![]() |
|
[09/08/1972] Szaleństwo Windermere. Narzeczeńskie perypetie || cameron & heather - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [09/08/1972] Szaleństwo Windermere. Narzeczeńskie perypetie || cameron & heather (/showthread.php?tid=3059) Strony:
1
2
|
RE: [09/08/1972] Szaleństwo Windermere. Narzeczeńskie perypetie || cameron & heather - Cameron Lupin - 10.04.2024 — A co będzie, jeśli znowu ci się nie uda? — Uniósł pytająco brew, taksując ją wzrokiem od stóp do głów. — Znowu będziesz mnie przepraszać? Zaprosisz mnie gdzieś, żebym przestał o tym myśleć? Przypomnisz mi o swoim ''powołaniu''? — Uśmiechnął się zjadliwie. — Nikt cię nie nauczył, żeby nie składać obietnic, jakich nie potrafisz dotrzymać? [inny avek]https://64.media.tumblr.com/6e0433bdbfb12fde8912c3ef532330a6/b8f32416ba569f45-a1/s500x750/29e625664aa6b42e8c1acc23a1a390b26ad6aaa0.pnj[/inny avek]
Coś w nim drgnęło, gdy słuchał jej zawodzenia. Wydawała się w tej chwili tak bezradna, jakby naprawdę był jej ostatnią szansę na szczęśliwe życie. To było oddanie graniczące z całkowitą desperacją. I nie wiedział, czy powinien się cieszyć, czy uronić łzę nad tym, jak skończyła jedna z największych celebrytek świata czarodziejów. Z jednej strony ten układ potwierdzał, że rzeczywiście Ruda dalej była ''jego'', ale z drugiej autentycznie jej współczuł i miał ochotę uronić łzę nad jej losem. Kiedy to się zaczęło? W jakim momencie swego krótkiego życia zaburzyła swoją wewnętrzną równowagę do tego stopnia, że tak bardzo zaczęła potrzebować innych ludzi do przetrwania i była gotowa zrobić wszystko, byle tylko usłyszeć jedno dobre słowo? Czy upadku Wood należało szukać w najwyższym punkcie jej kariery w quidditchu, a może tuż po tym, jak z niej zrezygnowała na poczet pracy dla Brygady Uderzeniowej, kiedy to jakoby zderzyła się z rzeczywistością i poszła do ''normalnej'' pracy? Czy wtedy coś w niej pękło? — Widzisz? Jednak da się załatwić wszystko łatwo i przyjemnie — Podniósł palcem jej podbródek i uważnie przyjrzał się jej twarzy. — Dalej możemy mieć to, czego tylko sobie zamarzymy. Tak długo, jak będziesz mnie słuchać. Rozumiemy się? Zaskoczyło go to, że rzuciła się na niego, aby zaraz spleść ręce na jego karku. Dostał gęsiej skórki i spochmurniał nieco, jakby niezadowolony z tego, że to ponownie ona wykonała pierwszy krok, zamiast pozwolić mu prowadzić. RE: [09/08/1972] Szaleństwo Windermere. Narzeczeńskie perypetie || cameron & heather - Heather Wood - 11.04.2024 Słowa, które wypowiadał był ostrzejsze niż cięcie nożem. Heather wyjątkowo czuła się bardzo mała i zaczynało brakować jej argumentów. Miał rację, ciągle popełniała te same błędy, niczego się nie nauczyła. Nadal pakowała się w kłopoty, nadal nie przejmowała się konsekwencjami. Przynosiła mu rozczarowanie, musiała wreszcie to zmienić, bo przecież najważniejszym celem jej życia było szczęście Camerona, przez nią nie był szczęśliwy, musiała skończyć z tym wszystkim, aby jej narzeczony był zadowolony. - Masz rację, to się już więcej nie powtórzy. - Powiedziała cicho, skarcił ją, jej słowa nie był nic warte, bo przecież ciągle coś obiecywała, rzadko kiedy udawało jej się tych obietnic dotrzymać. Nie zawsze było to jej winą, ale przecież mogła trzymać się z daleka, mogła się nie angażować, nie rzucać na głęboką wodę. To prawda. Wszystko, co mówił było prawdą, strasznie ją to bolało, że była taka beznadziejna, że jedyne, co mu przynosiła to wieczne zmartwienie, bo przecież był wart dużo więcej, zasługiwał na wszystko co najlepsze, bo był taki wspaniały. Kiedy podniósł jej podbródek mógł zauważyć zwątpienie w jej oczach, a może nawet strach. Bała się, że ją zostawi, że to koniec, ale po raz kolejny okazał się mieć jeszcze odrobinę cierpliwości, może faktycznie będą zawsze i na zawsze razem. Wszystko dzięki jego determinacji, znowu dostała szansę, nie mogła tego zmarnować. Nigdy więcej go nie zawiedzie, bo nie przeżyje bez Camerona, nie widziała swojego życia bez niego, straciło by sens. - Jestem ci wdzięczna, że po raz kolejny dałeś mi szansę. Zawsze masz rację. - Musiała go słuchać, żeby go nie stracić. Przyjmowała to, jakby było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. Strasznie lekko przychodził jej te słowa, coś w niej pękło, zgubiła siebie w tym wszystkim, ale było jej to zupełnie obojętne. Miała wrażenie, że nie jest zadowolony z tego, że się do niego zbliżyła, odsunęła się więc, aby nie dawać mu kolejnych powodów do niezadowolenia. Odrzucenie strasznie ją bolało, ale musiała się z tym pogodzić, musiała przede wszystkim sprawić, żeby Cameron był z niej zadowolony, bo nie daj Merlinie postanowi faktycznie pozbyć się jej ze swojego życia. RE: [09/08/1972] Szaleństwo Windermere. Narzeczeńskie perypetie || cameron & heather - Cameron Lupin - 11.04.2024 Jedynym pozytywem tych niekończącej się serii niefortunnych zdarzeń, w jakie wpadała Heather, było to, że w gruncie rzeczy tylko sobie przynosiła wstyd. Kiedy już nawalała, to potrafiła wziąć na siebie tę winę i nie rzucała łajnem we wszystkich naokoło, próbując znaleźć winnego. Potrafiła się ukorzyć i przyznać do błędu. Publicznie. Co innego przed sobą, czyż nie? Łatwiej było wymamrotać parę słów przeprosin w stosunku do przełożonego czy lekarza, ale nie było już tak łatwo spojrzeć w lustro i faktycznie powiedzieć, gdzie się nawaliło. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/6e0433bdbfb12fde8912c3ef532330a6/b8f32416ba569f45-a1/s500x750/29e625664aa6b42e8c1acc23a1a390b26ad6aaa0.pnj[/inny avek]
— W końcu powiedziałaś tak, czyż nie? — Uniósł brew, kompletnie ignorując to, jaki wpływ na Heather miało jego zachowanie. — Nie mógłbym zostawić swojej narzeczonej, nawet gdyby wylądowała na samym dnie. Ktoś musi pomóc jej złapać oddech. Oczywiście, samodzielne odbicie się od dna byłoby dużo bardziej spektakularne. Między innymi dlatego sukces ludzi, którzy nie dostali w spadku wielopokoleniowej fortuny, lepiej wybrzmiewał. Pokazywał, jak daleko można zajść, jeśli tylko się tego chce, a nie tylko myśli o tym, co by było, gdyby. Heather ewidentnie nie doszła do tego etapu, ale kto wie, może w pewnym momencie życie zmusi ją do tego, aby faktycznie wziąć się w garść? — No już, wszystko będzie w porządku. — Przesunął dłonią wzdłuż jej szyi, aby zaraz przenieść ją na ramię Heather i zakończyć tę krótką podróż ręki na jej plecach. — Na razie nie musisz już przepraszać. Uśmiechnął się w szczerym rozbawieniu, jakby wpadki Rudej stanowiło dla niego jedynie anegdotę - coś o czym będzie mógł wspominać podczas przyjęć ze znajomymi lub podczas wspólnych wyjść do baru. Subtelna szpileczka, którą inni będą uznawać za niegroźny żart, a która przypomni Wood, ile jeszcze musi nad sobą pracować, aby faktycznie stać się wystarczająco dobrą. — Skocz mi po te papierosy do domku, dobra? — Spojrzał na nią oczami zbitego szczeniaka, tymi, które były w stanie pokruszyć skute lodem serca i poruszyć najwrażliwsze struny pośród dzieci i matek, sprawiając, że po prostu nie można było mu odmówić. — Będę szedł w stronę molo, a potem pójdziemy do kantyny na jakiś obiad, hmm? — Uniósł lekko brew. — A potem wrócimy do siebie i będę cały twój. Tylko twój. Jak ci się podoba ten pomysł? RE: [09/08/1972] Szaleństwo Windermere. Narzeczeńskie perypetie || cameron & heather - Heather Wood - 11.04.2024 - Dziękuję, nie wiem, jak bym sobie bez ciebie z tym wszystkim poradziła. - Och, jakie miała szczęście, że Cameron nie zamierzał jej zostawić, dzięki niemu może kiedyś uda jej się naprawdę zmienić. Był taki cudowny, wspaniały, nie wiedzieć czemu postanowił wybrać właśnie ją na swoją narzeczoną, a przecież była nie najlepszym wyborem. Wiecznie go zawodziła, a on się nad nią litował, wyciągał pomocną dłoń, kiedy tego potrzebowała. Miała więcej szczęścia, niż rozumu, to był fakt. Ktoś nad nią czuwał, sama nie wiedziała kto, jednak musiała się w to mieszać jakaś siła wyższa, bo bez tego pewnie nigdy by się nią nie zainteresował, bo na niego nie zasługiwała. Uśmiechnęła się nawet, kiedy powiedział, że wszystko będzie w porządku. Po raz kolejny okazał jej swoje dobre serce, po raz kolejny jej nie odrzucił. Nadal pozostawała jego, mimo tych wszystkich razów, kiedy go zawiodła. Miał do niej ogromną cierpliwość, może dzięki temu na zawsze będą razem? Na pewno bardziej się skupi na tym, aby spełnić jego [i[wszystkie[/i] oczekiwania, nie pozwoli sobie na kolejne błędy, za bardzo obawiała się tego, że będzie to gwóźdź do trumny, że wtedy faktycznie ją zostawi, a tego by nie przeżyła. Nie dałaby rady stąpać po tym świecie bez Camerona obok siebie. Na pewno zdawał sobie z tego sprawę, wiele razy przecież powtarzała mu, jaki jest dla niej ważny. Nikt nie znaczył dla niej tyle, co on. Dzisiaj docierało to do niej coraz bardziej, wreszcie dostrzegła, jakie powinna mieć priorytety, najpierw Cameron - później długo, długo nic. Tylko on miał znaczenie w tym jej banalnym życiu. Dotknął jej nawet, może to była nagroda za to, że się dobrze zachowywała, że nie miała oporu przed tym, żeby go przeprosić? Uśmiechnęła się delikatnie, nie chciała, żeby ten uśmiech był bezczelny, bo znowu mógłby się zdenerwować, a miała zamiar robić wszystko, aby utrzymać ten w miarę znośny humor swojego narzeczonego. Zależało jej na tym, żeby był szczęśliwy. - Masz dla mnie ogromną cierpliwość, chyba nikt inny by tego nie wytrzymał, jesteś najcudowniejszy na świecie... - Musiała się z nim podzielić swoimi przemyśleniami, chciała, żeby wiedział, jak bardzo go ceni. - Oczywiście, już pędzę. - Nie mogła mu przecież odmówić tej drobnej przysługi, prawda? To przecież jej wina, że nie wzięła jego papierosów, wszystko było jej winą, przywykła do tego. - Za chwilę wrócę, pomysł naprawdę jest wspaniały, najbardziej mi się podoba ta ostatnia część zdania. - Przecież tego pragnęła, żeby był jej, tylko i wyłącznie jej, do końca życia, a nawet jak już umrą. Koniec sesji
|