Secrets of London
[8.08 Windermere] Szaleństwo Windermere. Strach ma wielkie oczy, miśka smutek toczy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [8.08 Windermere] Szaleństwo Windermere. Strach ma wielkie oczy, miśka smutek toczy (/showthread.php?tid=3087)

Strony: 1 2


RE: [8.08 Windermere] Szaleństwo Windermere. Strach ma wielkie oczy, miśka smutek toczy - Samuel McGonagall - 15.04.2024

Samuel był dobrze wychowanym synem bardzo kulturalnych rodziców. "Szlag" było jedyną jego formą przeklinania, nawet w dużych emocjach nie sięgał po słowa, które mogłyby jakkolwiek skrzywdzić kogoś lub obrazić.

Ale w nim się gotowało teraz tak, że do głowy przychodziła cała plejada brzydkich słów.

Znowu ktoś go zmuszał do czegoś, na co nie miał ochoty. Znowu System wyciągał po niego ręce, a mężczyzna, który oceniał jego stan zdrowia z pewnością był niedouczonym bałwanem, który w ciągu swojego całego życia nie wyleczył ani jednej osoby. Wszystkie na pewno umarły już, albo umrą w najbliższej przyszłości. NIC co on zrobił nie mogło byc dobre i Samuel zdecydowanie nie chciał, aby on go dotykał. Aby mu pomagał. Aby psuł go jeszcze bardziej!

Nim Basilius zdążył zareagować, Samuel dotknął swojej różdżki, która leżała gdzieś w trawie, którą porzucił po tym jak położył się, aby umrzeć.

– Odwal... – powiedział dźwigając się na łokciu, ociężale, w zmęczeniu dniem, miesiącem, kwartałem, życiem...

– ... się.... – dodał dźwigając się na kolana i sięgając po moc. Gniew był natchnieniem, gniew był inspiracją, gniew i tęsknota za Knieją. Tam by mu nikt dupy nie zawracał, tam by pozwolili jego ścierwu gnić pośród wrzosów. Musiał wrócić. Ale najpierw..

Słowo "pan" przeszło w przerażający do cna ryk, który wędrował wprost do kręgosłupa wątłej ogolonej małpy. To był moment, gdy Samuel transmutował i zamiast umierajacego świra, Basilius miał przed sobą rozwścieczałego niedźwiedzia, który ryczał mu prosto w twarz eksponując dwa rzędy pięknych i zabójczych zębów

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/f4/35/30/f4353078a226f38ec1b6ead744b44f6a.jpg[/inny avek]


RE: [8.08 Windermere] Szaleństwo Windermere. Strach ma wielkie oczy, miśka smutek toczy - Basilius Prewett - 16.04.2024

Nie trzeba było być geniuszem, by wiedzieć, że ta rozmowa nie poszła tak dobrze, jakby mogła. O ile w ogóle można było powiedzieć, że poszła jakkolwiek dobrze.
W pierwszej chwili myślał, że mężczyzna chwyta po różdżkę, by zaatakować jego, ale zamiast tego stało się coś znacznie dziwniejszego.
Nieznajomy rósł i rósł, aż przed Basilusem stanął ogromny niedźwiedź. Niedźwiedź o bardzo irytującym pysku, ale jednak kurwa niedźwiedź.
A z niedźwiedziami się kurwa jednak nie zaczynało.
Mina Prewetta jasno wskazywała, że jego pewność siebie go nieco opuściła. Bardzo powoli uniósł ręce do góry i cofnął się o krok, cała swoją postawą mówiąc, że zgodnie z życzeniem przewrażliwionego futrzaka zamierza się odwalić. Czy powinien rzucić teraz zaklęcie paraliżujące, lub pętające, czy też po prostu sobie pójść i mieć nadzieję, że nie straci dzisiaj dłoni? Chyba wolał sobie pójść, a nie ryzykować, że nieznajomy go zaatakuje. Może i potrafił być uparty, jeśli chciał, ale bycie upartym, przy niestabilnym niedźwiedziu nie było jednak najlepszym pomysłem. Poza tym potrzebował nienadgryzionego ciała do pracy.
Dobrze. Myślę, że nasza rozmowa jest zakończona – odparł, siląc się na spokój, w duchu jednocześnie przeklinając tego idiotę, misia-histeryka od siedmiu boleści, który nie dość, że postanowił umierać we wrzosach podczas jego urlopu, to jeszcze zdecydował, że zamiast dać sobie pomóc odwali... Takie coś. Bardzo dziecinne swoją drogą. On tak by nigdy nie zrobił. To znaczy, gdyby w ogóle umiał przemieniać się w niedźwiedzia, to nigdy by tak nie zrobił. Swoją drogą ciekawe, czy to było, tak jak zapewne głupota blondyna, dziedziczne, spowodowane klątwa, czy nieznajomy był po prostu animagiem? Nie że to było w tym momencie ważne.
Ale z pozytywów... Udało mu się przekonać mężczyznę do wstania. Więc co by nie mówić, teoretycznie to on wygrał w tej rozmowie.


RE: [8.08 Windermere] Szaleństwo Windermere. Strach ma wielkie oczy, miśka smutek toczy - Samuel McGonagall - 17.04.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/f4/35/30/f4353078a226f38ec1b6ead744b44f6a.jpg[/inny avek]

Dawno nie czuł się tak zagniewany i był oto ożywcze. Adrenalina pulsowała w niedźwiedzich żyłach, ale nie zamierzał poddawać się instynktowi, wiec jeżeli nieznajomy zakończył na tym rozmowę i się odwrócił by odejść on odczekał jeszcze chwile gniewie posapując w niedźwiedziej formie. A potem skupił się bardzo bardzo mocno, próbując przypomnieć sobie jak się skakało. Musiał wrócić na swoje wrzosowiska, tam przynajmniej nikt mu nie przeszkadzał. Jeśli znów oberwie żywiołem trudno, a jak się uda to na miłą i zieloną Knieję... lepiej jednak umrzeć o siebie.

Z tą myślą najpierw powrócił do ludzkiej formy, a następnie zniknął z charakterystycznym teleportacyjnym "pup" sądząc, że już nigdy więcej nie spotka tego dziwacznego lekarza, co nie znał się na swoim fachu, a jednak, zachęcił go do wstania i zrobienia czegoś ze swoim życiem.

Koniec sesji