Secrets of London
[09/08/1972] Śniło mi się, że umarłaś! Przeproś! || erik & brenna - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [09/08/1972] Śniło mi się, że umarłaś! Przeproś! || erik & brenna (/showthread.php?tid=3035)

Strony: 1 2


RE: [09/08/1972] Śniło mi się, że umarłaś! Przeproś! || erik & brenna - Erik Longbottom - 17.04.2024

Dobrze, że chociaż tyle zapamiętałaś — rzucił z kwaśną miną.

Jej słowa powinna mu wystarczyć, jednak w głowie dalej miał wizję z wyspy i to, jak się w niej czuł, gdy Dora zdradziła mu, co stało się z Brenną i Alastorem. W gruncie rzeczy nie byłby zdziwiony, gdyby sytuacja popchnęła tę dwójkę do jakichś drastycznych działań. Diabelnie lojalni, z sercem po dobrej stronie, ale też niespokojni, nieumiejący usiedzieć na miejscu. Gdyby się paliło, pierwsi weszliby do płonącego budynku, aby szukać rannych. Postawa godna podziwu, jednak w dalszym ciągu niebezpieczna. Westchnął ciężko.

Jest to jakiś początek — wymamrotał, powstrzymując się przed zadaniem pytań krążących mu głowie.

Co by przyszło mu z pytań, czy byłaby zdolna do tego, aby umrzeć za idee albo, żeby dokończyć zadanie powierzone przez Dumbledore'a? Odpowiedzi wpędziłyby go tylko w większe zmartwienia. Może mógł ją zmusić do zmienienia ich, ale... Czyż nie lepiej było zmienić jej punkt widzenia i pokazać jej, że istniała inna droga? Robota na meisiące, jak nie lata, pomyślał z żalem. Wychowali się w domu, w którym poświęcenie służbie było dosyć wysoko na liście priorytetów.

Nie proszę cię przecież, żebyś własnoręcznie go powstrzymała i zakończyła ten... Ten burdel. — Wywrócił wymownie oczami, uciekając wzrokiem w bok, jednak gdy chwyciła go za twarz, skutecznie uniemożliwiła mu ten manewr. — Nie proszę cię też o to, żebyś się wycofała.

Męczyło go to, że sprowadzała jego krytykę do działalności Zakonu Feniksa, bo w gruncie rzeczy nie o to chodziło. Każde z nich, gdy dowiedziało się o organizacji, podjęło decyzje, czy jest gotowe przyjąć to brzemię i poświęcić część siebie za walkę o lepsze jutro. Nie liczyło się to, czy dany czarodziej lub czarownicy robił to w formie oddelegowania do działań w bojówce, czy jako wsparcie informacyjne bądź rzemieślnicze. Każde z nich miało coś do stracenia, jednak zaakceptowali to ryzyko.

Wiedział, że nie może odebrać tego siostrze. To była teraz część niej, zwłaszcza teraz, gdy w gruncie rzeczy stanowiła trzon organizacji. Nawet gdyby nalegał, znalazłaby racjonalną listę powodów dla których dalej powinna działać w Zakonie pomimo niebezpieczeństwa. A on zapewne by się z nią zgodził. Poza tym, gdyby nawet zgodziła się odpuścić, to dalej miałaby świadomość, że walka się toczy, a ona nie bierze w niej udziału. To by ją jeszcze bardziej złamało, a może i popchnęło do jakichś nierozważnych decyzji. Kolejny scenariusz, do którego Erik wolałby nie doprowadzić.

Oczekuję tylko, że będziesz na siebie uważać. Instynkt samozachowawczy mówi ci to coś? Wiem, że i tak będziesz robiła wszystko po swojemu, bo ''sytuacja cię zmusiła'' albo ''inaczej się nie dało'', ale nie zgadzam się na bezsensowny heroizm — mruknął, powoli się uspokajając. — Chyba że chcesz, żebym od teraz non stop deptał ci po piętach.

Uśmiechnął się bez większego zadowolenia. Prośby nie działały, więc może groźby nadopiekuńczości coś zdziałają? Chyba nawet Brenna nie byłaby w stanie przeżyć za łatwo tego, że została jej przydzielona niańka, która będzie jej towarzyszyła przy każdym wezwaniu i misji Zakonu Feniksa. A teraz nawet miał więcej czasu przez zawieszenie w obowiązkach, więc mógł śmiało poświęcić te kilka dni, aby dać siostrze posmakować takiego losu.



RE: [09/08/1972] Śniło mi się, że umarłaś! Przeproś! || erik & brenna - Brenna Longbottom - 18.04.2024

Prawda była taka, że Brenna była nawet gotowa przeprosić go za to, że umarła w tym cholernym śnie, nieważne, jak bardzo było to absurdalne - jeżeli to miałoby poprawić mu humor, to w porządku. Bo o ile w wielu sprawach była uparta, to w takich akurat nie, a poza tym miał do pewnego prawa ją obwiniać. Nie o to, że ryzykowała, ale że zabrała go na tę wyspę, że nie zebrała więcej informacji, że mogli podejść do wszystkiego ostrożniej.
Ale nie mogła obiecać, że będzie bezpieczna.
Nie mogła obiecać, że którekolwiek z nich będzie bezpieczne.
Nie mogłaby powiedzieć, że się wycofa: działanie było rdzeniem jej istnienia, a działania konkretnie na rzecz Zakonu Feniksa wrosły w nią tak bardzo, że gdyby się wycofała, to już chyba nie byłaby sobą. A jeżeli wojna potrwa jeszcze dwa czy trzy lata, ona zaś to przeżyje, to gdyby ta nagle się zakończyła, Brenna pewnie miałaby problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, o którą przecież walczyła.

- Wiem – westchnęła tylko. Przecież było jasne, że gdyby mogła go powstrzymać, to właśnie to by zrobiła. Gdyby w tym celu musiała jakoś głupio się poświęcić, nie wahałaby się ani chwili. Nie była aż tak ślepa, by nie wiedzieć, o co chodzi bratu. To był strach, który oplatał ich wszystkich powoli, sięgał chyba wszystkich angielskich czarodziejów, świadomość niebezpieczeństwa - rzeczy, które stale im towarzyszyły, ale które Erik odsuwał od siebie, jak wielu innych. Trzymając się myśli, że musi być dobrze, że jego i jego najbliższych nie spotka nic naprawdę złego.
A później zginął Derwin, Erik zaś przeżył jeszcze jej śmierć w snach.

– Zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze to widać, ale naprawdę staram się uważać – powiedziała powoli, wciąż spoglądając w jasne oczy brata, tak podobne do oczu ich ojca i oczu Godryka Longbottoma. – Biorę wsparcie, Erik. Właściwie zawsze ktoś jest ze mną. Staram się zbierać informacje. Pytam osoby, które wiedzą więcej ode mnie. I próbuję nie wpakować się w coś, co nas przerośnie. Ale nad pewnymi rzeczami nigdy nie będę miała kontroli. I nie mogę prosić was, żebyście robili pewne rzeczy, jeżeli sama nie byłabym gotowa ich zrobić.

Rola Patricka była nieco inna niż jej. On obserwował, zbierał informacje, planował. Ona miała zajmować się różnymi drobiazgami, pociągać za nitki sieci, tkać z niej skomplikowaną pajęczynę. A jeżeli miała kogoś prosić, żeby naraził życie, nie mogła sama siedzieć z boku. Kto poszedłby za kimś takim?

– Będę uważać.
Jak długo będzie to możliwe.


RE: [09/08/1972] Śniło mi się, że umarłaś! Przeproś! || erik & brenna - Erik Longbottom - 18.04.2024

Na pewnym poziomie swojej świadomości Erik na pewno doceniłby przeprosiny, nawet jeśli siostra dosyć dosadnie udowodniła mu, że Brenna ze snu nie miała za wiele wspólnego z prawdziwą Brenną. Był całkiem bliski uwierzenia temu, że siedząca przed nim dziewczyna nie byłaby w stanie pozostać w Ministerstwie Magii, gdy miała jeszcze otwartą drogę ucieczki.

Pomimo całej swej empatii i zdolności postawienie się na czyimś miejscu, nie potrafił jednak całkowicie zignorować wytworów własnego umysłu. Fałszywa Longbottom musiała mieć coś wspólnego z jego obrazem młodszej siostry. I to też był powód do zmartwień. Może tylko na nieco mniejszą skalę.

To prawda, nie zawsze — przytaknął z kamienną twarzą, powstrzymując się od głośnego parsknięcia.

Wybieganie podczas posiłków, spisany na prędce listy pozostawione w kuchni lub biurze Brygady Uderzeniowej, plotki krążące w Ministerstwie Magii o tym, w jakim stanie wraca ze swoich wypadów... Czasem cieszył się, że niektóre informacje wpadały do jego głowy jednym uchem, a wypadały drugim. Przynajmniej dzięki temu nie czuł się w obowiązku latać do Brenny za każdym razem, gdy wpadała w kłopoty, a zamiast tego czekał, aż siostra sama do niego przyjdzie, żeby się pochwalić.

A sprawach Zakonu nawet nie musiała tego robić. Oboje byli aż nadto świadomi tego, gdzie to wszystko może się skończyć. I jak pokazało Beltane, wielka bitwa wcale nie była potrzebna do tego, aby przesądzić o czyimś być albo nie być. Konflikt mógł równie dobrze rozegrać w potyczce małego oddziału. Jednym udawało się dożyć wschodu słońca, innym nie. Takie były realia, ale nie było to łatwe do zaakceptowania.

Oczywiście, że możesz. Po prostu nie chcesz — mruknął, wywracając teatralnie oczami. — Starasz się być dobrym wzorem do naśladowania, więc brak udziału mógłby zmniejszyć twój autorytet wobec nowszych członków organizacji. Jest w tym lekka różnica, bo mogłabyś zostać despotką, która tylko żąda wyników, a nie daje od siebie niczego w zamian.

Pewnie z tym męczyłabyś się jeszcze bardziej, dodał w myślach. Trudno było mu wyobrazić sobie Brennę, jako dowódczynię, która tylko wydawała rozkazy, a sama znikała w gabinecie, pokoju spotkań czy po prostu znikała z pola widzenia, oczekując na raport. Była nie tylko Ręką, ale i Sercem tej organizacji. Na swój sposób podtrzymywała ją przy życiu, dbając o stały zastrzyk świeżej krwi. I może to tak przeraziło Erika na wyspie: wątpił, aby potrafił ją godnie zastąpić.

A ja będę uważać na ciebie — rzucił, uśmiechając się do niej krzywo. Ścisnął lekko jej rękę. Jak długo będzie to możliwe.

Chrząknął cicho i podniósł się z podłogi, aby zaraz wyciągnąć pomocną dłoń w stronę Brenny. Odprowadził ją do łóżka, a potem ruszył w stronę drzwi. Odwrócił się po raz ostatni w stronę siostry, zanim opuścił pokój:

Przyniosę ci zaraz dzbanek z herbatą. Jeśli... naprawdę będziesz musiała gdziekolwiek wyjść, to masz mnie zawołać — uprzedził spokojnym głosem. — Może nie jestem lekarzem, ale wolę mieć cię na oku, gdyby wystąpiły jakieś skutki uboczne.

Koniec sesji