![]() |
|
[21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają (/showthread.php?tid=3099) |
RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Morpheus Longbottom - 22.04.2024 — Nie bądź nudny, Erik. Inercja rodzi herezję — westchnął. Co ta policja robi z chłopcami. Zaraz okaże się, że Erik pija tylko czarną kawę, nosi tylko robocze jeansy i czarne garnitury i nie robi nic ze swoją fortuną, żeby usprawiedliwić ogromne sumy w skrzynce u Gringotta. Sądził, że właśnie ta nieumiejętność bycia ekstrawaganckim sprawiała, że w duszach arystokratów rodziły się dewiacje. Oczywiście, nie zakładał, że właśnie tak było z Erikiem, musiały istnieć jednostki, stanowiące kontrast do nadmiernie ekspresyjnych jednostek. Jego bratanek był herosem, Prometeuszem niosącym ogień ludzkości. Jednak niektórzy, zamknięci w idei konformizmu, w prywacie stawali się absolutnie nieznośni. Bogowie, dziękujmy, że w eonach prawdopodobieństw Antoniusz tonował Morpheusa i wzajemnie, bo mogłoby się to skończyć bardzo źle. Sukienka, zapomniana, stanowiła tylko westchnienie przeszłości. Znacznie cięższym dźwiękiem, były przekładane kartki ze skrupulatnością osoby, która na co dzień ma do czynienia z dawnymi artefaktami i notatkami osób, których imiona już zatarły się w pamięci. Usiadł na podłodze ze skrzyżowanymi nogami i zaczął przyglądać się twarzom, starając się połączyć je — Wspominając o drzewie genealogicznym, mamy jakieś rekordy imion i zdjęć poszczególnych członków rodziny Juliusów? Chciałbym przypisać imiona do twarzy — postukał w szkicownik i pokazał gnijące dziewczynki na szkicach Erikowi i Patrickowi, kartkując całość i wskazując progres, w jakim następowało dziwaczenie rysunków. — Są jakieś dane o darze Trzeciego Oka pośród nich? Sprawdzę to później też w Departamencie. Zamknął szkicownik. Coś mu tu śmierdziało i nie wiązało się to z obecnością trzech mężczyzn w niewywietrzonych przestrzeniach. Zaciągnął się stęchłym zapachem zakurzonego powietrza, powietrzem, którym oddychali onegdaj mieszkańcy tego miejsca i postanowił spojrzeć w przyszłość. Jego czy zamgliły się nieco, a czarne spojrzenie zamgliło. Wyglądał trochę, jakby go już w tym miejscu nie było. Rzut na jasnowidzenie
[roll=PO]RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Patrick Steward - 23.04.2024 Patrick aż nazbyt dobrze rozumiał, że zdarzały się w życiu takie momenty, które drastycznie przekreślały czyjeś marzenia i pragnienia (a do tego mniej więcej sprowadzał oczekiwania rodziców wobec przyjścia świat i późniejszego wychowania dziecka). Rozejrzał się pobieżnie po pomieszczeniu, ale choć wyglądał w tym momencie, na zamyślonego, daleko było mu do rozmyślania nad śmiercią, która musiała tutaj zawitać. Dość mechanicznie zajrzał do jednej z książeczek. Odłożył ją na półkę. Wychodziło na to, że gdyby tylko dożył to mały lokator mógłby być w tym momencie w jego wieku. Podniósł jego zdjęcie i zapatrzył się na ruchomą postać chłopca. Bardzo to było nierozważne, pozostawiać takie zdjęcia w tym domu. Pogładził kciukiem fotografię, a potem trochę wbrew sobie, postanowił jej mimo wszystko nie wyrzucać. Ten pokoik należało uprzątnąć w całości, pomyślał. Steward odsunął zasłony i otworzył okno a następnie z niego wyszedł, by poszukać czegoś, co mogłoby mu posłużyć za torbę lub pudło. Po znalezieniu marynarskiego wojska wrócił z powrotem. Być może książeczki, zabawki (czy znajdujące się w szafce ubranka) można by było przejrzeć, przesortować i przynajmniej częściowo oddać potrzebującym, ale Patrick uznał, że takie działanie byłoby jednak przesadną. To wszystko leżało tu od lat, nasiąkało tym miejscem, może pleśnią czającą się w starych ścianach lub przy suficie. W dodatku należało do małego, zmarłego chłopca spoglądającego na niego z fotografii. Śmierć dziecka na pewno była tragedią dla jego rodziców, ale Patrick – dość pragmatycznie – uznał, że nie istniał żaden logiczny powód by i członkowie Zakonu Feniksa przeżywali cudzą żałobę. Nie magią, ale rękoma, spakował widoczne przedmioty do marynarskiego worka. Potem worek związał i nakleił na niego czerwoną karteczkę. W zasadzie na wszystkie meble znajdujące się w tym pokoiku również nakleił takie karteczki. Za pomocą różdżki i magii zgarnął kurz i wyrzucił go za okno. Z zieloną karteczką (w dodatku przyczepiona do ściany), pozostała tylko fotografia kilkuletniego chłopca. Całkiem zadowolony z postępów, które wykonał, Patrick skierował się do pokoju, który ktoś już częściowo próbował uprzątnąć. Wszedł do niego. Zanim jeszcze zaczął się po nim rozglądać, również w tym miejscu postanowił rozsunąć zasłony i otworzyć okno. Pewnie tworzył w ten sposób przeciąg, ale było lato, było ciepło a ciepłe powietrze mogło im pomóc w przegnaniu zaduchu i… i dość przygnębiającego charakteru, którym tknął ten dom. Zaraz po tym, Steward zajrzał do szafy a potem w stronę książek i papierów, które ktoś już próbował kiedyś uprzątnąć. Na razie nie wracał do Erika i Morfeusa, wychodząc z założenia, że gdyby znaleźli coś ciekawego zawołaliby go (a przynajmniej on z pewnością by ich zawołał). RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Bard Beedle - 23.04.2024 Juliusowie nie interesowali Brenny na tyle, by robiła wielki wywiad o ostatnich przedstawicielach rodu – zwłaszcza, że Księżycowy Staw kupiła od pewnego szkockiego posiadacza ziemskiego, który z kolei zakupił go od Macmillanów, a wcześniej dom należał do jakiejś Francuzki… odnalezienie informacji na ich temat nie miało jednak z pewnością być trudne: w końcu byli rodziną czystej krwi. W jednym z gabinetów lub w bibliotece pewnie, skoro nie wyrzucono większości ich rzeczy, znajdowało się drzewo genealogiczne, a jeżeli nie tutaj, mogli odszukać je w oficjalnych archiwach czy u Parkinsonów. Morpheus mógł pamiętać Estellę, mógł kojarzyć, że raczej nie władała darem jasnowidzenia, mogło kołatać mu się w głowie coś o tym, że jedna z jej sióstr została zamordowana, i że chyba oskarżano o to ojca… Na jednym z rysunków z pewnością była Estella. Najpierw Estella żywa. Potem Estella martwa. Dwie ciemnowłose dziewczyny przypominały ją trochę – prawdopodobnie były to jej siostry. Genevieve i Guinevre, jak wskazywały hogwarckie notatki, wygrzebane przez Erika. Dwie identyczne, małe dziewczynki z portretu na dole: to mogły być one, dało się uchwycić pewne podobieństwo. * Z tego pokoju usunięto sporo rzeczy, należących pewnie niegdyś do właściciela. Ktoś usiłował dokończyć tych porządków i w jednym z pudeł Patrick znalazł papiery – były tam listy, notatki, fragmenty gazet, wszystko bez wątpienia wydobyte z szuflad biurka, teraz już pustego. Znalazł cały pęk listów, adresowanych do Bastiana Juliusa. Kilka z nich podpisano imieniem i nazwiskiem Amarylis Greengrass, a sądząc po zawartej w nich treści, były to listy wymieniane pomiędzy osobami planującymi zaręczyny. Ostatnia wiadomość od niej została napisana w sierpniu 1943. Jeden z ostatnich listów napisał sam Bastian: ten nigdy nie został wysłany. Do jednego ze swoich przyjaciół zapewne, pisał w październiku 1943 roku, że pewien jest ponad wszelką wątpliwość, że wypadek Amarylis nie był wypadkiem i że ma zamiar ukarać sprawczynię nieszczęścia. Nie było w pudle niczego z późniejszymi datami. Najwyraźniej albo nowsze zapiski zdążono wyrzucić, albo Bastian Julius zmarł w roku 1943, niedługo po śmierci swojej narzeczonej. Na dnie pudła, na wrzuconej tam fotografii, młody, ciemnowłosy mężczyzna, zakładał na palec młodej, jasnowłosej kobiety pierścionek zaręczynowy. W tle – to musiało być zdjęcie zrobione podczas przyjęcie zaręczynowego – migało mnóstwo osób. Niektóre z nich przypominały te z rysunków G. Julius. @Erik Longbottom @Morpheus Longbottom @Patrick Steward Tura do 27.04 RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Erik Longbottom - 24.04.2024 — Każdy ma inne upodobania — mruknął, wzruszając przy tym ramionami, po czym uśmiechnął się przewrotnie. — Ja założyłbym togę, zamiast jedwabnego szlafroka.
Gardził kawą, toteż akurat w tej sprawie nie trzeba było się zbytnio przejmować jego preferencjami. Pierwsze miejsce na podium ulubionych napitków od lat nieprzerwanie zajmowała herbata i nic nie zapowiadało, aby miało się to w najbliższym czasie zmienić. Co zaś tyczyło się jego ekstrawagancji... Chyba po prostu musiał być tym stonowanym. Tym, który zachowywał się, jak należało, ubierał się, jak należało, kiedy jego siostra pakowała się w kłopoty i gasiła pożary. Ktoś musiał ją równoważyć, skoro sama nie zwracała zbytnio uwagi na ten dysbalans. — Pytasz o ich akta? — dopytał Erik, bo rekordy można było rozumieć dwojako. — Jeśli prowadzono jakieś szeroko zakrojone śledztwa w ich sprawie, to Brygada Uderzeniowa musi posiadać jakąś dokumentację na ten temat. Znając życie, większość zapisków dotyczy samych zaginionych i osób, które je zgłosiły. Westchnął cicho, uchylając drzwiczki przy szafce nocnej. Biorąc pod uwagę, przez ile rąk przeszła posiadłość, oryginalni właściciele musieli ją stracić już dobry kawałek czasu temu. Procedury Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów mogły ulec sporym zmianom, podobnie jak standardy dotyczące prowadzenia śledztw. Dodać do tego jeszcze kwestie archiwizacji dokumentów, a właściwie nic nie było pewne. Teoretycznie w murach Ministerstwa Magii powinny być jakieś zapiski i akta, ale czy przeżyły czystki, gdy władza w rządzie była przekazywana z jednego Ministra Magii do drugiego? — W prasie też mogłoby coś być, o ile rodzina była na językach. Możliwe, że weszli w to głębiej niż śledczy w tamtym czasie. Mogli próbować nagłośnić sprawę chwytliwymi nagłówkami na zasadzie ''kuzyn XYZ zaginął". — Zamilkł na moment. — Najprościej byłoby przejrzeć sam dom. Może jakieś obrazy albo zdjęcia w albumach będą podpisane. Erik wyjął z szafki kilka znajdujących się tam książek i buteleczkę z jakimś płynem. Etykieta zdążyła już zupełnie wyblaknąć, więc nie potrafił stwierdzić, co znajdowało się w środku. Lek? Sok? Alkohol? Odstawił szkło na bok, wertując bez większego zaangażowania cienkie tomy, szukając jakiejś zakładki, zagubionego listu czy notatki właścicielki. — A czego wy nie macie w tym departamencie? — mruknął, skołowany komentarzem wuja. Dziwiło go trochę to, że Departament Tajemnic mógł mieć dostęp do informacji tego typu. Z drugiej strony, może nie powinien się temu dziwić? Ministerstwo Magii miało dostęp do listy zalegalizowanych animagów i wilkołaków, którzy wpisali się do odpowiednich rejestrów. Może Niewymowni ze swoimi sekretami mieli sposoby na dotarcie także do innych utalentowanych czarodziejów i czarownic? RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Morpheus Longbottom - 25.04.2024 — Jednorożców — stwierdził płaskim tonem Morpheus na ironiczne pytanie Erika, zbierając wszystkie dokumenty, jakie znaleźli w pokojach, nieszczęsny szkicownik oraz wszelkie notatki, zapiski, nawet rozliczenia ze sklepów kolonialnych na rękawiczki, jeśli takie były. — Nie wydaje ci się to dziwne? Cała rodzina martwa w jedno pokolenie... Chodziłem do szkoły z... Estellą? Ta wysoka brunetka. — Idę zobaczyć, co odnalazł pan Steward i zająć się tamtą na wpół rozgrzebaną szafą. Wygląda, jakby ktoś w niej czegoś szukał. Z poważną miną, nieadekwatną do jego ubioru oraz wszystkimi papierzyskami, opuścił pokój. Naręcza historii w jego dłoniach, zostały oznaczone magicznymi światełkami, jak te erikowe, aby zaznaczyć, co pochodziło z którego pokoju. Można wyciągnąć archiwistę z archiwum, ale nie archiwum z archiwisty, a częściowo właśnie tym zajmował się wujek Longbottom. — Znalazł pan coś ciekawego, panie Steward? Oprócz nieco przerażających zabawek? Ja bym usunął ten pokój jako pierwszy, gdybym był poprzednim właścicielem — zagaił Patricka, wsuwając głowę przez drzwi pokoju. — Przejrzę tę rozgrzebaną szafę. Oznajmił i jemu. Uznał również, że jeszcze jedno spojrzenie w przyszłość nikomu nie zaszkodzi. Nie powinno być tak źle, nie było tu Brenny. Rzut na Jasnowidzenie
[roll=PO][roll=PO] [roll=PO] RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Patrick Steward - 27.04.2024 Patrick przykucnął przy pudle z porządkowanymi przez kogoś. Zajrzał do środka. Wyciągnął stamtąd kilka listów i przejrzał je mocno pobieżnie. Było coś bardzo niewłaściwego w tym grzebaniu w cudzych rzeczach, nawet jeśli te należały do martwych. Mimowolnie czuł, że naruszał jakieś nieprzekraczalne granice. Zmrużył oczy, zastanawiając się co właściwie powinni zrobić z listami i innymi osobistymi rzeczami, które znajdowali w tym domu. Ułożyć z nich historię? Tylko po co? Ci ludzie nie żyli. Nawet jeśli jakaś kobieta zamordowała narzeczoną Bastiana (w innej rzeczywistości, Steward rozpoznałby w tej historii niemal bolesne, namacalne podobieństwo do historii, którą sam przeżył, w tej pozostawał raczej chłodny w ocenach, nie dostrzegając tu żadnej analogii), od morderstwa minęło już prawie trzydzieści lat. A trzydzieści lat to kupa czasu. Całkiem niedawno z Brenną zajmował się już jednym morderstwem sprzed kilkudziesięciu lat. Czyżby miało mu to wejść w nawyk? A może zrobić w którymś z pomieszczeń Izbę Pamięci? Wrzucić tam całą historię Juliusów i obłożyć je fotografiami? Taki hołd i nie hołd? Tylko… tylko czy warto było być aż tak sentymentalnym dla obcych ludzi? Chyba nie. Podniósł głowę i posłał zamyślone spojrzenie Morfeusowi, gdy usłyszał jego głos. - Wrzuciłem zabawki do jutowego worka – odpowiedział. – I właściwie wszystko w pokoju dziecięcym oznaczyłem czerwonymi karteczkami. Wątpię by w tym domu miało zamieszkać jakieś niemowlę. – A gdyby miało, zawsze mogli mu skołować jakieś przyzwoite, nie nasiąknięte martwą energią poprzedniego, łóżeczko, ubranka czy zabawki. – A tutaj jest trochę listów. Szczęśliwa historia miłosna z nieszczęśliwym zakończeniem. Dwójka martwych ludzi. W dodatku w tle pobłyskuje wątek kryminalny – zmrużył oczy. Może w archiwach BUM były jakieś wzmianki o oskarżeniach, które kierował Bastian Julius w stronę jakiejś kobiety. Tylko Patrick miał od razu niejasne przeczucie, że w grę mogli wchodzić bliscy członkowie rodziny Bastiana. No naprawdę, po co to roztrząsał? - A wy? Znaleźliście coś interesującego? – zapytał po chwili. Wahał się z wyborem odpowiedniej karteczki, którą powinien nakleić na pudło z listami, notatkami i fragmentami gazet. Czerwona? Jednak zielona? Te rzeczy były ważne tylko dla pogrążonego w żalu po śmierci narzeczonej Bastiana. Dla nich powinny być raczej sentymentalnymi śmieciami. RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Bard Beedle - 28.04.2024 Morpheus nie zobaczył żadnego konkretnego widoku, gdy próbował spojrzeć w przyszłość. Ale Patrick mu odpowiedział - coś, może właśnie przebłysk jasnowidzenia i intuicji, kazało mu nagle skierować się do jednego z sąsiednich pomieszczeń. To była ta "gwiezdna" sypialnia, częściowo zdemolowana. Ogółem, by odnowić wnętrze, wystarczyło je pomalować, bo posadzka była w dobrym stanie, nawet okno wyglądało nieźle, za to większość rzeczy… Na podłodze lśniły kawałki szkła: rozbita kryształowa kula. Mapa nieba zdarta ze ściany i rzucona na posadzkę. Sufit, który wyblakł, ale kiedyś chyba wymalowano na nim konstelacje. Przewrócone krzesło, rozbite lusterko i zwalona szafa. Ktoś to pomieszczenie albo przeszukiwał - ale nie zabrał wielu rzeczy - albo zniszczył w ataku szału. Wciąż dało się tu znaleźć przedmioty, należące zapewne do młodej kobiety, ale i kilka męskich - może ktoś korzystał z tej sypialni później albo niekiedy bywało tu jakieś małżeństwo? Tym, co było jednak znaleziskiem najciekawszym, okazały się dzienniki, w skórzanych oprawach – jeden z nich zniszczono tak, że do niczego się już nie nadawał, kartki drugiego były wyblakłe, a trzeciego częściowo powydzierane, ale Morpheus mógł odczytać niektóre wpisy, gdy jego dłonie otwierały te dwa zeszyty na losowych kartach… 10.10.43 Martwię się o Bastiana. Źle znosi śmierć Amarylis: pisał w liście, że zdołał wreszcie znaleźć widmowidza, który zgodził się spróbować sprawdzić okoliczności wypadku. A przecież niewielu widmowidzów zdoła spojrzeć wstecz o parę miesięcy i co mu to da, że ktoś zobaczy, jak panna Greengrass potyka się na tych schodach? * [data nieczytelna] Justine napisała mi, że Mary utonęła. Biedna dziewczyna. Co ona robiła w nocy sama nad stawem? Lydia jest ponoć załamana. Napiszę może do niej, wszak gdy byłyśmy młode, sporo czasu spędzałyśmy razem. * 11.11.43 Bastian nie żyje. Pogrzeb odbył się wczoraj. Zginął przed tygodniem: zbyt to bolało, aby pisać o tym wcześniej. Wróciłyśmy do domu za pomocą sieci Fiuu, prosto z Hogsmeade. Mówią, że utonął: niektórzy szepcą, że było to samobójstwo. Że nie mógł znieść świata, w którym nie ma Amarylis. A ja wiem przecież, że chociaż ją pokochał, to nie bardziej niż własne życie – i nie była przecież pierwszą kobietą w jego sercu. Miewał i inne miłostki, a ona była wyjątkowa tylko dlatego, że jej mógł założyć pierścionek na palec. * 01.07.45 Galahad Bulstrode odwiedził nas dzisiaj: rodzice chcą jedną z dziewcząt wydać za niego za mąż, papa i pan Bulstrode to najdrożsi przyjaciele. Wahają się tylko, czy powinna to być Justine, czy któraś z bliźniaczek. Gdy weszłam do salonu, uśmiechnął się do mnie i przywitał, jakbyśmy znali się od zawsze. * 06.07.45 (…) Galahad też był na przyjęciu – poprosił mnie do tańca. Powiedziałam, że rodzice na pewno byliby szczęśliwi, gdyby to z Justine tańczył. Odparł, że nie widzi swojej przyszłości u jej boku: a potem spoważniał bardzo i dodał, że nie widzi żadnej przyszłości dla Justine. Chyba go usłyszała, bo uciekła z Sali i nie widziałam jej od tej pory… * 10.10.45 Tommy nie żyje. Czuję, jakby wyrwano mi serce. * [brak daty, słowa zapisane w pośpiechu, notatka pośród innych, zamazanych] Oszalałam? Oszalałam, czy Guinevere to nie Guinevere? Która z nich umarła tamtego dnia? W trumnie leżała Genevieve, jestem pewna, że to była Genevieve. Nie wiem, którą siostrę pochowałam? * Lydia! Guinevere! Jak mógł to zrobić? @Patrick Steward @Morpheus Longbottom @Erik Longbottom Ze względu na majówkę, przedłużamy - odpisy najpóźniej do 7 maja. RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Erik Longbottom - 04.05.2024 Zmrużył oczy, nie wierząc w słowa wuja. Niby jego komentarz był logiczny, bo jednorożcami zajmowałby się raczej Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, jednak szczerze wątpił w to, aby Departament Tajemnic miał problem z pozyskaniem przedstawiciela tegoż gatunku. Gdyby faktycznie go do czegoś potrzebowali, to na pewno znaleźliby jakiś sposób na przetransportowanie go do swojej głównej siedziby.
Niewymowni skrywali pośród swoich obsydianowych sal mnóstwo sekretów, a ich witki sięgały daleko, wślizgując się do biur szefów innych departamentów. Mało kto odważyłby się na zignorowanie próśb pracowników Departamentu Tajemnic. Sprowadzenie jednorożca nie byłoby jakimś wielkim problemem. A znając życie, pewnie odbyłoby się to za zamkniętymi drzwiami, żeby przypadkiem informacja na ten temat nie przeniknęła do ministerialnej kafeterii. — Dziwi. Gdyby ktoś planował ich wyeliminować tak po prostu, to chyba prościej byłoby załatwić sprawę raz a dobrze, za jednym razem, więc chyba naprawdę mieli pecha — mruknął markotnie, kręcąc się dalej po pokoju. — Może dopadła ich jakaś klątwa? Zaszłości z innym rodem? Nie o takich rzeczach się słyszy. Zwłaszcza w obecnych czasach. Detektyw skinął głową na kolejne słowa Morfeusza, bez słowa pozwalając mu się oddalić do drugiego pokoju. W tym samym czasie Erik skupił się na oznaczeniu reszty mebli w pokoju i przetrzepaniu reszty szafek. O ile nie natrafił na żadne ciekawe znalezisko, po skończonej pracy przeszedł do kolejnego pomieszczenia, które nie zostało jeszcze przejrzane przez jego towarzyszy. RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Morpheus Longbottom - 06.05.2024 — Dziwne rysunki i dużo sugestii, że nikt nie zagrzał tu czasu wystarczająco długo, a przecież to całkiem ładna posiadłość. Czyli pan też wyczuwa klątwę nosem, a nie zbiór nieszczęśliwych wypadków, panie Steward — stwierdził Morpheus, pokazując ilustracje martwych domowników aurorowi, a widząc, że ten pokój już właściwie został przeszukany przez mężczyznę, udał się za magicznym głosem serca, czy raczej, przeczuciem, do gwiezdnego pokoju. Bardzo kojarzył mu się z pokojem wspólnym Ravenclaw. Słodko-gorzkie wspomnienia. Aby dodać sobie animuszu, zaczął fałszować pod nosem jeden z hitów poprzedniej dekady, I think we're alone now, utwór ze zdecydowanie seksualnym podtekstem, chociaż dość ładnie ukrytym. Children behave // That's what they say when we're together // And watch how you play // They don't understand, and so we're Spojrzał na mapę nieba, porzuconą na podłodze, szukając ewentualnych zaznaczonych ruchów gwiazd, a jeśli była dostatecznie kompletna, określić, z jakiego punktu ziemskiego i w jakiej dacie została stworzona. Przyjrzał się też ubraniom, mankietom, szukając inicjałów. Komnata nie przypominała głównej sypialni, dla państwa domu, ale mógł się mylić. Czy tu mogła mieszkać Estella? Celował, że tak. I think we're alone now // There doesn't seem to be anyone around // I think we're alone now // The beating of our hearts is the only sound. W swojej dosłowności refren wyjątkowo pasował do obecnej sytuacji. Lusterka nie podniósł. Włoski uniosły mu się bez powodu na karku. Od jakiegoś czasu nie lubił luster. Dawały mu, jak to mówili mugole, hibbies-jibbies. Zabawne wyrażenie. Przeglądając dzienniki, przechadzał się po pomieszczeniu, skrzypiąc nierozchodzonymi, nowymi glanami po pokoju. Prawie potknął się przez to o szklaną kulę. Spojrzał na nią, wyjął z kieszeni chustkę i przykrył kawałki, tak jak robiono to tradycyjnie z tymi obiektami. Zawsze należało przykryć szklaną kulę po seansie, a w tym przypadku to, że została rozbita, nie miało znaczenia. Nie pamiętał, aby Estella była wróżbitką. Wyszedł na korytarz i zaczął czytać na głos w sposób donośny, aby Patrick i Erik go usłyszeli: — Oszalałam? Oszalałam, czy Guinevere to nie Guinevere? Która z nich umarła tamtego dnia? W trumnie leżała Genevieve, jestem pewna, że to była Genevieve. Nie wiem, którą siostrę pochowałam? Lydia! Guinevere! Jak mógł to zrobić? — zakończył, zamykając dramatycznie pamiętnik. — Moi drodzy Stróże Prawa, mamy do czynienia z nieczystymi zagraniami i rodzinną tragedią, która nie jest zbiorem nieszczęśliwych przypadków. RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Patrick Steward - 08.05.2024 Patrick podniósł zamyślone spojrzenie na Morpheusa. Zastanawiał się nad jego słowami, nie do końca przekonany, co właściwie powinien powiedzieć. Wzrok niemal mimowolnie prześliznął mu się w stronę koszulki starszego czarodzieja. Pewnych napisów nie dało się odzobaczyć. Zmarszczył brwi. - Czasami jedno nieszczęście nierozerwalnie pociąga za sobą kolejne – odpowiedział wreszcie. Nie był klątwołamaczem, choć zdawał sobie sprawę z istnienia tak potężnych klątw, które mogły doprowadzić do śmierci całych rodzin. Tu nie był do końca przekonany – może dlatego, że przynajmniej w tej części, z którą sam tylko co się zapoznał, wszystko dało się wytłumaczyć zbyt wielką namiętnością? – System niewidzialnych, ale powiązanych ze sobą… - urwał, spoglądając na ilustracje, które pokazał mu Morpheus. Robiły przytłaczające wrażenie. Klątwa czy szaleństwo? Jedno i drugie? Czy rzeczywiście był ktoś, kto nienawidziłby Juliusów tak bardzo, że zdecydowałby się na zniszczenie całego ich rodu? Może jednak warto było zajrzeć do ministerialnych archiwów? A może przedstawicieli tej rodziny trawiła jakaś choroba? U jednych objawiała się chęcią popełnienia zbrodni, inni popadali przez nią w szaleństwo, melancholię lub odbierali sobie życie? W zamyśleniu nie zareagował, gdy jego towarzysz opuścił pomieszczenie. Dalej myślał, zastanawiając się, co właściwie powinni zrobić (albo czego nie robić). Czasami najprostsze wyjaśnienia, choć rozczarowujące, mogły się okazać najlepsze. Podniósł się dopiero z kucek, gdy usłyszał donośny głos Morpheusa. Ostatni raz rozejrzał się po pokoju, a potem wyszedł na korytarz, by wsłuchać się w donośny głos czytającego. Nieczyste siły czy potwierdzenie ogarniającego umysł szaleństwa? System naczyń powiązanych, śmierć siostry, poczucie straty, żal po śmierci, nieumiejętność pogodzenia się i…? Nieczyste zagrania? - No dobra. Może warto zebrać te wszystkie zgony w jakąś całość? – zaproponował powoli, pytająco spoglądając na Morpheusa i Erika. – Przynajmniej dowiemy się kto, kiedy i na co umarł. Może zobaczymy jakiś początek i… - słowo koniec nie do końca chciało mu przejść przez usta. Koniec już znali. Ród Juliusów wymarł. - Może coś nam to podpowie. |