Secrets of London
[1.08.72, Windermere] Szaleństwo Windermere. Stosy, które płoną każdego roku - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [1.08.72, Windermere] Szaleństwo Windermere. Stosy, które płoną każdego roku (/showthread.php?tid=3061)

Strony: 1 2


RE: [1.08.72, Windermere] Szaleństwo Windermere. Stosy, które płoną każdego roku - Norvel Twonk - 24.04.2024

Na dobrą sprawę Owen sam nie rozumiał o co mu chodziło. Zazwyczaj taki nie był. Owszem, bywał złośliwy, miewał marne poczucie humoru i dość wąskie zainteresowania, ale zawsze wydawało mu się, że potrafił zachować się w towarzystwie. A tutaj nie potrafił. Ba, im dłużej przebywał w towarzystwie Isaaca, tym wyraźniej docierało do niego, że miał ogromną ochotę złapać go za koszulę i potrząsnąć nim z całej siły.
Przewrócił oczami. Myśl, że Isaac naprawdę miałby pomyśleć, że chciał odbudowywać z nim kontakty rodzinne, była frustrująca. W tej sekundzie, ze wszystkich ludzi na świecie, z nim jednym Owen nie chciał mieć kompletnie nic wspólnego (oczywiście zaraz po tym, jakby nim wreszcie potrząsnął).
- Nie mogę się doczekać – sarknął. – Nie zapomnij tylko w listach dopisać szczegółowych informacji o swoim życiu. Jak już wpadniesz, będzie nam łatwiej porozmawiać. Obiecuję, że specjalnie dla ciebie przygotuję wiadro truskawek.
Owen wiedział, że zachowywał się dziecinnie. Nawet w tym momencie, choć jego prawdziwe emocje, mocno przytłumił gniew na Isaaca, nie potrafił sobie racjonalnie wyjaśnić, co właściwie aż tak go drażniło. I choć nie miało to kompletnie żadnego sensu, był przekonany, że emocje które czuł były prawdziwe. Ale dlaczego takie były? Czyżby czegoś nie pamiętał i nosił sobie urazę o coś, co zrobił mały Isaac? Był aż tak małostkowy, żeby jego umysł złościł się o coś, co wydarzyło się dwadzieścia lat wcześniej?
Skupił wzrok na jednej z desek drewnianej werandy. Zapatrzył się na nią, marszcząc mocno brwi. Pytanie o motywacje Athelwoda było niewygodne, bo nie znał na nie odpowiedzi, nie wiedział, nie do końca rozumiał jakie motywacje mogły pchnąć XI wiecznego biskupa do spalenia na stosie wiedźmy. I nawet ta niewiedza go frustrowała.
- Jest chyba zbyt mało źródeł – powiedział w końcu. Bardzo powoli cedził słowa. – Chęć władzy to częste wytłumaczenie, co? – podniósł pytający wzrok na Isaaca. Pokręcił głową. No oczywiście, że znowu poczuł przypływ złości. – Sprowadzasz średniowieczną opowieść do tego, co się dzieje w drugiej połowie XX wieku. Ale patrząc na to, co się stało w trakcie Beltane, może to wszystko rzeczywiście kwestia walki o władzę? Albo jakaś osobista zemsta? Zwolennicy Czarnego Pana mogą wiele zyskać, jeśli on zwycięży. – Albo wszystko stracić.


RE: [1.08.72, Windermere] Szaleństwo Windermere. Stosy, które płoną każdego roku - Isaac Bagshot - 24.04.2024

Całe wiadro truskawek… zapewne zatrute? Albo nasączone veritaserum… nie, co? Nie, to jest jakieś chore… Isaac zaraz zwariuje! Zaczęli temat Czarnego Pana, a w sumie to sam zaczął! A co, jeśli Owen był Śmierciożercą? Albo tak naprawdę był Lordem Voldemortem? Nie, to absurdalne. To przecież logiczne, że nim nie był.
Isaac wypalił do końca papierosa trzema szybki zaciągnięciami się i wyrzucił niedopałek na ziemię. Spojrzał uważnie na swojego rozmówcę i zmrużył lekko oczy. Podszedł do kuzyna i złapał go za ramiona. Coś tu się nie zgadzało. Miał poczucie, że Owen chce na niego donieść, że jest zdrajcą i na pewno życzy mu źle! Ale dlaczego?! Dlaczego miałby tego chcieć?! Bagshot, zastanów się! Sam jesteś mistrzem kłamstwa i mącenia w czyichś umysłach! Czy nie masz wrażenia, jakby KTOŚ, lub COŚ, mąciło ci w głowie właśnie w tym momencie?! Dlaczego Owen Bagshot chciałby cię zdradzić?!?!?!?!?!?! MYŚL!
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaauwuaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
-Owen? Posłuchaj… coś jest nie w porządku, czujesz to? Jeśli… jeśli potrzebujesz pomocy, to mi powiedz. Czy ktoś albo coś, każę zrobić Ci coś złego? Mam Ci jakoś pomóc? Zastanów się. Musimy myśleć trzeźwo. Coś tu nie gra! Mam w głowie myśli, które są bezpodstawne i jeśli zaraz tego z siebie nie wyrzucę, to zwariuję!- Warknął i potrząsnął nim lekko. Spuścił głowę spoglądając w ziemię. Odetchnął, żeby się uspokoić. Zacisnął mocniej dłonie na ramionach kuzyna. Mózg mu zaraz wybuchnie! Nie lubił nie wiedzieć, nienawidził nie rozumieć! Zawsze rozumiał swoje emocje, był bardzo samoświadomym człowiekiem, więc dlaczego teraz nie potrafił znaleźć źródła swojego stanu?! Czy jego kuzyn czuł się podobnie? Czy jego analityczny umysł również podpowiadał mu, że coś jest nie tak?
- Spoliczkuj mnie. - Uniósł twarz na wysokość twarzy Owena i spojrzał mu głęboko w oczy. Nie był to wstęp do Pięćdziesięciu twarzy Isaac’a. Potrzebował tego, żeby zacząć trzeźwo myśleć...


RE: [1.08.72, Windermere] Szaleństwo Windermere. Stosy, które płoną każdego roku - Norvel Twonk - 26.04.2024

Owen zmarszczył brwi. O, jak bardzo nie spodobało mu się, że Isaac nim potrząsał. I jeszcze bredził. Ewidentnie bredził. Dlaczego ktokolwiek miałby go do czegokolwiek zmuszać? Przyjechał tutaj, wynajął domek letniskowy, pracował sobie spokojnie aż wreszcie w jego życiu pojawił się kuzynek i…
Zacisnął ręce w pięści. Z jednej strony naprawdę miał ochotę wykorzystać pozwolenie, które dostał i dać Isaacowi w twarz. Może to jakoś oswobodziłoby go z tej frustracji, z tego narastającego gniewu, który czuł ilekroć na niego patrzył. A z drugiej… a z drugiej… mam w głowie myśli, które są bezpodstawne – zadźwięczało mu w uszach. Najchętniej uznałby cały wywód Isaaca za bełkot, może za oznakę szaleństwa lub ukrywanego alkoholizmu (albo uzależnienia od opium), ale to ostatnie wypowiedziane przez młodszego mężczyznę zdanie wyraźnie wprawiło go w konsternację. Bo gdyby się nad tym zastanowić, to właściwie czemu go aż tak znielubił? Owen może nie był najłagodniejszym człowiekiem pod słońcem, ale rzadko bywał aż tak cięty na kogokolwiek a tutaj… a tutaj jakby jednak trochę jakby był i z każdą chwilą stawał się bardziej.
- Co ty bredzisz… - zaczął, ale ironia, którą ociekały jego wcześniejsze słowa jakoś wyparowała. Brzmiał niepewnie, nadal niechętnie, ale już nie tak kategorycznie jak przed paroma chwilami.
Zaciskając usta, dotknął kciukiem podbródka Isaaca i zmusił go do spojrzenia na siebie.
- Może jestem po prostu nie w sosie. Przepraszam, zazwyczaj się tak nie zachowuję – powiedział cicho. Zazwyczaj nie nosi mnie wściekłość. Może to ta wylana na koszulę herbata? Albo fakt, że Isaac złożył mu kompletnie niezapowiedzianą wizytę? Albo frustracja, bo ciągle nie potrafił poskładać historii biskupa do kupy? – Nie mam zamiaru cię bić. Ile my mamy lat? Po osiem? To za dzieciaka konflikty załatwiało się pięściami.
Odsunął się o krok od kuzyna. Negatywne emocje, które czuł nie minęły, ale przynajmniej próbował je w tej chwili kontrolować. Bo może Isaac jednak… miał rację?


RE: [1.08.72, Windermere] Szaleństwo Windermere. Stosy, które płoną każdego roku - Isaac Bagshot - 28.04.2024

Isaac odetchnął po raz kolejny, a słomkowy kapelusz spadł mu z głowy. Puścił ramiona kuzyna i również odsunął się o krok. Oparł rękę na biodrze, a wolną dłonią przeczesał włosy.
- Tak, nie mamy po osiem lat... - Powtórzył i spojrzał na spokojną wodę. Pogoda była piękna, okolica urokliwa, ale jego głowa zdecydowanie nie działała tak, jak powinna. Baghsot musiał poukładać myśli, zastanowić się nad tym, co się tutaj wydarzyło i skąd w nim taka nieufność wobec Owena. Musiał również przemyśleć, dlaczego kuzyn był wobec niego bardzo negatywnie nastawiony. Emocjonalny rollercoaster zmęczył go straszliwie. Odetchnął więc ponownie i przytknął dłoń do czoła.
-Chyba... chyba lepiej będzie, jak już pójdę. Muszę odpocząć, miałem ostatnio dużo pracy. - Spojrzał na Owena i spróbował się uśmiechnąć.- Powodzenia w pisaniu i szukaniu informacji o biskupie. - Mając serdecznie dość, odwrócił się na pięcie, żeby wrócić do swojego domku. Miał zamiar teleportować się do Manchesteru jak tylko złapie w ręce swoją walizkę.
Po Isaacu został więc jedynie słomkowy kapelusz, a Owen mógł usłyszeć charakterystyczny dźwięk deportacji...

Koniec sesji