrobinę teatralności, ale miał w sobie i małe ziarno mroku, dzięki któremu mógł dotknąć rękojeści, ale które nie było na tyle silne, aby mógł naprawdę posłużyć się tą bronią. Łatwo było wziąć go za błazna, gdy wystroił się w kolorowe szatki i mówił niektóre rzeczy – ale to była nie tyleż maska, co zaledwie część Morpheusa, jedna warstwa snu.
- Jestem pewna, że nawet na wakacjach znajdę jakieś przestępstwo. Albo jakieś przestępstwo znajdzie mnie. Zastanów się lepiej, czy chcesz tak ryzykować i zabierać ze sobą akurat mnie - powiedziała, a w jej głosie pobrzmiewał powstrzymywany śmiech. Bo nóż się stopił, tarcze wytrzymały, a oni oboje byli cali i absolutnie nieopętani. Jakiś ciężar spadł jej z ramion, bo tym razem to naprawdę był koniec: przynajmniej tej sprawy. I w przypływie ulgi była niemalże gotowa faktycznie myśleć o wakacjach... - Chyba widziałam nagłówek. Przyznaję, ostatnio czytałam głównie to, co może być związane z moją pracą.
Zwykle starała się trzymać rękę na pulsie. Głupie ploteczki nieraz ułatwiały lawirowanie na salonach, drobne przypadki łączyły się ze sobą I mogły wskazać, kto wspiera śmierciożerców lub wręcz przeciwnie, gotów jest stanąć przeciwko nim. Było jej niemal wstyd, że nie słyszała o tej kambożdżańskiej księżniczce, bo powinna wiedzieć. To mogło nie mieć znaczenia, a mogło okazać się ważne.
- Przynajmniej ta jedna sprawa z głowy - powiedziała i kiwnęła głową na jego deklarację o ukryciu broni. Znowu machnęła różdżką, tym razem wyczarowując wodę. Chłodny strunień zetknął się z nagrzanym metalem, syknęło, uniosła się para. Dodatkowe zniszczenia, chociaż celem tego czaru było po prostu schłodzenie materiału na tyle, by móc zabrać ze sobą broń, w której nie kryła się już ciemność. - Wracamy do domu? Zasłużyliśmy na coś smacznego.
Bez cukru, oczywiście.


RE: [09.08.72, po południe] Granice ciemności - Morpheus Longbottom - 11.05.2024

Niosąc w dłoniach pudełko z truchłem noża, metalową, powyginaną rzeźbą, która tylko nieco przypominała swoją pierwotną formę, nie czuł już nic oprócz przyjemnego mrowienia satysfakcji z udanego działania. Przełożył pudełko tak, aby nieść je na jednym przedramieniu, od spodu; główny ciężar stanowiło wlansie ono, dociążone zabezpieczeniami i grubymi, antymagicznymi zasłonami. Ulga, że jedna rzecz została odhaczona, przyjęła formę zmęczenia w ciele, ale i zadowolenia.

Co to za wakacje bez przygody. Czasami warto sobie przypomnieć, że się żyje — mrugnął do niej i wolną rękę zarzucił jej na ramiona i przyciągnął w uścisku do siebie, nie przejmując się, że oboje trochę śmierdzieli resztkami mrocznej magii, która opadła na nich i potrzebowali prysznica. — Dobra jesteś w te klocki. Całą organizację i poszukiwanie tej wyspy. Jestem dumny, na prawdę. Może spróbuję cię ukraść do Departamentu Tajemnic.

Zażartował. Oczywiście, że żartował. Śmiertelność w BUM-ie nie była aż tak wysoka, nawet jeżeli się podniosła od czasu wybuchu wojny z Voldemortem, natomiast wielu czarodziejów z obsydianowych korytarzy pozostawało w Lecznicy Dusz lub umierało w prawdziwie tragicznych sytuacjach. Niektórzy mówili, że jego staż pracy zaczyna zakrawać o cud, na co śmiał się i parafrazował swojego przyjaciela: Jestem gatunkiem natywnym, endemitem, oni przychodzą do pracy, ja jestem u siebie.

Ucałował ją w skroń i wypuścił.

W takim razie możesz uznać, że rubryka towarzysko-plotkarska jest zajęta przeze mnie. Dowiesz się, jeśli będzie coś ciekawego. I mówię poważnie, pakuj strój kąpielowy, wygodne spodnie i... W sumie nie wiem, czego potrzebujemy do Kambodży, ale może nam odpowie na pytania dotyczące Zimnych.

Potaknął i skierowali się dziarskim krokiem ku Warowni. Uwielbiał Dolinę, była jego domem, miejscem, z którego wyrósł, korzeniami, sięgającymi głęboko w niego. Jednak w Warowni robiło się dla niego za tłoczno, zauważył to po powrocie z delegacji. Oczywiście nadal musieli spodziewać się go przynajmniej dwa razy w tygodniu, Morpheus mógł być w duszy kukułką, ale powracał do swojego gniazda, gdzie jaśniała konstelacja jego lojalności i miłości. Oprócz niej tylko dwie mniejsze iskry na horyzoncie i Gwiazda Północna. Ah, ta odwaga wszechświata.

Malwa robi właśnie gulasz z królika. Kolejny z powodów, aby nie wyprowadzać się do Little Hangleton. Pomyślałem jednak, że przyda nam się sieć... Ewakuacyjna. Kto zaś uzna, że Klub Czytelniczy spotyka się w takim miejscu. Niedorzeczne przecież.




RE: [09.08.72, po południe] Granice ciemności - Brenna Longbottom - 11.05.2024

– Krew jednak nie woda, tak? – roześmiała się i też objęła Morpheusa, przylgnąwszy do niego, tak że przez moment szli objęci, opuszczając ruiny na skraju wrzosowisk. Skoro traktował potencjalnie przestępstwo jako przygodę, to jak nic odzywały się geny Longbottom. – Miałam pomoc i mieliśmy wiele szczęścia. A najważniejszą częścią zająłeś się ty.
Zdobył przepowiednię i nie dopuścił, aby ta zwróciła uwagę kogoś postronnego, kto potencjalnie mógłby donieść o artefakcie śmierciożercom. Może w pewnym sensie od początku miało tak być: może jednak w niektórych przypadkach istniało coś takiego jak przeznaczenie, i od samego początku Morpheus miał być tym człowiekiem, który wyniesie z podziemi broń wypełnioną ciemnością. Nie by ją użyć, a by została zniszczona.
– Za dużo gadam jak na Niewymowną – odparła żartobliwie. Czy Departament byłby groźny dla jej umysłu? Wątpiła to. W Brygadzie i Biurze widmowidze mieli w końcu zwykle krótką „datę używalności”, bo przecież w tym Departamencie musieli oglądać to, co najpaskudniejsze, szukać śmierci, pobić, dramatów, i nie odwracać wzroku. Brenna radziła sobie z tym dzięki uporowi, wrodzonej pogodzie, poczuciu sprawiedliwości i… temu, że miała wokół siebie ludzi takich jak Morpheus. Ale praca w Departamencie Tajemnic nie przyniosłaby jej raczej większych niebezpieczeństw dla ciała i umysłu niż to, czym zajmowała się do tej pory.
Tyle że po prostu tę pracę lubiła.
– Za to jeśli chodzi o Zimnych, to pomijając strój kąpielowy… mógłbyś spróbować się przynajmniej dowiedzieć, czy Departament próbuje coś z tym robić? – spytała po chwili wahania. Nie prosiła o zdradzanie wewnętrznych tajemnic, nie gdy nie chodziło o Zakon, ale raczej o dowiedzenie się, czy przynajmniej starają się odkryć, co spotkało Zimnych, jak ci mogą skończyć i jak im ewentualnie pomóc.
Czy też może badali ten fenomen, owszem, ale prace zamierzali zamknąć na wieki w zimnych salach Departamentu.
– Specjalista po Durmstrangu powiedział, że napędza ich energia Limbo. Kiedy spytałam, czy ta może się wyczerpać, stwierdził, że tak. Departament nie wydaje się jakoś działać, a to chyba nie wpłynie dobrze i na waszą opinię, jeśli „Bohaterowie Beltane” umrą z braku pomocy. A ani Mav, ani Victoria, ani Patrick nie dostali żadnych informacji. Co innego, jeśli Niewymowni nie dadzą rady znaleźć odpowiedzi, a co innego, jeśli w Komnacie Śmierci nie spróbują albo nie podzielą się nimi.
Morheus obcował głównie z przepowiedniami, a tutaj Beltane było interesujące pod innym kątem. Ktoś z pozostałych Komnat chyba jednak musiał coś wiedzieć? Zwłaszcza szef Departamentu, Gregory Bulstrode.
– Zawsze gdy się stęsknisz, może wpadać z wizytą, a twój pokój będzie czekać. Będzie nam ciebie brakować – powiedziała tylko Brenna, uśmiechając się do niego. Nie cieszyła jej wyprowadzka wuja, ale i ją rozumiała. Warownia była wielka, lokatorzy mieli własne przestrzenie, a i teraz ubyło z niej kilka osób – Derwin, Mavelle, Danielle, Lucy – niemniej Morpheus miał pełne prawo pragnąć własnego domu, który urządzi zgodnie ze swoimi życzeniami. Gdzie nie będzie musiał zastanawiać się, czy jego ojciec albo brat nie będą mieli nic przeciwko, jeśli nagle zmieni wszystkie meble w salonie. To co zupełnie nie przeszkadzało Brennie, niekoniecznie musiało odpowiadać mężczyźnie, który ukończył czterdziestkę.
Powoli ruszyli w stronę Warowni.

Koniec sesji